Trzy znaki smaku – europejskie oznaczenia ChNP, ChOG i GTS.

zakupy-miseczki-2439

Dzień dobry,

Wczoraj wzięłam udział w lanczu prasowym (ładna nazwa, prawda?) w ramach kampanii informacyjnej Trzy Znaki Smaku, którą organizuje Agencja Rynku Rolnego.

W dużym skrócie chodzi o te wszystkie europejskie oznaczenia produktów tradycyjnych i regionalnych– parmezan jest rozpoznawalny na całym świecie, nikt nie ma wątpliwości czym jest szynka parmeńska czy szwarclandzka natomiast polskie produkty, cóż zaczynają swoją drogę ku chwale:-)

W ramach akcji zostałam zaproszona (oczywiście nie jako jedyna) do restauracji Ancora, prowadzonej przez Adama Chrząstkowskiego, gdzie mogłam nie tylko posłuchać o regionalnych specjałach*, ale także ich spróbować. Przyznam, że jako niejadek nie dałam rady skosztować wszystkiego, jednak to co spróbowałam, było pyszne!

Dodam tutaj,że w Małopolsce przyznano aż 11 certyfikatów (to bardzo dużo!), co świadczy o zaradności małopolan i cieszy moje serce:-)

Jeśli checie dowiedzieć się nieco więcej, zapraszam do dalszej częsci postu.

Zapraszam również tych, którzy chcą dowiedzieć się, czy w Krakowie można dostać dobre mięso – nie wytrzymałam i trochę popłynęłam z tematem.

* tutaj nieco upraszczam nazewnictwo, potem się z tego wytłumaczę:-)

ps. zdjęcia robiłam w podziemiu restauracji i nie miałam ze sobą lampy błyskowej, bo akurat wracałam od Rodziców z tobołkami i lampa nie była na liście niezbędnych rzeczy do dźwigania, więc są jakie są.

Jakie są Trzy Znaki Smaku? Myślę, że większość z nas mniej więcej je kojarzy – przyznam jednak, że nigdy nie wgłębiałam się w subtelności pomiędzy nimi. Sprawa ze znakami wygląda tak:

sign_ChNP_bigChroniona Nazwa Pochodzenia (ChNP) – nabardziej prestiżowy znak (jako jedyny ma czerwony kolor). Może otrzymać je produkt o świetnej jakości, którego wszystkie składniki pochodzą z danego regionu i tam również jest wytwarzany od początku do końca. Przykładm takiego produktu jest bryndza podchalańskiej. Mówimy tutaj o bryndzy z certyfikatem. Oznacza to,że każdy góral na pdchalu może sobie robić bryndzę podhalańską jak uważa za stosowne, natomiast tylko ta certyfikowana będzie spełniać wymogi nakładane przez instytucję certyfikującą i gwarantuje, że będzie spełniać wszelkie kryteria lokalności (tudzież inne, przewidziane przez program certyfikacyjny). ChNP są objęte także andruty kaliskie, które jadłam pierwszy raz i zjadłam je w drodze do domu (nie doczekały się zdjęć:))

sign_ChOG_bigChronione Oznaczenie Geograficzne (ChOG) – produkt musi być świetnej jakości i posiadać mocny związek z miejscem wytwarzania, jednak nie wszystkie etapy wytwarzania muszą odbywać się w danym regionie. Przykładem będzie chleb prądnicki, który można wypiekać tylko na terenie Krakowa, natomiast mąka nie musi już z tego miasta pochodzić (przy założeniu, że w Krakowie uprawiano by zboża na mąkę;)) – podobnie ma się sprawa z rogalami świętomarcińskimi. Tego typu produktami jest wiele miodów ale również owoców czy warzyw: na przykład fasola Piękny Jaś może być uprawiana tylko w Dolinie Dunajca (to moja gimna!!:)), natomiast jej sadzonki nie mogą, ale nie muszą już z tego miejsca pochodzić – to samo dotyczy np. jabłek grądzkich.

sign_GTS_bigGwarantowana Tradycyjna Specjalność (GTS) – oznacza, że można daną rzecz produkować wszędzie, ale ściśle wedle określonej tradycyjnej receptury, tradycyjnymi metodami, Przykładem takiego produktu będzie certyfikowana kiełbasa myśliwska, kabanosy, miody pitne.

 

Certyfikowane wędliny:

zakupy-miseczki-2426

 

Tak przynajmniej ja rozumiem logikę certyfikacyjną, natomiast gorąco zachęcam Was do zajrzenia na stronę Trzy Znaki Smaku , gdzie nie dość, że wszystko jest elegancko wyjaśnione, to można także znaleźć katalog produktów certyfikowanych wraz z dystrybutorami owych produktów czyli w skrócie miejscami, gdzie można je zakupić.

Fajnie, prawda?

Gdzie te wszystkie produkty dobrej jakości?

/pozwolę sobie przetykać moje przemyślenia zdjęciami z konferencji/

Bardzo dobrze nas pan Adam Chrząstkowki nakarmił, za bigosem będę tęsknić!

zakupy-miseczki-2434

Ten akapit jest luźną dywagacją i rozmyślaniami związanymi z konferencją – proszę, tak ją potraktujcie, bo będę się odnosić nie tylko do produktów certyfikowanych, ale innych, dobrej jakości. Prowadzący słusznie zauważyli, że program certyfikacji jest w powijakach i jesteśmy na początku drogi – więc trzeba uzbroić się w cierpliwość, aby móc korzystać za kilka lat z tych wszystkich wspaniałych produktów:)

Czy jesteśmy gotowi na produkty certyfikowane?

Tak brzmiało jedno z pytań postawionych na konferencji – nie jesteśmy zbyt zamożnym narodem, więc tego typu produkty mogą powoli wchodzić do świadomości masowej – brzmiała jedna z tez.

Jednak ja – i inne blogerki – postawiłyśmy trochę tę tezę na głowie.

Są ludzie gotowi na takie produkty, osoby skłonne zapłacić więcej, ażeby je kupić i chcące je kupić od razu.

Co z tego, że w drogiej i eleganckiej restauracji jest/będzie dostępna na przykład jagnięcina podhalańska (chociaż to akurat gdybanie, bo podobno certyfikowana jagnięcina nie jest jeszcze dostępna, zaś jeśli będzie, kto wie, czy nie kupią jej np. Włosi?), skoro ja, póki co, nie mam do niej praktycznie dostępu? Cieszę się, że kuchnia regionalna jest modna i flagowe restauracje ją promują, robią z nią piękne dania czy warsztaty – jednak ja mam chęć i fundusze, żeby kupować polskie produkty dobrej jakości, zaś często nie mogę  tego zrobić, bo po prostu są trudno dostępne.

Chcę je mieć u siebie w domu bez konieczności jechania na festiwal kuchni regionalnej czy wydania iluś tam dziesiąt złotych na obiad –  i nie, nie muszą być w każdym przysłowiowym Tesco czy Lidlu (pan Adam Chrząstkowski starał się nam wyjaśnić, że tak się nie da – ale my wcale nie chcemy,żeby były wszędzie). Mogą być nawet w jednym miejscu w mieście. Jesteśmy (piszę my mając na myśli osoby, które się ze mną ogólnie solidaryzują w tym temacie:)) w stanie dojechać, poważnie.

Zabijcie mnie, nie pamiętam co to było,ale było pyszne!

zakupy-miseczki-2424

 

Uważam, że jestem osobą ponadprzeciętnie zainteresowaną kulinariami i na prawdę „siedzę w temacie” – co nie pomaga mi w zdobyciu np. dobrej jakości mięsa, ze zwierząt hodowanych w ekologiczny sposób (dobra, mieszkam na wsi, mam szczęście – nie każdy tak ma)?. Fajnie, że dostęp do produktów premium mają restauratorzy – ale to nie jest tak,że ja gotuję z piersiami z kurczaka z supermarketu, bo jestem nieświadoma kulinarnie i trzeba mnie dodatkowo uświadamiać poprzez kolejny program, w którym mówią „kupuj ekologiczny drób”. Ja to doskonale wiem, tylko praktycznie będąc w Krakowie nie mam dostępu do takiej jakości produktu.

Krótki przykład – na naszej lokalnej grupie dyskusyjnej pisze obcokrajowiec (po angielsku):

  • Cześć, chcę kupić ekologicznego kurczaka,  gdzie go znajdę?
  • Kiedyś widziałam jakiegoś kurczaka w sklepie eko takim a takim, był z Francji – odpowiada jedna z dziewczyn.
  • Ja widziałam kury na Kleparzu, ale to stare mięso w sumie tylko na rosół i wiadomo,że z higieną różnie, chociaż nie słyszałam,żeby kogoś zabiła* – również chcę być pomocna.
  • Ale jestem w Polsce, chcę polskiego kurczaka, nie francuskiego! – mówi nasz rozmówca.

*ta kura, nie higiena – podobno obsesyjne dbanie o higienę może skrócić życie

Aby było jasne: nie chodziło nawet o eko kurczaka z certyfikatem, nie byłyśmy w stanie wskazać ani jednego miejsca (dobrze, raz widziałam, że jest jakiś w budce na Kleparzu), gdzie po prostu może pójść i kupić kurczaka „tradycyjnie” chowanego Tak po prostu, bez umawiania się, zamawiania, przychodzenia w konkretny dzień.

Dopiero ktoś, skądś, odkopuje numer do rolnika, który co prawda certyfikatu nie ma, ale jest podobno osobą godną zaufania – i w ten oto sposób nasz obcokrajowiec może, jeśli szczęśliwa gwiazda się do niego uśmiechnie, zdobyć swojego „free range” kurczaka. Jak myślicie, często go będzie sobie przygotowywał?

Owszem, są systemy certyfikacji (kiedyś pisałam Wam o certyfikacji drobiu) i fajnie,że się powoli pojawiają, jednak nadal nie jest to TO. Wiem,że w Warszawie są super fajne targi – nie byłam na nich, jednak z tego co słyszałam, ceny bywają bardzo wygórowane i można traktować je nieomal jako delikatesy  (nie ma nic złego w kupowaniu delikatesów sama uwielbiam:D). Nie zrozumcie mnie źle: uważam,że ludzie którzy ciężko pracują,aby ich produkty były jak najlepsze zasługują na godziwe wynagrodzenie i niech te rzeczy będą droższe, nie muszą być dostępne wszędzie, zawsze, tanio. Tyle jednak, że dla wielu osób (nawet tych mogących i chcących wydać na rozkosze podniebienia) dobra kiełbasa, chleb są poza zasięgiem – marzy mi się,żeby dobre rzeczy były dostępne poza Warszawą i może też po niższych troszkę niż warszawskich cenach. Tak wiecie, żeby spokojnie można było sobie kupić tego kurczaka na niedzielny obiad.

Nie wiem jak to dokładnie wyjaśnić, mam nadzieję,że zrozumiecie o co mi chodzi i przepraszam,jeśli wyraziłam się niejasno czy niefortunnie, bo rozumiem, że jest wysiłek, jest podaż, jest popyt itp – w dużym skrócie mam nadzieję,że coraz więcej osób będzie robić coraz więcej dobrych rzeczy i będą one szerzej dostęne!:)

Mam nadzieję,że produkty regionalne będą coraz łatwiej dostępne, będzie ich coraz więcej i że jak najszersze grono zainteresowanych będzie mogło się nimi nacieszyć.

Dlatego trzymam kciuki za wszystkich producentów i za to, żeby mieli wystarczająco odwagi i energii, żeby dostarczać nam pyszne jedzenie!

Uff, rozgadałam się strasznie:-)

zakupy-miseczki-2417

Jeszcze raz zachęcam Was do zajrzenia na stronę Trzy Znaki Smaku – można znajdziecie coś, czego chcielibyście spróbować?

ps. znaleźliście specjalności z Waszego regionu?:) Nie żebym się powtarzała, ale wiecie, że Małopolska wymiata w tych oznaczeniach?:)

 

  • iii

    Andruty kaliskie mają Chronione Oznaczenie Geograficzne, a nie ChNP!

  • anial

    Oj, jagnięcina do kupienia w sklepie!! Marzy mi się, szczególnie jak wkurzona przerzucam kartki z prostymi przepisami na jagnięcinę – jako niewykonalne!
    Pytałam u Szubryta – masarni z Nowego Targu – „nie ma” – co tam na Podhalu nie ma owiec??

  • Dagmara

    Uświadomiłaś mi właśnie, że pomimo, że zdarza mi się sporadycznie mieć dostęp do np. ekologicznego drobiu, jest i był on raczej zdobywany niż nabywany. „Eko” kury, kaczki czy indyki zawsze po prostu były podarunkiem od wdzięcznej klientki – kiedyś dla mojej mamy, teraz dla mojego partnera. Widocznie same obdarowujące znały rzadką wartość takiego podarunku – w końcu gdyby była to rzecz dostępna jak buraki, nikt nie robiłby z tego prezentu. W czasach pomiędzy zadowalaliśmy się znajomą panią z masarni, która w sklepie subtelnym skinieniem głowy lub ręki (tak, aby kolejka z tyłu nie rozumiała) wskazywała czego nie brać, bo stare lub oszukane lub odświeżane. I tak jechało się tam 40 km…
    A co powiesz na tych niecertyfikowanych ludzi na Kleparzu, którzy mają własną żywność przetworzoną? Jadłam już domową kiełbasę pana od kiełbas wieprzowych, sery twarogowe prawie tak dobre, jak mojej cioci, masło klecone przez starszą panią w stroju góralskim, kupowane na gomółki (mówię teraz o Starym Kleparzu).
    Zastanawiają mnie warzywa i podobne: skąd mieć pewność, że na Kleparzu czy Imbramowskim nie kupuję płodów, które zostały wyprodukowane w taki sam/zbliżony sposób, jak te w markecie, jeno na mniejszą skalę? Ostatnio dowiedziałam się od znajomego rolnika jak się dojrzewa owoce, ile razy się pryska, w czym się je przechowuje i że nikt już nie brudzi sobie rąk zbieraniem owoców – nawet maszynowym. A nie jest to jakiś taki znowu wielki włościan ziemski. Nie wiem co z tym zrobić, jeśli mogę i mnie stać, to staram się kupować brzydkie wersje od babuleniek, które mają trochę ziół i parę warzywek na krzyż.
    (chociaż kto wie na jakiej potencjalnie skażonej ziemi one wyrosły..)