Dzień dobry,
Wielkimi krokami zbliża się jesień. Ze straganów kusząco wyglądają pomidory w nieprzyzwoicie niskiej cenie (ostatnio spotkałam nawet zielone!), kolorowe papryki i wielkie, słodkie śliwki. Mam trochę planów związanych z przetworami, jednak póki co, muszę się skupić na dokończeniu pracy magisterskiej. Czuję się nieomal winna, że nie mogę wykorzystać wszystkich dostępnych składników (babie lato to moja ulubiona pora roku!), ale mam nadzieję, że uda mi się przechować chociaż część na zimę. Też macie takie uczucie, że nie wiadomo za co się zabrać?
Na razie staram się przygotowywać bardzo proste przepisy. Niedawno ugotowałam skandynawską zupę buraczkową, która „robi się” nieomal sama. Przepis pochodzi z książki Scandalicious Signe Johansen (wcześniej z tej książki przygotowywałam ciasto migdałowe z jeżynami). Zupa-krem jest dość wyrazista ze względu na dodatek przypraw: anyżu, ziela angielskiego, cynamonu, imbiru czy owoców jałowca, jednak żaden ze smaków nie dominuje. Zupę przyrządziłam z myślą o coraz chłodniejszych wieczorach, jednak polecam ją także w na cieplejsze dni, kiedy nie macie ochoty jeść ciężkich dań.
Zapraszam!
ps. przypominam Wam o konkursach: wrzosowym oraz książkowym.
