
W końcu jest letnio i majowo. Za oknem mojego mieszkania, w parku, ludzie od wczesnego przedpołudnia rozkładają koce i ręczniki na trawie, starając się uzyskać jak najpiękniejszą opaleniznę. Nie jestem fanką opalania ale z drugiej strony rozumiem potrzebę cieszenia się słońcem, zielenią i szczebiotem ptaków (tak! szczebiocą jak szalone, zwłaszcza o piątej nad ranem: za oknem mamy wielkie drzewo, w którym wiją gniazda).Dzisiaj chciałam Wam przedstawić przepis.. sentymentalny. Kompot rabarbarowy, podkręcony nieco kardamonem i świeżo startym imbirem.Czy robicie kompoty? Wydaje mi się, że dawniej, przed erą soków w kartonie i wód „źródlanych”*, robiło się je dużo częściej. Moja Babcia i Mama do tej pory robią kompoty. Całe, wielkie garnki. Kiedy przychodzi lato ja albo siostra idziemy do ogrodu i zbieramy „co tam jest pod ręką”, właśnie na kompot.* piszę tutaj o wodach „pseudo-mineralnych”. Sama uwielbiam małopolskie wody mineralne takie jak „Kryniczanka” czy „Piwniczanka”, jeśli będziecie mieli okazję spróbować (lubię lekko gazowane) polecam!
(więcej…)