Kobiece sprawy: 8 ziół dla kobiet.

Dzień dobry,

Wszystkiego najlepszego dla wszystkich pań!

Długo zastanawiałam się, co ciekawego przygotować z okazji Dnia Kobiet. Może jakiś fajny preparat do kąpieli? Może przedstawienie sylwetek najsłynniejszych kobiet zielarek? Może słodkie ciasteczka? Wymyśliłam jednak coś innego.

Temat (i może pomysł na cykl, kto wie?) kobiece sprawy, w którego ramach chciałam przedstawić Wam kilka ciekawych ziół dla kobiet. Wybrałam te, które rzeczywiście są polecane przez szanowanych przeze mnie zielarzy, mają opracowania naukowe, wielowiekową tradycję stosowania lub – jak w przypadku czerwonej koniczyny – są bardzo obiecujące z naukowego punktu widzenia.

Nie wpisuję Wam tu “jakiś ziółek” ale coś, co uznałam za rzeczywiście warte przybliżenia. Znajdziecie tutaj różne rośliny: z niektórych możecie zaparzyć sobie herbatkę już dzisiaj i można stosować je praktycznie bez ograniczeń, inne przyjmuje się w formie sproszkowanej, jeszcze inne mają specyficzne zastosowanie (na przykład używa się ich podczas skurczy porodowych).

Ponieważ post nazywa się “kobiece sprawy”, założyłam, że piszę bezpośrednio do kobiet. Oczywiście, mężczyźni także są mile widziani, ale proszę mi potem się nie skarżyć w komentarzach, że jest o menstruacji, skurczach i innych tego typu rzeczach – samo życie, Panowie.

ps. na dniach dosłownie planuję przygotować pierwszy post z Ziołowego 101 , o tym jak prawidłowo przygotować ziołowy napar, więc będziecie mogły/mogli wkrótce spokojnie wypróbować zioła z dzisiejszego postu w praktyce:)

Kobiece sprawy a zielarstwo. 

Czy wiecie, że tradycyjna wiedza o użyciu ziół w dolegliwościach kobiecych jest dużo bardziej rozwinięta, niż ta o dolegliwościach dla mężczyzn?  Nawet współcześnie, jeśli przejrzycie sobie popularne zielniki przeznaczone dla kobiet i dzieci okaże się, że miażdżąco przeważają te na temat zdrowia męskiego. Właściwie znam tylko jedną sensowną książkę zielarską dla panów (Male Herbal, Jamesa Greena). Można powiedzieć, że zielarstwo nawet dziś jest bardzo mocno sfeminizowane.

Z historycznego punktu widzenia nic w tym dziwnego: tak jak medykami od wieków zostawali mężczyźni, tak akuszerkami i zielarkami były głównie kobiety. To one asystowały innym kobietom podczas ciąży, porodu i połogu (właściwie to połowy XX wieku poród wiązał się z ogromnym ryzykiem zarówno dla matki jak i dla dziecka) i to one pogłębiały wiedzę o roślinach, aby móc pomagać kobietom w codziennym życiu. Stąd też bardzo duża literatura poświęcona ziołom kobiecym, po części właśnie dlatego, że przez wieki były one podstawą leczenia.

Poniżej znajdziecie zestawienie 8 ziół szczególnie ciekawych z kobiecego punktu widzenia. Oczywiście pamiętajcie, że wedle zakątkowego BHP, to wpis hobbystyczny, nie służący do samoleczenia i takie tam. Wybrałam zarówno bardziej jak i mniej popularne rośliny, kolejność nie ma tutaj znaczenia. Wpis dość długi i złożony (miał być prosty i krótki;)), dlatego zachęcam Was do zaparzenia sobie jakiejś herbatki i spokojnego poczytania.

ps. Nad tym wpisem wisi chyba jakaś klątwa: pisałam go prawie trzy godziny, po czym jakimś cudem skasowała mi się połowa wpisu i musiałam rozpocząć pracę od nowa. Myślałam, że się popłaczę po prostu. Bardzo chciałam zdążyć z wpisem na dzień kobiet, ale cóż, chyba raczej się już nie uda. Mam nadzieję przynajmniej, że Wam się będzie miło czytać i że warto było pisać od nowa!

ps. 2 niektóre zioła zostaną omówione jeszcze przy innej okazji, bardziej wnikliwie.

Dong quai – dzięgiel chiński, Angelica sinensis. 

(na zdjęciu dzięgiel litwor czyli dzięgiel europejski)

arcydziegiel

 

Dong quai brzmi dość dziwnie, jeśli jednak pomyślimy “arcydzięgiel“, robi się nieco jaśniej. To jedno z najlepszych ziół dla kobiet o działaniu ogólnie tonizującym i wzmacniającym organizm. Kiedy dawno temu o nim czytałam, nie byłam specjalnie przekonana. Do czasu, aż sięgnęłam do opasłego tomu Principles and Practice of Phytotherapy, gdzie poświęcono tej roślinie całą monografię.

Dong quai jest nazywane “kobiecym żeń szeniem” i przede wszystkim stosuje się go do  dla zdrowia układu rozrodczego. Podobnie jak żeń-szeń jest bardzo uniwersalne i odpowiednie dla kobiet w praktycznie każdym wieku: od okresu pokwitania po okres po menopauzie.

To pierwsze zioło przychodzące na myśl, kiedy mówimy o problemach z menstruacją, nieregularnym cyklem oraz z menopauzą, jednak można stosować go także profilaktycznie. Dzięgiel chiński dawkuje się na różne sposoby (i o tym napiszemy sobie przy okazji omawiania tej rośliny), ale generalnie zasada jest taka, że nie stosuje się go podczas okresu i ciąży. Zazwyczaj rozpoczyna się skomplementowanie (jest sprzedawany normalnie i legalnie jako suplement diety, tyle, że lista dostawców jest dość ograniczona w Polsce) od zakończenia miesiączki po mniej więcej połowę cyklu miesiączkowego, czyli tak do owulacji lub do kilku dni po owulacji.

Aktualnie jestem na etapie poszukiwania najlepszego dostawcy dong quai, ponieważ wydaje mi się, że jednak najwygodniejszą formą przyjmowania są kapsułki (chociaż bardzo możliwe, że pokażę Wam też korzeń, ale w sumie to nic ciekawego, bo wygląda jak korzeń suszony po prostu;)), a wiadomo, że jeśli kupujemy coś w formie proszku, dobrze mieć pewność, że ten proszek będzie jednak dobrej jakości.

Serdecznik pospolity – Motherwort,  Leonorus cardiaca

Serdecznik

U nas serdecznik jest stosowany głównie przy problemach sercowych (na co wskazuje nazwa), natomiast w literaturze anglosaskiej podkreśla się również jego działanie na macicę.  Głównie jest to działanie rozkurczowe, dlatego stosuje się go w przypadku problemów z bolesną menstruacją czy opóźniającej się menstruacji.

Ponieważ działa rozkurczowo jest dość logiczne, że nie przyjmuje się go w pierwszych miesiącach ciąży, kiedy często chodzi do naturalnych poronień.  Był/bywa (w tym sensie, że niektórzy zielarze nadal go używają, ale to też trzeba wiedzieć w jaki sposób) używany jako przygotowanie do porodu, ponieważ wspomaga i reguluje wtedy skurcze macicy.

Aby skorzystać z tego działania, zaczynano go przyjmować w ostatnich tygodniach ciąży. Po co?Głównym powodem było uregulowanie skurczy porodowych: dzięki temu, że stawały się w miarę regularne, poród był łatwiejszy do zniesienia i przebiegał “bardziej gładko”. Ponieważ serdecznik ma też  właściwości uspokajające, przynosił rodzącej dodatkową ulgę.

Swoją nazwę angielską czyli “ziele matki” zawdzięcza właśnie owym właściwościom uspokajającym: mówi się, że jest wsparciem dla mam z małymi dziećmi, czasem stosuje się go we wspomagającym leczeniu depresji poporodowej.

Niestety, nie znalazłam informacji o tym, czy mogą go używać mamy karmiące: serdecznika umieściłam tutaj z tego powodu, że “zioło matki” zdecydowanie zasługuje na miejsce w tym zestawieniu. Chociażby ze względu na wielowiekowe stosowanie w tradycyjnej medycynie oraz na wspomniane  właściwości uspokajające i rozkurczowe.

Podkreślam oczywistość: nie doradzam kobietom w zaawansowanej ciąży samodzielnego przyjmowania serdecznika. To tak, żeby było jasne:)

 

Liść maliny

Moje odkrycie roku 2013. Jedno ze zdecydowanie najlepszych ziół dla kobiet, zwłaszcza tych w ciąży w ciąży, bardzo bezpieczne w stosowaniu. Cenione zielarki anglosaskie, takie jak Rosemary Gladstar czy Anne McIntyre, polecają napar z liścia maliny dla kobiet po pierwszym trymestrze ciąży (na resztę ciąży oraz karmienie piersią). Liście maliny też mogą być ziołem i to jakim!  Słyną głównie ze wspomagania układu rozrodczego, zwłaszcza mięśni macicy. Mają działanie z jednej strony ściągające – wzmacniają macicnę, z drugiej zaś rozkurczowe. Właśnie ze względu na to drugie działanie nie poleca się stosowania liścia maliny w pierwszym trymestrze, kiedy często dochodzi do naturalnych poronień.

Liść maliny jest dobry także dla kobiet, które planują dopiero dziecko (zawsze dobrze jest sobie macicę wzmocnić: tylko, jeśli chcecie spożywać regularnie, to trzeba uważać wtedy, kiedy podejrzewacie, że mogłyście zajść w ciążę, czyli podejrzewacie pierwszy trymestr:)).

Może to poza tematem, ale jeśli planujecie ciążę, to generalnie dobrze jest w miarę możliwości “zrobić sobie zapasy” minerałów albo przynajmniej nie mieć deficytu: zwłaszcza żelaza, magnezu, wapnia. Dziecko kosztuje. Nie tylko w złotówkach, ale też w zasobach mineralnych i ani się obejrzycie, mogą być bardzo szybko na wyczerpaniu – zresztą, popytajcie się wśród znajomych młodych mam, u ilu z nich po urodzeniu dziecka “sypnęły się” zęby. Ciąża to nie choroba, ale jest bardzo obciążająca dla organizmu i jeśli “planujecie planować dziecko” (jakkolwiek to brzmi:)), dobrze wziąć pod uwagę nie tylko wózeczek, łóżeczko i wyprawkę, ale też zasoby dla siebie.

Ciąża ciążą, może trochę dziwnie się zrobiło, dlatego chciałam jeszcze dodać, że liść maliny jest tak naprawdę świetny dla każdej kobiety (i mężczyzny też! ), głównie ze względu na bogactwo mineralne: zwłaszcza żelaza*, magnezu, fosforu, potasu, wapnia.

* ale żelazo z roślin przyswaja się tak sobie, to żeby być uczciwym.

Liść pokrzywy.

 

Zwykła pokrzywa to świetna roślina dla kobiet, właściwie jedna z najlepszych. Dobre źródło żelaza (patrz akapit wyżej), wapnia oraz (pro)witaminy A. Liścia pokrzywy używa się czasem wspomagająco podczas ciąży oraz podczas karmienia piersią, zwłaszcza przy trudnościach z laktacją (wspomaga przepływ mleka).  O pokrzywie pisałam już kiedyś sporo, jednak dodam, że ma jeszcze jedną ciekawą właściwość. Pokrzywa działa diuretycznie (moczopędnie) i wspomaga filtrację w nerkach, można jej używać w przypadku zatrzymania wody w organizmie.  Dla wielu kobiet comiesięczna dolegliwość, zwłaszcza przed okresem (ten stan, kiedy czujesz się “ciężko”, czasem puchną nogi etc.), więc można sobie w takim przypadku liść pokrzywy zaaplikować.

 

Przywrotnik pospolity, Alchemilla vulgaris, Lady’s Mantle. 

 

Kolejna roślina szeroko stosowana w zielarstwie anglosaskim specjalnie z myślą o kobietach. Używa się jej w przypadku nieregularnych miesiączek, bolesnych skurczy miesiączkowych i owulacyjnych, obfitego krwawienia. Podobnie do serdecznika, wzmacnia mięśnie macicy, dlatego czasem poleca się pić herbatki z przywrotnika około miesiąca przed planowanym zajściem w ciążę (z oczywistych powodów). Niektórzy zielarze polecają również picie herbaty z liści przywrotnika po porodzie po to, aby wzmocnić osłabione dziewięciomiesięczną ciążą mięśnie i pomóc im w powrocie do “normalnego” stanu.  Przywrotnika nie używa się podczas ciąży, ale czasami stosowano go do bezpośredniego wywoływania skurczy porodowych (podobnie zresztą jak bylicy piołun).

Napary z przywrotnika są też używane w przypadku infekcji pochwy, ponieważ działają aseptycznie. Skoro jesteśmy akurat w temacie pochwy i połogu (tak wyszło;)), to pamiętam, że na studiach profesor Janeczko bardzo polecał kobietom po urodzeniu dziecka  codzienne nasiadówki z kory dębu, ponieważ zapobiegają infekcjom pochwy, o które nie trudno po urodzeniu dziecka, zwłaszcza, jeśli ma się założone szwy.

Myślę, że można też zrobić kąpiel w korze, ale wtedy doczyszczenie wanny nie będzie najłatwiejszym zadaniem więc taka nasiadówka  (gotuje się korę dębu przez 20 minut pod przykryciem, potem czeka, aż para nie będzie zbyt gorąca i kuca nad garnkiem czy tam specjalnym wiadereczkiem, można sobie kupić jakieś urocze i czeka, dopóki jest para). Temat połogowy jest innym tematem, natomiast tutaj powiem tylko, że przywrotnik stosowano zewnętrznie właśnie w tym przypadku.

Ciekawostka: angielska nazwa “Lady’s mantle” czyli “Płaszcz Pani/Płaszcz Damy” wzięła się podobno stąd, że liście przywrotnika przypominały kształtem płaszcz Maryi. Drugim powodem było właśnie zastosowanie tego zioła w dolegliwościach kobiecych.

Kwiat koniczyny.

Kwiat oraz liście czerwonej koniczyny zawierają  izoflawony i fitoestrogeny, czyli tak zwane hormony roślinne. Nie do końca poznano mechanizm ich działania (a może wiadomo, tylko nie dotarłam do badań), jednak zakłada się, że są przydatne w łagodzeniu objawów menopauzy i tradycyjnie koniczynę stosuje się właśnie w ten sposób.

Będę jednak z Wami szczera: z tego co wiem, nie udało się przeprowadzić badań, które wskazywałyby jakiś specjalny wpływ koniczyny na łagodzenie np. uderzeń ciepła. Pomimo to, koniczynę nadal warto pić, ponieważ ma lekkie działanie oczyszczające organizm, wspomaga przepływ limfy, posiada sporo antyoksydantów i łagodne działanie przeciwzapalne.

Dodatkowo napar z zielonej koniczyny jest smaczny i co tu dużo mówić, koniczyna w sezonie rośnie prawie wszędzie!

 

Ziele owsa.

 

Jeśli myślicie o owsie jedynie jako o ziarnie dla konia, to mam nadzieję, że zmienicie zdanie. Do zastosowań zielarskich używa się albo młodziutkiego owsa, który jest liofilizowany (to taka specjalna metoda suszenia za pomocą zamrażania), albo owsa starszego, który ma już ziarniaki, ale jeszcze jest niedojrzały. To stadium nazywa się czasem “milky tops” czyli “mleczne wierzchołki”, ponieważ w tym okresie owies wydziela  lepki, biały sok, podobny nieco do mleka.

Dlaczego warto pić ziele owsa? Jest źródłem antyoksydantów, zawiera magnez, wapń, żelazo, potas, krzem (dzięki za pomoc w tłumaczeniu!)  i generalnie warto go pić, ze względu na bardzo dobry skład. Przede wszystkim to wspaniała roślina wspomagająca układ nerwowy. Pomaga się uspokoić oraz spokojnie zasnąć, jest polecane w stanach wyczerpania nerwowego, lekkich stanach depresyjnych etc.. Oczywiście, nie trzeba mieć depresji, aby korzystać z owsianych dobrodziejstw. Przyznam, że pisząc ten post popijałam sobie spokojnie napar z owsa, który – moim zdaniem- jest po prostu pyszny! Już praktycznie byłam rozluźniona, dopóki strata połowy tekstu nie podniosła mi ciśnienia. Cóż, w takiej sytuacji, trzeba zaparzyć jeszcze raz!

Sama miałam chyba ze cztery podejścia do herbatki owsianej: pierwsze dwa skończyły się klapą, ponieważ napar smakował po prostu jak słoma. Dopiero potem zorientowałam się, że miałam susz bardzo kiepskiej jakości. Kupując owies suszony wybierajcie taki, który jest zielony, najlepiej dodatkowo z całymi ziarnami. Jeśli widzicie, że wygląda jak słoma: odpuśćcie sobie.

Dzisiaj wieczorem przez przypadek byłam w sklepie z herbatami i znalazłam bardzo dobrą mieszankę owsianą: zajrzyjcie do Ziołowego Zakątka za parę dni, postaram się Wam ją pokazać przy okazji postu o naparach. Może być?

Imbir

Imbir dołączyłam do zestawienia ze względu na to, że jest łatwo dostępnym remedium na bolesne miesiączki. Posiada właściwości rozkurczowe i wspomagające przepływ krwi, dlatego może pomóc w przypadku skurczy owulacyjnych czy miesiączkowych. Używa się go także do wywoływania opóźnionej miesiączki, oraz w przypadku skąpego i bolesnego okresu.

Można spróbować picia naparu imbirowego przez trzy – cztery dni przed oczekiwaną miesiączką (można dodać do niego laskę cynamonu) przez około 3-4 razy dziennie i potem, przez pierwsze dni miesiączki. Można również używać olejku imbirowego rozcieńczonego w oleju nośnikowym (słonecznikowym, migdałowym) i masować nim podbrzusze.

Generalnie temat bolesnych miesiączek jest troszkę innym tematem, dlatego jeśli będziecie miały ochotę go pociągnąć, dajcie znać w komentarzach.

Kiedy skończysz czytać: zrób coś dla siebie!

Jak widzicie, o ziołach dla kobiet można pisać bardzo dużo. Wybrałam 8 z nich, ale oczywiście nie są to rośliny jedyne: Rosemary Gladstar podaje około 20 podstawowych ziół na kobiece dolegliwości.

Jednak ani czytanie dziesiątek książek, ani przeczytanie kilkudziesięciu internetowych zestawień na nic się nie zda, jeśli nie pójdziecie do tego sklepu zielarskiego i nie zaparzycie sobie potem w domu tej herbatki. Szczególnie polecam te łatwo dostępne, smaczne, o szerokim spektrum działania: liść maliny, liść pokrzywy, ziele owsa. Poza sezonem można kupić je w sklepie zielarskim albo, czasem bardzo dobrej jakości, w sklepach z herbatami albo w sklepach typu “produkty benedyktynów czy jakiś innych zakonników”. Są dość łatwo dostępne i  co prawda droższe od 100 saszetek wątpliwej jakości herbaty w marketowej promocji, ale zdecydowanie warto się przekonać i spróbować.

Prawda jest taka, że jeśli same o siebie nie zadbamy, to raczej nikt tego za nas nie zrobi.

Post scriptum. Kobiece sprawy – co dalej?

Ten post miał być króciutkim postem informacyjnym, zaś rozrósł się do dość sporych rozmiarów. O dłuższego czasu chodził mi po głowie pomysł pod tytułem “kobiece sprawy”. Myślałam o tym, aby pisać o rzeczach, specyficznie przydatnych dla kobiet. Zastanawiałam się nad tym, aby od czasu do czasu pokazywać receptury na ciekawe kobiece herbatki, może przygotować teksty związane z cyklem menstruacyjnym, popisać o suplementach diety czy generalnie jedzeniu, które szczególnie może przysłużyć się kobietom.

Nie zrozumcie mnie źle: mężczyźni też mają swoje potrzeby żywieniowe i swoje problemy zdrowotne, ale my jesteśmy jednak bardziej narażone chociażby na deficyt minerałów (miesiączkujemy, rodzimy dzieci). Nie wykluczam, że kiedyś mogą pojawić się też rzeczy dla mężczyzn (są na przykład specjalne, “męskie” wina medyczne;)).

Na razie chciałam Was podpytać co ewentualnie by Was interesowało  i generalnie zobaczymy po tym poście, czy ogólnie temat Was interesuje:)

To jak, zajmujemy się od czasu do czasu kobiecymi sprawami?

ps. ryciny i zdjęcia roślin, które nie są moje, pochodzą z Wikipedii.

Korzystałam między innymi z Anne McIntyre “The Complete Woman’s Herbal” oraz Rosemary Gladstar “Medicinal herbs”.

  • Zabrakło mi tu jednego zioła – niepokalanka. Jego owoce są bardzo pomocne kobietom, które zmagają się z bolesnymi i obfitymi miesiączkami. Poza tym bardzo dobry artykuł, świetnie się go czyta.

  • Bardzo fajny post, podesłała mi go siostra, wyłapałam kilka ziół, które planuje dzisiaj kupić. Bardzo miło się czytało do porannej herbatki:)