Najlepsze olejki aromaterapeutyczne: co to jest dobra jakość?

aromaterapiavlog-3717

Dzień dobry,

Pierwszą wersję tego wpisu napisałam 4 lata temu. Wtedy interesowałam się aromaterapią, przetestowałam setki olejków eterycznych i przy okazji pisania książki o kosmetykach naturalnych, kupowałam absolutnie wszystkie olejki z receptury.

Dobre olejki ściągałam zza granicy, bo nie było u nas nawet przedstawicielstw handlowych.

Kupowałam i takie za kilka złotych i takie od większych, międzynarodowych firm działających w systemie MLM (każdy dostaje swoją prowizję) typu Young Living i Do Terra. Przez moje ręce przeszło tyle olejków, że w pewnym momencie stwierdziłam, sama założe własną firmę, skoro i tak tracę fortunę! (Tak zrobiłam, ale o tym dalej).

Od tego czasu wiele się zmieniło zarówno w zakresie mojej wiedzy, jak i rynku w Polsce.

Po pierwsze olejki eteryczne stały się bardziej popularne, a co za tym idzie, przyszło mnóstwo dezinformacji.

Częsciowo przez przedstawicieli wielkich firm, częściowo przez ludzi, którzy nie znają się na nowoczesnej aromaterapii.

Miałam tego dość i wyłożyłam wszystkie funduszze w szkolenia.

Zaczęłam studiować aromaterapię kliniczną w Wielkiej Brytanii, jeździć na międzynarodowe konferencje z ekspertami z dziedziny bezpieczeństwa olejków eterycznych (na przykład seminarium dotyczące bezpieczeństwa używania Robertem Tisserandem) oraz naukowe (na przykład Międzynarodową Konferencję Roślin Aromatycznych w Portugalii).

Z tych spotkań wywiozłam dużą wiedzę co do tego jak to wygląda “od środka”, kontakty do różnych destylarnii (na przykład namiar na świetną destylarnię destylującą górskie oregano).

Miałam mieć u siebie w sklepie olejek kadzidłowy? Bardzo dobrze, pojechałam do Omanu, żeby zobaczyć jak wygląda prawdziwe kadzidło oraz żeby wiedzieć, czego dokładnie używa destylarnia, która destyluje olejki frankincense na moje specjalne zamówienie.

Jednym słowem postawiłam sobie za cel, żeby się dowiedzieć o olejkach jak najwięcej.

Ciągle się uczę i powiem Ci jedno.

Sprawa jakości, bezpieczeństwa i używania olejków eterycznych jest BARDZO skomplikowana.

Myślałam, że jest skomplikowana kiedy trzy lata temu pisałam pierwszą wersję wpisu i  byłam klientką.

Odkąd sama konktraktuję i sprzedaję widzę, że jest jeszcze trudniej.

Jedna destylarnia ma na przykład oregano (tę samą roślinkę w teorii) w pięciu przedziałach cenowych.

Najtańsze, uprawiane konwencjonalnie, idzie do przemysłu spożywczego i paszowego, często jest standaryzowane.

Najdroższe jest zbierane ręcznie ze stoków górskich i trzeba je kontraktować z wyprzedzeniem, bo rząd turcji pozwala na zbieranie takiej i takiej ilości rocznie, żeby nie przetrzebić roślin.

Potem ktoś do mnie przychodzi i pyta, dlaczego mój olejek z oregano kosztuje “X” kiedy firmy “Y” kosztuje mniej.

Nie wiem dlaczego firmy “Y” kosztuje ile kosztuje, bo to sprawa polityki i wyborów innej firmy, ale wiem ile płacę za swojej rarytasy:).

W tym wpisie postaram Ci przedstawić punkt widzenia aromaterapeuty, praktyka i osoby, która ma troszkę biznesowego tutaj ogarnięcia.

Od razu powiem, że nie jestem w stanie wyjaśnić wszytkiego.

Dlaczego?

Często przychodzicie, pytacie o bardzo zaawansowane kwestie (np. “czy olejki eteryczne można spożywać”. Prawidłowa odpowiedź “to zależy od wielu czynników) i są to rzeczy, których ja uczyłam się przez kilka lat. Dlatego dobrze jest najpierw nauczyć się chodzić, a potem biegać:)

Jeśli interesuje Cię aromaterapia, zapraszam Cię do darmowego kursu o oregano. 

Dobrze, zaczynamy!

Ważna sprawa.

Nie oczekujcie proszę ode mnie, że Wam powiem jakie są olejki firmy X czy Y. Wiele lat temu używałam firmy Young Living, byłam zadowolona i myślę, że są to dalej dobre olejki (tylko drogie, bo każdy  dostaje prowizję w systemie MLM). Myślę, żę doTerra też jest dobra. Oczywiście polecam swoje olejki, ale mam ograniczony wybór (nie na wszystkie mnie stać, tak po prostu). Swoje zasoby finansowe i czasowe przeznaczam na zajmowanie się “własnym ogródkiem”, nie zaglądanie to ogródka innych. Dziękuję za zrozumienie:)

Jedziemy!

 

 

 

Naturalne, czyli jakie?

 

Zacznijmy od tego, że teraz będziemy mówić o naturalnych olejkach eterycznych, nie o sztucznych olejkach zapachowych

. Co jakiś czas dostaję maile, że komuś wannę zaplamił olejek różany w kolorze roży, “naturalny”olejek czekoladowy albo olejek pszczeli (o zapachu mleka i miodu). Obstawiam z niemal 100% prawdopodobieństwem, że były to po prostu sztuczne mieszanki zapachowe. Przynajmniej ja nigdy nie spotkałam różowego olejku różanego (i trzeba być naprawdę zamożnym człowiekiem, żeby używać go w dużych ilościach do kąpieli: jakieś 600zł wzwyż za 5ml).

Sama olejku różanego nie mam w sklepie (używam  geranium różanego), bo mnie najzwyczajniej na świecie nie stać, żeby zakontraktować litr.

Więc jak widzę firmę, która sprzedaje nierozcieńczoną różę poniżej 100 złotych to jestem bardzo podejrzliwa.  Tak więc tutaj zupełnie pomijamy sztuczne mieszanki zapachowe, o których powiemy sobie razem innym.

Pamiętajmy tutaj, że do celów aromaterapeutycznych używamy  zazwyczaj olejków albo destylowanych parą wodną albo tłoczonych.

Trzy lata temu wyczytałam w starych książkach, że absoluty i konkrety (np. absolut różany i jaśminowy) nie są używane w aromaterapii.

Teraz rewiduję tę wiedzę.

To nie prawda, też są używane.

Na kursie aromaterapii dla kobiet w ciąży w Wielkiej Brytanii nauczyłam się robić mieszankę wywołującą poród z absolutem jaśminowym.

Więc też się ich czasem używa, ale co do zasady nie są to olejki eteryczne.

 

Jaki to jest dobry olejek eteryczny?

Intuicyjnie sprawa jest prosta: no, naturalny olejek eteryczny, prawdziwy.

Z rośliny. Byłoby miło. To zaskakujące, jak wiele osób nadal myli olejki naturalne z olejkami zapachowymi, ale to inny temat. Co to będzie dobry olejek?  Witamy na moim blogu. Właśnie zaczną się schodki:)

Prawdziwy czyli taki, który jest w 100% pochodzenia naturalnego. Nie rozcieńczony (częsta praktyka), bez dodatków innych olejków nieoznaczonych na opakowaniu (często fałszuje się np. olejek różany), bez wprowadzania w błąd kupującego (czyli jeśli piszę, że sprzedaję Ci olejek z drzewa różanego to nie rysuję na etykietce wielkiej róży damasceńskiej). To jest taka podstawa, podstawa, żebyśmy byli zadowoleni z naszego olejku.

Sine qua non.

Ja na przykład nie sprzedaję olejków eterycznych, które są rozcieńczone ale jeśli robię je w mieszance kosmetycznej, to zawsze o tym piszę.

Możemy jednak oczekiwać też czegoś ekstra, ponad to.  Oczekujemy rzeczy ekstra wtedy, kiedy liczymy na szczególną jakość farmaceutyczną, kosmetyczną (o czym dalej) albo po prostu lubimy otaczać się rzeczami najwyższej jakości i mamy taką zachciankę:). Czego zatem możemy oczekiwać?

Fajnie byłoby z dobrego źródła (rolnictwa ekologicznego, zrównoważonego zbioru etc)

Nie zawsze jest to do zrobienia i nie zawsze konieczne (dlaczego, o tym dalej), ale możemy chcieć mieć taką zachciankę, w końcu wolelibyśmy nie mieć pozostałości pestycydów czy fungicydów w naszym olejku.

Na pociechę dodam, że na szczęście wiele ziół nie potrzebuje dużego nawożenia i opryskiwania (ale część jest podatna na infekcje grzybowe, tak jest np. w naszym klimacie z lawendą).

Dla porządku powiedzmy też, że niektóre olejki nie będą miały certyfikatów.

Dla przykładu byłam w Omanie. Kadzidło rośnie tam na pustyni i jest ekologiczne z zasady.

Sułanat Omanu nie ma certyfikacji “ekologicznej” swojego kadzidła.

Jak zamawiam partię olejku kadzidłowego na moje zamówienie, na przykład boswelli sacra, to wiem z której dokładnie żywicy destylarnia dla mnie destyluje.  Sama żywica nie ma certyfikatu ekologicznego, bo rośnie tam:

Sutanat Omanu traktuje swoje kadzidło jako dobro narodowe i pilnują, żeby było pozyskiwane dobrze.

Ale już taka Somalia?

Drzewa kadzidłowe są często “overtapped” (zbierają owszem, ze stanu naturalnego, ale za dużo) i zaczynają ginąć.

Masz potem ten sam olejek w teorii, jeden kosztuje kilka razy mniej od drugiego.

W teorii obydwa są ekologiczne (serio, nie potrzeba certyfkatu wiosce w górach, mają tam czyściutkie powietrze i ludzie żyją jak przed wiekami praktyczne).

W teorii z tego samego drzewa, ale z innych krajów.

Firmy certyfikujące to też jest biznes: dwie największe firmy certyfikacyjne (EcoCert i Soil Association) za darmo nie certyfikują i wiele małych destylarnii nie może sobie pozwolić na ich certyfukację.

 

  • pragnęlibyśmy być może, żeby olejek zachował jak najwięcej swojej właściwości.Był dobrze pozyskiwany, paczkowany, przechowywany.
  • pragnęlibyśmy, żeby olejek miał jak najwięcej substancji czynnych, na których nam zależy. Możemy chcieć, żeby był pozbawiony pewnych substancji uczulających (ale to raczej jest potrzebne firmom do konkretnych zastosowań, o czym dalej) albo miał określony profil biochemiczny. To jest dla zwykłego użytkownika zazwyczaj mało znaczące, ale możemy mieć takie pragnienie.

Nadal brzmi dość logicznie, prawda?

Problem polega przede wszystkim (pomijając problem z tym, że ludzie bywają nieuczciwi) na tym, że zioła i olejki eteryczne to dary natury.  Za nic nie chcą się wcisnąć w ramy wyznaczane przez współczesną farmację i naprawdę bardzo trudno jest (ale to nie jest niemożliwe) je standaryzować. Są kapryśne i ich jakość (rozumiem jakość jako naturalność + możliwie największe właściwości terapeutyczne) oraz skład może zależeć od miliona czynników.

Na przykład?

  •  od odmiany
  • sposobu uprawy (nie chcielibyśmy mieć np. pozostałości pestycydów na olejku, prawda?)
  • od pogody w danym roku (w roku mokrym roślina może mieć mniej olejków eterycznych niż w suchym)
  • rodzaju gleby (to bardzo ważna zmienna), gatunku rośliny
  • naturalnych wariacji  np. tymianek ma bardzo zmienny chemotyp z natury, taki już on jest (tutaj przeczytasz co to jest chemotyp)
  • pory zbioru
  • suszenia i przechowywania ziół
  • sposobu destylacji. Na przykład mogę mieć fajną lawendę i wydestylować sobie z niej olejek w szopie w jakimś małym destylatorze. Mogę? Mogę (mam nawet niezłą szopę). Tyle, że żeby olejek był bardzo dobry, komora destylacyjna powinna być dobra, z możliwością kontroli ciśnienia i temperatury destylacji oraz odpowiednim dobraniem ich do danego surowca (inaczej będziemy ekstrahować różę, inaczej taki cyprys). Można najlepszy materiał zepsuć złą destylacją.
  • etcetera etcetera

Mamy więc dużo przeróżnych czynników, które wpływają na naturalne olejki eteryczne. Teraz zastanówmy się jak to się dzieje, że trafiają do tych małych buteleczek.

ps. chcę lato!!

lawenda (1 of 1)-2

Skąd się biorą na rynku olejki eteryczne?

Zastanówmy się, skąd na rynku pojawiają się olejki eteryczne?
Sprawa jest i łatwa i nieco trudniejsza.

Ponieważ swojego czasu miałam pomysł konfekcjonowania olejków pod własną marką (pomysł upadł, bo powiedziałam sobie, że albo będę mieć najlepsze możliwe olejki albo wcale i ciągle nie mam idealnego dostawcy, a jestem nadmiernie podejrzliwa tutaj), temat dystrybucji jest mi dość dobrze znany, więc może i dla Was będzie ciekawy:). Tak na marginesie: czy wiecie, że najtańszy olejek lawendowy można sprowadzić z Chin?

1 Gospodarstwo lub firma mają swoje własne plantacje i destylują sobie olejek. Najłatwiejsza opcja i najbardziej logiczna. Natomiast dość rzadka. Dlaczego? Ponieważ dość trudno jest mieć gospodarstwo, które posiada zróżnicowane rodzaje olejków, a przecież wymagania rynkowe są dość duże

Gdybym ja chciała destylować własne olejki to samego tymianku powinnam mieć ze dwa hektary.

Nie robiłabym nic, tylko uprawiała ten tymianek a i tak olejek nie byłby taki dobry bo…

Rok temu w maju padał śnieg.

Tego roku maj jest zimny.

W plantacji na południu Francji, z której biorę tymianek, roślinka ma już pełno olejków eterycznych bo jest tam SŁOŃCE.

Za to bardzo fajnie można destylować wody kwiatowe w naszych warunkach i z chęcią to robię:)

Wyjątkiem wydaje się być lawenda i róża, na które popyt na światowym rynku jest ogromny i taki dobry producent lawendy nie będzie miał problemów z jej upłynnieniem najmniejszych.

2  Firma kontraktuje olejki.

Tak robi prawie każdy i ja też. Opcja najczęstsza: firma kupuje olejki albo bezpośrednio od gospodarstw albo od większej firmy, która już je wcześniej skupiła (bo przecież nie każdy może sobie pozwolić na zamówienie ileś tam set kilogramów jednego olejku, to normalne). Potem rozlewa się je pod własną marką, czyli właśnie konfekcjonuje.

Czasami są to olejki z jednego gospodarstwa, ale bardzo często mieszane. Znamy na przykład kraj pochodzenia (który podał nam importer), powinniśmy znać dokładną nazwę botaniczną rośliny. Jest to praktyka powszechna i zupełnie zrozumiała, chociażby dlatego, że wiele olejków eterycznych (np. sandałowy) u nas nie występuje i trzeba je sprowadzić.

Dla przykładu olejek goździkowy sprowadzam ze SriLanki, Ylang Ylang Extra fine z Madagaskaru i daltego jak nie ma ich na stanie, to zajmuje około 4 -5 tygodni ściągnięcie nowej maprtii.

Na tym etapie może zdarzyć się wiele: rozcieńczania (często nieświadome, wydaje mi się że jednak firmy przywiązują coraz większą wagę do tego, żeby sprzedawać dobry produkt), mieszania tańszego z droższym i inna magia przeróżna.

Nie ma możliwości żeby sprawdzić w pełni jakość olejku na oko (no chyba, że ma słaby zapach wybitnie albo jakiś podejrzany kolor, to można się domyślać) i jedynym sposobem, żeby być pewnym, że nam dystrybutor sprzedaje pewną rzecz jest  test laboratoryjny.

Kiedy dostaję olejek, mam do nich komplet badań.

Co ciekawe, raz na jakiś czas zdarza się jakaś “Aberracja”.

Na przykład kiedyś dostałam lawendę od mojej destylarnii, która była niepodobna do niczego innego co widziałam wcześniej i w papierach wyszło, że ma inny wzorzec niż powinna.

Potem okazało się, że mieli bardzo dziwną pogodę podczas destylacjii tej partii i dlatego miała inny zapach niż zazwyczaj. Co ciekawe, dziewczyny bardzo go polubiły, ale nigdy więcej nie udało się go odtworzyć, bo akurat taki był rok.

Widziałam to zjawisko też na maśle shea.

Raz,  dosłownie raz, miałam partię super miękkiego masła shea, które miało supełnie inny rozkład kwasów tłuszczowych. Chciałam je sprowadzać, bo było super, ale okazało się, że to taka “naturalna aberracja” i już nie udało się jej powtórzyć.

Certyfikaty “Jakoś terapeutyczna” to ściema marketingowa

Poważnie.

Większość tych certyfikatów to są “TM” czyli “Trade marks” i to zarejestrowane poza Europą.

W dużym skrócie wygląda to tak.

Duża firma wymyśla jakąś nazwę na przykład “Certyfikat Bioterapetycznej Jakości” i rejestruje ją jako znak towarowy.

To oznacza w krótce, że tylko ta firma może go używać!

Czasem piszą do mnie dziewczyny i pytają, czy “masz certyfikat terapeutyczny jak firma X”.

Nie mam i nie będę mieć, bo ta firma za to pozwie mnie do sądu. Proste.

Firmy same zakładają własne certyfikacje i znaki towarowe.

Nie mówię, że takie olejki nie będą jakoścowe bo to nie ma nic do rzeczy. Mogą być, ale nie muszą.

Mówię, że to znak towarowy i jakbym chciała to mogę sobie wszystkie moje olejki oznaczyć “Jakość Terapeutyczna TM”.

A przepraszam, nie mogę, bo w Unii Europejskiej nie możemy sugerować, że coś jest “lecznicze”, jeśli nie jest formalnie lekiem. Stąd większość tych certyfikatów jest zarejestrowana w Stanach.

Olejki firmy X mają certyfikat terapeutyczny się do spożyca i dlatego są takie super

To też jest ściema.

Owszem, olejki eteryczne mogą, ale nie muszą nadawać się do spożycia.

Rozcieńczysz oregano i zrobisz z niego suplement? Będzie jadalne.

Zjesz sobie olejek eukaliptusowy albo wintergreen, choćby czystości złota?

Wylądujesz w szpitalu.

Doprawisz sobie kropelką goździka coś?

Będzie jadalne.

Zaczniesz brać goździk choćby z milionem certyfikatów, ale bez wiedzy aromaterapeuty, pójdziesz potem na wyrwanie zęba?

Zaczniesz krwawić, bo rozrzedza krew.

Poza tym, żyjem w Unii Europejskiej i według prawa jedynym “certyfikatem”, który dopuszcza coś do spożycia jest…

Zgoda SANEPIDU.

Jeśli mi nie wierzysz, to zobacz na etykietki tych firm których przedstawiciele mówią “śmiało, to czyste, możesz jeść!”. Jeśli są dopuszczone do obrotu w UE to małymi literkami zawsze będzie “not for internal use” (chyba, że to akurat suplement diety)”.

Możesz też zadzwonić do Sanepidu, zapytaj czy “olejek firmy Y” jest jadalny, bo mają certyfiakt brzmiący “XYZ”.

Certyfikaty marketingowe nie mają nic co do prawa.

Dlatego ja na swoich olejkach zawsze piszę “nie do spożycia”.

Sama oczywiście ich używam np. do gotowania, rozcieńczam sobie oregano na domowy suplemen, ale stężone co do zasady dla klienta końcowego jest jako “nie do jedzenia”.

Co ma sens, bo ktoś sobie zapomni, użyje, nie rozcieńczy i zrobi sobie krzywdę.

Bo są stężone i po prostu trzeba umieć ich używać.

Mogłabym powiedzieć: “A, to tylko takie głupie europejskie prawo, ale moje olejki są czyste, więc możesz kupić i pić!”.

Pewnie nikt by się nie dowiedział. Ale po prostu nie pozwala mi na to etyka i moja wiedza, więc jeśli mogę, polecam zawsze inne opcje:)

Tracę przez to czasem  Klientów, ale nie chcę mieć potem na sumieniu tego, że ktoś sobie poparzył przełyk np. pijąc oregano prosto z buteleczki.

Jeśli interesuje Cię ten temat, zapisz się do mojego darmowego kursu o olejku z oregano i tam bardzo dużo mówię na ten temat! 

Pamiętaj proszę, że spożycie (mówię o terapeutycznym, nie że sobie doprawisz ciasto olejkiem cytrynowym), czy nie nie jest wyznacznikiem jakości.

Ciekawostka: olejki do spożywki i paszowe są najtańsze;).

Nie jest konieczne, żeby aromaterapia działała i często działa dużo lepiej przez inhalacje (bo szybciej, od razu wchodzi do krwioobiegu a nie przez kwas żołądkowy)

Wymaga zaawansowanej wiedzy. W wielu przypadkach widzę, jak piszą do mnie dziewczyny, które dopiero zaczynają przygodę z aromaterapią, nie do końca wiedzą jak się używa olejki eteryczne i chcą je spożywać.

Ja to rozumiem, bo to jest stężone zioło i jakby “lek”, ale zazwyczaj odwodzę od spożycia i pokazuję inne, skuteczne i bezpieczne, drogi.

Takie, jakich sama uczę się na kursach aromaterapeutycznych.

Ciekawostka.

Międzynarodowe stowarzyszenia aromaterapeutów  takie jak IFPA (nie sprzedawców, ale aromaterapeutów) generalnie nie pozwalają na nieodpowiedzialne promowanie olejków jako “do spożycia leczniczego”. Można za to wylecieć z gildii.

Ja według “prawa” mogę się nauczyć jak administrować olejki spożywcze dopiero po pełnej, dwuletniej praktycznie certyfikacji na aromaterapeutę klinicznego.

To jest zaawansowana wiedza.

Także tracę przez to pieniążki, natomiast śpię spokojnie, że robię i polecam tak jak umiem najlepiej w danym momencie.

Więc z tymi certyfikatami to ostrożnie…

Np. jakaś firma pisze sobie że ma olejek “Super Therapeutic Effect Forever Live Great Great” czy coś w tym stylu, a jednocześnie trzyma w tajemnicy kryteria certyfikacji (albo wręcz są one tajemnicą firmową).

Nie jest to wtedy klasyczna certyfikacja (bo nikt poza tą firmą nie może się tak certyfikować), ale raczej znak handlowy czy znak jakości (która może być bardzo wysoka).

To trochę tak jakbym ja stworzyła  sobie “Certyfikat Jakości Klaudynki”  i mówiła, że żadna firma na świecie go nie ma. No nie ma.  CJK mogłyby być naprawdę dobre jakościowo, ale nie będą to kryteria, które można przenieść na innych producentów. Rozumiecie różnice?

Warto wiedzieć jaki olejek ma chemotyp

Ja jestem na przykład olbrzymią fanką olejku tymiankowego. Bardzo, bardzo mi pomógł w przypadku zapalenia oskrzeli (dobrze, stosowałam trochę nielegalnie, czyli wewnętrznie;)), pomógł mojej Babci i ogólnie polecam go komu mogę.

Taki olejek jest jednak zbyt mocny dla małych dzieci: idealny byłby olejek tymiankowy o tzw. chemotypie linalool  (co to jest chemotyp dowiesz się tutaj) , który jest dużo łagodniejszy i odpowiedni do stosowania dla najmłodszych. Nie ma takowego do kupienia u nas, za granicą jest sprzedawany (albo coś przegapiłam?dajcie mi znać!).

Hyzopowy olejek zresztą też jest bardzo ciekawy..

hyzop-lekarski (1 of 1)

Podsumowując, dlaczego trudno o olejki świetnej jakości?

Jak widzicie, na jakość olejku wpływa bardzo bardzo wiele rzeczy.

Trudno jest dostać olejek, który miałby spełnione na raz kilka kryteriów (a że ze sprawdzonego gospodarstwa i jeszcze dobry skład i wiemy, że nierozcieńczony). Dodatkowo, każda partia może być inna. Doktor Różański badał kiedyś olejki kilku polskich firm i część z nich uznał za dobre.

Szkopuł w tym, jeśli firma miała olejki dobre kilka lat temu, nie oznacza to, że jakoś jest zachowana.

Regularnie dostaję pytania w stylu: “Doktor Różański polecał tę firmę, dlaczego ich nie sprzedajesz?”

Byłam na studiach u dr Różańskiego całkiem niedawno (nawet badaliśmy razem dostawcę oregano na chromatografii płytkowej)  i wprost powiedział, że sam sprowadza sobie zza granicy i nie używa polskich firm.

Mógł się zmienić jeden z  dostawców, mogła się zmienić polityka firmy, mogło się zmienić zupełnie wszystko. Rozmawiałam z firmami, które pokazywały mi badania chromatograficzne swoich olejków (bo kiedy chciałam konfekcjonować swoje, to prosiłam o profil olejku konkretnego). Z 2006 roku, które firmy uznawały za aktualne. Ekhem.

Dlatego kiedy zadajecie mi pytania: “Co sądzisz o olejkach sprzedawanych przez sklep z półproduktami X albo Y?”, nie mogę Wam odpowiedzieć. Przecież olejek lawendowy może być zupełnie inny od mirtowego czy pomarańczowego, w końcu są od innych dostawców.

 

Natomiast pytanie jest, do czego Wam są te olejki.

Jeśli potrzebujecie do sprzątania, to najlepiej kupić jakieś tanie. Do mydeł tak samo.

Po co będziesz u mnie kupować za grube pieniądze, jak i tak w procesie zmydlania się zniszczy. Szkoda olejku, kup sobie tani.

Każdy olejek ma “jakieś” właściwości terapeutyczne, bo jest w nim chemia i jakoś na nas działa.

Tyle, że jedne będą działać lepiej, inne mniej.

Dlatego mówię, że jeśli Cię nie stać na olejki eteryczne które są starannie wyselekcjonowane (np. u mnie albo innych, droższych firm) to kup sobie na co Cię stać, albo kup sobie jakiś tańszy (od siebie polecam np. pomarańczowy za 39 złotych, niedrogi ale super fajny) i zacznij po prostu.

Powiedzmy sobie jasno: naturalny olejek eteryczny, dobrze wydestylowany i przechowywany zawsze będzie wartościowy. Lepiej użyć dobrego niż nie używać w poszukiwaniu idealnego

To co mówię jest kontrowersyjne, ale naprawdę tak uważam.  Lepiej jest kupić sobie jakikolwiek i używać.

 

 

Generalnie potwierdza się z mojego doświadczenia zasada, że bardzo dobre olejki nie są tanie.

Nie ma takiej możliwości, po prostu nie ma, żeby dostać sandałowiec poniżej 10 zł. Nawet poniżej 100 jest podejrzany.

Śmiem twierdzić, że olejek z drzewa herbacianego poniżej 20-30 zł jest mocno podejrzany, bo tak się składa, że na świecie w obrocie jest więcej olejku z drzewa herbacianego niż posadzonego drzewa herbacianego i gdzieś następuje cudowne rozmnożenie (tutaj przeczytacie zresztą więcej o fałszerstwach olejkowych).

Rozcieńczony olejek z drzewa herbacianego nadal jest skuteczny, ale wiecie, no, chciałabym wiedzieć że kupuję rozcieńczenie (i żeby było jasne, nie twierdzę, że z każdym coś się robi i że robi się to w Polsce, może my mamy jakieś swoje kanały olejkowe specjalne;)).

Nie ma takiej możliwości, żeby kupić w detalu olejek różany poniżej 100zł (chyba,że macie ciocię z plantacją róży). Nie ma cudów po prostu.

Dodam jeszcze że w aptekach czasem sprzedają takie badziewa, że głowa mała i  czasem nigdy nie słyszeli o jakości farmaceutycznej (“Wie Pani, naturalny olejek to jest, tani, klienci lubią tanie”).

Tanio dość można kupić olejki cytrusowe i to jest OK, bo cytrusy są dość olejkodajne.

Ze swojego doświadczenia mogę powiedzieć, że problem z nimi jest taki, że jak mam małą rotację (czytaj, nie sprzedadzą się wszystkie) to dla mnie problem, bo mają krótką datę ważności.  Staram się mieć zawsze na świeżo i zamykam sprzedać, jak brakuje, ale np. muszę uwzględnić w cenie to, że nie wszystko mi “zejdzie”.

Podsumowując: jak widzicie sprawa nie jest łatwa.

 

ps. bonusowo. Podczas pisania tego wpisu tak mi się wkręciła ta piosenka Grechuty bardzo!

 

Podobał Ci się ten wpis? Podaj dalej!

  • bardzo merytoryczny i ciekawy dla mnie wpis, natknąłem się dopiero teraz, ciekawe czy po dwu latach praktycznego prowadzenia firmy konfekcyjnej olejków autorka nadal przestrzega wysokich standardów jakościowych swoich produktów? po tym tekście ufam tylko dostawcom olejków z natury tanich z powodu ogromnych upraw ziół, a jeszcze lepiej uprawianych w Polsce, czyli w sumie takich, których producenta można sprawdzić, i których nie opłaca się fałszować , bo środki fałszujące, np. rozpuszczalniki, są droższe niż sam olejek. Wiem,że takich olejków będzie niewiele, ale cóż…

    • Gdybym nie dbała, to bym nie prowadziła firmy, bo to nie miałoby sensu :-). To nie prawda, że prowadzę firmę konfekcyjną bo robię różne rzeczy, a szukanie ciekawych dostaw olejków z różnych stron świata to tylko jedna z nich:)

      Większość olejków trzeba sprowadzić (na przykład piękne cytrusy) i większość olejków w Polsce będzie mało olejkodajna, choćby z powodu ilości dni słonecznych i deszczowych (tego roku w maju padał śnieg, a w Bułgarii mają już pełnię zbiorów lawendy:-)). Teoretycznie mięta u nas na olejek mogłaby się udać, jeśli ktoś ma parę hektarów może się zabawić (znam kilka osób które uprawia lawendę w PL, natomiast niesety raczej na susz i troszkę hydrolatu). Byłeś u mnie na destylacji hydrolatów i dobrze wiesz ile trzeba materiału, żeby parę kropli otrzymać, więc tak efektywnie trzebaby mieć z hektar jednego ziela, żeby coś wycisnąć. Najlepiej to kilka hektarów, ale hektar to już tak na luzie:).

      Jeśli założysz kiedyś własną plantację czegoś ciekawego, to chętnie zamówię:D. Taki nawłociowy chętnie kupię, sama ledwo daję radę wydestylować hydrolacik i tego się trzymam z domowej produkcji, coś by się znalazło o co chętnie wzbogaciłabym portfolio. Niestety ja jestem w stanie zrobić tyle ile jestem i tak robię bardzo dużo ciekawych rzeczy i się uzbieram jak głupia do wód kwiatowych:)

      • A co Pani myśli na temat olejków z firmy Melaleuca The Wellness Company? Sprawdzała je Pani czy rzeczywiście są do stosowania wewnętrznego tak jak opinia głosi?

        • Żadne olejki w Unii Europejskiej nierozcieńczone NIE SĄ do stosowania wewnętrznego. To niezgodne z prawem. Zajmuję się aromaterapią kliniczną, sama mam własną firmę olejkową
          (http://sklep.klaudynahebda.pl) i nie mogę powiedzieć, że olejki eteryczne są do stosowania wewnętrznego dla każdego bo po pierwsze to nie zgodne z prawem, po drugie, nie wszystkie, po trzecie, trzeba się znać na aromaterapii.
          Zapraszam Cię do darmowego kursu o olejku z oregano i tam tłumaczę te sprawy:)
          https://klaudyna-hebda-academy.thinkific.com/

  • A ja mam pytanko: czy prawdziwy olejek eteryczny musi mieć eteryczny w nazwie, niektóre olejki (tańsze) nazywają się: olejek aromaterapeutyczny lub zapachowy i producent nie podaje innej informacji że jest to eteryczny.. Jak to jest? Czy zawsze lepiej kupować taki co w nazwie ma eteryczny? Czy poleciłabyś olejki Etja? (zawsze jest napisane że są eteryczne).

    • Nie używałam, więc nie wiem. Obecnie skupiam się na budowaniu własnej marki olejkowje (na szczęście mogę mieć tańsze olejki bo nie zarabiam w systemie piramidy MLM) i nie przeznaczam zasobów na badanie olejków innych niż swoje:).
      Ale opinie są dobre, myślę, że to dobra firma, w końcu to odłam YL.

      Zapraszam Cię do darmowego kursu o oregano, tam więcej o tym piszę.

      https://klaudyna-hebda-academy.thinkific.com/

    • Nie mam pojęcia, ale sama prowadzę firmę olejkową i ich olejki w detalu są tańsze od tych, które mają moje destylarnie na wyjściu cenowo:)

  • Super artykuł, bardzo wartościowy, dziękuję :)
    Chciałabym jednak podrążyć temat, który niezmiernie mnie nurtuje- stosowanie wewnętrzne.

    “Jeśli mi nie wierzysz, to zobacz na etykietki tych firm których przedstawiciele mówią „śmiało, to czyste, możesz jeść!”. Jeśli są dopuszczone do obrotu w UE to małymi literkami zawsze będzie „not for internal use” (chyba, że to akurat suplement diety)”.”

    I właśnie trzymam taki olejek- dopuszczony do obrotu na terenie UE- na którego etykietce jest napisane “for flavouring food” plus zatrzeżenie- jeśli używasz regularnie to nie więcej niż 1 kroplę dziennie.
    Czyli jednak można wnioskować, że jest bezpieczne.

    • Oczywiście, że są, sama używam! Chodzi o kwestię prawną w Polsce.
      Pokaż etykietkę najlepiej: kraj dopuszczenia, olejek, inci.
      To nie jest kwestia że są niebezpieczne, bo sama ciągle używam do gotowania, to jest kwestia, że to

      1. Problematyczne
      2. Jak ktoś nie zna się wogóle na aromaterapii to lepiej, żeby sie nie zajmował

      Są olejki for flavouring food, nawet w Polsce (np. pomarańczowy w oleju). To nie jest kwestia czy są bezpieczne czy nie, to jest kwestia czy potrafisz je użyć, jaki to olejek, do jakich celów (co innego food flavouring np. pomarańcza, co innego wintergreen, który jest toksyczny).

      Spożycie olejków JEST możliwe, ale trzeba umieć to robić. Nie można powiedzieć “wszystkie zawsze są (nie)bezpieczne”. Trzeba wiedzieć co gdzie jak, po co, dlaczego

      Do mnie piszą Mamy które chcą dzieciom dawać np. eukaliptus do picia (lekką truciznę), nierozcieńczone oregano etc etc
      Pomarańcza, mięta inne do doprawienia ciasta, pewnie że są bezpieczne.

      Ale nie sądzę, żeby ktokolwiek w Polsce dopuścił np. oregano nierozcieńczone.

      Więc jeśli Cię frapuje to daj zdjęcie olejku, bo to ważnie jaki jest.

      Pomarańczę może by się dało przepchnąć legislacyjnie czy miętę, ale wiele innych, stężonych nie sądzę.

      Do spożycia pomarańczę rozcieńczoną sprzedaje np. Dr Oetker.

    • Zmierzam do tego, że lepiej jednak nie wnioskować, jak się nie ma podstawowej wiedzy aromaterapeutycznej przy dawkowaniu wewnętrznym, zwłasza leczniczym, bo się można przejechać. Nie ma czegoś takiego jak bezpieczne/niebezpieczne. Jest coś takiego jak:

      Co dajemy (czyli znasz od podstaw toksykologię konkretnego olejku)
      Po co? (Do ciasta? do leczenia?)
      Jak długo?
      Komu (dziecku dorosłemu)
      Co? (Pomarańczę, stęzone oregano coś innego?)
      W jaki sposób?
      Z jakim zaleceniami?
      Czy znamy przeciwskazania?
      Czy to na pradę jest konieczne?

      Tym zajmuje się aromaterapia. Jedne olejki będą “Bezpieczne”, inne nie.

      Nie wnioskuj nigdy proszę tylko dlatego, że jakiś gdzieś (i to bardzo rzadki przypadek) jest uznany do spożycia na wszystkie olejki i na ich bezpieczeństwo:)

      Moim zdaniem póki się nie rozumie mechanizmu działania, to jest niebezpieczne. Mówię tutaj nie o “Food flavouring” ale o olejku, który będzie napisane do spożycia jako supl/leczniczo nierzocieńczony.

      • Dziękuję za odpowiedź :) Trochę pracy domowej w temacie olejków już odrobiłam i wiem, że nie wszystkie nadają się do użycia wewnętrznego. Wraz z doświadczeniem przybyło mi też do nich respektu- to naprawdę skoncentrowane substancje i jeśli chodzi o olejki to widzę, że zasada “mniej znaczy więcej” znajduje tu zastosowanie.
        To co mnie nurtuje to kwestia oznaczeń i informacji o stosowaniu wewnętrznym. Nie ma tu spójności.
        W polskich książkach o aromaterapii można przeczytać, że nie stosuje się olejków eterycznych wewnętrznie, nieraz poszukując na ten temat informacji czytałam, że jest to szkodliwe i żeby absolutnie tego nie robić (po przykładach, które przytoczyłaś to się nie dziwię). Ktoś nawet napisał artykuł, w którym przytoczył informacje o zgonach po spożyciu olejków eterycznych- w te informacje też się zagłębiłam i nie wiem jak ktoś, kto zapoznał się z podstawowymi zasadami bezpieczeństwa korzystania z olejków, mógłby wpaść na pomysł, żeby wypić 15ml olejku eukaliptusowego na raz.
        Z drugiej strony docierają do mnie informacje o tym, że jednak można i może przynieść to korzystny wpływ na zdrowie albo po prostu walory smakowo-zapachowe. Trochę tych informacji pochodzi ze stron “tych firm których przedstawiciele mówią „śmiało, to czyste, możesz jeść!”” ;) i bynajmniej na opakowaniu nie widnieje „not for internal use” ale “for flavouring food” (nie wiem czy dobrze odczytuję kraj dopuszczenia do obrotu ale adres firmy znajduje się w UK). Widać jakoś to obeszli legislacyjnie (oczywiście taki napis nie znajduje się na wszystkich etykietach)- jednak jest to sygnał, że informacje, które przekazują trzymają się kupy; mówimy że można, edukujemy jak to zrobić i potwierdzamy to informacją na etykiecie butelki.
        Mam jednak pewną dozę sceptycyzmu jeśli chodzi o materiały firm, które zarabiają na sprzedaży olejków.
        Po prostu staram się zbadać temat jak najbardziej wnikliwie, żeby nie zaszkodzić sobie lub komuś innemu.
        Dużo kontrowersji jest wokół tematu dodawania olejków do wody i spożywania w tej formie. Mówię tu oczywiście głównie o cytrusach 1-2 krople. Tak, wiem, olejki nie rozpuszczają się w wodzie, ale czy taka praktyka rzeczywiście jest zagrażająca? Oczywiście chodzi mi o ogół a nie przypadki osób, które np. są alergikami i może u nich wystąpić reakcja uczuleniowa.
        I na koniec: gdzie można znaleźć rzetelne informacje na ten temat? To jest to, czego najbardziej mi brakuje. Nie mam możliwości wyjeżdżać na kursy za granicę, a chętnie bym zgłębiła te tematy. Szukam literatury- nie tylko polskojęzycznej, z której mogłabym się tego dowiedzieć. Może znasz coś godnego polecenia?
        Myślałam też o kursie organizowanym przez PTA ale nie obejmuje on zagadnienia stosowania wewnętrznego olejków i z tego co dane mi było przeczytać PTA nie popiera czegoś takiego.

        • Rozumiem Twój ból, ale nie jestem w stanie Ci niczego doradzić bo … niczego takiego w Polsce nie ma.
          Dlatego sama wyjeżdżam zagranicę i tam się uczę. Nie ma też w PL dobrej świeżej literatury.

          Jeśli Cię interesuje temat i chcesz trochę mojej wiedzy, to jeszcze przez miesiąc będzie aktywny kurs o olejku z oregano, więc zapraszam i myślę, że dużo się dowiesz (z trzeciego modułu)

          https://klaudyna-hebda-academy.thinkific.com

          Generalnie spożycie wewnętrzen w międzynarodowych stowarzyszeniach aromaterapeutycznych jest po certyfikacji na aromaterapeutę omawiane, czyi po minimum 300 godzinach wykładów:)