Dzień dobry,
Z której strony by nie patrzeć, nie jestem wielką fanką futbolu. Jestem w stanie zrozumieć czym jest „spalony” (bo w sumie różnych rzeczy człowiek może się nauczyć – ta wiedza nie sprawia jednak, że czuje się większą patriotką;) ), ale niekoniecznie mam ochotę oglądać mecze na żywo czy trąbić na wuwuzeli.
Kiedy jednak mój Pan zapytał mnie:
– Ugotujesz coś dobrego na Euro?
– Przecież słabi z nas kibice…
– Wiem, ale chętnie zjadłbym hamburgera.
Ponieważ zaś każda okazja jest dobra, pojawił się pomysł na okolicznościowy wpis. Kiedy sąsiedzi podgłośnili telewizory, w parku podniosły się okrzyki („Polska górą… ołjeeee” – do tej pory nie wiem, dlaczego siedzieli w parku), ja wyciągnęłam patelnię grillową i przygotowałam właśnie te burgery.
Bardzo proste i szybkie – burgery z dodatkiem świeżej mięty i mizuny: japońskiego zioła, o którym opowiadałam Wam niedawno.
Po kilku minutach były gotowe. Mój Pan nie zdążył nawet dopić piwa (nawiasem mówiąc, piwo lubię tak samo jak piłkę nożną;-)), kiedy pojawiły się na stole.
