[Remont] Malujemy ściany!

 

Dzień dobry,

Witam Cię w kolejnym poście z cyklu remontowego. Jeśli jeszcze nie wiesz o co chodzi: tę połowę roku przeznaczyłam na remont domu mojej Babci, którego część przeznaczę na biuro oraz magazyn wysyłkowy. W domyśle chciałabym, żeby była to nie tylko przestrzeń robocza, ale miejsce, w którym mogę tworzyć, myśleć, zapraszać zbłąkanych Klientów na herbatkę:).

Tutaj znajdziesz główne założenia tego remontu. 

Dzisiaj zajmiemy się jedną z najważniejszych rzeczy czyli.. ścianami. To mój pierwszy remont w życiu i mam takie wrażenie, że kiedy ściany będą już pomalowane, to już większa część prac za mną! Będę mogła  na przykład powoli zacząć sobie wyobrażać, że z chaosu wynurza się ład i porządek. Pomyśleć, że dom nie jest jednym wielkim placem budowy, ale możliwe, że całkiem niedługo zacznie przypominać chociaż z grubsza miejsce, w którym da się funkcjonować.

Jeśli checsz zobaczyć, w jaki sposób dobierałam farbę, zapraszam do filmu!

Dobieramy kolory ścian!

[fartuszek, który mam na sobie, jest zaprojektowany przez moją Mamę, możesz znaleźć go tutaj]

Wszystko zaczęło się od roślin

Jeśli chodzi o dobór farb, to jest to dość ciekawa historia. Zaczęło się od mojego krótkiego wystąpienia w Dzień Dobry TVN, w którym opowiadałam o roślinach pochłaniających różnego rodzaju zanieczyszczenia wewnątrz pomieszczeń. Czy to formaldehydy (szkodliwe związki zawarte min. w różnego rodzaju lakierach), czy to aceton (np. w salonach kosmetycznych), czy choćby amoniak. W dużym skrócie mówiłam o tak zwanym „indoor air pollution” i najnowszych badaniach dotyczących zanieczyszczenia powietrza wewnątrz pomieszczeń.

Indoor air pollution to termin określający zanieczyszczenie powietrza wewnątrz pomieszczeń

Potem ze zdziwieniem obserwowałam wystawy przeróżnych kwiaciarnii, sprzedających „rośliny antysmogowe rekomendowane przez NASA”, takie jak skrzydłokwiaty czy sansewierie. Hasło bardzo chwytliwe, natomiast badania, zarówno starsze jak i nowsze, nic o smogu nie mówiły (zresztą jak roślina miałaby filtrować tak duże cząsteczki?).

Napiszę o tym innym razem, teraz tylko chciałam zwrócić uwagę, że te rośliny miały pomóc w walce z zanieczyszeniami wewnątrz mieszkań, domów, biur (zwłaszcza tam, gdzie się dużo drukuje) czy salonów kosmetycznych.

To jest pierwsza część historii.

Czas na drugą, zupełnie niezależną i niezwiązaną z poprzednią.

Tak jak pisałam na początku roku, zafascynowałam się kamieniami półszlachetnymi [tutaj możesz poczytać o mojej wizycie w największym w Europie sklepie z minerałami]  i na Nowy Rok sprawiłam sobie prezent, w postaci przygotowanego przez krakowską rzemieślniczkę amuletu z labradorytem. To  jest ta dziwna „mucha”, którą noszę często na szyi i pewnie widujesz ją na filmach:-). Generalnie przeżywam okres zainteresowania kamieniami, minerałami, skamielinami i gąbkami.

Kamienie, minerały, kryształy.. w biurze zamierzam nawet wystawić sobie małą kolekcję:-)

Te dwa, zupełnie niezaplanowane, zdarzenia splotły się w ciekawy. Zimą (tą prawdziwą, nie majową) napisała do mnie moja czytelniczka, przemiła przedstawicielka firmy Śnieżka z pytaniem, czy nie chciałabym przypadkiem pomalować ścian nowym produktem z serii Magnat, z serii Sypialnia i Pokój Dziecka, które pomagają oczyszczać powietrze z formaldehydu.

Na początku odpowiedziałam, ze nie remontuję sypialni, ale szybko okazało się, że są to uniwersalne, ceramiczne, zmywalne farby, dodatkowo z certyfikatem ekologicznym i mają bardzo klasę emisji substancji lotnych A + (to znaczy, że podczas malowania do atmosfery przedostaje się niewiele związków i malowanie jest stosunkowo bezpieczne). Jednym słowem: przydadzą mi się.

Raz, przekonała mnie „ceramiczność” (chciałam mieć farbę w miarę praktyczną, bo wiem, jak ściany się brudzą), a dwa stwierdziłam, że chcę czy nie, w biurze będę na pewno spędzać dużo czasu. Będę pracować przy komputerze, drukować, przygotowywać jakieś małe eksperymenty, czytać książki (mam zaplanowane miejsce na biblioteczkę). W starym domu też nie jest tak, że wszystko jest drewniane i eko, więc możliwe, że w powietrzu unoszą się różne dziwne związki.

Na przykład zostawilismy wszystkie stare, drewniane drzwi, które pomalował mój Dziadek ileś dziesiąt lat temu. Problem w tym, że nikt nie wiedział czym, myślę, że Dziadek też nie miał pojęcia.  Jedyna poszlaka, że była to jakaś farba/żywica, zdobyta spod lady z Zakładów Azotowych. To były czasy, kiedy budowało się z czego było. Wiem tylko tyle, że teraz stolarz mocno się namęczył czyszcząc drzwi z ostatnich warstw „tego czegoś”. Podobna historia była ze starą boazerią, którą usunęliśmy z przedpokoju (na szczęście pod spodem jest piękna, naturalna cegła).

Mam jeszcze jedną ukrytą agendę. Do biura zamierzam włożyć mały zestaw destylacyjny. Jeśli coś wybuchnie, to jest szansa, że przynajmniej się zmyje ze ściany;). Cóż, co prawda tego nie obiecywali, ale jestem dobrej myśli, że gdyby się tak wydarzyło…;-)

/będę robić sobie nalewki adaptogeniczne w aparacie Soxhleta, podczas pracy biurowej, a co!/

 

Szybko, szybko..

Może nie uwierzysz, ale to było na początku stycznia. Seria farb była jeszcze owiana tajemnicą, otrzymałam próbniki kolorów jeszcze przed pierwszą konferencją prasową i generalnie miałam trzymać buzię na kłódkę przed oficjalną premierą.

Rezolutnie stwierdziłam wtedy, że oczywiście bardzo chętnie, natomiat farby chciałabym mieć jak najszybciej, bo przecież pod koniec lutego kończę remont. Więc ja tutaj cichaczem wymaluję wszystko i będzie gotowe raz – dwa!

Jaka byłam naiwna!

Nie wiedziałam jeszcze wtedy, że plany zakończenia remontu można sobie wyrzucić do kosza. Pomijam już moje cierpienia związane z estrakcją zębów, ale przy okazji okazało się, że trzeba wymienić część podłóg, przyciąć drzwi (nie pasują do nowych podłóg), właściwie do tej pory nie mam bieżącej wody, a o instalacji grzewczej wolę nie myśleć.

W każdym razie, pod koniec lutego dostałam próbnik, z którego wybrałam neutralne kolory.

Ponieważ miałam Plan i Wizję.

 

Wiedziałam dwie rzeczy:

A. Chcę mieć sporo kolorów neutralnych, żebym mogła do nich na luzie dobrać dodatki i generalnie mieć wrażenie przestrzeni (dom wbrew pozorom nie jest duży)

B. Chcę mieć jakieś mocniejsze akcenty. W tym domu mieszkałam prawie 20 lat i mam dość mocną potrzebę radykalnego remontu, zmiany przestrzeni na „swoją” oraz odcięcia się od części bolesnych wspomnień.

Zielono mi w głowie! Pierwsza wizja.

Początkowo miało być zielono.

Mocno zielono.

Za kozą chcicałam mieć zielone, drobne wzory tłoczone wałkiem.

Potem jednak znalazłam przez przypadek takie oto płytki i przepadłam.

Płytki przypomniały mi podróż do Portugalii i nie było już odwrotu.

Praktycznie rok temu odwiedziłam Aveiro i wspomnienia powróciły na tyle, że wałek z zielonymi listeczkami będzie czekał na inną okazję. Może sypialnia?

Zielone wzorki musiały poczekać.

Podobny los spotkał przedpokój: znów w oko wpadły mi płytki (przeznaczone do łazienki, na marginesie). To było zupełnie nieplanowane, więc trzeba było zburzyć starannie budowaną przez cały marzec wizję.

Tylko nie ten kolor!

Jak już pisałam, bardzo wysoko cenię poczucie estetyki mojej Mamy, jej dokładność oraz pomysłowość. . Jednak kolor ścian to zdecydowanie coś, gdzie się nie zgadzamy (tzn. jasne jest, że będzie tak jak ja chcę, bo to moje miejsce pracy): moja Mama preferuje ciepłe, pastelowe kolory. Beże, brązy. Ja dobrze czuję się w barwach czystych i zimnych.

Wybór został więc mocno zawężony.

Kiedy przeglądałyśmy 50 kolorów z serii  Magnat Sypialnia i Pokój Dziecka, moja Mama powiedziała jedno:

„Każdy, tylko nie ten, tego tutaj wogóle nie widzę”.

Ja też go nie widziałam.

Może w jakimś nowoczesnym domu, w porządku. U mnie? Zdecydowanie nie!

Ja też początkowo nie zwróciłam uwagi na Intrygujący Labradoryt.

Nie zrozum mnie źle, uwielbiam labradoryty (na zdjęciu możesz zobaczyć jak wygląda taki kamień w rzeczywistości), ale kolor wydawał mi się zbyt agresywny i drapieżny, nawet na moje umiłowanie zimnych i czystych barw.

Niemniej (jak zobaczysz na filmie) okazał się ostatecznie się Kolorem Idealnym do przedpokoju. Chyba;).

Nieplanowanym, ale ciekawym i niebanalnym.

Tak mocnym akcentem, którego sama się nie spodziewałam.

Po otworzeniu farby myślałam, że jednak trochę przesadziłam z tym wyborem;).

Jak będzie, zobaczymy.

Na razie moja siostra dorwała się do wałka (oczywiście interesuje ją najdziwniejszy kolor, łamaną bielą to już się nie chce malować Młodszej:)) i zobaczymy jak to wyjdzie po wyschnięciu.

Na pewno nałożymy dwie warstwy. Farba podobno potrzebuje 28 dni do osiągnięcia pełni właściwości, także trzeba będzie z nią dość delikatnie.

Dodam od razu, że malowanie jest dość specyficzne: nie wygładzamy ścian, ale malujemy takie jakie są. Tzn. grunt + farba, ewentualnie troszeczkę szpachlowania.

Natomiast chciałam zachować naturalne nierówności, które powstały przez lata malowania ścian przez moich Dziadków. Nie ma więc gładzi ani niczego takiego.

Tak na szybko wydaje mi się, że farba lekko podkreśla fakturę i nierówności. Nawet nie dlatego, że jestem beznadziejną malarką;), ale dlatego, że leciutko się błyszczy. Zobaczymy jak to będzie po dwóch warstwach i wyschnięciu.

W pozostałych miejscach postawię na neutralne kolory: łamaną biel (Romantyczny Diament, chociaż nie wiem dlaczego romantyczny i dlaczego diament) oraz Nietuzinkowy Kwarc.

Pomyślałam, że lepiej będzie mieć trochę więcej bieli i potem wprowadzić zieleń w dodatkach.

Zobaczymy jak to wyjdzie! Plan jest taki, żeby zakończyć malowanie przed majowymi warsztatami:)

Podobał Ci się ten post? Podaj dalej!