Najlepsza pamiątka z Wrocławia.

Kategorie:
Podziel się z innymi:
wroclaw-8272

 

Dzień dobry,

Niedawno byliśmy we Wrocławiu.

Nie wiem jak to się stało, że przez tyle lat mieszkania w Krakowie jeszcze się tam nie wybraliśmy. Tym bardziej, że pomiędzy Krakowem a Wrocławiem jest dostępny cud cywilizacji, korona postępu XXI wieku i manifestacja szczytowych umiejętności Homo sapiens  czyli mityczna autostrada.

Co prawda przy wjeździe trzeba “troszkę” sobie poczekać, ale byłoby niewdzięczne, gdybym nie doceniła tej rzadkiej przyjemności szybkiej i płynnej jazdy pomiędzy jednym miastem i drugim w zaledwie trzy godziny (z czego połowę mogłam sobie wygodnie przespać wygodnie siedząc w fotelu pasażera). Chodzą słuchy, że ościenne państwa mają więcej tego typu dróg, ale ja tam nie wierzę w takie legendy. Przyjemności sobie trzeba dawkować.

W każdym razie postanowiliśmy z owego przywileju nieprzerwanej i szybkiej jazdy skorzystać i w piątek po południu (ah, ze dwa tygodnie temu to było, ale to chyba bez większego znaczenia) obraliśmy kierunek: Wrocław. Właściwie tradycyjnie był to pełny spontan i będąc w samochodzie czytałam jeszcze o historii miasta w Wikipedii.

Tak samo było zresztą w przypadku Lwowa (tutaj możecie zobaczyć wiele zdjęć z wycieczki do Lwowa i lwowskich kawiarni).  Gotowa jak zawsze, jestem najlepszym przewodnikiem: przynajmniej w naszym samochodzie. Możesz pytać mnie o co chcesz.

– To co Klaudyna możesz mi ciekawego o Wrocławiu powiedzieć? – zapytał mój Pan, kiedy już sunęliśmy sobie przed siebie.

Oh, bardzo dużo.  Przecież to oczywiste, jestem kulturoznawcą z wykształcenia więc na pewno jestem w stanie opowiedzieć z głowy wszystko o każdym mieście, do którego się wybieram.  Oczywiście wcale mi nie przeszkadza, że o wybraniu się na wycieczkę zdecydowaliśmy jakieś pięć godzin wcześniej, nie muszę się przygotowywać.

– No..więc Wrocław leży nad Odrą i..

Zawsze zaczynam od rzek. Kiedyś byliśmy w Sandomierzu i jedyną rzeczą, którą mogłam powiedzieć zupełnie z głowy było to, że nazwa “Sandomierz” wzięła się stąd, że nieopodal San domierza do Wisły:-).

Tym razem było jednak lepiej, bo miałam pod ręka telefon z dostępem do Internetu i nawet mały notesik, gdzie zaznaczyłam sobie miejsca, które chcę odwiedzić.

Dzielnica Czterech Wyznań, Stare Miasto, Dzielnica Kościelna (przynajmniej tak ją roboczo nazwałam). Jak na jeden dzień zwiedzania, powinno wystarczyć.

Oczywiście okazało się, że trafiliśmy na załamanie pogody, ale postanowiłam, że nie będzie mi to psuło humoru. Podeślę Wam zatem kilka zdjęć z Wrocławia oraz oczywiście pokażę Wam tytułową pamiątkę. Normalni ludzie przywożą normalne pamiątki. Ja przywożę najlepsze. W całym mieście.

Zanim zaczniemy – problemy pierwszego świata czyli jaki aparat wybrać?

Od niedawna jest posiadaczką aparatu pełno klatkowego. Uwielbiam go, ale ma też parę wad. Jedną z nich jest ciężar: ostatnio dałam go do ręki mojej blogowej koleżance Monice i była zdziwiona ile to waży. Zwłaszcza z obiektywem macro. Oczywiście mój poprzedni aparat (D5100) nie przestał nagle robić zdjęć i robi je bardzo fajne, ale wiecie, trudno przesiąść się z czegoś co jednak jest wygodniejsze, ma lepszy wizjer etc.

Dlatego, jeśli myślicie o pełnej klatce do rodzinnych zastosowań i jako aparat “Spacerowy” odpuśćcie sobie – nie potrzebujecie go. Chyba, że chcecie wyrobić sobie krzepę;)

Różnica w wielkości na zdjęciach nie jest zbyt duża, ale w ciężarze: jak najbardziej. Chrzanię, to że podobno prawdziwy fotograf nosi najlepszy możliwy sprzęt do danej sytuacji (tak, wiem, znam też drugie powiedzenie: “Dobry fotograf zrobi świetne zdjęcie nawet pudełkiem od zapałek”) – wzięłam lżejszy.

wroclaw-aparaty-

Robi fajne zdjęcia a i tak nie potrafię fotografować architektury więc nie bedę się męczyć:)

A oto co zobaczyłam okiem mojego aparatu we Wrocławiu.

Wrocławskie krasnale:

Kiedy się przyklęknie, żeby zrobić zdjęcie, świat wygląda zupełnie inaczej!

wroclaw-8355

 

Wnętrze katedry czyli dlaczego lepiej używać ustawień ISO niż strzelać flashem. 

Nie rozumiem ludzi, którzy mają kompakty i strzelają zdjęcia z flashem w miejscach, gdzie nie wolno tego robić.

Poważnie, nie zrobicie przecież z tym wbudowanym flashem zdjęcia jakości pocztówkowej, a jednak jest ta potrzeba “posiadania pamiątki”.

Okey, w kościele gdzieś w małym mieście nic takiego się nie stanie tym murom i freskom (o ile są tam freski), ale pamiętam kiedy byłam w Kaplicy Sykstyńskiej. Tam po prostu stoją ochroniarze, którzy pilnują, żeby nie błyskać (bo tysiące ludzi dziennie, jeśli nie dziesiątki tysięcy się przewija na miejscu z aparatami i to może zniszczyć farby – nie jestem historykiem sztuki i nie wiem dokładnie dlaczego, ale wierzę mądrzejszym od siebie w tej materii). Ale i tak znajdzie się co minutę paru odważnych, którzy muszą mieć ten zamazany obraz kiepskiej jakości na swoim aparacie wśród tysięcy zdjęć z Wiecznego Miasta, których i tak pewnie nie obejrzą.

Za ojro czy dwa można sobie kupić pocztówkę z pięknym odwzorowaniem szczegółów, ale co tam. Najważniejsze że mam u siebie na swoim aparacie lub komórce dzieła Michała Anioła.

wroclaw-katedra-8257

 

Dlatego jeśli do tej pory błyskaliście nieświadomie w kościołach i katedrach z flashem nie możecie czuć się już rozgrzeszeni (nie ma nieświadomości grzechu już;)) – polecam poszperać w ustawieniach ISO aparatu.

Kończąc temat: ustawienie ISO to słowo klucz.

Bardzo lubię fotografować również wszelkiego rodzaju świece..

wroclaw-8335

 

W temacie świątynnym jeszcze. Roboczo nazwałam to miejsce “dzielnicą grabarzy”. Nigdy nie widziałam tylu firm pogrzebowych w jednym miejscu. Zawsze myślę sobie, że właściciele firm pogrzebowych to mają jednak trudny orzech do zgryzienia ze znalezieniem odpowiedniej nazwy. Albo będą nawiązywać do mitologii greckiej (ja tam nie rozstrzygam czy Styks i Hades pasują do głównie katolickiej tradycji pogrzebowej), alb zostają Glorie i inne takie. W każdym razie mijając nie więcej niż dwie ulice miałam przekrój chyba wszystkich nazw dostępnych w naszym kraju

wroclaw-pogrzeb-8247


A wracając do rzeczy ładniejszych i przyjemniejszych.  Piękny, kolorowy Rynek. U nas w Krakowie też mamy takie bańki czasami:)

I kolorowi ludzie.

Trafiliśmy akurat na promocję festiwalu jazzowego:

 

Jakby to ładnie ująć.
Tymczasem we Wrocławiu..


A tutaj ważka. Dziwnie tak jej patrzyć prosto w oczy.

wroclaw-8297

OK, tak naprawdę rynek mnie średnio obchodził. Od początku chciałam być TUTAJ:

wroclaw-8305

Nie ma słodszego widoku dla moich oczu niż taki:

wroclaw-8311

Jeszcze trafiłam na mały sklepik z rybami z Malawi i Tanganiki. Jak kiedyś będę miała większe mieszkanie, to założę sobie takie akwarium, zobaczycie! Pyszczaki są super, ale potrzebują miejsca:

wroclaw-8314

Aaa.. zapomniałabym jeszcze o jednym. W kinie “Nowe Horyzonty” są najlepsze huśtawki na świecie. Mają linki chyba na 20 metrów do góry. Super polecam!!

wroclaw-aparaty--2

I jeszcze jedno zdjęcie – most zakochanych.

wroclaw-8320

Nie, nie zawiesiliśmy tam swojej kłódki, świadczącej o naszej wiecznej miłości , przywiązaniu i ogromie uczuć.  Myślę, że most ma już ich wystarczająco wiele. Jeszcze trochę i się oberwie.

wroclaw-8326

Można przynajmniej pomyśleć, że ludzie się postarali, bo musieli najpierw kłódkę skądś wykombinować, przynieść ją, podpisać, jakiś tam wysiłek..

Aaa.. .czekajcie, nie… Jest podaż, jest popyt.

Kłódki wiecznej miłości kupicie kilka metrów wcześniej. Do wyboru do koloru:

wroclaw-8319

Idąc dalej zwiedzamy sobie dzielnicę świątynną, całujemy klamkę ogrodu botanicznego, bo przecież jest sobota i oczywiście źle sprawdziłam godziny otwarcia..

wroclaw-8346

A tutaj reklama społeczna:

wroclaw-8344

No dobrze, kłódki kłódkami, rynki rynkami, ale gdzie ta super pamiątka.

No jest.

Ziemniaki sobie przywiozłam

Fioletowe.

wroclaw-9073

Będę sadzić, nawet kiełki już mają.

wroclaw-9075

Wrocław jest w porządku.

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *