Powrót do korzeni: Prawdziwe Jedzenie [Nowy Cykl]

Dzień dobry, Jakie jest prawdziwe jedzenie?

Pożywne. Czyste. Zdrowe. Przygotowane tak, żeby wyciągnąć z niego maksimum składników żywieniowych. Smaczne.

Dobrze wiecie, że od długiego czasu chodził mi po głowie cykl o Prawdziwym Jedzeniu. Rzadko znajdziecie je w reklamach czy oficjalnych zaleceniach dietetycznych.  Czy ktoś powie Wam, że warto jeść masło, jajka, podroby, niekoniecznie tylko chude mięso, że tłuszcze nasycone nie są takie złe (szczególnie do smażenia!). Wiecie, takie: mniej cukru, więcej mocy! Specjalnie nie powiem “mniej chemii”. Chemia to życie, więc pozwolę sobie nie stosować tego uproszczenia:)

Czy znajdziecie na półkach kiszone warzywa z żywymi bakteriami,  żywy ocet jabłkowy (no dobrze, to znajdziecie, są na szczęście całkiem niezłe:)), żyjące piwo?

Wcale nie prawda, że się nie da, że to trudne, drogie i czasochłonne.  No dobrze, może czasami tylko:). Niemniej, coraz bardziej przekonuję się do ideii Prawdziwego Jedzenia i myślę, że nie jestem sama!

W tym poście z wielką radością ogłaszam inaugurację cyklu i czekam też na Wasze pomysły i uwagi!

 

Dlaczego powrót do korzeni?

Dobrze wiem, że żyjemy w XXI wieku. Wiem bardzo dobrze, bo właśnie piszę do Was z używając latopa. Wiem też, że  nie każdy ma możliwość gotować sobie rosół przez 72 godziny i piec chleb z pieca chlebowego.

Wiem, że mnóstwo rzeczy jest kuszących.  Sama jestem łasuchem i nawet nie musicie próbować mi robić zdjęć z ukrycia kiedy jem jakiegoś batonika czy coś kupionego na szybko na mieście. Raz na rok mam dziką ochotę na zupkę chińską za złotówkę (teraz chyba raczej za 2zł), mimo, że wiem, że to szajs. Jem naprawdę różne rzeczy i w różnych miejscach.

Wiem natomiast że od jakiegoś czasu bliskie jest mi jedzenie, które ma wysokie wartości odżywcze i jest oparte na tradycyjnych technikach przygotowania. Tyle, że teraz możemy więcej niż dawniej. Zasada robienia masła jest nadal taka sama, ale nie musimy godzinami ślęczeć nad maselniczką. Takie wiecie, pożywne. Nie zawsze mi się udaje, ale staram się przywiązywać do tego większą niż dawniej wagę.

Nie jest to dieta fit, raczej bliżej jej do tłuszczowej diety paleo, z tą różnicą, że staram się jeść dużo warzyw, owoców, rzeczy strączkowych, kiszonek etc.

Nie udaje mi się w pełni jeść w taki sposób, ale im więcej gotuję prawdziwego jedzenia tym bardziej przekonuję się, że to jest łatwe i wcale nie bardzo czasochłonne. Jeśli zrobię kimchi, mam je potem na 2 tygodnie. Jeśli zrobię rosół i zamrożę, jestem królową przez długi czas, bo zupę mogę zrobić potem ze wszystkiego. Jeśli nagotuję sobie w odpowiedni sposób przeróżnych fasolek, nie-fasolek, wiem, że są zrobione w optymalny sposób (bo na przykład będą lepiej przyswajalne) i naprawdę szybko mogę zrobić coś pożywnego. Jeśli czuję się znudzona, zajrzę do którejkolwiek kuchni azjatyckiej i zrobię jakąś dziką kiszonkę.

Czasem dostaję od Was maile: “jak zrobić masło?”, “pomóż, skwasiło mi się mleko, czy ono jest bezpieczne?”, “gdzie kupujesz zioła? olej takiataki? sprzedasz mi kurę?”. Takie maile zawsze mnie podnoszą na duchu bo oznaczają, że coraz więcej osób chce jeść prawdziwe, dobrze jedzenie.

Mamy do dyspozycji blendery, miksery, świetne noże, szatkownice, produkty z wielu stron świata o których nasze Babcie mogły pomarzyć.

Mamy pod wieloma względami lepiej.

Myślę, że stać nas na powrót do korzeni i myślę, że to jest świetna sprawa!

fasola-adzuki-0499

Co rozumiem przez prawdziwe jedzenie?

Rozumiem przez to jedzenie przygotowywane dawnymi technikami. Pełne. Pożywne. Takie, po którym nie jesteś za godzinę głodny.  W Stanach jest mocny nurt (no dobrze, nie tak mocny jak nurt jedzenia w fastfoodach;)), który nazwałabym “Nourishing meals” czyli zwrócenie uwagi na pożywność, prawdziwość, pochodzenie tego co jemy, ale równocześnie niekoniecznie “fit”. Niekoniecznie mleka i jogurty 0%, margaryna zamiast tłuszczu do smażenia i niekoniecznie chudy kruczak z hodowli zamiast dobrej wołowiny.

Jest mi to dość bliskie podejście, chociaż w dużej mierze musialam je zmodyfikować. Co rozumiem przez prawdziwe jedzenie?

W dużym skrócie:

  • możliwie najlepszej jakości mięso, jeśli się da, niekoniecznie chude
  • różne dziwne części: czyli podroby i inne:)
  • tłuszcze nascyone, zwłaszcza do smażenia (klarowane masło, olej kokosowy, tłuszcz kaczy, łój)
  • rosoły
  • jajka, najlepiej ekologiczne
  • dużo warzyw, też korzeniowych, liściowych i dzikich. O różnych kolorach i kształtach
  • odpowiednio przygotowane orzechy i strączkowe
  • pieczywo: kocham pieczywo i na razie daleko mi do bezglutenowca, ale staram się mieć swoje jeśli się da
  • rzeczy fermentowane
  • dużo ziół i przypraw

Nie mówię, że nigdy nie kupię wędliny (nawet takiej z azotynami, czyli mieszanką peklującą, bo rozumiem, że czasem trzeba ją dodać), sera, chleba, rzeczy mrożonych czy fasoli w puszcze. Ale jakoś tak staram się być bardziej wystarczalna i coraz lepiej mi to wychodzi. Sypie się głównie wtedy, kiedy przemieszczam się z miasta na wieś, ale bywa i tak:)

 

Dlaczego nie paleo?

Możecie zapytać, dlaczego paleo?

Dieta paleolityczna (zwana w skrócie “dietą paleo”) to takie założenie dietetyczne mówiące, że warto jeść to co jedli nasi przodkowie przed rewolucją neolityczną (czyli ponad 10 tysięcy lat temu) lub co jedzą plemiona zbieraczy łowców. Ma to sens: 10 tysięcy lat dla ewolucji to jak splunąć, nie mówiąc już o stu latach. A właśnie w przeciągu stu lat (czy nawet pięćdziesięciu) nasza dieta bardzo się zmieniła, zwłaszcza jeśli chodzi o ilość pochłanianego cukru.

W praktyce jednak jest pewien problem: co tak naprawdę jedli nasi przodkowie i co optymalnie jest dla nas najlepsze?

Jedna z opcji paleo jest dietą wysokotłuszczową, z dużą ilością mięsa (także czerwonego, ale optymalnie ekologicznego, od zwierząt pasionych trawą), podrobów etc, z małym udziałem (lub całkiem bez udziału) zbóż, roślin strączkowych, cukru etc. Jest mnóstwo odmian paleo, ale w dużym skrócie kojarzy mi się z mięsem i produktami pochodzenia zwierzęcego. Wysokiej jakości mięsa z naturalnie skarmianych zwierząt etc.

Odkąd przeczytałam Dlaczego Tyjemy, właściwie teoretycznie zgadzałabym się z tą dietą i jest bliska mojemu sercu, uwielbiam blogi paleo i ogólnie kibicuję,  ale praktycznie raczej nie będę jej stosować. Dlaczego?

Brzmi dobrze, ale..

  • paleo w wersji “głównie mięso” stawia człowieka na szczycie piramidy pokarmowej. Wyobraźcie sobie, że nagle cała Polska zaczyna jeść wołowinę. Oczywiście to się nie stanie, ale wiecie: zbieraczy łowców było jednak dużo mniej niż Homo Sapiens obecnie. Lubię mięso, jem dość dużo produktów pochodzenia zwierzęcego (jajek, serów, używam tłuszczu kaczego do smażenia), ale wydaje mi się, że jedzenie mięsa codziennie w dużej ilości byłoby dla mnie (podkreślam dla mnie) zbyt dużym etycznym nieumiarkowaniem.
  • jeśli chcemy jeść sporo mięsa, ważna jest jego jakość. Nie jest wcale łatwo o normalnie uchowaną kurę, świnię czy krowę, które jadły to co im natura kazała, nie były szprycowane antybiotykami etc. Wiem, że nie zawsze mam dostęp do takiego mięsa jakie bym chciała: wolałabym nie ryzykować jedzenia go zbyt często
  • argument finansowy: jeśli zrobię sobie raz na jakiś czas stek z sezonowanej wołowiny, to nic się nie stanie. Ale spróbujcie nim nakarmić kilkuosobową rodzinę i budżet naprawdę może ucierpieć. To samo tatar z ekologicznej wołowiny czy cokolwiek. O ile nie ma się własnych zasobów, to jest bardzo droga dieta.
  • lubię różne produkty i staram się je dywersyfikować:).
  • możliwie mało cukru oraz produktów podnoszących cukier we krwi (tutaj to nie bardzo mi wychodzi, ale się staram! Upadam i potem znów się staram:))

Stąd też, pomimo wielkiej sympatii do diety paleo (przynajmniej tej wersji “wysokomięsnej”) staram się jednak nie jeść mięsa aż w tak dużych ilościach.

 

Czy w XXI wieku można jeszcze tak jeść?

Nie oszukujmy się. Mało kto z nas ma ekologiczne gospodarstwo, Dziadków na wsi, zaprzyjaźnionych gospodarzy, którzy przyniosą świeże jajka albo na tyle zasobny budżet, aby kupować wszytko ekologiczne i najwyższej jakości. Czasem po prostu nie ma czasu, żeby na ten rynek po tego kurczaka pojechać, czasami w mniejszych miejscowościach jak nie masz swojego to nie masz za bardzo opcji kupić.

Chciałabym zaczarować rzeczywistość, żeby była jak z kolorowych czasopism. Wiecie: od dziś będziemy jeść tylko zdrowo, ekologicznie, niepryskane warzywa, eko cytrusy i wogóle cud miód. Codziennie będziemy piec chleb z mąki którą sobie umielimy w żarnach (tak to się mówi?), po zioła będziemy wychodzić bosymi stopami przez pachnącą łąkę (no dobrze, mi to tam się często zdarza akurat w lecie;)) nigdy w życiu nie kupimy tego badziewnego chleba z supermarketu (nawet jak będziemy bardzo głodni) a jak już kupimy, to trzy dni potem detox.

Brzmi pięknie, ale czasem przychodzi życie:). Sama często jem to co jest i tyle.

Natomiast mocno wierzę, że można w prosty sposób uczynić codzienne posiłki lepszymi.

Jeśli nigdy nie robiłaś czy nie robiłeś chleba i upieczesz go pierwszy raz, a potem dwa razy w miesiącu, to jest już sukces.

Jeśli nie lubisz warzyw, ale znajdziesz na nie jakiś fajny sposób i podjesz zamiast krakersów czy paluszków (nie mam nic za bardzo przeciwko;)) to jest sukces.

Jeśli zrobisz sobie rosół porządny, będziesz go mieć w zamrażarce i dodasz  go  następnym razem kiedy przepis woła o “bulion” to też jest sukces:)

Jeśli zamiast kawy zrobisz sobie kawę mniszkową albo inną, ziołową herbatkę, to jest już świetnie!

Albo kiedy zrobisz sobie samodzielnie klarowane masło. Lub chociaż kupisz i będziesz na nim smażyć:)

Zrobisz ten sos pieczeniowy, który od dwóch miesięcy reklamują w telewizji (teraz jest taka reklama chyba “Bez sosu nie jem”). Bardzo dobrze jest jeść z sosem, zrobisz sobie samodzielnie:)

Albo rzeczywiście przerzucisz się chociaż na ekologiczne jajka:  to jest nie tylko lepsze etycznie ale po prostu obiektywnie zdrowsze.

Albo wybierzsz się na targ, może dawno tego nie robiłaś i kupisz jakieś tanie warzywa korzeniowe: rzepę czy tam pasternak.

Lub zaszalejesz i rzeczywiście poszukasz tej dobrej kury.

Takie rzeczy naprawdę da się zrobić! Ja wierzę, że małe kroczki są najlepsze, byleby nimi iść:)

 

Co będziemy robić w cyklu “Powrót do korzeni?”.

Dużo rzeczy.

Część już została zrobiona właściwie (kiedy będę mieć więcej czasu to postaram się zrobić zestawienie:)). Chciałabym, żeby oprócz rzeczy robionych na bieżąco, znalazły się takie, które może będziecie w stanie włączyć do swojego repertuaru:)

Jak sery, to pokażę Wam jak zrobić 3 czy 4. Będziecie chcieć więcej, do zerkniecie sobie na cykl o Zrób sobie Ser albo kupicie sobie ksiażkę Chleb?Jest mnóstwo świetnych blogów, gdzie możecie znaleźć mnóstwo przepisów. Ja Wam pokażę trzy różne, które używam w kółko i które możecie sobie modyfikować. Kombucza? Dam Wam dokładny przepis jak robię i następnym razem zamienicie sobie smaki, tak jak Wam pasuje:)

Czego będzie można się nauczyć?

Jak przygotować sobie zupełnie samemu:

  • kiszonki (kimchi, fermentowną herbatę, grzybki tybetańskie, kefiry). Niektóre będą zwydziwiane, z góry przepraszam:)
  • nabiał: masło, masło klarowane, różne łatwe sery
  • rosoły (rosoły na kościach, kolagenowe, adaptogeniczne i różne takie)
  • różne tłuszcze: masło klarowane, olej kokosowy, łój, smalec
  • oleje nienasycone (ale one nie są do smażenia, mało osób wie, że przechowuje je w niedpowiedni sposób etc)
  • wolno gotowane mięsa, konfitowane etc.
  • warzywa w różnych konfiguracjach (kiszone, peklowane:))
  • różne orzechy i nasiona strączkowe: jak je przygotować w odpowiedni sposób
  • nasionka kiełkowane i potem przerabiane na różne sposoby
  • chleb: nie za dużo: prosty drożdżowy, z garnka oraz zakwasowy.
  • zioła i przyprawy: dużo czarnuszki, chilli i innych takich

Nie mówię, że wszystko co zrobię będzie dla Ciebie odpowiednie. Może coś Ci nie smakuje, może nie odpowiada Ci etycznie (no jesteś wegetarianinem, ze względów religijnych etc.), może masz problemy zdrowotne i musisz uważać na to co jesz. Nie przekonuję Cię, że to najlepsze na świecie wyjście, ale dla mnie się sprawdza. Tak wszystkiego po trochu:)

Myślę jednak, że pomysłów jest na tyle dużo, że każdy wybierze coś dla siebie:)

Ze spraw technicznych

Wymyśliłam sobie to tak. Kategorią nadrzędną będzie “Prawdziwe jedzenie” i tam będę zamieszczać wszystkie wpisy, które uważam ,że są odpowiednie do tej kategorii, łącznie z eksperymentami, przepisami (np. dziś robiłam zapiekankę z rzepy i jarmużu, pyszną!). Powrót do Korzeni będzie podkategorią PJ i tam chciałam umieszczać rzeczy tutorialowe czyli “jak zrobić serek taki a taki”, “a jak masełko klarowane pyszne”:

Równolegle będę Wam serwować ciekawostki o oleju kokosowym, adaptogenach etc.:)

Jak się Wam podoba pomysł? Jakieś sugestie?

ps. jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o tej filozofii żywieniowej polecam Wam następujące książki: Dlaczego Tyjemy,  publikacje Sally Fallon (Nourishing traditions, Nourishing broth), Nourished Kitchen czy True Brews. Tutaj znajdziecie krótki  opis tych książek i linki do księgarni:)

Podobał Ci się wpis? Podaj dalej!

Tags from the story