Jesienny ogród. Jesień na wsi.

Dzień dobry,

Chciałam dziś podzielić się, dawno obiecanymi, obrazami z jesiennego ogrodu. Przyznam, że nie planowałam tego, ale okazało się, że swoją wieś fotografuję w różnych porach roku. Możecie także zobaczyć ją latem, na zdjęciach wyprawa po bez oraz zimą. W zanadrzu mam także zdjęcia z zbierania głogu z moją siostrzyczką, jednak zamierzam je wyciągnąć na światło dzienne, kiedy zrobi się zupełnie szaro i zimno:-)

Tym razem będzie mało gadania i dużo zdjęć. Część pochodzi z ogrodu mojej Mamy, część z gospodarstwa Dziadków, a część po prostu z okolic małopolskiej wsi. Zarówno Mama jak i Babcia są zapalonymi ogrodniczkami. Pamiętacie jeszcze post o wrzosach? Moja Mama ma w ogrodzie różne ciekawostki, pokażę Wam kilka moich ulubionych roślin :-)

Pozdrawiam i zapraszam na spacer,

ps. jeśli spodoba się Wam ogród mojej Mamy, możecie zagłosować na niego w konkursie na najpiękniejszy ogród roku.

Wcześniej pisałam o wrzosach.  Poniżej jedna z piękniejszych, moim zdaniem, odmian. Calluna Vulgaris var. Boskoop to kiwntesencja jesieni. Im więcej słońca i im dalej w jesień, tym ładniej się wybarwia.  Prawda, że jesienny?

Zupełnie przeciwległy biegun. Wrzośce letnie (tutaj odmiana Maxwell). Powinny przekwitnąć w sierpniu, ale tego roku (który był rokiem obfitości, u nas było mnóstwo owoców i warzyw) zakwitł ponownie.  Tutaj możecie zobaczyć go na pograniczu przekwitnięcia. Mi  się podoba – kojarzy mi się z japońską ceremonią oglądania kwiatów wiśni. Nie młodych i świeżych ale właśnie tych, które lada moment przekwitną i są kwintesencją ulotności chwili.

Zostając przy kolorach jesieni: fragment złotej pęcherznicy, która rośnie przy naszym balkonie. Ta sama roślina jest widoczna na pierwszym zdjęciu w tym poście.

W poście o figach pisałam pokazywałam Wam także trzmielinę.  Jest to zimozielony krzew ( w formie dzikiej występuje także w polskich lasach). Jest mnóstwo odmian trzmieliny, także nakrapanie, biało-zielone etc. Akurat ta trzmielina jest szczepiona na pniu:

Moje bezapelacyjnie ulubione pnącze.  Winnik zmienny. Mogę patrzeć się na niego godzinami. Posiada przepiękne, baśniowe w kolorze owoce.  Może się wydawać, że pochodzą z jakiejś magicznej krainy:-)

Winnik z nieco dalszej perspektywy…

A jeśli jesteśmy już przy różnych odcieniach niebieskiego.. nowy nabytek mojego Taty. Oryginalna Jawka. Tato zbiera różne dziwne rzeczy, zwłaszcza stare motory, które kiedyś zamierza poskładać w jedną całość. Dodam, że używamy jednego konta na allegro i czasem dostaję na skrzynkę wiadomość „Gratulacje! Właśnie kupiłeś przedmiot *Kaczka*Jawka*Jak nowa!* :-)

A jeśli jesień to nie tylko przejażdżki motorem, ale też latawce!

W którą stronę ciągnąć latawiec, żeby leciał?

Z jesienią kojarzą się także bezapelacyjnie owoce. Tutaj: zebrane jabłka. Niestety nie wiem jaka to odmiana. Babcia mówi, że jabłoń ma ponad 60lat. Jest już połamana, ale nadal rodzi wspaniałe owoce. Jabłka są początkowo kwaśne i twarde ale wraz z przechowywaniem stają się miękkie, sypkie i słodkie.. Wczoraj czytałam świetny artykuł dotyczący tego, jak w Stanach starają się ocalić stare odmiany jabłek. Ciekawe, czy podobna inicjatywa jest prowadzona w Polsce..

Wszystko z pola już zebrane. Dziadkowie lubią mieć wszystko przygotowane wcześniej. Babcia nie ma pojęcia, co to jest Slow Food, ale zawstydziłaby niejednego slowfoodowca!

Kury i kaczki też lubią dynie! Myślę, że te zwierzęta nie mogą narzekać :-)

Slowfoodowa kapusta. Gąsienice bielinka kapustnika nie dały jej spokoju. Ale, jeśli czytaliście „Małego Księcia”, może pamiętacie filozoficzne stwierdzenie „gdyby nie gąsienice nie byłoby motyli..”.

Nasz pies. Jest nieco ekhm.. nadpobudliwy (czytaj: z radości skacze na wysokość ponad metra i chętnie Cię przywita zaraz po tym, jak wytarzał się w błocie;)) Zazwyczaj biega sobie wolno. Teraz jest uwiązany, żeby nie wybiegł na wieś przez otwartą do wjazdu traktora bramę.

Dziadkowie już nie mają krowy. (W przepisie na ser koryciński możecie zobaczyć ich ostatnią krowę). Nie mogłam się jednak powstrzymać, żeby zrobić to zdjęcie. Gdzieś, za wsią.

W drodze zauważyłam także usychające już czernice (świeże na cieście z czernicami wyglądały zupełnie inaczej!)

I na koniec, zgadniecie, o czym będzie jeden z następnych postów?

Mam jeszcze w archiwach kilkanaście innych zdjęć, jednak nie zamierzam Was zanudzać: może pojawią się przy innej okazji.

Jeśli któreś z serii zdjęć się Wam spodobało (albo i nie), będzie mi miło (albo i nie;)), jeśli napiszecie kilka słów w komentarzu!

Większą część ogrodu mojej Mamy możecie zobaczyć tutaj.

Miłej jesieni..

Written By
More from admin

Mikołajki. Tort Sacher.

Witajcie, Długo nie pisałam, co nie znaczy, że nie gotowałam. Byłam chora...
Read More

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *