Dzień dobry,

Dzisiaj mam dla Was jeden z najdziwniejszych postów na moim blogu. Najdziwniejszych, ponieważ powstały z mojej kolejnej kompulsywnej potrzeby zrobienia czegoś od podstaw: sery? chleb? Proszę bardzo! Kiedy jednak zaczęłam molestować Kuznów,żeby przynieśli mi do ogródka świeżo ścięty pień brzozy („Tak, macie świeżo ścięte drzewo liściaste, tak musi być liściaste, bo grzyby chcę sadzić”) , zaczęło się robić nieco psychodelicznie..

A to było tak: wiosną napisałam o grzybach shiitake. Bardzo szybko zapragnęłam grzybów shiitake. Nie zastanawiając się długo, zapytałam wujka Google o pomoc i zastanawiając się jeszcze krócej, skierowałam swoje kroki na Alledrogo Allegro. Dwa dni później miałam w rękach małe, pokryte białym mchem kołeczki z którymi nie za bardzo wiedziałam, co mam zrobić: posiłkując się instrukcją ze strony internetowej producenta, rozpoczęłam poszukiwania idealnych pni dla shiitake.

Dzisiaj chciałam Wam pokazać film, który przygotowałam któregoś pięknego słonecznego dnia – jak dla mnie (dość dziwnej osoby), jest ciekawy: parę miesięcy temu chciałabym pooglądać jak sadzi się grzyby shiitake. Do filmu się nie przygotowywałam, nie zakładałam makijażu, miałam robocze ubranie – ot tylko grzybnia shiitake, pień i ja.

Jeśli lubicie takie klimaty, zapraszam do dalszej części postu!

ps. przygotowując ten post jestem po drugiej lampce wina, ale tak dobrze mi się pisze, że nie mam ochoty odkładać go na jutro. Co masz zrobić jutro, zrób dziś, o! 🙂

(więcej…)