[Migawki]Pozdrowienia ze Stolicy Bursztynu!

Oceń ten post
Kategorie:
Podziel się z innymi:

Dzień dobry!

Przesyłam Wam dzisiaj bursztynowe pozdrowienia!
Jak zapewne wiecie (a wiedzą Ci, którzy śledzą Facebooka), że środek tygodnia spędziłam w rozjazdach: wybrałam się do Gdańska, gdzie prowadziłam na Uniwersytecie Gdańskim, dotyczący etnobotaniki. Tym razem bardziej naukowo.

Dzisiejszy dzień był jednak dla mnie dniem bursztynowym.

Wyobraźcie sobie taką sytuację:

Rano piłam kawę i jadłam wczesne śniadanie na Gdańskiej Starówce (wiem, wiem, zaraz ktoś mi powie, że Starówka to tylko w Warszawie;)).  Sama w sobie jest to czynność przyjemna. Do kawy poczytywałam sobie nową książkę, dotyczącą jednej z moich wielu miłości: przeróżnych żywic: Plant Reisins: Chemistry. Evolution and Ethnobotany. Akurat tak się złożyło, zupełnie przypadkiem, że wpadłam na rozdział o bursztynie.

Wiecie, że do tej pory to końca nie wiadomo z jakich drzew składały się słynne „Bursztynowe Lasy?”. Niesamowite.

Potem wybrałam się na krótki spacer. W Gdańsku jak to w Gdańsku, wszędzie bursztyn. Zobaczyłam ładną mieszankę tzw. „nalewkową” (po prostu odpady i opiłki, których normalnie by się nie sprzedało). Że sama w sobie była ładna to kupiłam:).

Zdjęcie jak na porządną blogerkę przystało, poszło na Instagrama. Od tej pory zaczęła się eskalacja:)

Garść bursztynu:) @bursztynowyszlak #amber #pamiatkazgdanska #bedzienalewka

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Klaudyna (@ziolowyzakatek)

„Napiszesz coś o nalewce bursztynowej?”

Coś tam mogę napisać, myślę sobie. Niemniej specjalistką od bursztynu nie jestem. Co dopiero się dowiedziałam, że do tej pory nie wiadomo z czego Lasy Bursztynowe i że handel bursztynem zaczął się w epoce kamienia łupanego. Trochę głupio mieć pierścionek z bursztynu, opiłki bursztynowe i nie wiedzieć za wiele o naszym narodowym skarbie, prawda?

Mój pociąg odjeżdża za 2 godziny.

Co tam, pójdę do Muzeum Bursztynu. Walizkę odbiorę z hostelu… ekhem… potem.

W Muzem, oprócz szybkiego oglądania eksponatów (naprawdę niesamowitych! Wiecie, że są tez niebieskie i zielone bursztyny?

W muzeum ucięłam sobie krótką pogawędkę z panią zajmującą się min. sprzedażą biletów: ot, jaka jest literatura bursztynowa (doszłyśmy do wniosku że jest mało, ale nic to: mogłam pokazać moją książkę zawsze, gdzie bursztyn doczekał się aż dwóch rozdziałów:)), że właśnie odbywa się konferencja naukowa o historii wybrzeża Bałtyku.

A tak poza tym, to wpadła mi w oko taka oto książka – jak mogłam nie wziąć?

W oko wpadł mi też naturalny olej bursztynowy (o którym innym razem) i nie mogłam odmówić sobie przyjemności porozmawiania o tym, jak jest zrobiony. Żadna z nas dokładnie nie wiedziała, jednak szybko się dokształciłam: olej bursztynowy otrzymuje się przez tzw. suchą destylację bursztynu. Jak dziegieć. Nie wiem jeszcze na cóż mi on, ale intuicja mi podpowiedziała, że to jest coś, co powinnam mieć..:-)

Co tam pociąg..;)

Skończyło się tak, że biegłam uliczkami Gdańska jak oszalała,  byle zdążyć na mityczne Pendolino (które jest wyjątkowo punktualne). Z bursztynową książką pod pachą, torebką wypełnioną bursztynami.

Potem spędziłam bite pięć godzin czytając przeróżne bursztynowe historie od wieku XVI po XX..

Potem powrót do mojej książki o żywicach i kolejny rozdział o bursztynie w kulturze..

W dużym skrócie, dziś zupełnie przez przypadek spędziłam nad bursztynem 8 – 9 godzin.

Nie mogę się doczekać, żeby Wam opowiedzieć jakie leki robiono dawniej z bursztynu, jak go poławiano i wiele innych ciekawostek. Wiecie, że Krzyżacy bywali nazywani „Bursztynowymi Książętami” i ustanowili nawet prawo, które zakazywało niecertyfikowanym poławiaczom spacerować po plaży? Wiedzieliście, że były potężne kopalnie bursztynu na lądzie (podobne do kopalni odkrywkowych?). Albo że Chińczycy mieli swój własny bursztyn? Albo że podrabiany bursztyn wykonywano z białka jajka?

Niesamowite.

Tak, wiem, to chyba czwarty raz w tym poście:).

Przepraszam Was za chaos myślowy: jestem równocześnie zmęczona podróżą jak i pobudzona i podekscytowana.

Zostawiam Wasz więc z bursztynowymi przemyśleniami, a sama idę przygotować sobie aromaterapeutyczną kąpiel (ależ mam niesamowity olejek lawendowy!).

Ukłony!

Podobał Ci się ten post? Podaj dalej!