Burgery z mizuną i miętą. Euro 2012!

Dzień dobry,

Z której strony by nie patrzeć, nie jestem wielką fanką futbolu. Jestem w stanie zrozumieć czym jest “spalony” (bo w sumie różnych rzeczy człowiek może się nauczyć – ta wiedza nie sprawia jednak, że czuje się większą patriotką;) ), ale niekoniecznie mam ochotę oglądać mecze na żywo czy trąbić na wuwuzeli.

Kiedy jednak mój Pan zapytał mnie:

– Ugotujesz coś dobrego na Euro?

– Przecież słabi z nas kibice…

– Wiem, ale chętnie zjadłbym hamburgera.

Ponieważ zaś każda okazja jest dobra, pojawił się pomysł na okolicznościowy wpis. Kiedy sąsiedzi podgłośnili telewizory, w parku podniosły się okrzyki (“Polska górą… ołjeeee” – do tej pory nie wiem, dlaczego siedzieli w parku), ja wyciągnęłam patelnię grillową i przygotowałam właśnie te burgery.

Bardzo proste i szybkie – burgery z dodatkiem świeżej mięty i mizuny: japońskiego zioła, o którym opowiadałam Wam niedawno.

Po kilku minutach były gotowe. Mój Pan nie zdążył nawet dopić piwa (nawiasem mówiąc, piwo lubię tak samo jak piłkę nożną;-)), kiedy pojawiły się na stole.

Burgery są proste w przygotowaniu – trochę podobne do burgerów z chutneyem z mango. Tym razem chciałam, żeby były naprawdę odświeżające i smakowały nieco orientalnie. Stąd też miks przypraw (mięta, mizuna, kmin rzymski), przywodzący na myśl kuchnię marokańską czy turecką. Do tego szybki sos BBQ i sporo mizuny – czego chcieć więcej?

Dodam, że nie zjedliśmy wszystkich burgerów – z pozostałego mięsa przygotowałam małe pulpeciki i zanurzyłam je w sosie curry – smakowały pysznie! Mój Pan popijał piwem, coby się wpisać w tradycję “ogródka kibica”;-)

Po mojej niedawnej deklaracji, że chcę jeść więcej mięsa, wybranie czerwonej wołowiny nie było dla mnie dużym problemem. Ponieważ jednak lubię wiedzieć co wkładam na talerz, mięso zmieliłam samodzielnie.  Wydłużyło to nieco czas przygotowania i kosztowało mnie to trochę nerwów (patrz niżej:)  – jeśli jednak macie zaufane źródło mielonego mięsa, albo oferują Wam zmielenie w sklepie, wszystko pójdzie migiem.

Dodam tutaj, że używałam maszynki do mięsa Kitchen Aid – gorąco nie polecam, lub polecam dokładne sprawdzenie, czy Wasza maszynka będzie pasować do miksera  – być może trafiła mi się felerna sztuka, ale moja maszynka jest po prostu za duża i nie łączy się całkowicie z body miksera, nieomal zniższczyła mi wejście do przystawek. A szkoda, bo mieli fajnie, jednak ciągłe wypadanie przystawki jest dość irytujące. Qrczę, chyba zrobienie przystawki, która pasuje wielkościowo nie jest zbyt skomplikowane?[koniec marudzenia]

Wracając do przepisu – jeśli ma się do dyspozycji patelnię grillową, przygotowanie burgerów jest bardzo proste i szybkie. W tym przepisie wykorzystałam dodatkowo boczek, dzięki czemu mięso pozostało soczyste w środku. Tutaj drobna uwaga: boczek jest zazwyczaj solony, dlatego warto do mięsa dodać trochę mniej soli. Oczywiście, proporcje są orientacyjne i każdy może dodać to, co uważa za pyszne, zdrowe i stosowne.

Zapraszam!

Burgery domowe z miętą i mizuną. Nie tylko na Euro 2012! Przepis:

{dla czterech osób, ja z połowy porcji przygotowałam burgery, z drugiej połowy – curry}

Składniki – na burgery:

  • 400 g mięsa wołowego
  • cztery ząbki czosnku, zgniecione (lub wedle uznania)
  • dwie szalotki, drobno posiekane (lub wedle uznania)
  • pół łyżeczki kminku rzymskiego
  • kilka sporych listków mizuny (opcjonalnie)
  • mały pęczek mięty, drobniutko posiekanej
  • łyżeczka sosu Worcestershire (bardzo mocno zalecana!)
  • chilli do smaku (ja używam takiej mieszanki przypraw Kamis z pikantnymi przyprawami, bardzo fajna jest)
  • sól, pieprz
  • plus: wędzony boczek: na jeden burger przypadają około dwa plasterki boczku
  • odrobinę tłuszczu do smażenia

Wykonanie: mięso mielimy, doprawiamy dokładnie przyprawami – mieszamy rękoma i formujemy małe kotleciki. Owijamy plasterkami boczku i smażymy na patelni grillowej. Uwaga! Jeśli Wasz boczek jest bardzo słony, dodajcie mniej soli do kotlecików!

Sos BBQ

(składniki bardzo podobne to sosu z BBQ z tego przepisu, z tą różnicą, że ich nie miksowałam i ominęłam sos sojowy – obydwie wersje są pyszne!):

  • 2 duże pomidory, obrany ze skórki (wystarczy sparzyć gorącą wodą i zdjąć skórkę) – ja użyłam połowy puszki pomidorów, o tej porze  świeże nie są jeszcze za dobre
  • 4 łyżki wody
  • łyżka oliwy
  • łyżka octu winnego
  • łyżka cukru (dałam brązowy)
  • łyżka musztardy
  • łyżka sosu worcestershire
  • porządna szczypta płatków chilli

Wykonanie: Wszystkie składniki wkładamy do garczka, gotujemy na wolnym ogniu około 30 minut aż sos stanie się gęsty, ciemny i aromatyczny. Gotowe!

Do podania:

liście mizuny (opcjonalnie), próbowałam robić burgera z kolendrą, ale nie był to dobry pomysł – kolendra zdominowała całe danie

bułeczki (u mnie zwykłe, razowe, mogą być też hamburgerowe)

Burgery podajemy na bułeczkach – do środka dodajemy sos BBQ i mizunę.

Podajemy z zimnym piwem, jeśli oczywiście lubimy piwo.

Smacznego!

ps. kibicujecie czy raczej wolicie ekhm.. być jak najdalej od piłkarskich emocji?

Ja wiem, że na pewno chcę być jak najdalej od reklam, bo już nie mogę ich zdzierżyć…