Dzień dobry,
Niedawno słuchałam audycji radiowej, gdzie jak zwykle w okolicy Tłustego Czwartku (zresztą Boże Narodzenie i Wielkanoc też są dovrym pomysłem) pytano o to, jaka tłustoczwartkowa potrawa jest najlepsza.
– Jeśli faworki to jakie? Kruche i rozpływające w ustach, czy raczej twardsze i chrupiące? – pytał dociekliwy redaktor.
Zwolenników tych rozpływających się w ustach było tyle samo, co tych preferujących coś bardziej konkretnego. Stanęło na tym,że każdy ma swoje ulubione (ah, co za ciekawe odkrycie:)) – jednak wspólna cecha wymarzonych przez respondentów faworków, to domowa robota. Wiadomo: chcesz mieć porządnie zrobione, zrób sobie sam!
Dzisiaj chciałam Wam zaproponować faworki, które nie mogą Was zawieść: faworki przygotowane według przedwojennego przepisu Marii Disslowej : raczej dla preferujących te twardsze i chrupiące 😉 Maria Disslowa uczyła lwowskie panny prowadzenia domu i jej przepisy są niezawodne i proste.
Polecam przygotować. Nawet jeśli nie jesteście pannami z dobrego domu!
Zapraszam.
ps. tutaj znajdziecie więcej przepisów na Tłusty Czwartek.
