Na co komu kolejny przepis na botwinkę? Albo placki ziemniaczane? Albo kruche ciasto?Na nic. Istnieją jednak przepisy, które towarzyszą naszemu, prywatnemu życiu i choćby nie wiem co, zawsze są najlepsze i najsmaczniejsze – bo nasze. Na szczęście formuła bloga kulinarnego pozwala na wspominanie i takich przepisów: prostych, banalnych ale właśnie dlatego, że tak często nam towarzyszą: specjalnych.Dzisiaj chciałam się z Wami podzielić właśnie takim przepisem. Przepisem na najlepsze wiosenne ziemniaki, danie, bez którego nie wyobrażam sobie wiosny. Pieczone wiejskie ziemniaczki, zarumienione na złoto na patelni z dodatkiem świeżej cebulki i popijane kwaśnym mlekiem..czasami z dodatkiem mizerii. Nie pamiętam już ile razy jadłam taki obiad, kiedy żar lał się z nieba. Nie pamiętam też, czy bardziej lubiłam wtedy ciepłe i spieczone ziemniaczki („dla mnie mocno przypieczone, proszę!), czy zimne, kwaśne mleko z wielkiego garnka..Proste i banalne? Nie ważne. Moje.:-)A Wy? Macie jakieś przepisy, z pozoru banalne, bez których nie wyobrażacie sobie wiosny?

ps. jeszcze rok temu Babcia miała w kuchni wielkie, kilku-litrowe garnki pełne kwaśnego mleka.Teraz niestety sprzedali krowę, ale jeśli chcecie sobie przypomnieć jak wyglądała zapraszam na post o tym jak zrobić ser koryciński.

(więcej…)