Grzyby shiitake – jak sadzić.

 

Dzień dobry,

Dzisiaj mam dla Was jeden z najdziwniejszych postów na moim blogu. Najdziwniejszych, ponieważ powstały z mojej kolejnej kompulsywnej potrzeby zrobienia czegoś od podstaw: sery? chleb? Proszę bardzo! Kiedy jednak zaczęłam molestować Kuznów,żeby przynieśli mi do ogródka świeżo ścięty pień brzozy (“Tak, macie świeżo ścięte drzewo liściaste, tak musi być liściaste, bo grzyby chcę sadzić”) , zaczęło się robić nieco psychodelicznie..

A to było tak: wiosną napisałam o grzybach shiitake. Bardzo szybko zapragnęłam grzybów shiitake. Nie zastanawiając się długo, zapytałam wujka Google o pomoc i zastanawiając się jeszcze krócej, skierowałam swoje kroki na Alledrogo Allegro. Dwa dni później miałam w rękach małe, pokryte białym mchem kołeczki z którymi nie za bardzo wiedziałam, co mam zrobić: posiłkując się instrukcją ze strony internetowej producenta, rozpoczęłam poszukiwania idealnych pni dla shiitake.

Dzisiaj chciałam Wam pokazać film, który przygotowałam któregoś pięknego słonecznego dnia – jak dla mnie (dość dziwnej osoby), jest ciekawy: parę miesięcy temu chciałabym pooglądać jak sadzi się grzyby shiitake. Do filmu się nie przygotowywałam, nie zakładałam makijażu, miałam robocze ubranie – ot tylko grzybnia shiitake, pień i ja.

Jeśli lubicie takie klimaty, zapraszam do dalszej części postu!

ps. przygotowując ten post jestem po drugiej lampce wina, ale tak dobrze mi się pisze, że nie mam ochoty odkładać go na jutro. Co masz zrobić jutro, zrób dziś, o! :-)

 

Sadzimy grzyby shiitake:

O.K, teraz same konkrety: co potrzebujemy, do zasadzenia shiitake?

Potrzebujemy:

grzybni shiitake (niżej zobaczycie jak wygląda)

świeżo ściętego pnia drzewa liściastego, do którego zasadzicie grzybnię*

wiertarki *

świeczki, zapałek, młotka

* lub fajnych kuzynów, którzy Wam dadzą taki pień i wywiercą w nim dziury!

Na początek potrzebujemy tego fajnego pnia o którym już parę razy wspomniałam:

Idea jest dość prosta: w świeżo ściętym pniu wywiercamy otwory i wkładamy w nie grzybnię…

Grzybnię lakujemy woskiem, do tego celu przyda się świeczka (uwaga! kora może się lekko zapalić!)

Zalakowana grzybnia wygląda tak:

Wszystko owijamy folią i wkładamy w wilgotne, ciepłe miejsce – u mnie była to szklarnia. I to praktycznie koniec naszej pracy: na marginesie – tak wygląda przygotowany pień:

Po miesiącu lub dwóch wyciągamy nasze kłody, kładziemy je gdzieś, gdzie jest wilgotno (ja włożyłam do oczka wodnego) i potem umieszczamy w wilgotnym, ciepłym miejscu (np. pod wiatą). Niektórzy zakopują pnie pionowo w ziemi, żeby miały dostęp do wilgoci.. A potem..

A potem cieszymy się stałym zbiorem super zdrowych grzybów..

Przynajmniej tyle zapowiada reklama :-)

Według zapowiedzi producenta, grzyby powinny pojawić się już po paru tygodniach, może miesiącach – uprzedzę dociekliwych: nie pojawiło się ani pół shiitake. To nic – wyczytałam potem, że grzyby rosną najlepiej w cyklu rocznym i jest to całkowicie normalne: jednak marketingowym chwytom na Allegro nie wolno ufać :-) Wkrótce więc wezmę moje pnie i schowam je do zacisznego miejsca, gdzie nie będą im groziły przymrozki – planuję wyciągnąć je za rok.

Nie odpuszczę!

Sadziliście jakieś grzyby?

ps. mam ochotę w przyszłym roku pobawić się innymi grzybniami, może tradycyjne polskie grzyby będą dla mnie łaskawsze? Mój wujek ma pod domem cały lasek z sosen, za każdym razem, kiedy wraca z grzybobrania, wyrzuca ogonki grzybów pod te sosny. I wiecie co? Coraz rzadziej musi wybierać się na grzybobranie!