Robimy ROSÓŁ MOCY! doskonały na wszystko - Klaudyna Hebda Blog

Robimy ROSÓŁ MOCY!

Kategorie:
Podziel się z innymi:

Dzień dobry,

Kto mnie zna, ten wie, że jestem fanką rosołu. Trzeba się rozgrzać i z tego co słyszę, co druga osoba choruje. Pierwszy raz zrobiłam go jesienią, trzymałam go na murku i popijałam w przerwach między grabieniem liści. Potem kilka razy, z różnymi modyfikacjami, wszedł do repertuaru mojej kuchni.

Powiedzieć, że ten rosół uratował mi życie, to może trochę za dużo, ale kiedy dwa miesiące temu leżałam chora, to zapewniam Was, że smakował jak pokarm samych bogów. Piłam go na śniadanie, obiad i kolację, małymi łyczkami, tylko z odrobiną chilli. W kubku. Od razu czułam się lepiej. Jest pełen nie tylko rosołowego bogactwa, ale też składników podnoszących odporność i rozgrzewających: grzybów shiitake i chilli. Napiszę Wam również, co jeszcze można dodać, aby go podkręcić!

Gorąco Was zachęcam do przyrządzenia ROSOŁU MOCY!

 

rosół mocy

 

 

ROSÓŁ MOCY

 

To wpis o adaptogenach oraz cykl o prawdziwym jedzeniu. Z góry mówię, że nie o jedzeniu “fit”. A przynajmniej nie zawsze. Będziemy smażyć na tłuszczu kaczym i gęsim, używać smalcu, masła klarowanego, które sobie też sami zrobimy. W wersji dla wegetarian (bo przecież nie samym mięsem człowiek żyje!) będziemy używać oleju kokosowego.

Zioła są w jedzeniu, jedzenie w ziołach. Kawa z mniszka, jaką będziemy sobie robić: to lekarstwo czy pyszny napój? Adaptogeny niby odporność i dziwne, często mało znane nazwy w Polsce, ale przecież rosół i jedzenie też może podnosić odporność. Domowe kosmetyki? Bardzo dobrze, połączmy je z ziołowymi maceratami i mamy bardzo krótką drogę do tego, jak połączyć zioła, leczenie i urodę. To taki trochę poplątany okrąg, w którym coraz więcej elementów naturalnie łączy się z innymi i bardzo chciałabym, żebyście je tak traktowali.

Gotowi?

Balsam Lekki Oddech - zamów w sklepie

 

Jak przyzwać moc? Rosół mocy to odpowiedź!

Tak naprawdę możecie go zrobić, jak chcecie, ale polecam Wam dodanie kilku magicznych składników. Albo chociaż jednego z nich.

Dorzućcie do swego kociołka:

  • kilka grzybów shiitake. Nie tylko podnoszą odporność (kto śledzi Facebooka, ten wie, że mam ostatnio zupełnego hopla na punkcie grzybów medycznych), ale dodają też smaku umami.
  • suszone śliwki, ale uwaga, polecam naszą polską suskę sechlońską (można kupić np. w Almie), ponieważ ona nie jest wędzona, ale właśnie podsuszana, kwaskowata, mnóstwo umami również. Tego sposobu nauczyła mnie pani Irena, u której byłam przygotowywać wywiad na temat suski. Mówiła, że u niej w domu tradycyjnie dodawało się śliwki do rosołu, przez całą zimę, aby podnieść jego wartości odżywcze. Niewielki dodatek 3-4 śliwek na całość! bardzo pięknie podbija smak, nadaje fantastyczny, ciemny kolor.
  • ziele angielskie: uwielbiam, uwielbiam, daję całą łyżeczkę. Nie każdy lubi, ale ja tak (podbija smak umami)
  • jagody goji: jak masz, to dorzuć (adaptogen), jak nie masz, to nic się nie dzieje.
  • kawałek chilli: nie pomijaj, proszę, bo jednak chilli bardzo dobre jest na moc – moc zwalczania przeziębień. Chilli jest ekwiwalentem bardzo potężnego zaklęcia, więc trzeba ostrożnie z nim działać. Jeśli nie czujecie się pewni, możecie pominąć, ale obiecajcie mi potem, że dodacie kilka płatków do gotowego wywaru. Ja daję solidną szczyptę na kubek rosołu, ale ja to ja :). Przyspiesza metabolizm.
  • czarnuszka: macie to dajcie, nie macie, to sobie kupcie przy najbliższej okazji i trzymajcie w szufladzie. Będzie dużo przepisów z dodatkiem czarnuszki, którą wkładam ostatnio prawie do wszystkiego. Mocno przeciwzapalne.
  • sos rybny: to takie trochę oszukaństwo, żeby było jeszcze więcej smakowitości. Nie musicie, ale możecie dodać kilka łyżek.

Odnośnie techniki: postarajcie się o najlepsze mięso z możliwych, najlepiej z kury. Ja mam kurę od Babci, a w mieście jeżdżę na Kleparz i kupuję sobie kury od pań sprzedających kury ze swoich gospodarstw, z wolnego wybiegu. Taka kura to około 35-40 złotych w Krakowie. Dużo? Czy ja wiem? Dwie kawy w Starbucksie, a macie rosół mocy na trzy dni. Po prostu dajcie najlepsze co macie. I nie musi to być piękny super kurczak, z wielką ilością mięsa. Stara kura, dobrze uchowana,  jest okey.

Nie macie starej kury? To kupcie sobie dobrego kurczaka, kurczak zagrodowy np. jest podobno całkiem niezły. Upieczcie go sobie elegancko na niedzielny obiad wedle ulubionego przepisu, zjedzcie ze smakiem i zostawcie korpus (kosteczki). Na tym też możecie zrobić rosół!

Najlepiej też jest użyć miękkiej wody, jeśli takiej nie macie, to gorąco polecam jakiś system filtracji, bo się Wam przyda.

A oto zaklęcie przyzywające moc :)

 

Przepis na Rosół Mocy

Moja Mama nie lubi rosołu, a powiedziała, że to najlepszy rosół, jaki piła. Czyli normalnym ludziom też smakuje :-).

Składniki:

(przeczytaj tekst powyżej, z części można zrezygnować)

  • dobra porcja rosołowa, najlepiej stara kura, oskubana i bez wnętrzności (tak wiecie, gwoli porządku)
  • 6-10 litrów wody, najlepiej miękkiej, w zależności od tego jak duży macie garnek
  • garść suszonych grzybów shiitake (w każdym większym supermarkecie, tak minimum z 5). To jest ważny składnik.
  • 3-5 suszonych śliwek, najlepiej suski. Te mocno wędzone nie każdy lubi i są bardziej “dymne” niż “kwaskowate”
  • chilli tyle ile chcemy (ja daję około 1/2 habanero na początek, ale ona ma różną ostrość). To jest ważny składnik.
  • 1 łyżeczka ziela angielskiego
  • 5-7 ziarenek czarnego pieprzu
  • 2-3 listki laurowe
  • łyżeczka owoców goji, jeśli macie
  • 2-3 łyżki sosu rybnego, jeśli macie
  • włoszczyzna, czyli co tam macie pod ręką: ja miałam kawałek pora, 2-3 marchewki, trochę kapusty. Dacie sobie radę :)

 

Rosół Mocy

Przygotowanie:

Szukamy dużego garnka, może być z pokrywką.  Ten, który widzicie na zdjęciu, ma jakieś 6 litrów, ale normalnie gotuję w 10 litrowym.

Wkładamy do niego porcję rosołową, jeśli trzeba, pociętą (ja pocięłam, ale do zdjęć ładniej tak cała kura wyglądała ;)) i resztę składników. Powoli doprowadzamy do wrzenia, zmniejszamy ogień i niech sobie “pyrka”. Na początku zobaczycie takie unoszące się na wierzchu szumowiny, dobrze jest je zebrać. Nie ma takiego obowiązku, ale ja zbieram, nie lubię szarego kożuszka na rosole :).

Najważniejsze jest, żeby pyrkało bardzo długo. Tak minimum 3-4 godziny, im dłużej, tym lepiej. To nie jest niedzielny, klarowny rosół. To nie jest rosół wzorowej gospodyni albo szlachcianki. To jest Rosół Mocy. Potraktujcie go trochę jak ziołowy wywar, który musi być długo gotowany.

U mnie zazwyczaj po dwóch godzinach wywar traci około 20-30 % objętości. Wtedy zamykam go pokrywką.

Tak naprawdę to najlepiej byłoby jeszcze tak z pół godziny przed końcem gotowania dodać jeszcze raz porcję warzyw (np. marchewkę, kapustę, co tam lubicie), żeby z nich odzyskać jeszcze trochę wartości odżywczych. Pierwsza porcja dodała nam po tak długim gotowaniu głównie smaku.

Kiedy Rosół Mocy jest gotowy, przecedzamy go, doprawiamy do smaku, tak jak chcecie. Daję troszkę soli, troszkę chili. Pijemy albo podajemy z makaronem. Spokojnie trzyma się kilka dni, jeśli uważacie, że nie zjecie, to:

Co robimy z mięsem?

Ja uwielbiam mięso rosołowe z chlebem, to mój przysmak dzieciństwa, kocham.

Jeśli nie lubicie, mam dla Was lepszą opcję: obierzcie mięso i schowajcie do zamrażarki. Będziecie mieć jak znalazł do azjatyckich zup, na przykład tajskiem tom kha gai.  Albo krupniku. Niech moc będzie z Wami!

Poznaj więcej naturalnych sposobów, które postawią Cię na nogi podczas przeziębienia:

Pobierz ściągawkę o naturalnych przepisów

 

 

 

Podobał Ci się ten wpis? Podaj dalej!