Lwowskie kawiarnie.

Dzień dobry,

Niedawno pisałam Wam o naszej wycieczce do Lwowa – dziś chciałam Wam pokazać kilka z lwowskich kawiarni i kawiarenek.

Lwów słynął ze swoich kawiarni, miał też bogate tradycje piwowarskie (w mieście znajduje się min. Muzeum Piwa, gdzie nie zdążyliśmy jednak zajść – może o piwach lwowskich innym razem:)) i dziś zmęczony podróżny również ma w czym wybierać.

Jedzenie jest zazwyczaj bardzo smaczne, niedrogie i żałuję, że ogólnie bardzo mało jem:-) Nie zdążyliśmy też odwiedzić wszystkich miejsc, na które mieliśmy ochotę (np. Puzatej Chaty z dobrym, ukraińskim jedzeniem), cóż, zostanie na następny raz!

Zapraszam do przeczytania krótkiej relacji (znów będzie sporo zdjęć)

Zanim zacznę, chciałam odpowiedzieć na pytanie, które przewijało się w komentarzach oraz w mailach. Pytaliście, gdzie nocowaliśmy. Spaliśmy w Eurohotelu – nocleg kosztował około 70 euro za pokój dwuosobowy, ze śniadaniem (cena oczywiście za dobę hotelową) – czyli ceny takie jak w Polsce. Na pewno można znaleźć coś tańszego, jednak nasza wycieczka  była dość.. ekhm, spontaniczna :-) Hotel znajduje się około 15 minut od centrum (piechotą) i za 5 złotych można dokupić strzeżony parking dla samochodu. To tyle w kwestii noclegu.

Poniżej pokażę Wam tylko część z kawiarni, które odwiedziliśmy – nie zawsze wyciągałam aparat: będąc we Lwowie można dowolnie przebierać w miejscach, gdzie można przysiąść i wypić dobrą kawę. W centrum miasta nie ma jeszcze zbyt wielu drogich restauracji (co mi nie przeszkadza) i zdarza się, że o 22 kawiarnie w centrum bezpardonowo podają paragon i zamykają podwoje (dość duży kontrast np. w porównaniu z Krakowem, gdzie jest mnóstwo kawiarni działających do bardzo późna).

1. Manufaktura kawy.

Dość ciekawe miejsce, nawet jeśli nie do wypicia herbaty, to do obejrzenia wnętrza. Wydaje mi się, że jest przygotowane głównie pod turystów: manufaktura kawy zajmuje całą zabytkową kamienicę. Wewnątrz znajduje się sklep oraz palarnia kawy. Ceny dość wygórowane, wybór kaw niezbyt duży (spodziewałam się większego wyboru kaw). Niemniej, warto zobaczyć!

W Krakowie znajduje się filia Lwowskiej Manufaktury Czekolady, wyrabiają czekoladowe cudeńka, można podpatrzeć cukierników w akcji!

“Tu smażymy kawę” – dobrze rozszyfrowałam cyrylicę?:)

I kilka zdjęć z wnętrza..

I sklepik z pamiątkami dla turystów..

Menu troszkę rozczarowuje: jeden rodzaj kawy w różnych konfiguracjach:)

Sernik po galicyjsku:

I jeszcze tutaj: parzenie kawy.

Nawiasem mówiąc, we Lwowie jest mnóstwo czekoladziarni, gdzie można kupić fikuśne, czekoladowe cudeńka.

 

2. Kawiarnia w renesansowym dziedzińcu kamienicy Sobieskiego (mam nadzieję, że niczego nie pomyliłam). Kawiarnia na samym Rynoku.

Ażeby wejść, należy zakupić bilet na wejście do zabytkowego dziedzińca. Bardzo chętnie odwiedzane przez młode pary miejsce.

Piłam tam przepyszną kawę po wiedeńsku! Polecam!

Sam dziedziniec jest przepiękny, wykonany przez artystę z Italii. Przypomina arkady zamku wawelskiego:

Sesja ślubna:)

I jeszcze jedno ujęcie:)

I ja w kawiarni: niestety, nie tak elegancko jak wymagałoby wnętrze:)

Obok znajduje się Muzeum Czekolady, niestety nie udało się nam zdążyć na pokaz.

3. Kawiarnia Fresca.

Usiedliśmy ot tak, i zostaliśmy wyproszeni równo 22 :-)

Podają menu w starych książkach oraz dzwoneczek do przywoływania obsługi. Pyszne, ukraińskie wino czerwone.

Menu i dzwoneczek:)

4.Kawiarnia w zaułku – wybaczcie, nie pamiętam, gdzie to było.

Wejście do kawiarni:

Bardzo się nam podobało, duży wybór ukraińskich (i nie tylko piw).

Piwo ukraińskie w dużym wyborze:) (chociaż największej est chyba w piwiarni “U Kumpla” – innym razem Wam napiszę o piwach.

Nawet akcent polski!

5. I coś do jedzenia: u Pani Stefy przy Prospekcie Swobody – miejsce odwiedzane głównie przez miejscowych, z kuchnią huculską.

Niedzielny obiad: barszczyk zabielany i pierożki (jedliśmy z dokładką:). We Lwowie można spotkać się z wieloma rodzajami mięs (np. jest sporo potraw z ozorem wołowym), jednak było tak ciepło,że jedliśmy praktycznie bezmięsnie,

Wnętrze restauracji: bardzo miła i spokojna, odwiedzana głównie przez miejscowych:

Tyle zostało po pierożkach:)

Kwas chlebowy – bardzo mi smakował: zamierzam zrobić go sobie w domu!:)

I rachunek, starannie wypisany ręcznie:

I na koniec ja w kawiarni:)  Wiem, nie jestem ikoną stylu;) Mój Pan żartuje, że mogłabym sprzedawać na ukraińskim targu;) <co oczywiście jest tylko żartem, młode dziewczyny we Lwowie ubierają się bardzo ładnie, noszą elegancki makijaż i – odnośnie mody, co mi się bardzo podobało: wiele z nich chodzi w długich sukienkach lub spódnicach>. Jednak wydaje mi się, że akurat pasowałam do tego wnętrza;)

Podsumowując, we Lwowie jest gdzie zjeść, jest gdzie wypić i jest się gdzie upić.

Alkohol jest bardzo tani, jednak na ulicy nie spotyka się raczej pijanych czy pijących ludzi, centrum jest bardzo zadbane i mogę powiedzieć, że Kraków prześciga Lwów w ilości pijaczków (wagabundów, jak mówi moja koleżanka): przynajmniej jeśli chodzi o centrum miasta.

Żałuję, że byliśmy tak krótko i że mogę zjeść (i wypić) tak niewiele. Z pewnością zarówno piwosze, jak i miłośnicy kawy czy czekolady znajdą coś dla siebie!

Co tu mówić, trzeba się jeszcze kiedyś przejechać:)

Tags from the story
,