Zapomniane składniki: łój wołowy.

loj-wolowy-6376

Dzień dobry,

Pamiętacie mój vlog z rynkowych zakupów?

Wśród nich, oprócz trawy cytrynowej i egzotycznych przypraw znalazł się jeszcze jeden składnik. Taki, który sprawił mi chyba najwięcej radości. Łój wołowy. Właściwie nawet w nieprzetworzonej formie (po prostu tłuszcz z „nerkówki”). Od dawna nosiłam się z zamiarem pozyskania tego tłuszczu i po prostu nie mogłam uwierzyć własnym oczom, kiedy dostałam piękny kawałek do wyrenderowania. Zanim powiecie „fuj!”, dajcie mi kilka minut na wyjaśnienie mojej fascynacji:)

Wiecie,łój to taki zapomniany składnik, który był używany przez wieki, zaś od lat 90tych stał się praktycznie niedostępny. Nie wspomnę ile razy rozmawiałam z koleżankami z Krakowa, skąd można wziąć dobry łój wołowy. Owszem, czasem dostępny był taki pośredniej jakości, dla sikorek. Jednak łój naprawdę dobry: był długo praktycznie poza zasięgiem.

Dlaczego właśnie łój mnie ucieszył?

Cóż, lubię składniki, które nie do końca są łatwo dostępne.:-).

Dlatego dzisiaj chciałam zaprosić Was do postu własnie o tym zapomnianym składniku. Sprawdziłam z ciekawości ile osób poszukuje informacji o łoju w wujku Google. 20. Miesięcznie.

Z tego postu dowiecie się, co ciekawego można zrobić z łoju oraz daczego, być może, będziecie kiedyś chcieli zapukać do sklepu rzeźniczego i poprosić o kawałek dla siebie. Kto wie, co się może stać?

Łój wołowy: co to jest?

 

Co to jest łój wołowy? W dużym skrócie jest to po prostu tłuszcz wołowy. Taki odpowiednik wołowego smalcu. Po angielsku taki tłuszcz wołowy to „suet”, zaś przetopiony łój to „tallow” (o ile dobrze zrozumiałam, jeśli ktoś żyjący w kraju anglojęzycznym może potwierdzić, będę wdzięczna).

Właściwości łoju, czyli po co ktoś chce go używać. 

Łój to najtwardszy tłuszcz jakiego używa się w kuchni. Zresztą dobrze to widać na filmie, gdzie nieomal wymachuję wieńcem z łoju. Łój, w zależności od tego w jakiej częsci jest wytopiony, pachnie dość mocno, albo bardzo delikatnie i praktycznie niewyczuwalnie. Kolor może zmieniać się w zależności od tego, jaką paszą było karmione zwierzę oraz od tego, z czego jest wytapiany. Zazwyczaj jest białawy lub kremowy, ale może być też żółtawy (głównie ten wytapiany z kawałków mięsa). Najlepiej, żeby był to łój z krowy/wołu (?), które były naturalnie karmione trawą – wtedy w łoju znajduje się najwięcej witamin rozpuszczalnych w tłuszczach (A,D,E,K).

To bardzo stabilny tłuszcz,mocno nasycony, idealny do smażenia. Przetopiony dobrze się przechowuje, nie utlenia się etc. Dawniej powszechnie używano go do smażenia (np. McDonald dopiero w latach 90tych przerzucił się na własną mieszankę smażalniczą, dopiero teraz mówi się, że może jednak nasycone tłuszcze nie są takie złe do smażenia i są lepszym pomysłem niż mieszanka różnych olejów roślinnych używanych do tego celu).

W poszukiwaniu łoju idealnego.

Kiedy rok temu byłam nakręcona na ten składnik, poszłam do sklepu wołowego i zapytałam „czy jest łój?”. Panie (skądinąd bardzo miłe) popatrzyły na mnie jak na osobę z lekka upośledzoną. Poszperały na zapleczu i mówią:

– No jest, a na co to pani?

Ja na to..

– Yyy… dla sikorek.. do pieczenia też.. Taki z nerek bym chciała najbardziej..

Panie wystawiły na ladę wielką reklamówkę wołowych odpadków: kawałków mięsa pokrytych większymi kawałkami tłuszczu.

– Mamy taki.  Wystarczy?

– Yyy..no tak, ile płacę?

Panie popatrzyły na siebie porozumiewawczo, westchnęły i mówią:

– Nic. Przeceż to i tak do wyrzucenia.

Podziękowałam i radośnie zabrałam reklamówkę. W końcu darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda. W domu wzięłam się do pracy. Włożyłam wszystko do garnka i przetopiłam.

O rany, ależ to śmierdziało! Wiele razy robiłam samodzielnie smalec i mówię Wam, smalec przy tym był perfumą. Spodziewałam się, że fiołkami nie będzie pachniało, ale żeby aż tak..Myślałam, że mieszkania nie dowietrzę (dowietrzyłam, potem okazało się, że nie jest tak źle). Łój rzeczywiście poszedł dla sikorek.

Nie był to jednak łój, którego naprawdę potrzebowałam i pragnęłam. Taki, o których czytałam w książkach Jennifer McLagan. Tzw. łój nerkowy.

Ten udało mi się dostać dopiero tego roku (zobaczycie go pod koniec poniższego filmu). Kupowałam sobie mięso na Kleparzu i od niechcenia zapytałam:

– A łój wołowy jest?

Zdezorientowane sprzedawczynie:

– A co to jest?

– No, yyyy, taki tłuszcz wołowy.

– Nie, to nie ma..

Na to wychyla się rzeźnik, który właśnie coś tam kroił i mówi:

– Jest, jest! O, takie coś pani potrzebuje? To z nerkówki.

Wyciągnął spod lady piękną, białą nerkówkę (wcześniej nie wiedziałam, że to tak się nazywa, zawsze prosiłam o łój nerkowy). Niczym nie przypominającą wołowych skrawków. Oczy od razu mi się rozszerzyły.

– Ile płacę?

-Yyy, no nie wiem, raczej nikt tego nie chce.

– Proszę mi dać dobrą cenę w takim razie, skoro i tak nikt nie pyta..

Koniec końców zapłaciłam 5 złotych. Szał:)

Jak wytopić łój?

Ten łój to zupełnie coś innego niż skrawki, jakie dostałam przed rokiem.  Był pokryty cieniutką, papierową błoną. Wystarczyło pokroić go na kawałki (to praktycznie sam tłuszcz), stopić na małym ogniu, przecedzić przez sito o drobnych oczkach (a jeszcze lepiej przez gazę, niestety jej nie miałąm i zostały mi małe paproszki) i przełożyć do foremki. Najlepiej silikonowej. Wtedy możecie utrzymać ładny kształt: nikt się nie domyśli, że to łój (automatycznie wiele osób mówi: „a fuj”).

Tak wygląda łój przed przetopieniem (końcówka filmu)


Łój nerkowy praktycznie wcale nie pachnie przy wytapianiu, jest łagodniejszy w zapachu od smalcu. Przetopiony pachnie tłuszczem (w końcu to tłuszcz, nie poradzisz!), ale bardzo delikatnie. Moim zdaniem słabiej niż smalec.

Praca z takim łojem to praktycznie sama przyjemność.

Oczywiście dla osób, które lubią takie przyjemności :-)

Wytopiony łój jest ładny. Przynajmniej moim zdaniem. Okey, mogłam go przecedzić przez grubszą gazę, ale miałam tylko siteczko pod ręką.

loj-wolowy-6377

Jak wykorzystywano łój wołowy przed wiekami?

Łoju używano od wieków: właściwie od średniowiecza użytek łoju wzrastał (bo wzrastało pogłowie wołów, jeśli tak można powiedzieć po polsku;)). Europa dzieliła się na dwie strefy: strefę oliwy (śródziemnomorską) oraz własnie strefę, gdzie rządził łój. W basenie Morza Śródziemnego robiono lampki z oliwy, na północy: właśnie z łoju. Nie marnowano niczego, więc używano zarówno łoju wytapianego z kawałków mięsa jak i tego „lepszego” z okolicy nerek.

Łój stosowano na wiele sposobów:

  • do konserwacji skór
  • do kosnerwacji cięciw (do tej pory używają go bractwa rycerskie)
  • do wyrobu lampek i świec (tutaj jest bardzo ciekawy artykuł o łojowych świecach)
  • do wyrobu kosmetyków
  • do zastosowań kuchennych.

Nasi przodkowie byli bardzo pomysłowi i wykorzystywano po prostu wszytko:)

W wieku XIX łój używano także do konserwacji częsci mechanicznych (np. do silników) czy do konserwacji broni palnej.  Mówi się, że był przyczyną antybrytyjskiego powstania Sipajów: ponieważ łojem smarowano strzelby indyjskich żołnierzy (lokalnych żołnierzy, werbowanych przez Kompanię Wschodnioindyjską), co obraziło ich uczucia religijne i stało się przyczyną powstania przeciw władzy Korony Brytyjskiej. Nawiasem mówiąc, w Indiach służyli też muzułmańscy żołnierze, których w równym stopniu oburzył używany do tego celu smalec i także brali udział w powstaniu.

Powstanie Sipajów, którego jedną z przyczyn był łój (rycina z Wiki).

powstanie-sipajow
Łój wołowy czyli po co to (normalnemu) człowiekowi.

Łój w kuchni.

Dawniej oczywiście jedzono potrawy z łojem. Najsłynniejsze są chyba angielskie puddingi. Łój działa też jako „shortening agent” czyli coś co sprawia, że ciasto jest kruche. Z łojem można zrobić (podobno, nie próbowałam, ale spróbuje) niezwykle kruche ciasteczka i tarty. Bywa też używany w tradycyjnej kuchni francuskiej, jednak tutaj nie jestem ekspertem. Może coś podpowiedzie?

Dzisiaj można więc z łojem zrobić pudding w starym stylu albo właśnie coś na słodko. Nie wiem jeszcze, co wybrać? Zbieram pomysły!

Oczywiście, używa się go też do skarmiania sikorek, jednak jest to prawdopodobnie tani, wyrenderowany wielkoprzemysłowo łój z różnych kawałków.

Łój w kosmetyce. 

Drugim częstym wykorzystaniem łoju jest zastosowanie kosmetyczne. Współcześnie łój jest nadal używany i założę się, że wiele osób nie wie nawet, że ma jakąś formę łoju w łazience:-).

Po pierwsze jest to częsty składnik mydeł: jeśli lubicie mydła szare (zwłaszcza typu „Biały jeleń”), to właśnie bardzo często składają się z łoju wołowego. Generalnie jeśli na opakowaniu znajdziecie składnik „Sodium tallowate” to właśnie łój wołowy. Tworzy bardzo dobre, łagodne dla skóry mydła, oraz twardą kostkę (zresztą smalec też daje dobre mydło, próbowałam kilkakrotnie:)).

Dodatkowo łój ma bardzo dobry skład do zastosowań kosmetycznych: głównie dlatego, że wykazuje dużą zgodność z ludzką skórą. Kiedy pokazałam mój zakupowy film na YouTube, jedna z czytelniczek wspomniała, że jej Babcia robiła krem z łoju i poprosiła, czy mogę pokazać, jak się taki robi. Wtedy nie wiedziałam, ale teraz już wiem. Dlatego szykujcie się wkrótce na więcej zastosowań kosmetyczncyh łoju i dziwną rzecz a blogu:)

loj-wolowy-6380

Łój, po cóż mi on?

Jak widzicie, mam swoje powody, aby się z mojego łoju cieszyć.

Sikorki będą musiały raczej obejść się smakiem (ale ptaszki dadza radę, prawie nie ma zimy, na drzewach mnóstwo rzeczy jeszcze wisi), natomiast ja zamierzam wykonać koniecznie jakieś ciasteczka z łojem i może pudding? Trochę zostawię też do zastosowania bardziej kontrowersyjnego (przynajmniej teoretycznie;)) i zrobimy sobie jakieś fajne mazidło. Tak, zamierzam nałożyć je sobie na skórę;).

Co sądzicie. Czy łój nadal jest dla Was fuj?;)

  • Joanna Dolata

    a czy taki łój może być transportowany około tygodnia, jedynie zapakowany w paczce, czy musi być przechowywany w specjalnych warunkach? mieszkam za granicą i zastanawiam się, czy jak tu go nie dostane, to czy mogę przesłać sobie z Polski ;)

  • anna maria

    u mnie w domu babcia łój dodawała do rosołu i używała do ciasta drożdżowego z czarnuszką, a błona z łoju była używana do nadziania w mięsa na pieczeń rzymską – pieczyste nie wysychało
    ja używam „od zawsze”, z krótką przerwą na fascynację olejami roślinnymi
    pozdrawiam

  • Paweł Kaczyński

    Odkryłem łój (ależ ta nazwa się paskudnie kojarzy!) po emigracji do Wielkiej Brytanii. Tutaj dostępny po prostu jako Beef Drippings. Czysty, biały, twardy jak jasna cholera. Kupiłem na spróbowanie jak robiłem roladę śląską – bo najlepiej rolady obsmażyć na tłuszczu zwierzęcym.
    Straszliwie przeszkadza mi zapach smażenia na smalcu (takim normalnym, polskim, ze sklepu). Obawiałem się, że tu będzie jeszcze gorzej. Ku memu zaskoczeniu, łó… Beef Drippings nie miały żadnego zapachu. Nic a nic. Po prostu smażenie idealne. A rolady wyszły wyśmienite, a sos (na bazie m.in. tego tłuszczu) absolutnie genialny, tak tłusty, że moi śląscy przodkowie byliby ze mnie naprawdę dumni ;)
    Dostępny niemal w każdym sklepie, za śmieszne pieniądze (kostka ok. 90p), z pewnością nie raz jeszcze będę go używał ;)

  • Angelika Kowska

    Chyba można go robić nawet na podobnej zasadzie takie samej jak typowy smalec na przykład tak http://www.open-youweb.com/jak-zrobic-domowy-smalec/ czy on będzie inaczej się zachowywał w produkcji? Spróbuje zrobić bo może być to ciekawe

  • zniechęcona

    Nie mogę słuchać, gdy tak mrugasz, machasz łapkami i ogólnie nie możesz się wysłowić. Najlepsze cytaty:
    „Jak robiłam go ostatnio strasznie śmierdziało (…) ale ogólnie fajnie go się robi” Nie przekonujesz mnie
    „Długo mówiłam?” – zdecydowanie za długo.

    • Na szczęście nie ma obowiązku ustawowego mnie oglądać :-)

    • Ida Kwietniowa

      Ojtam, mnie się bardzo przyjemnie słucha.

  • Wlodo

    Cześć Klaudyna, mam pytanie dotyczące twarzy, mam cerę raczej
    naczyńkową, ogólnie czerwoną, jest w sumie wilgotna (pocę się często) i
    lekko tłusta, rano do pracy 30 min marszu na chłodzie lub mrozie, potem 8
    godzin w suchym biurze, 30 min marszu do domu, a skóra na twarzy tak
    obolała, że deszcz jak pada to boli…
    masz jakiś sposób łagodzący?

  • Iza

    Ja mam łój wołowy w zamrażarce, w takiej formie dostałam go od ciotki. Używany jest do robienia pulpetów z łoju wołowego – taki tradycyjny dodatek do flaków – pulpety są kompletnie genialne!!! Przepis z „Kuchni Polskiej”.
    Jeszcze kilka lat temu łój dostać było niemożliwością, dobrze wiedzieć, że już można go znaleźć (ciotka kupiła po dużej znajomości), w dodatku w Krakowie, czyli dla mnie na miejscu.
    Bardzo ciekawy wpis, nie przyszłoby mi do głowy, żeby smarować łojem skórę lub włosy ale niezawodnie spróbuję, jako że łój posiadam i lubię ekologiczne kosmetyki :-)
    Pozdrawiam

    • admin

      To będziemy robić coś ciekawego:)

  • Kuba

    O Dziewczyno! :) Spadłaś mi jak z nieba :D nie dość że nareszcie w Polsce ktoś poruszył temat łoju, to jeszcze akurat w Krakowie :D czuję się, jakbym wygrał w totka ;)

    A teraz zdradź mi… który dokładnie to sklep? :D

    • Właśnie nie pamiętam niestety, tam jest cały rząd takich z mięsem sklepików surowych. Musze sobie wytopić nową porcję, uwielbiam łój:)

      • grehoo

        Farsz na kołduny litewskie:
        – 300 g udźca baraniego (bez błon i ścięgien)
        – 100 g wołowiny bez kości
        – 50 g białego łoju wołowego
        – 2 ząbki czosnku
        – 1 mała cebula
        – sól
        – pieprz (świeżo mielony)
        – majeranek

        Mięso zmielić, dodać posiekany łój, roztarty z solą czosnek, drobno pokrojoną cebulę, przyprawy i ok.1/2 szklanki lodowatej wody. Farsz dokładnie wymieszać. Z mięsa formujemy kulki wielkości orzecha laskowego.

  • Konrad

    Kołduny to takie pierożki, farsz jest ze zmielonego łoju i miesa. Jadłem kilka razy u kolegi na urodzinach. Prosto z garnka, można skropić octem. Zawsze z dużą ilością wódki :-)).

    • Jadłam na Litwie, ale pamiętam, że to był jeden wielki pieróg i nie bardzo mi smakował. Może ldatego, że bez wódki;)

  • Joanna

    Maryla Rodowicz pisała kiedyś, że używa łoju wołowego do kołdunów litewskich, ale nawet sobie nie wyobrażałam, co to jest…

  • kasha

    Kupiłam nerkówkę, długo rozmawiałam z rzeźnikiem, powiedział, że najlepszy tego rodzaju tłuszcz to nerkówka cielęca, dał cały worek i nie chciał żadnych pieniędzy :-)
    W tej chwili skończyłam go przetapiać i jestem zachwycona. Skwareczki są boskie w smaku, sam łój przetopiony też przepyszny. Upchałam skwarki do słoików.
    Tłuszcz podczas wytapiania pachniał jak podczas pieczenia kruchego ciasta :-)
    „Smalcem”, który skapywał podczas przesitkowywania posmarowałam dłonie i twarz, rewelacja :-D
    Bardzo chciałabym zrobić z tego tłuszczu jakiś kremik i mydło, Klaudyno liczę na Ciebie barrrdzo, mam nadzieję, że wykorzystasz szybciutko swoje zapasy na coś ciekawego.

    • Widzę, że ktoś jest napalony na łój:D:D
      Będzie krem (już zrobiłam), będzie ciasto z łojem (już zrobione i jedzone), mydło też, ale to nie za szybko bo muszę dokładnie na blogu opisać o co chodzi, nie dam ludziom wodorotlenku do ręki tak po prostu:)

      • kasha

        To w takim razie mój łój musi się uzbroić w cierpliwość, ale jestem niespokojna i „naolejowałam” nim włosy i pięty :)
        Wzięłam z Ciebie przykład i też wpakowałam część do formy silikonowej :) a resztę w foremki i słoiki.
        Mój łój :-) http://spadeknapiecia.blogspot.com/2014/03/oj-cielecy.html

        • A jak włosy?
          Ja się do łojowania włosków przymierzam, już sobie zrobiłam maskę;)

          • kasha

            Zniosły to z wielką radością. Nie robiłam żadnej skomplikowanej maski, ot do łoju dałam macerat z marchewki, rycynę i kilka kropli olejku cytrynowego. Dobrze się zmyło, kłaki gładsze i śliskie ;-)

  • Zapraszam :)

  • (y)

  • monika b.

    podoba mi się, że zaczyna się dyskusja na temat tłuszczów nasyconych w kuchni. Tak na marginesie dodam jeszcze, że bardzo lubię Ziołowy Zakątek, a zwłaszcza filmiki – jesteś świetna :)

  • Magdalena Kasprzyk Chevriaux ja myślałam w swojej naiwności że w kostce to mogę dostać:)

  • Przecież nie napisałam ze nie jadą człowiek tylko ze spożycie sie zwiększyło. Podobno proporcjonalnie tez był częściej używany ze względu na to pogłowie. Ale nie mam niestety danych statystycznych, gdzieś mi w książę mignęła po prostu:) Chociaz na surowo to wole słoninę jednak peklowana:)

  • Magdalena Kasprzyk Chevriaux

    dzięki. oczywiście, przetopic trzeba samemu.

  • Tluste czesci zwierzaka i organy byly zawsze najbardziej drogocennymi czesciami miesa.

  • no tak ale proporcjonalnie sie nie zwiekszylo. Loj jadano od zawsze jak tylko znaleziono czy upolowano. Malpy jadaja, inne zwierzeta tez to nie ma zadnego powodu dla ktorego czlowiek mialby nie jadac.

  • Anna

  • Maciej Lewandowski

    Tak dla uzupełnienia dyskusji, trochę „łuczajowe klimaty”. Krótki fragment z moje julubionej serii BBC – http://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&v=ncqCcPPSS6Q#t=1735
    Jak zrobić świecę z łoju (owczego w tym wypadku) i sitowia.
    Jakby film nie wystartował od właściwego momentu, to zaczyna się około 28 minuty.

  • W jakimś romansidle czytałam, że łój był bardzo pomocny w nocy poślubnej :D

  • Jeszcze jedno- może będziesz wiedziała. Znalazłam kiedyś przypadkowo taką informację odnośnie koszerności jak toczyła się sprawa o uboju rytualnym i bardzo mnie ciekawi czy ten tłuszcz co masz uznano by za koszerny czy nie. Pytam zupełnie z czystej ciekawości:)

    „Zakazane tłuszcze i nerwy
    Nie wolno spożywać nerwu kulszowego i sąsiadujących z nim naczyń krwionośnych. Proces usuwania tego nerwu jest bardzo czasochłonny i nieopłacalny, więc większość amerykańskich rzeźników sprzedaje zadnie części zwierząt rzeźniom niekoszernym.
    Nie wolno również spożywać określonego typu tłuszczy zwanego chelew, który otacza podstawowe organy i wątrobę. Koszerni rzeźnicy usuwają go. Współcześni naukowcy znaleźli różnice biochemiczne między tym typem tłuszczu a dozwolonym do spożycia tłuszczem otaczającym mięśnie i znajdującym się pod skórą.”

  • Ciekawe jest to, że wyrzucają. byłam przekona, że o ile nie sprzedają tego indywidualnym klientom to jednak ktoś to kupuję (do pasztetów, parówek) ale może się jednak nie opłaca.

  • Też kiedyś poszukiwałam smalcu wołowego, kiedy przeczytałam opinię jakiegoś kucharza, że smacznie jest kiedy mięso jest smażone na „własnym” tłuszczu. Niestety nie dostałam choć muszę jeszcze raz popytać, za to stałam się fanką smalcu gęsiego ale ten znowu bardzo trudno tężeje. Ze smalcem w wypiekach spotkałam się też szukając przepis na nasze stare dobre ciasteczka z maszynki, czyli tak jak piszesz: to dobry dodatek do kruchych ciasteczek:)
    W kosmetyce tez używam tłuszczu odzwierzęcego jakim jest chyba dość powszechna lanolina a „tłuszczopot owczy” brzmi chyba jeszcze gorzej niż łój:)

  • Oj napichcilam sie roznych potraw z lojem majac australijskiego meza. Swiateczne slodkosci i inne potrawy wymagaja tegoz produktu. Cos w rodzaju ghee, czyli sklarowanego masla. Suet pochodzi z okolic nerek i bioder, czasami okolic serca…brrr…ale moze tez byc z innego zwierzecia jak np. barana. Amerykanscy indianie uzywali loju z losia i innych zwierzat do wyrobu tzw pemmikan…pogoogluj :) Przechowywac nalezy w szczelnie zamnknietym pojemniku z powodu utleniania, ale mozna go trzymac w temperaturze pokojowej bardzo dlugi czas.
    Pozdrawiam z bardzo wiosennego zakatka swiata

    • Dzięki za wiadomość! Fajnie macie, ale u nas też wiosna już:)

  • Marta

    Postanowione, muszę wypytać rzeźnika!

    Gdzie przechowywać łój i jak długo?

    • Nieprzetopiony w lodówce
      Przetopiony po prostu w ciemnym, suchym miejscu.
      Ale ja trzymam i tak w lodówce, owinięty w folię aluminiową, nie chcę, żeby mi się witaminy utleniły za szybko:)

  • E, łój nigdy nie był fuj :D Bardzo ale to bardzo go pragnęłam parę lat temu do ciasteczek mince pies, chciałam zrobić takie „prawdziwe” no ale oczywiście obeszłam się smakiem.. ;)

  • kobito! Ty to nawet łój potrafisz apetycznie przemycić! *.*

  • Karolina

    Bardzo ładnie wygląda ten łój, muszę przyznać, że przed przeczytaniem posta wydawał mi się bardzo „fuj”, a teraz najpewniej sama będę go poszukiwać i napastować sprzedawców mięsnych sklepów ;) Pasta z kurkumy już w lodówce jest, a teraz łój hehe ciekawe co dalej? Zacznę wpisywać te wszystkie pomysły do kalendarza, żeby na pewno je zrealizować:)

  • Jah Maya napisałąm, że zwiększyło się spożycie bo wtedy zaczęło się zwiększać pogłowie na bieżąco, przynajmniej tak wyczytałam. I pogłowie ludzi też:)

  • Jak to od XII wieku. Łój wykorzystywano od zawsze choćby do jedzenia ale nie tylko. Przecież nikomu nie przyszło by do głowy marnować tyle pojemnej energii!!!
    Dopiero współcześnie zidiocieliśmy na tyle, że pozbywamy się takich tłuszczy wyrzucając je a sprowadzając z drugiego końca świata jakieś wynalazki. Mniej lub bardziej przydatne.

  • Nie ma sensu trzymać w lodówce. Zapewniam.

  • super. Ja często jadam łój koński, barani, wołowy, kozi. Najchętniej na surowo.
    Tym niemniej świetnie, że to piszesz bo stosowanie tłuszczy zwierzęcych sprzyja zdrowiu a roślinnych zwykle odwrotnie.

  • Wspaniały łój i bardzo ciekawy artykuł!

  • Podstawa kołdunów:)))

  • Maciej Lewandowski wszystko jest do dostania:D. Kwestia premedytacji;)

  • A ja caly dzien glowkowalam co to moze byc :-)

    • we

      mi się dziś udało znaleźć i wytopić :) był świeżutki, pan przy mnie drenował nerki :):)
      ale po wytopieniu łój jest ciemny i mętny, nie wiem dlaczego, czyżbym przypaliła?

  • Jesteś wyjątkowa :D

  • Magdalena Kasprzyk Chevriaux wszystko napisałam:) Kleparz, ale sama sobie musiałam przetopić.

  • hahaha a jednak zaczarowane toto ;)))

  • Maciej Lewandowski

    No proszę, a już myślałem, że to totalnie nie do dostania!

  • Magdalena Kasprzyk Chevriaux

    gdzie nabylas?