Dzień dobry,

Dziś przygotowałam dla Was nieco spóźniony, ale nadal jesienny, post dotyczący ostatnich jesiennych malin. Maliny dostałam od mojej Cioci, która ma całe malinowe pole, zaś pod koniec sezonu zostawia trochę malin dla siebie i rodziny, na przetwory. Dostałam całe wiaderko owoców, więc w nocy przygotowywałam z niego malinowy syrop z wodą różaną oraz konfitury malinowe z dodatkiem cukru palmowego. W poście napiszę więc trochę nie tylko o samych przetworach, ale także o wodzie różanej oraz o cukrze palmowym.

Przygotowując przepisy kierowałam się książką Tart and Sweet, o której już wielokrotnie pisałam, oraz własną intuicją. Przyznam, że moje pierwsze konfitury traktowałam niemal z nabożną czcią, zastanawiając się, czy aby poziom pH jest odpowiedni (chociaż nie doszło do tego, żebym podkradała Tacie pHmetr ;)). Zastanawiałam się też czy aby proporcje pektyn i cukru są dobre etc. Tymczasem, chyba tak jak z pieczeniem chleba, przygotowywanie przetworów jest bardzo intuicyjne i kiedy złapie się już „bakcyla” można spokojnie eksperymentować.

Wiem, że sezon malinowy pozostawiliśmy już za sobą jakieś dwa tygodnie temu, jednak nie mogłam się oprzeć, aby nie wspomnieć o nim na blogu. Po części dla tego, że przypomina mi o pięknej, słoneczniej jesieni a po części zaś dlatego, że bardzo lubię maliny a malinowe przetwory zamierzam wykorzystywać całą zimę.

Zapraszam!

ps. początkowo planowałam zamieścić obydwa przepisy w jednym poście, stwierdziłam jednak, że byłby dla Was zbyt uciążliwy (czyt. długi) do czytania, więc postanowiłam podzielić go na dwie części.

(więcej…)