Witaj na portugalskim targu!

sniadanie-3840-3

Dzień dobry,

Jak pewnie wiesz, uwielbiam targi. Jeśli jeszcze nie wiesz, z pewnością bardzo szybko się przekonasz:-). Targ, market, rynek, targowisko to zazwyczaj jedno z pierwszych miejsc, które odwiedzam w podróży i zawsze staram się potem zabrać tam i moich czytelników!

Dokładnie rok temu byliśmy razem na gruzińskim targu, pół roku temu odwiedziliśmy targowe ulice Neapolu , na pewno wybierzemy się jeszcze na rybny targ Sycylii (do tej pory pokazałam Wam cytrusowy gaj , natomiast nadal nie pokazałam Wam wszystkich sycylijskich cudów, więc cierpliwości!).

Wczoraj zabrałam Cię nad ocean oraz podzieliłam się kilkoma myślami dotyczącymi przypadków w naszym życiu,  natomiast dzisiaj zapraszam Cię do towarzyszenia mi w dalszym odkrywaniu Portugalii!

Moje pierwsze kroki, dosłownie pierwsze (pominąwszy oczywiście znalezienie mieszkania), było wybranie się na targ Mercado do Bolhão, znajdujący się praktycznie w centrum Porto.  Kiedy powiedziałam o tym mojej przyjaciółce, zażartowała:

Pozwiedzaj trochę to miasto, a nie tylko jedzenie i jedzenie!

Wzięłam sobie tę radę do serca i zabiorę Was też do kilku ciekawych miejsc, jednak będę szczera: jedzenie, owoce i zioła to coś, co mnie napędza i większość mojego doświadczenia buduje się właśnie wokół jedzenia:-)

Mój pierwszy posiłek w Portugalii. Pomidory, oliwa, zioła, świeża bułeczka i kawa, jedzona na rynku. Proste i smaczne!

sniadanie-3963

Targ jest odwiedzany zarówno przez lokalnych mieszkańców jak i turystów i zdecydowanie wart zobaczenia! Może nie znajdziemy na nim aż tylu owoców morza co na targu rybnym Sycylii, ale atmosfera jest niezapomniana!

sniadanie-3882

 

Na targu jak to na targu, znajdziemy wszystko. Warzywa, ryby, przyprawy, pamiątki i wiele, wiele więcej.. Pomidory, które jadłam najprawdopodobniej pochodzą z jednego z tych stoisk.. Kurczę, taki prosty pomysł, że aż czasem żałuję, że u nas w Polsce wokół wielu targowisk są bary z badziewnym jedzeniem, zamiast kilku prostych rzeczy przyrządzanych z lokalnych produktów, kupionych kilka metrów dalej.. może kiedyś..:)

sniadanie-3846

 

Więcej pomidorków, kocham pomidorki:)

sniadanie-3854

 

Ale jeszcze bardziej czosnek.

Czosnek z pomidorkami, to jest to!:)

porto-market-3906

Oczywiście są też owoce, skusiłam się na zakup kilku marakuiporto-market-3857..

Oraz czegoś co do tej pory nie wiem czym było, ale miało ciekawy, orzeźwiający smak. Może potrafisz mi podpowiedzieć co to za owoce?

porto-market-3856

Większość owoców i warzyw jest odważana na staroświeckich wagach, nie żadne tam elektroniczne cuda.

sniadanie-3841

Skusiły mnie stoiska z fasolkami i grochami..

sniadanie-3930

 

Postanowiłam przywieźć trochę do Polski! Plan jest taki, że je sobie wysieję i a nuż mi wyrośnie portugalski groch w ogródku pod Krakowem! Jak brać pamiątki, to brać pamiątki, prawda?:)

porto-market-3921

 

Fasoli jest naprawdę dużo! W ramach cyklu Powrót do korzeni będziemy się uczyć przygotowywać grochy i fasole tak, aby były jak najbardziej zdrowe i odżywcze. Martwiłam się skąd wezmę ładne zdjęcia do zilustrowania cyklu (wiesz, czasem jest tak, że ociągam się z tematem, dopóki nie znajdę materiałów wizualnych:)), no to już mam!:)

Pani była  nieco zdziwiona, że biorę małe garści grochów, ale co tam!

porto-market-3926

 

Owoce morza nie przestaną mnie zadziwiać! Chyba nigdy..(nie, tych nie próbowałam!)

porto-market-3899

Podobno jest to wielki delikates (dowiedziałam się po czasie:)).

Ogólnie miałam taki sprytny plan, żeby kupować sobie rzeczy na targu i gotować samodzielnie, ale jedzenie tutaj jest tak pyszne i tak świetnie przyrządzone (zazwyczaj ze świetnym stosunkiem jakości do ceny), że bardzo szybko porzuciłam ten pomysł na rzecz stołowania się w bistro i restauracjach.

porto-market-3902

 

Ryby obierane są na miejscu:

sniadanie-3892

Można również zakupić  sadzonki warzyw, zupełnie tak jak i nas!

sniadanie-3952 sniadanie-3953

Jeśli chcesz przysiąść, masz kilka miejsc do wyboru:

sniadanie-3890

 

Tak jak już wiesz (ah, ten blogerski ekshibicjonizm!) jadłam pomidorki, ale za kilka euro sąsiad obok zamówił sobie małże. Nie mogłam się powstrzymać, żeby nie zrobić im zdjęcia. Przy czym przyznaję, że byłam tak podekscytowana, że zostawiłam telefon na stoliku: naprawdę miałam sporo szczęścia, że telefon jeszcze mam i nikt go nie zabrał! No dobrze, nie wygląda zachęcająco, ponieważ wiele przeżył, ale wiesz jak to bywa.. Czasem myślę, że mam więcej szczęścia niż rozumu, jak to mówią:-)

sniadanie-3969

Na miejscu można też napić się lokalnej kawy. W Porto  nie ma aż tak wielu okazji do wypicia czarnego trunku jak w Neapolu, jednak nadal bez problemu dostaniemy espresso.

Ciekawostka: kiedy proszę o „cappuchino”, w wielu miejscach sprzedawcy oferują mi kawę w proszku, wiecie, to „cappuchino z mnichem” z Mocate, które z 15 lat temu piło się chyba w każdym polskim domu.

Dlatego lepiej prosić po prostu o espresso z mlekiem:)

sniadanie-3971

Wiele osób pytało mnie jak wygląda sprawa z językiem.

Powiem wprost: nie ważne w jakie miejsce świata jedziesz, na targowiskach obowiązuje uniwersalny język uśmiechu, gestu i pieniądza.

Nie ważne czy powiesz „proszę” i „dziękuję” po arabsku, polsku, nowersku: jeśli troszkę pogestykulujesz i wyciągniesz monety, osiągniesz co chcesz !

Myślę, że w taki sam sposób porozumiewali się starożytni Fenicjanie, kiedy podróżowali sprzedając swoje towary wzdłuż Morza Śródziemnego, tak samo porozumiewano się na Jedwabnym i Bursztynowym szlaku, tak samo jest teraz i pewnie będzie tak samo za kilkaset lat..

Może dlatego tak ciągnie mnie do targów?

Wydaje mi się, że to są miejsca, które w swojej istocie bardzo mało zmieniają się wraz z upływem stuleci..

To trochę tak, jakbyśmy uczestniczyli w wyjątkowo ludzkim doświadczeniu. Codziennym, ale niezmiennym od setek pokoleń…

Jest w tym coś budującego, codziennego, magicznego i pociągającego.

Myślę, że między innymi dlatego kocham targi!

Pozdrawiam Cię serdecznie i do zobaczenia jutro – zapraszam na dalszą część portugalskiej wyprawy!

sniadanie-3839

Podobał Ci się ten wpis? Podaj dalej!

  • anial

    Piękna relacja z pięknego targu. Bardzo lubię barwne targi śróddziemnomorskie, choć problem z językiem czasem mi przeszkadza – gdy coś ci sie podoba i chcesz to kupić, ale nie wiesz jak przyrządzić i niestety nie rozumiesz co tłumaczy ci uprzejmy, lokalny sprzedawca. To tak jakbyś chciała zjeść plantana na surowo, albo awokado spodziewając się soczystego smaku gruszki ;-)
    Jeśli chodzi o barwne, polskie targi to zapraszam na Imbramowski, wybór pomidorów jest już bogaty.

  • Uwielbiam targi! Ta różnorodność owoców, warzyw, ziół, egzotycznych zapachów! Twoje zdjęcia podziałały na moje zmysły do tego stopnia, że zatęskniłam do prawdziwych, rozgrzanych słońcem smaków pomidorów z czosnkiem i bazylią i do opływających soczystym sokiem owoców, które u nas są rzadkością. Zaczątek letnich klimatów :)

  • Targi uwielbiam, panuje tam niesamowita atmosfera! A te Twoje zdjęcia? Przepiękne, aż chciałoby się tam być! :) Zazdroszczę Ci niesamowicie takich widoków (i zapachów oczywiście!). :)

  • Ania PP

    Oh Klaudynna, prawie, żebyśmy się widziały na Mercado de Bolhão, bo byłam na mini férias w Porto i oczywiście, że zajrzałam na rynek, bo mam podobnie, jak Ty?. Co do owocu ze zdjęcia to już został zidentyfikowany, dodam tylko jego portugalska nazwe: nêsperas. Właśnie kończy się jego sezon, a jest on pierwszym wiosennym owocem, długo oczekiwanym po miesiącach jedzenia pomarańczy i innych cytrusów (jeśli oczywiście chcemy jeść lokalnie ?)
    Odnośnie percebes ( na północy Portugalii perceves ) to jest to jeden z moich ulubionych marisco i nigdy nie słyszałam o zatruciach, a mieszkam tu kilkanaście lat.
    Czekam na więcej Twoich impresji z Portugalii i pozdrawiam serdecznie, Ania

  • Targ w Porto był jednym z pierwszych miejsc, które odwiedziłam podczas wizyty w Porto i przyznam, że jego atmosfera mnie również mnie urzekła! Pięknie oddałaś ją na zdjęciach. Żółte owoce to nieśplik japoński (niesamowita nazwa, prawda?), a tajemnicze owoce morza to „perceves” – po polsku nie wiem jak się nazywają. Może lepiej, że ich nie kosztowałaś, dość często są przyczyną zatruć pokarmowych – tak powiedział mój mąż Portugalczyk ;) Miłego pobytu Ci życzę

  • Zachwyciłam się tym targiem! Z całą pewnością w Polsce targi nie są tak urokliwe, chyba, ze nasze oko po prostu przywykło ;-) Ale jedzenie u nas to naprawdę badziewiarskie możemy kupić. Ludzie ciągle jeszcze nie doceniają produktów naturalnych, prostoty, utkwiła im w głowach ta moda na zapiekanki, frytki i kiełbasy i nie chce się odczepić.

  • Ja też bardzo lubię takie lokalne targi, chociaż muszę przyznać, że sekcje rybno-krabowe zazwyczaj omijam. Chyba nigdy się nie przekonam do ryb i owoców morza. Nie ma to jak porządny kotlet :)

  • Ania

    Też uwielbiam wszelkie targi i żadnemu nie przepuszczam podczas wyjazdów ;) A te owocki to czasem nie to samo co na zdjęciu? Jedliśmy je w Izraelu. Owoc ten po hebrajsku nazywa się szesek, po angielsku loquat, a po polsku to nieśplik japoński. W smaku był własnie taki orzeźwiający.

  • Alchemist

    Jak zwykle świetna relacja! A te żółte owoce to czasem nie loquat (Eriobotrya japonica)? Pozdrawiam! :)

  • olga ka

    aaaaaa piękne zdjęcia! chcę tam być :)