5 sposobów na wprowadzenie dzikich roślin jadalnych do Twojej kuchni

ja-dzikie-rosliny

Dzień dobry!

Właśnie mamy środek maja, najlepszy czas na zbieranie dzikich roślin jadalnych. Wszystko jest teraz soczyście zielone, jeszcze mięciutkie, świeżutkie i pachnące.

Kto śledzi na bieżąco Faceb0oka albo Instagram ten wie, że w sezonie staram się gotować z dzikimi roślinami codziennie, zwłaszcza kiedy jestem na wsi. Czasem wybieram się do Biedronki (wiecie, gdzieś trzeba się zaopatrywać w małej miejscowości) i obserwuję, jak ludzie mieszkający przecież na wsi kupują w środku sezonu na dzikie rośliny mrożony szpinak albo jakieś badziewne sałaty w plastik .  Sama kupuję sałaty gdy jestem w Krakowie (coś trzeba jeść!), jednak kiedy chodzę po wsi to po prostu widzę naręcza dzikich roślin które aż się proszą, aby je zebrać i ugotować! Nie muszę mówić, że te zbierane w sezonie i z sensownych miejsc mają nieporównywalnie więcej wartości odżywczych w stosunku do importowanej zieleniny  (i zawsze będą miały więcej niż sałata z hydroponiki, chociażby dlatego, że mają krótką drogę od dostawcy na Wasz stół), są też darmowe i po prostu bardzo smaczne!

Z maili, które od Was dostaję wiem, że gotowanie z dzikimi roślinami jadalnymi sprawia pewne problemy. Bo co zrobić z podagrycznikiem? Albo z pokrzywą? Troszkę się tego boimy, brakuje pomysłów. Doskonale to rozumiem, ponieważ sama przekonałam się tak naprawdę do dzikiej zieleniny rok temu i teraz po prostu szaleję (Rodzice się ze mnie śmieją, że ciągle znoszę chwasty do domu).

Na dziką zieleninę nie trzeba specjalnych przepisów. To naprawdę bardzo łatwe i Wy też możecie zostać mistrzami dzikiej kuchni! Moim zdaniem najważniejsze to zmienić myślenie: przestać się bać, zaufać swojej kulinarnej intuicji i po prostu zacząć traktować dzikie rośliny jadalne jak pełnoprawne warzywa. Podaję Wam garść sprawdzonych rad: dajcie mi koniecznie znać, czy udało się Wam coś zielonego wyczarować!

Jak polubić dzikie rośliny jadalne?

1. Zaprzyjaźnij się z małą ilością roślin

Na początek nie daj się przytłoczyć. Wybierz dwie albo trzy dzikie rośliny, na które jest sezon. Obecnie proponuję Wam bardzo łatwe do rozpoznania pokrzywę oraz podagrycznik (to zielsko dla królików, trzymam je właśnie w bukiecie). Pokrzywę zbieramy teraz, dopóki nie kwitnie: najlepiej jest oderwać same wierzchołki, kilka listków (kupcie sobie do tego rękawice ogrodnicze, bo po co się męczyć). Podagrycznik można rwać bez problemu.

Jeśli się wkręcicie, to polecam Wam oczywiście książkę Dziką Kuchnia Łukasza Łuczaja albo jeszcze lepiej warsztaty dzikiej kuchni. Zasada jest jedna: nigdy nie zbieramy czegoś czego nie znamy.

Czyli pierwszy krok: decydujecie się co zbieracie. Idziecie na spacer i rzeczywiście to ze sobą zabieracie.

Żadne „A może coś z tym zrobię” albo „może kiedyś wykorzystam”.

Bierzecie, zbieracie i zanosicie do kuchni.  Jeśli nie możecie przetworzyć tego samego dnia, wkładacie do lodówki i już.

To jest pierwszy krok!:-)

 

2. Pomyśl o dzikich roślinach jak o „pełnoprawnych”  warzywach liściowych

Okey, to może jest banalne ale tak naprawdę to jedno zdanie zmieniło moje podejście do dzikich roślin diametralnie.

Profesor Łuczaj zawsze mówi o liściach dzikich roślin „dzikie warzywa” („Wild vegetables”).

Niektóre stosowane są przez tradycyjne społeczności bardzo często, inne okazjonalnie, jedne jako uzupełnienie „normalnej” diety. Są zbierane albo sprzedawane na targach. U nas przy odrobinie szczęścia znajdziemy pokrzywę albo szczaw, a w takiej Chorwacji czy w niektórych rejonach Turcji kilkanaście lub więcej dzikich roślin (dzikich warzyw) nie jest niczym specjalnym.

Kiedy zaczęłam patrzeć na rośliny jadalne jak na warzywa, nagle coś zaskoczyło mi w głowie.

Przecież wiem co mogę zrobić ze szpinakiem albo z kapustą albo z pęczkami zieleniny sprzedawanymi na targach.

W większości przypadków takie liście pokrzywy czy młode pędy chmielu po zaledwie lekkim ugotowaniu stają się po prostu miękką zieleniną. Jeśli potraficie chociaż trochę gotować, nie będziecie mieć problemów z tym co zrobić z „miękką zieleniną”

 

pokrzywa (1 of 1)-4

 

3. Korzystaj z tradycyjnych technik przygotowania

Większość dzikich roślin jadalnych jest nieco włóknista i na surowo mogą być dość intensywne. Dlatego proponuję zacząć od przygotowania ich za pomocą tradycyjnych technik przetwarzania.

Moje dwie ulubione to:

  • blanszowanie – po prostu na kilka minut wrzucamy do wrzątku, odcedzamy i mamy taką zieloną masę „al dente”.
  • stir-fry – smażymy na rozgrzanej patelni. Ja zazwyczaj smażę z czosnkiem, chilli i imbirem. Staram się – ale różnie mi to wychodzi – z miseczkę takich smażonych warzyw zjeść codziennie.

Niewielkie ilości dzikich roślin (napiszę Wam o tym przy okazji jutrzejszej recenzji wyciskarki do soków wolnoobrotowej) dodaję również do soków. Zazwyczaj jest to pokrzywa, krwawnik, troszkę podagrycznika, liście rzodkiewki.. Ale o tym innym razem.

Jeśli już macie obrobione dzikie warzywa, czas poszaleć w kuchni!

 

4. Przemycaj dzikie rośliny jadalne do swoich potraw

Wiecie dlaczego jest u mnie mało przepisów na dzikie rośliny jadalne? Dlatego, że używam ich bardzo często i po prostu są to dla mnie przepisy oczywiste.

Na przykład wczoraj, wpadła do mnie przyjaciółka. Akurat miałam w zamrażarce małże i zrobiłam jej „makaron z małżami, pokrzywą, młodym igliwiem jodłowym i białym winem”. Brzmi bajerancko? No brzmi, natomiast jedyne co zrobiłam to do zwykłej poprawy (małże w białym winie i makaron) dorzuciłam posiekaną pokrzywę i odrobinę igliwia jodłowego:).

Tego roku namiętnie korzystałam z pędów chmielu. Dodawałam ich do spaghetti z sosem pomidorowym i harissą (najpierw lekko obgotowałam). Wiem, że moja druga połowa nie tknęłabym dzikich roślin, gdyby wiedziała, że tam są.. Niezliczoną ilość razy robiłam też makaron z mięsem, sosem pomidorowym z harissą oraz z dodatkiem pokrzywy.

Jeśli macie już obgotowaną pokrzywę czy podagrycznik, możecie z łatwością wykorzystać go tak jak szpinak np. dodając do pierożków, możecie dodawać do swoich ulubionych zup, do hummusu (tutaj akurat to troszkę ciężko może być, jeśli warzywa są włókniste).

Sami możecie wymyślać własne dzikie dania i mówię Wam, że bardzo łatwo to przychodzi!

5. Eksperymentuj

Kiedy już się przekonacie, warto eksperymentować, dodawać troszkę innych dzikich warzyw, łączyć je w różnych konfiguracjach. Mnie bardzo inspiruje kuchnia orientalna, planuję w poniedziałek przygotować sobie pokrzywę zapiekaną w cieście filo razem z czarnuszką i serem feta. Można robić curry. Tarty. Pierożki na parze. Naprawdę cokolwiek:)

I jeszcze jedno: sezon nie trwa aż tak długo, więc warto kombinować jak zachować dzikie rośliny na dłużej: w następnym poście pokażę Wam bardzo prosty pomysł na „dziki szpinak” czyli po prostu obgotowaną zieleninę, którą bardzo łatwo zamrozić.

To tyle, naprawę jest to takie łatwe!

warsztatyzawilce (1 of 1)-4

Podobał Ci się ten post? Podaj dalej!

 

  • Mateusz Mat Święch

    Ostatnio w księgarni wpadła mi w oko książka Pyszne ChwastyAutor: Kalemba-Drożdż Małgorzata Nie zdołałem jej jednak przejrzeć. Może się pokuszę o jakieś eksperymenty

  • Paweł

    Niedawno będąc u mamy ‚na wsi’ złapałem fazę na pokrzywę i szczaw. Aż dzieciństwo mi się przypomniało :) Zupy były oczywiście pyszne, a i na surowo młoda pokrzywa mi smakuje.

  • W tym roku też próbuję wprowadzić „dziczyznę” do kuchni, już nie jako eksperyment, ale jako pełnoprawne jedzenie. Po przeczytaniu tej notki natychmiast wyszłam przed dom i moje śniadanie wzbogaciło się o podagrycznik na maśle z czosnkiem, pokrzywa jednak najbardziej odpowiada mi jako napar. Jajecznica bez gwiazdnicy już dla mnie istnieje, a bluszczyk kurdybanek stał się moją ulubioną przyprawą do pomidorów z rzeżuchą łąkową. Najpiękniejsze jest to, że wszędzie rośnie taka mnogość zieleniny, że każdy znajdzie coś dla siebie. Jednak ludzie zadziwiają mnie niezmiennie. Pracuję w sklepie ogrodniczym, za każdym razem, gdy ktoś kupuje nasiona szczawiu, pytam „Po co?!” Przecież tego wszędzie mnogo. W odpowiedzi słyszę „Paaaani, nie mam czasu po polach łazić”. Z kolei, gdy proponuję zbieranie mniszków na syrop ludziom, którzy pytają o Roundup (którego nie sprzedajemy), zawsze patrzą na mnie jak na kosmitę. Ot, działkowcy, rzodkiewkę z grządki zbiera każdy, a pozbieranie mniszków z trawnika obok już zakrawa w ich oczach na szaleństwo. Paradoksalnie, syrop z mniszka kupują WSZYSCY. Dziwny gatunek, ci działkowcy :)

    • Ala

      Ja chcę do takiego sklepu trafić. Zazwyczaj gdy ja o coś proszę, to w sklepie patrzą na mnie jak na kosmitę.
      A mogę prosić o rozwinięcie tematu związku mniszka z Roundapem?

      • Bo to CHWAST! Bo trawnik nie jest idealny. Trzeba Roundupem potraktować i będzie pięknie.
        Wesoło mam z tymi klientami, bo wieloletnich „ogrodników” uświadamiam, że ślimaki to najlepiej piwem, a nie toksycznymi truciznami, że pewne roślinki można z natury, a nie od razu ze sklepu i że gnojówka z pokrzywy działa cuda. Ale, swoją drogą, od nich też mam mnóstwo ciekawych informacji.

  • Matka Polka

    A właśnie chciałam zapytać o mnożenie, gdy na koniec wspomniałaś;) Napisz. Napisz koniecznie co mrozisz.

  • paulina

    To może ja się troszkę pochwalę, w tym sezonie ogarniałam czosnek niedźwiedzi oraz nową dla mnie choć dosłownie wszędobylską (mieszkam na wsi) pokrzywę. Tak powstała pasta twarogowa z pokrzywą, czosnkiem niedźwiedzim i odrobiną otrąb – dla mnie pycha, dla Drugiej Połowy „inne smaki, ale smaczne” – więc chyba dało radę. A wczoraj jako sos do pizzy, który miał być czosnkowy, z braku czosnku do bazy powędrowała pokrzywa (haha!) melisa i mięta, nikt z osób trzecich nie odważył się spróbować, ale dla mnie 10/10, lekko orzechowy posmak pokrzywy oraz orzeźwiająca nuta melisy i mięty :).