Bliskość na wyciągnięcie ręki, czyli jak używać aromaterapii, żeby wspierać ludzi, na których Ci zależy.

Dzień dobry,

Wpadam do domu z walizką po prawie dwutygodniowej podróży. Jestem zmęczona i szczerze mówiąc trochę brudna po spędzeniu dziewięciu godzin na lotnisku z powodu odwołanego lotu.

Wchodzę do pokoju mojej siostry i pytam:

– Hej, jak tam?

Lena jest skupiona na monitorze, ma słuchawki na uszach i mówi do mnie:

– Dziesięć minut, gram na żywo, przyjdę jak skończę partię.

Przez ułamek sekundy czuję się lekceważona, bo jak to, przyjeżdżam po dwóch tygodniach a moja siostra mnie ignoruje?

Po dwóch sekundach zdaję sobie sprawę, że ma rację.

Każdy ma prawo do własnego życia i tylko dlatego, że akurat ja mam “wolne” w grafiku nie oznacza, że druga osoba ma natychmiast rzucić to co właśnie robi.

Wieczorem posiedziałyśmy sobie razem, pośmiałyśmy się i było fajnie.

Po prostu czas był odpowiedni.

To czym się zajmuję wymaga ode mnie dużo wyjazdów. Nie muszę, ale lubię się uczyć i spędzam wiele czasu (dosłownie) na walizkach.

I czasem mam poczucie, że chcę “nadrobić” z bliskością.

Może też masz coś takiego?

Na przykład zazwyczaj dużo pracujesz a tu nagle masz wolne albo akurat dobrze się czujesz i chcesz skupić się na tym co jest ważne dla Twoich bliskich. Ale wychodzi tak jakoś… nienaturalnie? Zadajesz pytania, ale jest jakaś “ściana”, tak jakby odpowiedzi były wymuszone i ani Ty, ani druga osoba nie czuje się komfortowo.

Zdarza mi się to dość często. Naprawdę chcę wiedzieć co i jak, ale wychodzi trochę jak “powiedz mi szybko co tam, bo akurat mam wolny wieczór i mogę Cię wysłuchać”.

Nie można kogoś zmusić, żeby się otworzył “tu i teraz”, bo akurat tak mi pasuje.

Intymność i bliskość potrzebuje czasu i odpowiedniej przestrzeni. Nie da się tego wymusić.

Na szczęście jest na to prosty, intuicyjny i dostępny dla każdego sposób. Sposób na zbudowanie bliskości.

Takiej prawdziwej, nie wymuszonej: masaż aromaterapeutyczny

Może brzmi skomplikowanie, ale to tak naprawdę dotyk, z którym używamy olejków eterycznych po to, żeby pomóc się otworzyć drugiej osobie.

Pomaga się zrelaksować, odpocząć, uwolnić emocje i jest naprawdę prosty.

Jeśli myślisz teraz: „Ale… ja nie jestem profesjonalistą, poza tym nie mam czasu!”, weź głęboki wdech, zaparz sobie herbatkę i podejdź do tego z otwartym umysłem.

Dziś opowiem Ci:

  • czego o budowaniu bliskości nauczyła mnie moja Babcia
  • o prostej technice masażu, której może nauczyć się nawet pięcioletnie dziecko
  • powiem Ci też dokładnie jakich olejków eterycznych używać i w jakich proporcjach, żeby pomagały na różne emocje

Po przeczytaniu tego wpisu, jeśli tylko zechcesz, zaczniesz tworzyć przestrzeń, w której Ty i osoby na których Ci zależy, będą mogły czuć się bezpiecznie.

Przestrzeń, która pomoże wyjawiać najskrytsze pragnienia, myśli i obawy a także budować więź i poczucie bezpieczeństwa.

„Co w szkole?” – o co chodzi w tym pytaniu?

 

Pamiętam jak wracałam ze szkoły a Mama pytała mnie przy obiedzie:

„Co tam w szkole?”

„Dobrze, dostałam ocenę taką i taką”.

Zaraz po zjedzeniu zupy szłam spać, bo byłam padnięta. Wcale nie chciało mi się gadać.

To pytanie przewija się w wielu domach i im dziecko starsze, tym większą może rodzić frustrację. Po obu stronach.

Dzieci często czują się zmuszane do odpowiedzi (chyba, że masz dziecko gadułę :D) a rodzice myślą sobie: „Nie chce ze mną rozmawiać!”

Tyle, że to pytanie nie jest rozmową ani do niej nie prowadzi.

Ono brzmi jak…

„Złóż mi sprawozdanie”.

Nawet jeśli nie ma takiej intencji.

Czasem nawet bierze się dzieciaki na wycieczkę i na spytki. Czują się one zmuszone do mówienia, a rodzice rozczarowani (przecież wzięli wolne po to, żeby zrobić „jakościowy czas”, a dziecko nie docenia”).

To, że wiemy co dzieje się w życiu drugiego człowieka nie oznacza, że wiemy co jest dla tej osoby ważne.

 

Teraz kiedy szkołę mam dawno za sobą, łapię się na tym, że robię to samo z moją młodszą siostrą.

Tyle, że kiedy pytam:

„Co w szkole?” interesuje mnie inna rzecz.

Niekoniecznie informacja, że zdała sprawdzian (chociaż by było miło).

To o co naprawdę chcę zapytać to:

„Powiedz mi, co jest dla Ciebie teraz ważne. Co Cię smuci, martwi, cieszy. Podziel się ze mną częścią swojego świata”.

Takich rzeczy nie da się wymusić. Muszą być powiedziane dobrowolnie, w przestrzeni bliskości, zaufania i komfortu.  Jednym przychodzi to bardziej naturalnie i ten komfort odczuwają „z automatu”, ale inni być może dopiero wtedy kiedy jadą samochodem, spacerują lub robią coś razem.  To cecha indywidualna.

Bez względu na osobowość, żeby stworzyć taką przestrzeń do bliskiej wymiany zdań, potrzeba właśnie bezpieczeństwa.

 

„Co u Ciebie?” – takie „Co w szkole” dla dorosłych

Kiedyś się złapałam na tym, że pytam „Jak leci?” podobnie jakbym pytała „Co w szkole?”.

U dalszych znajomych to w porządku, fajnie się dowiedzieć, że mają dzidziusia albo zmienili pracę. Sprawy się komplikują kiedy wracam do domu po kilkutygodniowej nieobecności (często podróżuję) i chcę „nadrobić” zaległości.

Pytam „co u Ciebie?” i wydaje mi się to takie troszkę… sztuczne.

Wiem, że nie mam prawa wymagać, żeby nagle ktoś się przede mną otwierał, bo akurat przyjechałam i mam czas, ale chcę też okazać prawdziwe zainteresowanie.

Masz czasami podobne uczucie? Jakby troszkę się… narzucać? I nawet jeśli się dowiesz, pozostaje taki niedosyt?

To dlatego, że zaufania nie można przyspieszyć tylko dlatego, że akurat mamy taki grafik. Buduje się je stopniowo.

Na szczęście jest kilka bardzo fajnych i prostych sposobów, żeby pomóc odbudować więź z bliskimi.

Niektóre pewnie znasz: wspólne robienie różnych rzeczy, spacery, plewienie ogródka, czy właśnie masaż aromaterapeutyczny.

Żeby zadziałały, potrzebują jednak pewnego specjalnego nastawienia.

Jeśli go nie masz, nie ważne co będziesz robić: nie zbudujesz realnej więzi.

 

Czego o budowaniu bliskości nauczyła mnie moja Babcia?

 

Wiesz co robiła moja Babcia gdy ktoś do niej przychodził?

Brała stołek i po prostu go… słuchała.

Jeśli nie miała czasu, to obierała ziemniaki i słuchała.

Zmywała naczynia i słuchała.

To wielka umiejętność, którą doceniłam dopiero dużo później…

Nigdy nie była na studiach, nie znała żadnych „technik perswazji”, „mindfulness”, sama nie miała lekkiego życia. Nie była na kursie psychologii pozytywnej.

Ale każdy z nas wiedział, że jak do niej przyjdzie to nas wysłucha.

Nawet, jeśli będziemy mówić o rzeczach, których nie rozumie, albo z którymi się nie zgadza. Niektóre były dobre, inne obojętne, a jeszcze inne bolesne i przykre.

Tyle, że kuchnia mojej Babci była przestrzenią, w której wszyscy czuliśmy się bezpieczni. Wiedzieliśmy, że nas wysłucha i pozwoli nam mówić tyle, ile chcemy i jak długo chcemy.

Nikogo nie naciskała i tak jakoś wychodziło, że po prostu… każdy chciał wtedy mówić.  Sam z siebie. Nikt nas nie zmuszał, nie nagabywał, nie oceniał.

Chcieliśmy mówić przez parę minut – było w porządku. Przez godzinę – też dobrze.

Mogliśmy być po prostu sobą i to sprawiało, że każdy w tej malutkiej kuchni czuł się bezpiecznie.

Intymne i bliskie relacje to takie, w których nie boimy się być sobą.

Nie łatwo jest coś takiego osiągnąć. Mojej Babci przychodziło to w naturalny sposób, ale nie każdy taki jest.

Ja na przykład mam tendencję do wchodzenia ludziom w zdanie i do mówienia wielu rzeczy. To dlatego, że mój sposób myślenia to tak zwane „myślenie ekstrawertyczne”. Muszę powiedzieć coś na głos, często wiele razy to samo i dopiero wtedy układa mi się to w głowie.

Dlatego tym bardziej cenię sobie masaż jako sposób na budowanie więzi, gdzie dwie osoby są przez chwilę skupione na sobie.

Z bliskością jest jak z kwiatami w wazonie. Jak nie dasz wody, zwiędną bardzo szybko

Dlaczego masaż?

Bo to najłatwiejsza, najprostsza i najbardziej intuicyjna forma bliskości.

Smutno mi trochę, że kojarzy się głównie z luksusem w SPA albo z zaawansowaną fizjoterapią.

No bo przecież fizjoterapeuta to ktoś po kursach, a my tak nie umiemy.

Czy robimy to dobrze?

A może coś źle naciśniemy?

Albo nie mamy specjalnego sprzętu?

Albo wyjdzie śmiesznie?

Głupia sprawa, ale nie mam w łazience wystarczającej liczby ręczników do takiego całego masażu.

Rozumiem, to onieśmiela.

Niepotrzebnie.

Są przypadki, w których specjaliści są niezastąpieni.

Ale są przypadki, kiedy najlepszy specjalista nie da tego, co możesz dać Ty: bezwarunkowego wsparcia i akceptacji.

Dotyk ma wielką moc. Pomaga budować układ immunologiczny u niemowląt, dorosłym daje poczucie bezpieczeństwa. Wszyscy tego potrzebujemy, bez względu na wiek.

Dlatego właśnie tak ważne jest, żeby utulać malutkie dzieci w szpitalach, tak jak robi to ten starszy Pan.

(Swoją drogą, co za fantastyczny pomysł! Wiele starszych, samotnych osób byłoby chętnych być wolontariuszami. Czy da się to wprowadzić w Polsce?).

 

Masaż ma wielką siłę. W jednym z badań masowano przez 5 minut stopy pacjentów na intensywnej terapii. Wyniki były jednoznaczne.

U pacjentów zaobserwowano znaczący spadek prędkości bicia serca, ciśnienia i szybkości oddychania.

Hayes, J., & Cox, C. (1999). Immediate effects of a five-minute foot massage on patients in critical care. Intensive and Critical Care Nursing15(2), 77-82.

Olejek lawendowy to klasyczny olejek do aromaterapii i tutaj przeczytasz dlaczego warto mieć go w apteczce z innych powodów. 

Masaż aromaterapeutyczny

Co to takiego?

Jest to po prostu masaż z wykorzystaniem olejków eterycznych.

Dodając je do masażu, zwiększamy jego moc.

Parę kropli olejku z mandarynki pomoże komuś, kto ma czarne myśli i potrzebuję odrobiny optymizmu.

Olejek kadzidłowy ulży osobie, która jest bardzo smutna i odczuwa złość tak mocno, że “w kółko” przeżywa jedną sytuację i nie może wyrwać się z kręgu destrukcyjnych myśli.

Ylang- ylang pomaga utulić się i uspokoić się w pierwszej fazie szoku i żałoby (nie chodzi tylko o śmierć bliskich, ale o każdą sytuację, w której czujemy się dogłębnie zranieni lub zszokowani), szałwia muszkatołowa pomoże się mocno rozluźnić, zwłaszcza jeśli ktoś ma w sobie dużo lęku, strachu, pomaga nawet przy panice.

Lawenda i mandarynka to świetny zestaw na dobry sen i tak dalej…

Na końcu wpisu przygotowałam dla Ciebie krótki ebook z moimi ulubionymi zestawami, więc nic się nie martw jeśli nie wiesz co wybrać.

Jedno z moich ulubionych zdjęć, które zawsze mi przypomina, żeby cieszyć się nawet drobinkami słońca i dobra, jeśli tylko są w moim zasięgu

To nie jest tak, że ja sobie to wymyśliłam

Olejki eteryczne zawierają substancje czynne, które mają różnorodne działanie. Na przykład linalool w szałwii muszkatołowej mocno uspokaja i fizycznie rozluźnia.

Składniki olejków eterycznych przenikają przez skórę do krwioobiegu oraz przez inhalację (bo masując też wdychasz!) do mózgu i płuc. Dzieje się to szybciej niż w przypadku spożywania olejków (tam je rozkładają soki trawienne i zanim się rozłożą, mija więcej czasu).

Skuteczność masażu potwierdziła tak zwana brytyjska szkoła aromaterapii, która od lat 50-tych stosuje masaż z olejkami eterycznymi, olejki na skórę oraz inhalacje jako skuteczną i bezpieczną drogę używania olejków eterycznych.

Już po 5 minutach od zakończenia masażu z dodatkiem olejku lawendowego, jego składniki znajdują się w krwioobiegu.

Jager, W., Buchbauer, G., Jirovetz, L., & Fritzer, M. (1992). Percutaneous absorption of lavender oil from a massage oil. J Soc Cosmet Chem43(1), 49-54.

Czy na pewno mogę to zrobić samodzielnie?

Pewnie!

Wiesz, częścią moich studiów aromaterapii klinicznej w Wielkiej Brytanii jest nauczenie się masażu aromaterapeutycznego całego ciała. Nie zamierzam tego robić zawodowo, ale zdecydowałam się skorzystać z okazji i ćwiczyć.

Kiedy już skończymy masaż na praktykach, mamy takie zalecenie, żeby powiedzieć Klientowi, w jaki sposób może korzystać z aromaterapii w domu, na co dzień.

Może pokazać jak masować rękę? Albo stopę?

Dosłownie, wziąć swoje zdrowie we własne ręce.

Chodzi o to, żeby dać narzędzie przedłużające terapię w domu. Mamy pokazywać ludziom w jaki sposób sami sobie mogą pomóc. Nawet godzina relaksującego masażu nic nie da, jeśli nie zmienią się nawyki, sposób myślenia, jeśli nie będzie się używać olejków eterycznych na bieżąco.

Ale nie wiem jak zacząć!

Spokojnie.

Nie każdy musi od razu zaczynać od skomplikowanych rzeczy. Ja zawsze miałam „coś w rękach”, jak mówiła moja Babcia, i bardzo lubiłam głaskać. Dopiero od kilku miesięcy „bawię się” stołem do masażu.

 

Nie musisz być profesjonalistą, żeby Twój masaż działał

Od czego najlepiej zacząć?

Możesz zdać się na intuicję albo poćwiczyć coś łatwego.

Proponuję masaż dłoni, na przykład taki:

 

To szybkie, skuteczne, łatwe i przyjemne do nauczenia. Też neutralne.

Masaż dłoni jest bardzo prosty, można go użyć w większości przypadków (wiadomo, nie jak ktoś ma kroplówkę, czy coś) i nie potrzebujesz specjalnego przygotowania.

Skąd będę wiedzieć czym wymasować?

Nic się nie martw.

Na końcu postu przygotowałam dla Ciebie materiał dodatkowy: PDF ze sprawdzonymi połączeniami olejków eterycznych.

Jako bazy możesz użyć dowolnego oleju jaki lubisz, może być nawet spożywczy.

Najwazniejsze, żeby to nie był jakiś balsam ze sztucznymi zapachami.

Możesz też użyć mojej Aromabazy z wegańskim jedwabiem, żywokostem i dziurawcem, która daje bardzo dobry poślizg i ma super skład.

Chcę spróbować ale się wstydzę zapytać!

Rozumiem.

Mi też było trochę głupio, bo myślałam że to takie trochę… dziwne.

Za własną siostrą łaziłam miesiąc zanim się zgodziła (a mamy bardzo dobre relacje)!

Poza tym nie każdy jest super otwarty w kwestiach swojego ciała. Niektórzy mają dużą przestrzeń osobistą, inni trochę wstydzą się swojego ciała, jeszcze inni może by chcieli, ale głupio im przyznać…

Dlatego właśnie dobrze jest zacząć od neutralnego masażu rąk czy stóp.

Pamiętaj, że mówimy tutaj o bliskich Ci osobach, więc to Ty wiesz najlepiej jak do nich podejść.

Może boisz się, że wyjdzie, że jesteś jakaś „dziwna” albo że sam masaż wyjdzie głupio, czy śmiesznie.

Wiesz, tylko… co z tego?

Nie jesteś profesjonalnym fizjoterapeutą (chyba, że jesteś) i to ma być fajny sposób na spędzenie czasu z bliską osobą, a nie „idealna rzecz”.

 

A co jak mi odmówi albo mnie wyśmieje?

Odmowa to nic takiego. Wyśmianie raczej wynika ze stresu. Jak pisałam, sama nukam.

Czasem może być niezręcznie, zwłaszcza jak nie znasz tych wszystkich ruchów (ja normalnie z otwartym laptopem masowałam na początku!).

A może, co gorsza, ktoś odrzuci dobre chęci?

„Daj spokój, ale wymyśliłaś!”

„A dlaczego niby uważasz, że potrafisz?”

„Ej, to jest dziwne!” (I co z tego? Całe życie jest dziwne).

Ludzie często tak reagują na nowe sytuacje. Na początku mogą być nawet troszkę spięci, ale można z tego pożartować.

Pamiętaj, że to nie świadczy o Tobie.

Zawsze możesz zapytać: dlaczego?

Niektórzy nie lubią być dotykani, inni wstydzą się swojego ciała albo mają dziwne wyobrażenia na temat masażu aromaterapeutycznego. A może nikt im tego wcześniej nie zaproponował i to też jest niezręczne?

Jeśli chce się budować bliskość, to zakłada się szczerość z obydwu stron. Każdy się troszkę otwiera, każdy z własnej woli naraża się na ocenę i jakiś dyskomfort. To zupełnie normalne.  Nie zrażaj się jeśli nie wyjdzie raz czy drugi.

Możesz powiedzieć:

„Widzę, że jesteś coś zestresowana. Jest taki fajny olejek mandarynkowy, który podobno pomaga. Może Ci nałożę?”.

Albo:

„Mam nowe hobby i chcę sobie poćwiczyć”.

Ty wiesz najlepiej jak zagadać, a jak nie wiesz, to można popróbować.

Jeśli ktoś odmówi raz czy dwa, nie bierz tego do siebie. To przecież luźna propozycja. To nie jest tak, że jak ktoś odmawia, rani Twoje uczucia. Jeśli w ten sposób postawisz sprawę, to będzie stresujące.

Jak nauczysz się jakiejś prostej techniki (na przykład masażu dłoni), może się szybko okazać, że sami do Ciebie zaczną przychodzić. 😉

Bliska mi osoba choruje i nie wiem czy mogę…

Sama spędziłam więcej czasu niż chciałabym w klinikach i w szpitalach. Nawet jak wiedziałam “na papierze” co się dzieje, to widzisz, że ktoś kogo kochasz jest słaby, potrzebuje pomocy, chcesz pomóc, nie wiesz jak… To jest paraliżujące.

Są dwie kwestie.

Pierwsza, czysto fizyczna.

Czy w danej sytuacji można dotykać jakieś miejsce?

Czasem to oczywiste.

Jak ktoś jest podpięty do aparatury to zawsze pytamy pielęgniarke gdzie można delikatnie dotknąć. Nikt nie chce uszkodzić np. wenflonu. Pielęgniarki naprawdę wiedzą jak ważne jest wsparcie bliskich i dotyczk,  często ze względu ma masę pracy i obowiązków po prostu nie dają rady robić wszystkiego co by chciały.

Jak mamy wątpliwości to też pytamy lekarza, czasem są jakieś sytuacje, gdzie się nie da, na przykład choroby zakaźne.

Co jak ktoś ma jakąś inną, przewlekłą chorobę i nie masz pewności?

Jest wtedy osoba, która Ci świetnie doradzi: dobry fizjoterapeuta ma dużą wiedzę na temat ludzkiego ciała i możesz go zapytać o Twoje wątpliwości.

Drobna sprawa: w szpitalach nie używa się olejków eterycznych jeśli jest się w sali z innymi ludźmi (mówię jak ktoś ma swoje prywatne i nie jest to część oficjalnego programu, bo nie chcemy drażnić innych ludzi zapachem), wtedy zazwyczaj tylko bezwonną bazę.

Prawie zawsze  jest jakieś miejsce, które można dotknąć, żeby okazać bliskość i wsparcie (dłoń, stopa, czubek palca) i martwimy się niepotrzebnie.

Ale co jeśli to nie jest blokada fizyczna ale taka w głowie?

Patrzysz na kogoś i widzisz  jaki jest teraz słaby i bezbronny, nie chcesz mu zrobić krzywdy.

Nie dość, że sytuacja jest trudna to jeszcze się boisz. Tak po prostu.

Co jak zrobisz  “coś nie tak”? Co jak to nie będzie “wystarczająco dobre?” albo nie pomoże tak jak “powinno”?

Czasem myślałam sobie :

“Weź się w garść, a nie teraz się rozklejasz, to nic nie pomaga. Czuję się jak ostatni tchórz, zamiast pomóc to jeszcze dobijam swoim zdenerwowaniem”.

Na szczęście w większości przypadków potrafię zachować stoicki spokój, ale wiadomo, różne są sytuacje, różne dni no i każdy  inaczej przeżywa.

Czasem tak bardzo chciałam pomóc, że była we mnie jakaś blokada. Coś w stylu “Wyzdrowiej, proszę, wyzdrowiej” zamiast “Jestem z Tobą”. Ludzie to czują jak się ich dotyka.

Chciałoby się jakimś cudem uleczyć bliską osobę, wyrwać ją z choroby.

Wtedy nie ma spokoju, sama czułam się zestresowana i nie byłam “Bezpieczną ostoją”. Trochę chciałam przejąć rolę terapeuty albo lekarza, a przecież byłam tylko i aż bliską osobą.

To jest w porządku, ale nie zmienia jednego.

Nie musimy być idealni, nie musimy być terapeutami.  Robimy to co w danej chwili umiemy najlepiej.

Niech specjaliści wykonują swoją pracę.

Jest jedna rzecz, której nie mogą za nas zrobić: nie mogą dać takiego poczucia wsparcia jak kochająca osoba.

Choćby chcieli.

 

Nie bój się dotyku

Podczas konferencji w Edynburgu byłam na bardzo ciekawym wykładzie o aromaterapii w szpitalach.

W filmie mówię o tym więcej.

Angela Secretan “dowodzi” jednostką masażystów w Western General Hospital w Edynburgu. Od wielu lat pomagają tam masażem ludziom chorującym na nowotwory.

Pierwsze co, to zachęcają rodzinę (często onieśmieloną i przytłoczoną), żeby nawiązywała kontakt fizyczny z chorym. Żeby się nie bali potrzymać za rękę, lekko pogłaskać bliskiego.

On teraz leży w szpitalu, zmęczony, słaby, bezbronny i poczucie bezpieczeństwa jest bardzo ważne.

Pani w białym kitlu nie da tego co bliscy, choćby była pełna dobrych intencji.

Angela opowiadała jak używają aromaterapii w oddziałach onkologicznych.

To bardzo ciekawe, bo większości odmawia się jakiekolwiek formy masażu (jest taki mit, niepotwierdzony badaniami naukowymi, że masaż “przenosi” nowotwór).

Tymczasem oni mają świetne efekty, chociaż korzystają głównie z masażu dłoni i stóp.

Pracują w porozumieniu z lekarzami, na oddziałach, ale też w opiece domowej (tutaj możesz poczytać o tej fantastycznej inicjatywie)

Także nawet w takim wypadku prosty masaż może być pomocny.

Co ciekawe, badania wskazują, że masaż jest skuteczny, nawet jeśli jest wykonywany w szpitalu.

Pomimo, że dokładny mechanizm nie jest znany, masaż terapeutyczny wspomaga relaksację i zmniejsza uczucie bólu oraz lęku u hospitalizowanych pacjentów z nowotworem.

[Ferrell-Torry, A. T., & Glick, O. J. (1993). The use of therapeutic massage as a nursing intervention to modify anxiety and the perception of cancer pain. Cancer nursing16(2), 93-101.]

To, że nie można pod żadnym pozorem masować osób z nowotworem (bo się go “przeniesie”) to mit.

Masaż może pomóc i bardzo tutaj dziękuję Fidze za podzielenie się swoimi doświadczeniami

 

Im bardziej ktoś jest przestraszony, tym bardziej potrzebuje dotyku…

Angela opowiadała też, że bardzo starają się włączać dotyk w terapię i zachęcać bliskich do tego, żeby wspierały chorą osobę.

Tak po prostu.

Angela zauważyła, że rodzina często się boi, że zrobi “coś nie tak” i nie dotyka bliskich wcale (a przecież chorzy potrzebują jeszcze większego wsparcia!) albo robi to za mocno (bo bardzo chcą pomóc, coś “naprawić”).

Tymczasem zwykły dotyk, który mówi: “Jestem tutaj z Tobą, czy będzie dobrze, czy lepiej, jestem z Tobą” jest bezcenny.

Tego nie da nawet najlepszy profesjonalista.

 

Jedna rzecz, o której musisz pamiętać, bo inaczej klapa

Z masażem jest troszkę tak jak z paleniem kadzidła.

Potrzebujesz dobrej intencji, spokoju i przestrzeni.

Nie nagabuj, nie zmuszaj.

Jeśli czujesz złość, czy stres, nie rób „na siłę”, bo przekażesz to dalej.

Masaż jest bardzo fajny dla Ciebie i dla drugiej osoby.

Jak będziesz lekko zestresowana to OK, bo też pomaga się rozluźnić, ale jeśli to mocne emocje, lepiej zafunduj sobie na przykład „automasaż” dłoni i poczekaj na lepszy dzień.

Jeśli jesteś z osobą chorą, to po prostu wspieraj ją dotykiem.

Ludzie potrafią rozróżnić podświadomie kiedy dotyk jest szczery, a kiedy jest w nas coś co nas blokuje.

Każdy lubi być w swojej strefie komfortu. Można wiecznie pytać „Co u Ciebie?” albo spróbować czegoś innego.

Dotyk jest za darmo. Możesz spróbować tej prostej techniki już teraz, nawet na sobie. To naprawdę niewiele, a może dużo.

Nie chodzi „tylko” o przyjemność, ale danie sobie miejsca, uwagi, czasu i takiej „emocjonalnej przestrzeni”, żeby być sobą.

Dla mnie to ważniejsze niż potoki słów.

Co teraz?

W głowie ustal sobie, że chcesz spróbować, znajdź odrobinę czasu i miejsce.

Na początku im prościej tym lepiej.

Jeśli nie masz oleju do masażu, to możesz poszukać w szafkach albo skusić się na moją Aromabazę.

Jeśli nie masz żadnego olejku eterycznego, zacznij bez olejku.

Zrelaksuj się i spróbuj poćwiczyć razem z video na YouTube.

Zrelaksuj się i po prostu pobądź z tą Specjalną Osobą.

Nie zapomnij też o dodatkowych materiałach, gdzie piszę o tym jakich olejków eterycznych używać do masażu! Będzie mi miło, jeśli przekażesz ten wpis dalej, komuś, kto go potrzebuje!

Nie wiem jakie olejki wybrać!

Nie martw się! Na końcu wpisu przygotowałam dla Ciebie zestawienie moich ulubionych olejków eterycznych wraz z zastosowaniem do takiego masażu.

Wszystkie mieszanki mają kilka składników i są wypróbowane przeze mnie.  Nie chciałam komplikować, ale oczywiście możesz eksperymentować z tym co masz pod ręką.

Skupiłam się na mieszankach, które pomagają na różne emocje.

Żeby pobrać ściągawkę kilknij w obrazek i wpisz e-mail. Link trafi do Twojej skrzynki.

Ściągawkę możesz sobie drukować, podawać dalej, etc.

Podobał Ci się ten wpis? Podaj dalej!

  • Dziękuję za ten fantastyczny tekst. Cieszę się, że o tym piszesz. Jestem masażystką, zajmuję się masażami ajurwedyjskimi i masażem tajskim. Ajurweda – starohinduski system medyczny – już od pięciu tysięcy lat wykorzystuje masaż do celów terpeutycznych w każdej(sic!) dolegliwości (a nie tylko – jak u nas – przy bólach mięśni), stosując przy tym oleje ziołowe, i opierając się na przekonaniu, że przez skórę można wtłoczyć do organizmu składniki aktywne roślin znacznie efektywniej i szybciej niż przez układ pokarmowy (pod skórą są naczynia włosowate, które są częścią krwioobiegu…). Na skórze, mocno stymulowanej podczas masażu, są miliony receptorów powiązanych z różnymi funkcjami i układami naszego ciała, ale również z całą sferą psychoemocjonalną. Masaż może więc być, o czym wielokrotnie się przekonałam, formą psychoterapii. Ajurweda zaleca masaż codziennie, i wcale nie chodzi tu o masaż u specjalisty, tylko o masaż jaki możemy wykonać prostymi środkami samodzielnie sobie lub bliskiej osobie. Więc – bez obaw :)

  • Fajnie, że napisałaś teraz ten artykuł, bo od kilku tygodni siedzi we mnie wizja robienia masażu właśnie z użyciem olejków eterycznych. Myślałam o mojej przyjaciółce, która była smutna, o mamie, która boi Alzheimera(znalazłam w książce Valerie Worwood taką mieszankę na pamięć przy ryzyku Alheimera). Wydało mi się to pięknym sposobem na bliskość, szczególnie, że na codzień nie mamy takiego kontaktu fizycznego. Super, że o tym piszesz. Pozdrawiam serdecznie