Tempeh: przepis na zupę pomidorowo-kokosową!

 

Aromatyczna indyjska zupa pomidorowa z tempeh. Z mleczkiem kokosowym oraz z tempehem(o tym tajemniczym składniku nieco dalej – nie zrażajcie się, można zjeść po prostu z dobrej jakości pieczywem)

Jest po prostu świetna: jedna z najlepszych zup pomidorowych jakie jadłam. Pomimo dość długiej (jak na zupę pomidorową) listy składników wszystkie smaki świetnie współgrają ze sobą, są wyczuwalne jednak żaden nie przeważa.

Z jednej strony kwasowata świeżość pomidorów, łagodna konsystencja mleczka kokosowego – lekko orientalna, ale nie narzucająca się smakiem nuta. Do tego aromatyczne przyprawy – lekko pikantne, lekko słodkie – wyraziste ale na pograniczu “ostrości, która pali tak, że zabija każdy inny smak”.

Zupa świetnie rozgrzewa i ma fantastyczny pomarańczowy kolor (nie, to nie Photoshop). Kluczem do wydobycia z zupy pełnego smaku jest staranne i delikatne doprawienie zupy – świetne ćwiczenie dla tych, którzy nie czują się pewnie w dozowaniu przypraw.

Oryginalny przepis pochodzi z książki Gordona Ramsay’a “Great Escape”, jednak lekko zmieniłam ilość przypraw (zwłaszcza chilli). Gordon sugeruje użycie pomidorów z puszki oraz świeżych, jednak o tej porze roku świetne rezultaty można uzyskać używając właśnie pomidorów puszkowych/pakowanych.

Zupa może być podawana z grzankami, pieczywem (my jedliśmy także z czosnkowym Pain au Levain wg. Hammelmana) oraz ze wspomnianym tempehem.

Z tempehem czyli z czym?

Tempeh powstaje ze sfermentowanych ziaren soi – jest to możliwe dzięki szczepowi grzybów Rhizopus. Brzmi strasznie? Cóż, dla mnie nie, w końcu popularne drożdże to też grzyby :-)

Tempeh jest bardzo odżywczy, pozwala przyswoić organizmowi zawarte w soi składniki oraz jest podobno dobrym ekwiwalentem mięsa dla wegetarian (na tym akurat mi aż tak nie zależy..)

Dla tych, którzy lubują się w dietetycznych rozważaniach zamieszczam cytat ze strony TempehService (jest to strona, na której zamawiałam dwukrotnie Tempeh, szczerze mówiąc wątpię czy ktokolwiek inny sprzedaje tempeh on-line). Co prawda jest to strona firmowa, jednak skonfrontowałam informację nt. tempehu z kilkoma stronami zagranicznymi i z grubsza się pokrywają (z grubsza, ponieważ po prostu nie mam wiedzy na temat bardziej skomplikowanych składników odżywczych)

“Zawarte w nim tłuszcze (8 proc.) to przede wszystkim tłuszcze wysoko nienasycone w tym kwasy tłuszczowe omega 3-6-9; obfituje też w naturalne witaminy B1, B2, B3,B6, oraz roślinny ekwiwalent witaminy B12, kwas foliowy i kwas pantotenowy. Minerały tempehu to wapń, magnez, miedź, żelazo, mangan, fosfor, potas, znikoma ilość sodu. Tempeh, podobnie jak soja, jest źródłem izoflawonów, substancji bioaktywnych o własnościach regulacyjnych. Tempeh,jako pokarm w 100% roślinny, nie zawiera cholesterolu ani puryn. Wartość energetyczna 100 g tempehu to 180 kcal.”


A sam tempeh wygląda tak:

Niepozornie, prawda?

Jak smakuje?

Ciężko określić. Ma dość zwartą, sprężystą konsystencję. W smaku przypomina coś pomiędzy soją a masłem orzechowym (zupełnie subiektywnie). Tempeh ma sam w sobie smak młodych orzechów włoskich (goryczka).

Jak go używam?

Tempeh można używać spokojnie tak jak tofu (którego po prostu nie lubię, po co jeść coś bez smaku?). Ja używam w zastępstwie klusek/grzanek ale też jako dodatek do curry, sałatek czy zapiekanek (np. grzanek z tuńczykiem).

Tempeh, który widzieliście na zupie, został dodany na końcu (po to, aby zupa ładnie się prezentowała), jednak zdecydowanie polecam dodanie go w trakcie gotowania (podobnie jak tofu, nasiąknie smakiem potrawy, co więcej nie rozpada się podczas obróbki termicznej).

Jeśli mam dodać tempeh do czegoś, co nie będzie gotowane, wcześniej podsmażam go na suchej patelni aby pozbyć się goryczki. Być może kupno tempehu wędzonego rozwiązałoby sprawę, jednak ze względu na krótszy okres przydatności do spożycia, z decydowałam się na wersję naturalną.

W każdym razie tempeh został zakupiony w ramach eksperymentu kulinarnego i okazał się dość przydatny, zwłaszcza w sytuacjach typu “nie chce mi się gotować makaronu” – jeśli macie w sobie żyłkę poszukiwacza nowych kulinarnych wrażeń, warto sięgnąć po tempeh i przekonać się samemu czy okaże się przydatny. *

* jako ciekawostkę dodam, że tempeh można sobie wyhodować samemu w piekarniku (przy użyciu odpowiednich składników), więc jeśli ktoś z Was ma potrzebę tworzenia, można się zabawić;)





A wracając do zupy..
Co tu dużo pisać, trzeba spróbować!

Tempeh – przepis na zupę.

Przepyszna indyjska zupa pomidorowa
z mleczkiem kokosowym i chilli
inspiracja: Gordon Ramsay’s Great Escape.

2 puszki dobrych pomidorów (ok 800g)
puszka mleka kokosowego (40oml)
1 duża cebula, posiekana
3 cm imbiru, starty (tarłam razem ze skórką)
2 duże ząbki czosnku (dałam 3)
2 czerwone chilli
sól, pieprz do smaku
liść laurowy
pół łyżeczki kolendry
łyżeczka kuminu (utłuczony w moździerzu)
liście kolendry (opcjonalnie)
pół łyżeczki garam masala (mój dodatek, opcjonalnie)
chilli w proszku do doprawienia

do podania: tempeh, pieczywo dobrej jakości, można posypać siekanymi płatkami kokosu.

Wykonanie:

Podgrzewamy olej w dużym garnku (lub woku), dodajemy cebulę, imbir i czosnek, szczyptę soli i pieprzu, gotujemy około 5 minut, aż cebula nie zmięknie. Dodajemy chilli, liść laurowy, kumin, kurkumę i podsmażamy jeszcze 4-5 minut po czym dodajemy pomidory oraz mleko kokosowe – dolewamy jeszcze tyle wody, ile pojemności miała puszka kokosowego mleka. Wszystko gotujemy około 15-20 minut. Miksujemy blenderem.

Bardzo ostrożnie ale dokładnie doprawiamy. W moim wypadku brakowało ostrości , więc dodałam nieco chilli. Można dodać szczyptę cukru, jeśli zupa jest zbyt kwaśna. Generalnie żaden smak nie powinien dominować.

Podajemy w ciepłych miseczkach, z tempehem, chlebem. Ja polewam jeszcze jogurtem greckim.

Smacznego!

Zielone chilli. Ależ się za nimi wychodziłam..