Lekarstwo na złamane serce, czyli jak przeżyć rozstanie.

Myślę, że w dniu dzisiejszym będziecie mogli przeczytać bardzo dużo o miłości: coroczne dysputy pod tytułem „Walentynki – tak czy nie?”, motywacyjne cytaty o jedności serc, etc.

Pomyślałam sobie, że właśnie dziś chciałabym przekazać Wam coś, co nosiłam w sobie od dłuższego czasu, ale jakoś nie miałam odwagi, czy też okazji, o tym napisać. Chciałabym przesłać szczególne wsparcie moralne wszystkim, którzy mają złamane serce oraz ich przyjaciołom. Ściskam i wysyłam Wam dużo dobrej energii!

Nie jest wielką tajemnicą, że, jak mówią Anglicy: „Been there, done that”.

Pamiętam, że czułam się wtedy jakbym tonęła i nie byłam pewna, co właściwie się dzieje. Jeśli czujesz się w podobny sposób, albo wydaje Ci się, że „Już powinnam/powinienem czuć się dobrze i kręcić się na karuzeli! Dlaczego nie potrafię i co jest ze mną nie tak?”, możliwe, że przeczytanie tego postu nieco Ci pomoże. Także w przypadku, gdy masz przyjaciół, którzy przeżywają zawód miłosny i nie wiesz jak ich wesprzeć.

Bardzo chciałabym, żeby ktoś kiedyś, może nawet w szkole, może na lekcjach wychowania do życia w rodzinie (totalna strata czasu w moim wypadku – przepisywaliśmy rzeczy bez sensu), powiedział mi na co właściwie się nastawić. Oczywiście, jedno to wiedzieć teoretycznie, drugie praktycznie, ale chociażby jakaś malutka podpowiedź…

Zanim zaczniemy…

Ten post nie jest dla Ciebie jeśli:

  • Poszukujesz ploteczek. To nie jest Pudelek, ja jestem osobą bardzo dyskretną i ceniącą sobie życie prywatne, więc nawet jeśli opisuję jakieś zjawisko, to robię to abstrakcyjnie. To nie będzie post w stylu: „A jedna blogerka…”.
  • Lubisz moralizować. Staram się rozumieć ludzi i ich odmienność. Nawet jeśli coś piszę i może się to wydawać moralizatorskie, to naprawdę takie nie jest. Nie mam zamiaru ani chęci mówić komukolwiek co ma robić. Jeśli piszę „uważaj na”, to tylko dla uproszczenia narracji.
  • Nie masz czasu: wpis jest długi. :)
  • Nie potrafisz rozróżnić abstrakcji od rzeczywistości: wiele rzeczy, o których piszę, nigdy osobiście mi się nie przytrafiły (nie przyszłoby mi na przykład do głowy, żeby komuś porysować samochód kluczykami).
  • Poszukujesz profesjonalnej pomocy psychologicznej/terapeutycznej: w tym wypadku gorąco polecam wybrać się do odpowiedniej osoby.
  • Nie masz otwartego umysłu i traktujesz wszystko dosłownie: ludzie są różni, mają różne oczekiwania, temperamenty i w odmienny sposób przeżywają swoje emocje. Opisywane przeze mnie sprawy mogą, ale nie muszą  się zdarzyć. Nie mam chęci przekazywać jednej uniwersalnej prawdy.

Natomiast jeśli jesteś osobą, która ma tę wątpliwą przyjemność leczyć złamane serce, albo Twój przyjaciel czy przyjaciółka zmaga się z podobnym stanem, zapraszam do lektury i jednocześnie serdecznie ściskam.

Nie będę udawać, że jest to przyjemne, krótkie doświadczenie, ale wiem, że może być bardzo transformacyjne. Jakie będzie – w dużym stopniu zależy to od Ciebie.

Są ludzie, którzy całe lata pozostają zgorzkniali czy nieufni, ale są też tacy, którzy powiedzą: „Zdarzyło się. Nie było to miłe, ale teraz wiem więcej i nie żałuję”.

Bardzo życzyłabym sobie, żeby jak najwięcej z nas było w tej drugiej grupie!

Jakie jest lekarstwo na złamane serce?

Odkąd zdecydowałam się ileś miesięcy temu publicznie napisać, że jestem w stanie psychicznym w jakim jestem, dostawałam mnóstwo pytań.

„Nie mogę spać z emocji” albo „Nie mogę wstać z łóżka, czy są na to jakieś olejki?”.

Wtedy zazwyczaj polecałam w przypadku ostrej traumy ylang ylang, w przypadku bezsenności mieszankę z lawendą, wetiwerem i innymi olejkami oraz mandarynkę albo pomarańczę, które mają znany wpływ na układ nerwowy, poprawiają nastrój i pomagają patrzeć na życie jaśniej. W tamtym czasie pomógł mi też bardzo magnez transdermalny. No i nie zapominajmy o… rosole.

Jest jednak jedno lekarstwo, które tylko Wy sobie możecie zaaplikować. Na początku jest gorzkie, ale bardzo skuteczne.

Nazywa się godność osobista i zgodność z własnymi wartościami.

Kiedy mamy złamane serce, na chwilę możemy stać się „jakby nie sobą”.

Nasz mózg działa, jakbyśmy dopiero co odstawili kokainę.

Zaczynają się (często dosłownie! – doświadczyłam tego bardzo fizycznie) elementy syndromu odstawiennego. Czasami pojawia się huśtawka hormonalna. To właśnie dlatego Święty Walenty jest przede wszystkim patronem osób szalonych.

Mózg robi wszystko, aby wrócić do „status quo” i bardzo często możemy mylić aktualną wielkość naszego bólu z przywiązaniem, czy nawet miłością do drugiej osoby.

W dużym skrócie: jesteśmy w bardzo niestabilnym stanie, często nie możemy ufać sobie i mogą się nam zdarzyć naprawdę przeróżne rzeczy. Wiem, że ludzie mówią „kieruj się sercem” i „kieruj się emocjami”. Ja mówię “kieruj się kompasem godności osobistej, bo to może być jedyna rzecz, która Ci pozwoli przetrwać w stosunkowo dobrym stanie.”

Jedna taka noc

Opowiem Wam historię o tym, jak bardzo dziwne rzeczy mogą dziać się z człowiekiem. Jeśli kiedykolwiek doświadczycie czegoś podobnego, to jest to w większości przypadków naturalne.

Pamiętam absolutnie najdziwniejszą rzecz, która przydarzyła mi się pewnej nocy po rozstaniu. Obudziłam się zlana potem i zupełnie przerażona.

„Co się ze mną dzieje? Czy tak wygląda szaleństwo?”.

Naturalnie jestem chaotyczna i dość szalona, więc trzeba naprawdę czegoś, żeby mnie wystraszyć.  Kto mnie zna bardzo blisko wie, że mam tak niestandardowy sposób rozumowania, że tam gdzie kończy się strefa komfortu większości ludzi, ja zazwyczaj czuję się bardzo pewnie.

Autentycznie nie miałam pojęcia co się ze mną dzieje, gdzie kończą się emocje, a zaczyna się coś innego i, co gorsza, nie miałam pojęcia co to jest. To tak jakby być na pograniczu czegoś i patrzeć w przepaść. Normalnie masz w sobie dużo światła, ale ono gaśnie i nie masz już ani odrobiny ze sobą, żeby oświetlić to co jest przed Tobą i choćby nie wiem co, nie jesteś w stanie wygenerować więcej.

Nie jestem w stanie tego wyjaśnić, ale tak się poczułam. Tylko kilka razy w życiu zdarzyło mi się odczuwać głęboki, egzystencjalny strach, który sprawia, że wszystkie włosy stają Ci dęba i wyczuwasz każdą cebulkę.

Na studiach kulturoznawczych uczyliśmy się o takim wszechogarniającym strachu, który nawet ma swoją nazwę: „Tremendum”. Wiem, że to brzmi bardzo dziwnie, ale wyobraziłam sobie, że takie uczucie mógł mieć człowiek pierwotny, kiedy w nocy stracił ogień i miał poczucie, że obserwuje go jakieś dzikie zwierzę.

Jakoś się uspokoiłam i rano myślę sobie:

„O nie, nie będzie sobie mój mózg tak ze mną pogrywał”

Autentycznie uważam, że wiedza daje dużo wolności. Nie sprawia, że jest lżej, czy łatwiej, ale pozwala się zorientować w sytuacji.

Z jednej strony każdy z nas jest troszkę inny, ale z drugiej uważam, że nieracjonalne i nierozsądne byłoby twierdzić, że nikt nigdy przed nami nie czuł tego co my w tej chwili. Skoro tak jest, to na pewno istnieje wzór, a skoro istnieje wzór, to jesteśmy w domu.

Pierwsze co zrobiłam, to umówiłam się z zaprzyjaźnioną psycholożką – terapeutką i mówię wprost:

– Jest tak i tak, tracę rozeznanie. Czy to jest jeszcze naturalne, czy już jestem po patologicznej stronie?

– Biorąc pod uwagę całość sytuacji i Twoją osobowość, uważam, że naturalne.

– Jak dużo gorzej jeszcze może być i jak długo? Chcę znać prawdę.

– Nastaw się na minimum pół roku, ale możliwe, że ponad rok.

Uspokoiłam się nieco na poziomie intelektualnym (aczkolwiek miałam poczucie, że nie wytrzymam nawet tygodnia, a co dopiero pół roku!) i zadałam sobie jedno z fundamentalnych pytań.

Nie, nie „kim jesteśmy i dokąd zmierzamy”.

Skąd wiadomo co w takiej sytuacji zrobić?

Skąd wiadomo, co jest naturalne, a co nie?

Skoro nie możesz chwilowo ufać własnym emocjom (bo Twój mózg zachowuje się jakby był na odwyku od kokainy), ani racjonalnemu oglądowi sytuacji (bo akurat jesteś na odwyku od kokainy i to nie jest na liście priorytetów Twojego mózgu).

„Idź za głosem serca” jest wtedy najgorszą poradą jaką można usłyszeć, bo tak się składa, że Twoje serce aktualnie  jest głupie jak but, skołowane i bardzo możliwe, że akurat ma palpitacje. Ślepy prowadzi ślepego.

Inne rozwiązania w stylu „weź klin klinem” (kto w ogóle wymyślił to powiedzenie?) też nie były zgodne z moim charakterem, więc odpadały. Więcej, podjęłam bardzo świadomą decyzję, żeby ograniczyć wszelkie „mocniejsze flirty” do momentu, w którym będę się czuła w miarę stabilna i bezpieczna emocjonalnie. W skrócie, postanowiłam poświęcić całą moją (niewielką) energię życiową, na próby zrozumienia sytuacji.

Między innymi dlatego możecie przeczytać ten post.

Wtedy też zaczęłam bardzo dużo czytać i chyba nie ma książki (i paru popularnych kursów anglojęzycznych, tak, upadłam tak nisko 😉), której bym nie przejrzała. Od klasyków w stylu “Why we Love. The nature and Chemistry of Romantic Love”, Helen Fisher, po świetne, nowoczesne poradniki Natalie Lue.

Jednym z największych odkryć, wtedy nowych, teraz oczywistych, było zrozumienie stadiów „zerwania” i to jest właśnie coś czym chcę się z Wami podzielić.  Jeśli jesteście choć odrobinkę podobni do mnie, być może Wam ulży i zapewni, że nie jesteście jedynymi osobami, które to przechodziły.

Nie mówię, że to jest droga dla każdego, bo naprawdę każdy ma inne wartości, cele, osobowość (i kto mówi, że zna jedną drogę dla wszystkich, zwyczajnie kłamie). Jeśli jednak pomoże chociaż jednej osobie, uważam, że warto.

Fazy rozstania – czyli co się dzieje z ludźmi?

To co napiszę jest sporym uproszczeniem.

Fazy rozstania mają dużo podobieństw ze słynnymi stadiami żałoby, zwanymi też “fazami straty”.  To jest model, który moim zdaniem najlepiej wyjaśniał moją własną sytuację i dlatego dzielę się nim z Wami.

Fazy straty nie są linearne, co oznacza, że możemy poruszać się pomiędzy nimi. Czasem w przestrzeni kilku godzin, czasem dni, czy nawet miesięcy. To właśnie dlatego często na samym początku wydaje się nam, że „wszystko jest dobrze”, a po paru miesiącach znów się rozklejamy i przyjaciele nie mogą zrozumieć co się dzieje.

Przecież „było dobrze”, a Ty zaczynasz być irracjonalna, znowu płaczesz, etc.

Dlaczego nie możesz już wziąć się w garść?

W pewnym momencie zaczynasz się rozklejać, że jesteś tak beznadziejna i się rozklejasz.

Spokojnie, to naturalna reakcja i możesz oczekiwać, że będziesz przechodzić pomiędzy tymi fazami.

To co napiszę, to krótka charakterystyka i moje prywatne uwagi, jak przetrwać je z godnością i w sposób, który sprawi, że staniemy się nieco dojrzalszymi ludźmi.

Mam bardzo filozoficzne podejście do rzeczywistości i uważam, że mamy obowiązek wobec samych siebie wyciągać z danych nam sytuacji,  jak najlepsze lekcje.

Nie możemy zmienić przeszłości i to jest w porządku

Możemy sobie wybaczyć i codziennie starać się od nowa, żeby było lepiej. To nie będzie tak jak w kolorowym czasopiśmie. Będą dni lepsze, gorsze, całkiem fajne i beznadziejne. Potem może być świetnie przez miesiąc i nagle, któregoś dnia, znowu się rozkleisz.

To zupełnie naturalne, nie bądź dla siebie surowa/surowy.

W końcu będzie lepiej, może nie dziś, może nie jutro.

Wiesz co mówią ludzie, którzy wchodzą na Mount Everest? Że gdyby myśleli o całym wysiłku, nigdy nie dotarliby na szczyt. Powyżej pewnej wysokości biorą pięć wdechów, krok. Kolejne pięć wdechów, kolejny krok. Skupiają się tylko na tych wdechach i na kolejnym kroku czy ruchu. Inaczej by się załamali. I potem okazuje się, że kolejny ruch, czy krok, to jest już szczyt. Nie jest to piękne, nie jest błyskawiczne, nawet nie jest romantyczne, ale prawdziwe.

Dlatego mocno doradzam być dla siebie cierpliwym, brać jeden krok na raz i nie martwić się zbytnio co będzie dalej.

Nie mylić z „nie być rozsądnym”.

1. Faza rozpaczy lub nadmiernej pewności siebie

Tak naprawdę to zależy od sytuacji. Czasem związki są już tak beznadziejne, że człowiek  się cieszy i czuje ulgę. To może być bardzo zwodnicze, bo nawet w takim wypadku możemy przechodzić przez inne fazy.

Inni mają klasyczne objawy znane z filmów romantycznych. Kilka dni płaczu, jedzenie lodów i Nutelli zapijanych czerwonym winem, żalenie się koleżankom i generalnie kilkudniowa/tygodniowa  rozpacz.

Wiele osób  zadaje sobie pytanie: „Skoro tak przeżywam, to może jednak to była zła decyzja?”. O tym czy była zła czy dobra, będziesz mogła zdecydować jak Twój mózg ochłonie, nie teraz. Na razie nie myl swojego bólu i swoich emocji z tym, że „powinniście być razem”. Jeśli będziecie, to będziecie, ale niekoniecznie tydzień po rozstaniu.

W tej fazie też zazwyczaj cały gatunek męski (piszę ze swojej perspektywy) dostaje solidarne, niesprawiedliwe baty. Twoje przyjaciółki wyciągną każdą swoją przygodę od przedszkola, która udowodni, że niektórzy faceci to świnie i dobrze zrobiłaś. Prawdopodobnie też będą solidarnie potakiwać każdej wadzie Twojego ex. Tak naprawdę w tej fazie głównie chodzi o to, żeby się wygadać (piszę z perspektywy kobiety) i nawet jakbyś powiedziała, że Twój ex miał rogi i ogon, to i tak Ci przytakną, podadzą chusteczki i będą mówić, że masz rację. Taka niepisana zasada.

Żartuję troszeczkę oczywiście. Chodzi o to, żeby się wypłakać i paradoksalnie, to jest część najłatwiejsza. W każdym razie po tym etapie często zaczyna się nadmierna pewność siebie (często połączone z wyparciem).

„Już się czuję dobrze”

„Nic się nie stało”

„Świat to moja ostryga”

„Świetnie być samemu, będę się bawić do upadłego i szaleć do nocy”.

„I tak był beznadziejny, jak można nosić czerwone skarpetki? Phi, nigdy więcej mężczyzn z czerwonymi skarpetkami!”

Rozumiecie zasadę.
Jakie jest nasze zdziwienie, kiedy po pewnym czasie humor spada i zaczyna się ostra jazda bez trzymanki..

Wyparcie (nic takiego się nie stało), panika (chwila, czy my naprawdę zerwaliśmy? Co ja zrobiłam?), złość i cała masa irracjonalnych zachowań, które mogą zagrozić godności i integralności osobistej.  Stajemy się irracjonalni i zaczyna do nas dochodzić, że to się „dzieje naprawdę”.

W fazie początkowej uważaj na:

Przesadną pewność siebie.

Wciąganie wspólnych przyjaciół w dramy i wymaganie, aby opowiadali się po którejś ze stron. Są już w wystarczająco trudnej sytuacji.

Alkohol i używki.  Jeśli wiesz, że źle reagujesz na picie, to mocno odradzałabym upijanie się w klubach, a przynajmniej bez asysty. Wiem, że jest równouprawnienie i każdy może robić co chce, etc., etc., ale Twoje bezpieczeństwo powinno być na pierwszym miejscu. Ryzykowne sytuacje wyglądają dobrze tylko na filmach.

Szalone flirty i niezobowiązujące przygody.  Wiecie, różni ludzie różnie reagują. Jedni zamykają się w pokoju i prowadzą życie pustelnika, drudzy idą w tany i stają się nagle mistrzami flirtu.  Casanova może się schować.

Osobiście uważam, że tylko dlatego, że coś mogę zrobić, nie oznacza, że powinnam albo, że muszę/chcę. Nie chcę brzmieć moralizatorsko, bo nic mi do tego, ale moim zdaniem priorytetem powinno być Twoje bezpieczeństwo fizyczne, psychiczne i emocjonalne.

Jeśli przypuszczasz, że coś może spowodować późniejszego moralnego kaca, nie warto. Im więcej sobie dołożysz bagażu, tym trudniej będzie.

Nieporozumieniem jest, że przyjemność  to przeciwieństwo bólu. Przeciwieństwem bólu jest brak bólu i raczej nie da się przed nim wiecznie uciekać w przyjemności.

Uważaj też na:

Nieuzasadnione, nadmierne obgadywanie swojego ex, a zwłaszcza rozpowiadanie intymnych szczegółów. Jakbyście się jakimś cudem zeszli w nieokreślonej przyszłości, to może być niezły kwas.

Bycie ostatnim egoistą.

Podczas rozstania często jesteśmy skrajnie egoistyczni. To jest normalne, bo w końcu „przetrwanie” staje się ważne. Bardzo, bardzo ostrzegałabym przed różnymi manipulatorskimi ruchami.

Masz znajomego, który wiesz, że szuka stałego związku, a Ty masz ochotę tylko na krótki flirt? Uczciwość wymaga, żeby traktować innych w jasny sposób i od razu powiedzieć gdzie się stoi. Nie jest w porządku „używanie” drugiej osoby dla własnego wsparcia moralnego i obiecywanie jej czegoś innego.

Nie chciałabym, żeby ktoś nie był ze mną szczery co do swoich zamiarów. Zdążyłabym się zaangażować, a potem usłyszała: „Wiesz, właściwie to dopiero się rozstałem i nie mam ochoty na nic więcej, sorry za zmarnowanie pół roku Twojego życia”. To, że sami mamy złamane serce, nie daje nam prawa do ranienia innych ludzi.

Wiem, że jestem skrajnym przypadkiem, więc niekoniecznie każdemu to będzie pasować, ale całkowicie odrzuciłam różne możliwości „romantyczne” na tak długo, jak długo czułam, że jestem niestabilna.

2. Faza wyparcia
(PIERWSZE STADIUM ŻAŁOBY)

Zazwyczaj uderza po kilku dniach. Symptomy są dość proste.

  • Nie możesz uwierzyć, że to się dzieje naprawdę.
  • Zaczynasz się obwiniać o rozstanie i wyszukiwać absurdalne powody do „zejścia”.
  • Próbujesz udawać, że jesteście przyjaciółmi (uwierz mi, przyjaciele nie mają dodatkowych motywów, Ty teraz masz).
  • Próbujesz zachowywać się jakbyście nadal byli w związku, np. czekasz na daną osobę w miejscu, gdzie się zazwyczaj widywaliście, wpadasz na nią „przez przypadek”, aranżujesz spotkania przez znajomych znajomych.
  • Wpadasz w panikę, wkręcasz siebie, że popełniłaś błąd swojego życia, że nic lepszego już Cię nigdy więcej nie spotka.
  • Minimalizujesz całkiem racjonalne problemy, które leżały u podstaw rozstania.
  • Zasypujesz drugą osobę prezentami i wyznaniami miłości.
  • Szukasz przeróżnych możliwości kontaktu i generalnie, nie bójmy się tego powiedzieć, jesteś całkiem zdesperowana. Z mojego skromnego doświadczenia: ta desperacja raczej nie wynika z wielkiej miłości, ale z obawy, że popełniliśmy błąd.

Wyparcie to zupełnie naturalny element straty.

W dużym skrócie, pozwala nam stopniowo poradzić sobie z emocjami (nie wszystko spada na nas za jednym razem).

Możesz kilkukrotnie w ciągu swojej podróży wracać do tego stanu.  Bardzo ważne jest, żeby mieć świadomość, że jest to normalne, chwilowe i aktywnie starać się pogodzić z rzeczywistością.

Długotrwałe wyparcie jest dla Ciebie niebezpieczne. Nie pozwoli w pełni przejść procesu żałoby, a w konsekwencji może zamknąć Ci drogę do poznania nowych osób i nowych możliwości. To wymaga dużo odwagi i nie będzie przyjemne, ale im prędzej dojdzie do Ciebie, że „To prawda”, tym lepiej.

Jak przejść tę fazę z zachowaniem godności osobistej?

Desperacja nie jest atrakcyjna. Nawet jeśli byłaś wcześniej bardzo pewną siebie osobą, wyparcie może sprawić, że zaczniesz zachowywać się tak dziwnie, że wręcz potwierdzisz, że zerwanie z Tobą było świetnym pomysłem.

Nikt kto jest w miarę normalnym stanie psychicznym nie chce być ze zdesperowaną osobą i jeśli chcesz mieć jakiekolwiek szansę na „zejście” (które może być złym pomysłem, ale dobrze wiemy, że teraz i tak to nie jest ważne :-)) i zdrowy związek, to najpierw zadbaj, żeby sama być stabilną.

Tak, to będzie boleć, ale zaakceptuj, że rzeczywiście zerwaliście. Wiem, że to może być trudne, zwłaszcza przy dłuższych związkach, ale im szybciej do Ciebie dojdzie tym szybciej rozpoczniesz proces leczniczy.

Nie bądź tą „dziwną eks”, która „przez przypadek” wpada na drugą osobę.

Nie wypytuj przez wspólnych znajomych, nie stalkuj na Facebooku.

Co robi druga osoba, to nie Twoja sprawa.

Nawet jeśli wydaje Ci się, że świetnie się bawi, staraj się o tym nie myśleć: może się bawi, może się zgrywa, masz więcej swoich problemów.

Nie wysyłaj smsów, takich jak kiedy byliście parą (np. codziennego „Jak tam?”).

Jeśli druga osoba ma kiedykolwiek za Tobą zatęsknić to uwierz mi, że na pewno nie  będzie to wtedy, kiedy będziesz jej wchodzić pod nogi i co chwilę przypominać o swojej obecności.

Powiedzmy sobie jasno,  w bardzo dziwny sposób. Mężczyźni nie są tak „nieogarnięci” jak się ich przedstawia czasem w popkulturze i wyczuwają desperację w ułamku sekundy i na kilometr.

Jeszcze jedna sprawa: jeśli druga strona ma teraz innego partnera czy partnerkę, przyjmij to z godnością. Niektórzy mają tendencje do oczerniania partnerów, czy nawet grożenia im (?). Zachowaj godność i klasę. Nawet jeśli to przejściowy flirt, to daję Ci gwarancję, że jeśli będziesz „tą dziwną ex, która nachodzi jego dziewczynę”, tamta bardzo zyska w jego oczach. Żaden mężczyzna, z chociażby odrobiną szacunku do siebie, nie pozwoli obrażać swojej obecnej partnerki.

Jeśli na to pozwala, zastanów się, czy w ogóle warto. Kiedy wrócisz do „normalności” i „jeśli” się zejdziecie, to Ty będziesz partnerką. Pytanie za sto punktów brzmi: czy chciałabyś, żeby Ciebie teraz tak traktował.

3. Faza złości/wściekłości

Po fazie wyparcia następuje zazwyczaj faza złości. Może trwać w blokach, jednak czasem powraca „na kilka godzin”.  Zdarza się bezpośrednio po rozstaniu, czasem po fazie negocjacji.

Wściekłość może być naprawdę paraliżująca. Jesteśmy wściekli na wszystkich i wszystko: na siebie, że pozwoliliśmy być sobie w takiej sytuacji, na drugą osobę, na wszechświat, na niesprawiedliwość, etc.

W fazie złości niektórzy ludzie robią niebezpieczne i irracjonalne rzeczy (słyszymy wtedy o „szalonych ex”, którzy porysowali komuś samochód kluczykami i inne tego typu historie). Jeśli więc ktokolwiek z Was ma inklinacje, żeby zrobić coś w tym stylu, gorąco odradzam. Najbardziej będzie to świadczyć o o Was samych.

Typowe symptomy:

  • złość na siebie i na drugą osobę
  • jeśli “nasz eks” ma partnera, obwinianie tej osoby (co jest bardzo słabe, bo nasz „ex” nie był bezwolnym człowiekiem i ma prawo podejmować własne wybory)
  • złość, że jeszcze nie jesteśmy w innym momencie i nadal nam zależy
  • irracjonalna złość na różne sprawy
  • złość na to, że jesteśmy źli i musimy się męczyć
  • wściekłość, że my tu cierpimy, a druga osoba żyje sobie jak pączek w maśle i ma nas gdzieś, a już na pewno nie cierpi 0.001% tak samo jak my.  Może tak, może nie.
  • pytania “dlaczego mi się to przydarzyło?”
  • ogólne poczucie niesprawiedliwości
  • silne bóle głowy
  • „zachodzenie w głowę”, rozmyślanie godzinami i użalanie się nad swoim straconym czasem
  • potrzeba napisania drugiej osobie wszystkich swoich żali: jak bardzo nas skrzywdziła, zawiodła,  etc.
  • wysyłanie smsów  i wiadomości tak długich, że gdybyśmy poświęcili ten czas na pisanie powieści, to Jane Austin mogłaby się schować.

Jak przejść tę fazę z zachowaniem godności osobistej?

Nie wysyłaj miliona wiadomości w stylu „Tak bardzo jesteś beznadziejny, że aż Ci powiem”. Wiem, czasem trudno się powstrzymać, ale jeśli powiedziałaś już raz albo dwa, to wystarczy.
A) Ta  osoba nie rozumie, więc nie zrozumie też jeśli napiszesz to samo po raz setny innymi słowami.
B) Dobrze wie gdzie jest problem, ale ją to nie obchodzi.|
W obydwu przypadkach to bezcelowe. Poza tym, na dłuższą metę może to być brak szacunku dla drugiego człowieka. Nie jesteśmy sumieniem innych ludzi.

Złość jest normalną emocją i można ją przepracować

Lepiej w tym czasie pójść na rower albo zrobić coś dla siebie!
Jeśli musisz, otwórz Worda, wypisz tę nowelę swojego życia i wykasuj. Wielu osobom pomaga prowadzenie dziennika emocji.

Pisz, nagrywaj na dyktafon, jeśli potrzebujesz to się wypłacz, wykrzycz, wypoć.

Natomiast błagam, nie wysyłaj tego do swojego ex za każdym razem kiedy będziesz odczuwać złość. Po pierwsze to niczego nie zmieni, bo dorośli ludzie rozmawiają twarzą w twarz. Po drugie każda taka wiadomość to olbrzymie łechtanie ego i mówienie: „Hej, hej, popatrz na mnie!”. Jeśli Twój „Ex” był osobą egoistyczną, emocjonalnie zamkniętą czy narcystyczną, to właśnie jego ego wyskoczyło pod sam sufit. Skoro taka osoba jak Ty poświęciła po raz kolejny mnóstwo czasu na napisanie kolejnego elaboratu, to wiedz, że on musi się czuć całkiem wyjątkowo. Jeśli dołożysz do tego, że być może właśnie dobrze się bawi to .. cóż.

Przyznam, że sama miałam tutaj najwięcej problemów, chociażby dlatego, że wolę pisać (łatwiej jest mi nadać strukturę) niż mówić w emocjach (czuję, że jestem  chaotyczna). Obiektywnie rzecz biorąc, moje uwagi były bardzo słuszne , ale w pewnym momencie powiedziałam sobie, że moją rolą nie jest edukowanie innych ludzi i wypominanie im błędów.  Nie chcę tego robić, więc większość moich elaboratów trafiło wprost do kosza. Potwierdzam: wypisanie się pomaga:-).

Jedną rzeczą jest wyłuszczenie problemu raz czy dwa w formie pisanej i potem umówienie się na obgadanie, a innym wylewanie swoich żali za każdym razem, kiedy czujesz złość.

Tracisz. Swój. Czas.

Nie rób publicznej dramy

Wiem, że teraz świat jest bardzo mocno cyfrowy, natomiast gorąco odradzam opisywanie szczegółów rozstania w publicznym miejscu. Tak, jestem blogerką i piszę publicznie, ale czym innym jest opisywanie doświadczenia jako schematu, a czym innym publiczne wyciąganie „kto co komu zrobił”.

Czasem widuję na Facebooku rozstania i próby wciągnięcia znajomych w wojenki. Uwierz mi, dla większości ludzi „kłótnie kochanków” to jest tylko tania rozrywka.  Nie dostarczaj postronnym osobom dramy – jak chcą, niech sobie kupią bilet do kina.

Internet nie zapomina. Tobie złość przejdzie wcześniej czy później, ale to co wrzucisz w złości, naprawdę stawia Ciebie (nie drugą osobę, choćby była najgorszym draniem) w złym świetle. Jeśli już się zdarzyło, to polecałabym pousuwać te posty a następnym razem trzymać emocje na wodzy.

Poza tym zasługujesz na wiele więcej niż internetowe kłótnie: dorośli ludzie umawiają się twarzą w twarz i omawiają rzeczy za zamkniętymi drzwiami.

  • Nie napastuj nowego partnera, to jest słabe.
  • Nie rób „na złość” drugiej osobie.

Klasyczny przykład: „On się z kimś spotyka, ja też zacznę, niech zobaczy!”. Pominąwszy, że to słaby powód do bycia w związku, możesz sobie zrobić krzywdę. Tak naprawdę, teraz powinno chodzić bardziej o Ciebie, Twój dobrostan i Twoje potrzeby, a nie o to, jak „dopiec” drugiej osobie. Uważaj, żeby nie wysyłać wiadomości, które druga strona może wykorzystać przeciw Tobie (np. Cię ośmieszyć publicznie).

Powinno to być oczywiste, ale wiem, że nie zawsze jest: nie niszcz mienia drugiej osoby, nie próbuj nachodzić nowych partnerów.  Nie „napuszczaj” na nią swoich znajomych.

Nawet jeśli druga osoba nie miała klasy, Ty ją zachowaj.

Złość i gniew to normalne emocje, które same w sobie są w porządku i przechodzą. Postaraj się pamiętać, że to „tylko” emocja i nie musisz działać tak, jak Ci każe. Jesteśmy czymś więcej niż kłębkiem nerwów.

To, że czujemy złość nie oznacza, że obiektywnie rzecz biorąc mamy rację

Zastanów się, skąd wynika złość. Czasami najbardziej źli jesteśmy na siebie, że „pozwoliliśmy się tak potraktować”. Nie pozwól, żeby złość skierowała się przeciwko Tobie i jeśli masz tendencje do obwiniania się o wszystko, przestań. Złość może się zdarzyć szczególnie, kiedy zgodziliśmy się wcześniej na rzeczy, które godziły w nasze wartości i nie pilnowaliśmy swoich naturalnych granic osobistych. W takim wypadku warto sobie przypomnieć, że jesteśmy tylko ludźmi. Często jesteśmy bardziej źli na siebie, niż na kogoś innego. To też jest w porządku. Jesteś człowiekiem, masz prawo popełniać błędy, czy mieć zły ogląd sytuacji. Co się stało, to się nie odstanie. Teraz będziesz wiedzieć lepiej.

Traktuj siebie z wyrozumiałością, szacunkiem i cierpliwością. Pamiętaj, że w tej historii chodzi teraz o Ciebie.

4. Faza negocjacji/pertraktacji

To bardzo niebezpieczna faza, ponieważ dotyczy bezpośredniej interakcji z drugą osobą. Warto uczynić swoim mottem słowa „Godność osobista jest bezcenna”. Wyhaftuj sobie na chusteczce, napisz na kartce w portfelu, ustaw na tapecie w telefonie.

W tej fazie możemy wykonywać bardzo dziwne i irracjonalne ruchy (które wtedy wydają się nam być uzasadnione) i możemy ich potem bardzo żałować. Uderza ona zaskakująco szybko i zaczynamy się zastanawiać:

„Może jeszcze się uda, jeśli tylko..?”.

Zaraz po rozstaniu negocjacje są bardzo, bardzo niebezpieczne.  Jesteśmy zdesperowane, smutne, zmęczone, nasz lepszy, racjonalny osąd jest zachwiany (chociażby przez hormon przywiązania – mózg robi wszystko, żeby wrócić do strefy komfortu). Możemy zgodzić się nawet na najbardziej absurdalne i nieracjonalne rzeczy. Jeśli trafimy na wyjątkowo niestabilną, egoistyczną czy narcystyczną osobę, może ona wykorzystać naszą słabość i próbować obrócić to przeciwko nam. Jeśli druga strona nie chce negocjować, to tak naprawdę robi nam przysługę, ponieważ jest szczera.

Twoje uczucia nie są towarem w sklepie, żeby wciskać je drugiemu człowiekowi na siłę.

Wyobraźcie sobie, że jesteście w sklepie. Podchodzi do Was sprzedawca i wciska Wam towar. Nie chcecie go, ale chodzi za Wami i wkłada Wam na siłę. Towar może być obiektywnie fantastyczny, ale jeśli go nie chcecie, czujecie się nieszanowani i spada Wasze zainteresowanie.

Nasze emocje i serce nie są towarem, który trzeba komuś wciskać do gardła. Są wartościowe i brutalna prawda jest taka, że dopóki sami nie będziemy ich szanować, nie mamy prawa wymagać od innych, żeby je szanowali.  Jeśli trzeba je wpychać komuś na siłę, oznacza to, że nie jest on odpowiednią osobą w tym konkretnym momencie.

Poza tym, bądźmy szczerzy. Nie chcemy, żeby ktoś był z nami z litości, ale dlatego że chce.

Uwierzcie mi, na dłuższą metę wszelkie ustalenia, które będą godzić w Waszą godność osobistą, nie dadzą Wam komfortu i bezpieczeństwa psychicznego.

Jednym jest „schodzić się”, kiedy dwie osoby przemyślały swoje wartości, postawy i chcą spróbować jeszcze raz, drugim zaś negocjowanie własną godnością, w dodatku z osobą, która tego po prostu nie chce.

Tutaj uwaga, negocjacje mogą być dwustronne:

Negocjujemy sami z sobą (próbujemy się przekonać, że coś jeszcze można zrobić, że nasz powód do rozstania może nie był wcale taki słuszny) albo z drugą stroną.

To co najlepsze można zrobić w tej fazie to po prostu przestać i myśleć o swojej godności osobistej.

Wiem, że to niepopularny punkt widzenia w czasach, kiedy naczelny nakaz to „podążaj za swoim sercem”, jednak w wirze rozstania ono naprawdę nie jest najlepszym doradcą.

  • Jeśli nie masz pełnego oglądu sytuacji (a nie masz, bo aktualnie nie jesteś sobą), skąd wiesz, że decyzje, które podejmiesz są słuszne?
  • Jeśli wrócisz do tej samej sytuacji, z tymi samymi wierzeniami i przekonaniami, to gwarantuję, że za jakiś czas wrócą te same problemy.

Negocjacje często są o tyle ryzykowne, że jesteśmy w stanie oddać część naszych wartości tylko po to, żeby być z daną osobą. Niektórzy (dotyczy to kobiet i mężczyzn) mają wtedy tendencje do robienia dziwnych ruchów, często na pograniczu prawa.

Pamiętaj o swojej godności osobistej i nigdy, przenigdy nie nachodź drugiej osoby w mieszkaniu, nie nagabuj jej nowego partnera/partnerki.  Nie przesiaduj w miejscach gdzie „może ją spotkam”, nie wybieraj się „przez przypadek” na tę sama imprezę, nie korzystaj z kluczy do mieszkania etc.  Zerwanie to zerwanie i nie jest przestępstwem. Każdy w tej historii ma prawo do prywatności.

Uważaj, żeby nie wpędzić siebie w kłopoty prawne, to po pierwsze.

Po drugie, desperacja nie jest sexy.

Po trzecie, nawet jeśli mieliście milion powodów do zerwania i jesteś stroną „pokrzywdzoną”, to uwierz mi, jeśli poddasz się emocjom, bardzo szybko zyskasz obraz „tej szalonej ex” i tylko utwierdzisz człowieka w przekonaniu, że dobrze zrobił zrywając.

Ludzie sympatyzują z kimś, kto ma złamane serce, ale nikt nie czuje sympatii do „zdesperowanych, nachodzących ex”. Nawet, jeśli druga osoba zacznie zastanawiać się nad powrotem, to na pewno nie wtedy, kiedy będziesz ją nachodzić.

Godność osobista przede wszystkim, żadne negocjacje nie będą dla Ciebie dobre, jeśli zaczniesz je z poziomu niższego niż minimalne poczucie przyzwoitości.

Typowe symptomy fazy negocjacji:

  • Bardzo mocne syndromy stresu. Dlaczego? Dopóki mamy jakąś nadzieję, nasze ciało jest napompowane adrenaliną. Nie mamy pewności co do sytuacji, więc organizm jest w stanie „walka lub ucieczka”.
  • Mogą wystąpić zaburzenia snu, często budzenie się kilka razy w nocy albo wczesnym rankiem, spięcie mięśni, tiki nerwowe, nadmiar energii (jesteśmy napompowani kortyzolem), super wydajność, poczucie braku zmęczenia.
  • Idealizowanie związku i drugiej osoby.
  • Przekonywanie samego siebie, że postąpiliśmy źle.
  • Szukanie potwierdzenia u znajomych, że powinniśmy spróbować jeszcze raz.
  • Wysyłanie miliona wiadomości w stylu „spróbujmy jeszcze raz” (bleh, byłam w tym miejscu, ough, do tej pory jest mi źle;-)).
  • Próby aranżowania dziwnych spotkań przez znajomych.
  • Wróżenie z fusów i szukanie w każdej bezsensownej wiadomości nadziei, że „będziemy się schodzić”.

Typowy przykład:

Napisał mi: „Co u Ciebie?”, a potem nie odpowiadał przez tydzień na moje wiadomości. Co to znaczy? To znaczy, że wysłał Ci smsa bez znaczenia (może dla własnego ego, może chce sprawdzić czy z kimś jesteś, etc)? Nic mniej, nic więcej, ale Ty widzisz: „Łał, to znak do negocjacji”.
Osobiście jestem zwolenniczką usuwania takich znaków do kosza. Poważny człowiek, któremu zależy na związku, zrobi wszystko, żeby uczciwie porozmawiać, spotkać się i wyjaśnić sprawę twarzą w twarz, a nie wysyła głupie wiadomości bez znaczenia raz w miesiącu. Dla porządku dodam, że jestem świetną komunikatorką i faza negocjacji zajęła mi dużo dłużej niż powinna.  Możecie się śmiać, ale miałam praktycznie przygotowane schematy w Power Poincie, bo miałam przeczucie, że “jeden fałszywy krok i będzie po mnie”.  Oczywiście, było to absurdalne i dokładało mi stresu, ale piszę to po to, żebyście nie czuli się sami. Absurd nie jest mi obcy. No cóż, człowiek uczy się na błędach. ;-)

Inne symptomy fazy negocjacji:

  • Wymyślanie miliona scenariuszy „co by było, gdyby teraz się udało”,  fantazjowanie, że „gdyby tylko…”
  • Proszenie (w skrajnych wypadkach błaganie) o spotkanie.
  • Nachodzenie drugiej osoby bez jej zgody i woli.
    Okey, chyba każdy jest winien „przypadkowego” wpadnięcia na drugą osobę (no co za niespodzianka, że zawsze jesteś w tej samej kawiarni od dziesięciu lat, kto by pomyślał! 😉). Ale nieszanowanie przestrzeni osobistej drugiej osoby to już poważna sprawa. I tutaj godność osobista powinna być słowem-kluczem.

Jak przejść tę fazę z zachowaniem godności osobistej?

  • Nie negocjuj, dopóki nie będziesz dość stabilna. Dopóki nie czujesz się pewnie, nie negocjuj wcale.
  • Nie negocjuj, dopóki nie będziesz mieć pełnej świadomości co chcesz uzyskać.
  • Negocjacje to negocjacje, a nie pranie od nowa brudów. Jeśli wiesz, że za chwilę zaczniesz wypominać drugiemu człowiekowi wszystko do piątego pokolenia wstecz, przeczekaj.
  • Traktuj drugą osobę z szacunkiem i tego samego wymagaj dla  siebie.
  • Nigdy nie poświęcaj swoich wartości i przekonań. Nie warto.
  • Nie negocjuj w łóżku.
  • Wiedz, czym możesz negocjować, czym nie i bądź gotowa na to, że negocjacje się nie udadzą.
  • Jeśli nie dojdziecie do porozumienia, nie miej syndromu pod tytułem: “Gdybym tylko wtedy powiedziała jeszcze, że..”. Rozmowa dwóch ludzi to nie przesłuchanie czy rekrutacja.
  • Nie tłumacz w kółko tego samego.
  • Nie stresuj się za bardzo. Jeśli ktoś ma dobre intencje i mu na Tobie zależy, to nie będzie Cię celowo łapać za słówka i pozwoli Ci wyjaśnić Twój punkt widzenia.
  • Nie podejmuj decyzji pochopnie i trzymaj się realnego obrazu osoby (podkreślam, realnego).
  • Jeśli nie potrafisz tego zrobić, poczekaj do momentu, aż będziesz mieć pewność, że Twój obraz jest mniej – więcej obiektywny  Nie podejmuj żadnych ważnych decyzji, dopóki się nie upewnisz, że potrafisz działać w swoim własnym interesie.  Musisz być swoim własnym agentem i swoim najlepszym ambasadorem,

Pamiętaj, że druga osoba jest wolna i nie mamy prawa mówić jej co ma robić i jak ma myśleć. Ma prawo do swoich uczuć i wyborów. Tylko dlatego, że czegoś pragniemy, nie oznacza, że drugi człowiek ma patrzeć na to w taki sam sposób.

Zresztą, jakbyśmy patrzyli tak bardzo podobnie, to pewnie by nie było całej sytuacji..;-)

Porozmawiajmy o innych kobietach

Ostatnia rzecz.

Dziewczyny, dziewczyny, dziewczyny…

Nie “zwalajcie” winy a drugą kobietę. “Aaa, bo ta taka nie owaka, poznał ją i przez tę taką (tu lecą rynsztokowe epitety) to wszystko, jak mogła MI ukraść”. Dziewczyny, chwila prawdy, bo ktoś to musi powiedzieć. O ile nie spotykałyście się z 13-latkiem (co jest nielegalne) i całkowicie pozbawioną własnej woli osobą to… jeśli poznał kogoś (przed, podczas, po rozstaniu), to zrobił co chciał.

Jakikolwiek był powód, to zapewne nie rozwiąże się tego w tydzień po rozstaniu.

Jeśli na przykład problemem była niska samoocena, to dopóki druga osoba sobie jej nie poprawi z własnej woli, nasze zabiegi nie mają większego sensu. Jeśli problemem były kwestie osobowościowe, może się zdarzyć, że nie da się ich przeskoczyć. Różni są ludzie, różne sytuacje oraz motywacje i nie jesteś odpowiedzialna za innych dorosłych ludzi. Jesteś odpowiedzialna za siebie.

Oczywiście to dotyczy każdej płci, ale piszę z perspektywy kobiety :-).

Nikt mu do głowy pistoletu nie przyłożył. Jeśli przyłożył, to idźcie na policję, a nie obgadujcie drugiej kobiety. Nie róbcie ze swoich byłych czy obecnych mężczyzn bezwolnych, biednych głupców, których uwiodły “złe kobiety”. No, niemal mu siłą się narzuciła, a on biedny, nie ma przecież własnej woli i co miał robić? Czasami kobiety w fazie złości mają tendencje do wyładowywania jej w złym miejscu: na nowej partnerce. Bronią swojego “ex” za wszelką cenę.

To jest moje drogie klasyczne wyparcie. “Nie ulokowałam moich uczuć w złej osobie, nasz związek byłby świetny, gdyby tylko nie taka i owaka”. Im szybciej zejdziesz na ziemię, tym lepiej dla Ciebie.

Prawda boli, ale robimy co chcemy. Jeśli źle potraktowaliśmy drugą stronę, to albo nie wiedzieliśmy, albo chcieliśmy to zrobić (i vice cersa). To nasza odpowiedzialność. Wieszanie przysłowiowych psów na innej kobiecie, choćbyście miały do tego dobre powody, to ulokowanie swojej złości w złym miejscu.

Masz prawo być wściekła na siebie, że ulokowałaś swoje uczucia w nieodpowiedniej osobie, albo że nawet przyczyniłaś się do całej sytuacji, masz prawo być wściekła na niego, nawet na tę inną kobietę w sumie też (oraz na niesprawiedliwy wszechświat), ale nie rób z drugiej strony jedynie ofiary. Nawet jeśli miał ku temu dobre powody (bo różne są sytuacje), to można to wyjaśnić z perpsektywy “czułam/czułem się wtedy tak i tak, dlatego stało się to i to”.  Zazwyczaj to nie jest zero jedynkowe.

Taka perspektywa jest bardzo cenna i budująca, natomiast można ją zbudować kiedy obydwie strony czegoś się nauczyły.

Natomiast to jest zupełnie inna perspektywa niż: “Jestem tak zdesperowana, że teraz wydłubię oczy drugiej kobiecie, żeby odebrać moją nagrodę”.

Widzę to dość często, zwłaszcza wśród młodszych dziewczyn (choć nie tylko). Tak naprawdę kwestią nie jest wiek, ale brak pewności siebie i desperacja. Nie wierzysz, że jesteś wystarczająco dobra, żeby ktoś Cię pokochał, stresujesz się tym i walczysz. Jesteś wystarczająco dobra, nie musisz walczyć o miłość czy o uczucie. Jeśli nie z tego źródła, to z innego. Trochę luzu, będziecie mieli się dogadać, to się dogadacie. Ludzie, którym na sobie naprawdę zależy, zejdą się choćby nie wiem co, ale nie z punktu desperacji.

Osoba z dobrą samooceną (nie martw się, jeśli jeszcze nie jesteś w tym punkcie, będziesz) nawet nie pomyśli o takiej opcji. Po prostu powie: “Okey, boli mnie to, ale szanuję bardziej swoją godność osobistą, niż wchodzenie w takie gierki”.

Lepiej, żebyś ten czas poświęciła na zastanowienie się nad tym co naprawdę chcesz osiągnąć w życiu, w związku, etc.

Jeśli skupisz się na innej kobiecie (AKA największym wrogu w Twojej głowie), nie będziesz mieć czasu dla siebie i skąd będziesz wiedzieć, czy wogóle tamta osoba może być dla Ciebie odpowiednia?

Nawet, jeśli masz bardzo dobre powody do złości, byłaś w związku z tym konkretnym mężczyzną, a nie jego kobietą/kobietami. Zapewne, jeśli jesteś w mocnym wyparciu, nie chcesz tego usłyszeć, ale i tak to powiem: tego typu sytuacje świadczą o słabości charakteru obydwu stron.

Chrakter można wzmacniać, ale zgadnij jaką motywację ma ktoś o kogo “walczy” była kobieta? Jeśli zapytasz mnie, to ma się całkiem dobrze i właśnie całą energię życiową (której masz niewiele) poświęcasz na pompowanie ego tej osoby.

Zastanów się dobrze, czy nie robisz tego przypadkiem po to, żeby nie zmierzyć się z własnymi obawami czy strachem? Bo to w sumie niezłe odciągnięcie uwagi od prawdziwego problemu. Wiesz, cała energia idzie w gwizdek, tylko po to, żeby nie musieć zostawać samej ze sobą i mieć fałszywe poczucie kontroli.

Nie bierzcie tego do siebie. Wiem, że ego może boleć (“Wolał JĄ ode MNIE?) ale tak naprawdę nie ma sensu brać takich rzeczy personalnie. Drugi człowiek zrobił co chciał, miał swoje powody (racjonalne albo i nie, jego sprawa) i nie świadczy to o tym, że macie czuć się z tego powodu gorsze albo mieć niższe poczucie własnej wartości.

Tu nie chodzi o Wasze ego albo “kto wygra”.

Serio? Chcecie mieć “wyszarpanego” komuś innemu mężczyznę? Ludzie powinni być ze sobą z własnej, wolnej woli, to nie są “nagrody” ani wyścigi “kto jest lepszy, ten zbiera pulę”. Jeśli jesteś na etapie mentalności “walki o ex”, to wiedz, że możesz tylko przegrać. Nawet jeśli wygrasz “trofeum”, stracisz spokój sumienia i godność osobistą. A to są rzeczy bezcenne.

Nie mówię, żeby wiecznie być pamiętliwym, bo ludzie,  którzy się naprawdę kochają wybaczą sobie mnóstwo rzeczy, ale mówię, żeby w imię strachu, że “coś stracisz” nie rezygnować ze swoich własnych standardów. Chcesz być z “wysokojakościowym” mężczyzną, bądź “wysokojakościową” kobietą, nie ma innej drogi.

Jeśli obydwie osoby mówią: “To był błąd, wynikał z tego, że czułem/czułam się tak i tak, sytuacji takiej i takiej i po racjonalnym przemyśleniu uważam, że mamy szansę wyeliminować te zmienne” , dają sobie czas i odnoszą się do siebie z szacunkiem, to jest inna sytuacja.

Ale jeśli mówisz “Powinieneś być ze mną, bo jestem lepsza od tej X,Y,Z”, to nie jest dobry przekaz. Nawet gdybyś była lepsza, to co z tego? Każdy ma prawo decydować co mu pasuje. Jeśli ktoś lubi wino, a Ty mu przyniesiesz 25 letnie whisky, to nie ma znaczenia, że to świetne, drogie whisky. Jeśli druga osoba woli Amarenę albo Chianti, to ma do tego pełne prawo. Znajdziesz sobie kogoś, komu smakuje whisky i to doceni. Poza tym whisky się nie psuje, więc masz sporo czasu. :)

Tak naprawdę, naprawdę, to wtedy niedźwiedzią przysługę: ściągasz z drugiej osoby całą odpowiedzialność (“No tak, co miałem robić?”) i dajesz mu jasno do zrozumienia, że w sumie to nic się nie stało, to okey. Pozytywnie wzmacniasz nieodpowiednie zachowanie i robisz źle sobie, oraz ewentualnie innym kobietom.

Nawet, jeśli sama miałaś dużo za uszami, to tak naprawdę powinna być sprawa między Wami, a nie między Tobą a jego nową partnerką. Po co ma cokolwiek zmieniać w swoim życiu, skoro właśnie pogłaskałaś dorosłego człowieka po główce, zdjęłaś z niego odpowiedzialność i jeszcze może jesteś gotowa “być lepsza niż tamta?”.

Podkreślam, ludzie są w stanie zejść się z powrotem po przeróżnych sytuacjach, ale dopiero wtedy, kiedy obydwoje widzą, gdzie popełnili błąd i są pewni, że teraz tego nie zrobią, bo nie chcą. Nie dlatego, że ktoś im kazał. Jak inaczej mają uniknąć tego w przyszłości?

Nie handluj swoją godnością osobistą i bądź ponad takie myślenie.

Poza tym, jeśli masz jakąkolwiek nadzieję na “zejście”, to pewnie chcesz też, żeby druga strona trochę dojrzała. Nie dojrzeje, jeśli będziesz ją tak traktować, bo po co ma podejmować jakikolwiek wysiłek?

Zmienianie postaw jest bardzo trudnym, bolesnym i długotrwałym procesem, więc nie ma co oczekiwać, że ktoś komu jest dobrze i ma moralne potwierdzenie, że “to nie Twoja wina, ale tej blondynki”, podejmie się tego z własnej woli. Jeśli już bardzo musisz, to wyżal się bliskim przyjaciołom, ale wszelkie uprzykrzanie życia “tej innej” zostaw w spokoju.

Nie jesteś kaznodzieją, terapeutą, spowiednikiem, etc. Nawet jeśli jesteś, to dobrą praktyką jest niełączenie tego w całość w tak osobistym momencie.

Zresztą, szukasz partnera, czy kogoś, kogo możesz wychowywać? Tak naprawdę tego typu zachowanie świadczy o desperacji.

Sorry, ale jak jadłam Nutellę przez dwa tygodnie i popsuła mi się cera,  to nie była wina Nutelli, że mi smakowała. To moja wina, że ją wcinałam przez dwa tygodnie.

Jeśli ktoś działa bez godności osobistej, co Cię to obchodzi (zwłaszcza po zerwaniu).

Jeśli macie się “zejść” produktywnie,  to się zejdziecie, kiedy już obydwoje będziecie w miarę stabilni, będziecie chcieli i będziecie mieli nową perspektywę.

Za każdym razem, kiedy  porównujesz się do innej kobiety, albo tracisz swoją energię na obrażanie postronnych osób, odbierasz sobie szansę na skupienie się na tym, co ważne, czyli na Twoim dobrostanie. To Twoje życie i Twoja odpowiedzialność, żeby dbać o swoją własną godność. Wiem, że możesz być wściekła ale powtórz za mną:

“Sama sobie robię źle”.

To naprawdę łamie mi serce, kiedy słucham o dziewczynach, które zupełnie się zafiksowały na “tej drugiej” i całe swoje życie, emocje, czas podporządkowały myśleniu o tym jak tu jej dopiec. Proszę, nie bądź tą osobą. To tylko godzi w Twoją samoocenę. Niech sobie dorośli ludzie robią co chcą, z kim chcą. Nie jesteś przedszkolanką. Nawet jeśli jesteś, to zostaw energię dla małych dzieci, które NAPRAWDĘ Cię potrzebują.

Teraz powinnaś robić sobie same dobre rzeczy, a nie skupiać się na bezproduktywnych :-).

Jeśli tak się zdarzyło, że to Ty jesteś “tą drugą stroną”, to tym bardziej powinnaś się teraz skupić na sobie i na tym, żeby być w miarę stabilna.

Jeśli obydwoje uznacie, że cała sytuacja była pokłosiem głębszych problemów w związku, które da się rozwiązać, to będziesz potrzebować jeszcze więcej samooceny i godności osobistej, niż zazwyczaj.

Rozstanie jest okazją do wybaczenia sobie i powiedzenia: “Okey, nie zawsze działałam w swoim najlepszym interesie i w interesie mojej godności osobistej, ale od teraz będą pracować nad tym, żeby być swoim najlepszym adwokatem”.  Obwinianie się, czy dodatkowa drama w postaci “walczenia z inną kobietą” w tym nie pomoże.

Masz teraz swoją własną pracę, a każdy moment przeznaczony na “tę inną osobę”, jest momentem, który odbierasz sobie. Naprawdę możesz sobie teraz na to pozwolić?

Nie sądzę.

Uwierz, możesz być ponad to.

Zachowaj klasę.

Nawet jeśli Ci się do tej pory nie udało, to nic. Zacznij od teraz. Każdy moment jest dobry, żeby zacząć zachowywać godność osobistą.

Jak kończy się faza negocjacji?

Zazwyczaj dość szybko.

Druga strona daje nam znać, że nie jest zainteresowana (w najlepszym wypadku) lub daje tak beznadziejne warunki, że nawet jak się na nie zgodzimy, to pójdziemy po rozum do głowy szybciej  niż później. Czasem też, po udanych negocjacjach, sytuacja sprzed zerwania się powtarza.

Z mojego doświadczenia i obserwacji, prawdziwe negocjacje bardzo rzadko mają możliwość odbyć się na krótko (kilka tygodni) po poważnym rozstaniu. Wtedy najczęściej przemawia przez nas strach, czy inne negatywne emocje.  Jesteśmy kłębkiem nerwów.

Jeśli naprawdę zależy Ci na drugiej osobie, a jej na Tobie, to oczywiście jest szansa, że się dogadacie, ale na pewno nie „na siłę”. W przypadku poważnych problemów „zejścia” są bardzo trudne i mają sens dopiero wtedy, kiedy obydwie osoby widzą swoją kontrybucję do sytuacji, coś się zmieniło i naprawdę chcą spróbować. Z punktu autentycznej otwartości, nie desperacji czy obawy, że „zaraz będzie za późno”.

Poważne ustalenia wymagają możliwości (czasem ktoś chce, ale nie ma takiej możliwości; czy to ze względu na osobowość, sytuację życiową, czy emocjonalną) oraz dobrej woli obydwu stron.

Po fazie negocjacji najczęściej przychodzi faza złości lub znów wyparcia.

5. Faza depresji

Tutaj, żeby było jasne, używam tego sformułowania w potocznym znaczeniu, nie w znaczeniu klinicznym. Nie chcę, aby ktokolwiek miał poczucie, że bagatelizuję tę chorobę.  Odnoszę się do tego tylko w kontekście „faz żałoby”.

Zazwyczaj to przedostatnia faza, kiedy czujemy apatię, przygnębienie, płaczemy (ale nie ze złości), nic nas nie cieszy etc.

Może uderzyć nawet po kilku miesiącach pozornie dobrego „radzenia sobie”. Zwłaszcza, jeśli wcześniej uciekaliśmy od swoich uczuć.

Czasem zdarza się, że uderza, kiedy już jesteśmy od jakiegoś czasu z inną osobą. Wydawało się nam, że „już wszystko jest dobrze”, a tym czasem nie.

Ta faza jest najtrudniejsza, ponieważ często pozbawiona intensywnych emocji czy nadziei. Jest jak wchodzenie na Mount Everest w stanie rozrzedzonego powietrza: długa i mozolna. Opadły nam już endorfiny i adrenalina, często jesteśmy zmęczeni, mamy problemy ze snem, czasem zaczyna się przewlekły stres i dopiero teraz zaczyna się to wszystko odbijać na nas fizycznie.

Typowe symptomy:

  • Apatia, zmęczenie, zaburzenia snu, często skrajne wyczerpanie. Dla przykładu w fazie złości byłam w stanie przejechać rowerem 50 km tylko po to, żeby w tej fazie leżeć plackiem w łóżku i autentycznie nie mieć siły zrobić sobie kanapki.

Poprzednie fazy wymagały dużo energii i dopiero teraz zaczynamy odreagowywać. Jeśli poprzednio było naprawdę „ostro”, teraz możemy spodziewać się wielu nieprzyjemnych rzeczy takich jak:

  • Skurcze łydek, tiki nerwowe, bóle szczęki, bóle karku (stres często się gromadzi w karku i w ramionach), zaburzenia łaknienia, bóle żołądka, wykwity na skórze (często od nadmiernego jedzenia słodyczy), słabe paznokcie, wypadające włosy, kruszące się włosy (czasem po prostu od leżenia), nadmierne pocenie się w nocy, budzenie się co kilka godzin, trudność w skupieniu uwagi, w przypadku kobiet rozregulowanie cyklu miesiączkowego.

Ja miałam bardzo dziwny objaw, mianowicie trudności z wypowiadaniem zdań. Po prostu czułam, że mam problem połączyć trzy zdania w logiczną całość. Okey, wiem, że mi się to często zdarza, ale w “normalnym” stanie jest to spowodowane tym, że bardzo szybko myślę. :-).Wtedy po prostu nie pamiętałam pierwszej części.

  •  Płacz od czasu do czasu, bez wyraźnego powodu
  • Poczucie „straconego czasu”, beznadziei i czarne myśli
  • Słuchanie smętnych piosenek w zapętleniu
  • Przytłoczenie i poczucie, że nigdy nie zaznasz szczęścia
  • Irracjonalne myśli, że nigdy nie znajdziemy miłości, itepe, itede
  • Uczucie niepokoju, jeśli nie myślimy o obiekcie swoich uczuć przez dłuższy czas (może tracimy szansę?)
  • Uczucie odtrącenia i niskie poczucie własnej wartości
  • Powroty fazy złości czy wyparcia (często coraz rzadsze i coraz krótsze)
  • Poczucie, że jesteśmy beznadziejni bo „jeszcze” nam nie minęło, albo, co gorsza, „nadal” czujemy coś do drugiej osoby
  • Rozpacz

Jak długo trwa ta faza?

Niektórzy tę fazę przechodzą dość szybko, inni długo i boleśnie. Myślę, że to wypadkowa wielu rzeczy: osobowości, charakteru, sytuacji, stażu, etc. Często jest tak, że im gorszy dla nas był związek, tym mocniejsza faza depresji. Wiem, że to bez sensu, ale tak jest i często osoby postronne nie mogą tego zrozumieć.

Wydaje się im, że powinniśmy się cieszyć, a tutaj proszę..

Niemniej, jeśli masz takie poczucie to zupełnie normalne. Jeśli masz historię “rozchodzenia i schodzenia się po raz kolejny”, ta faza może być dużo dłuższa.

Jak przetrwać tę fazę z godnością osobistą?

  • To moment, kiedy możesz w końcu skupić się na sobie. Twoim absolutnym priorytetem jest teraz dbanie o swój dobrostan fizyczny i psychiczny. Udało Ci się uniknąć wielu pułapek, więc możesz spokojnie działać.
  • To bardzo dobry moment na zadbanie o siebie, wprowadzenie na przykład aromaterapii (pomaga zwłaszcza olejek pomarańczowy i mandarynkowy, które mają udowodnione działanie na układ nerwowy), czy magnezu przez skórę.  Jeśli nie jesteś wegetarianką/weganką, rozważ picie rosołów.
  • Bądź cierpliwa i wyrozumiała dla siebie, staraj się wychodzić czasem ze swojej skorupki, ale nie na siłę. Koleżanka zaprosiła nas na imprezę? Nawet jeśli nie mamy ochoty, można się wybrać.
  • Pamiętaj, że rozstania są wypadkową wielu czynników, każdy ma prawo do własnej drogi w życiu i nie obwiniajmy się za to co się stało. Stało się, to się stało, czasem to nawet nie jest czyjaś “wina”.
  • Powiedz sobie, że to w porządku czuć się w taki sposób przez jakiś czas, ale działajmy proaktywnie, żeby robić coś konstruktywnego.

Uwaga:

Czymś konstruktywnym nie jest ślęczenie na Facebooku i dołowanie się rzekomym szczęściem drugiej osoby, ale robienie czegoś dla siebie. Ja na przykład miałam fazę na oglądanie filmów historycznych o historii mody.

Dla porządku, zemsta również nie jest konstruktywna: to bardzo płytkie i destrukcyjne, bo zamiast skupiać się na sobie, uzależniamy swoje szczęście i dobrostan od nieszczęścia drugiej osoby. Jeśli masz takie myśli czy pomysły, to gorąco polecam popatrzeć w ten sposób: ludzie mściwi tracą wiele w życiu i sami sobie robią krzywdę.

  • Nie przemęczaj się a jeśli czujesz się źle, nie musisz chodzić na na randki; nawet jeśli ktoś zaczyna żartować, że skończysz z ośmioma kotami… Poczujesz się lepiej, to pójdziesz.
  • Wyłącz Adele.
  • Nie bierz do siebie za bardzo historii innych ludzi w stylu: „JA to dwa tygodnie po tym klin klinem i było dobrze”.

To co działało dla Twoich najlepszych koleżanek, niekoniecznie działa dla Ciebie (i vice versa).

Masz swoją drogę

Jeśli Ty albo Twoi bliscy zauważą, że dzieje się coś niepokojącego i czujesz się źle przez dłuższy czas, rozważ spotkanie ze specjalistą.  Musisz dbać o siebie.

Jeszcze jedna sprawa: w tej fazie często w cudowny sposób odzywa się nasz „ex” i nagle zauważa, że jesteśmy miłością jego życia. Osobiście mocno odradzam spotykanie się, wchodzenie w debaty, kłótnie i wszelkie dyskusje w tym stanie. Twoje rezerwy są bardzo mocno nadwyrężone i każda drama może odbić się na Twoim zdrowiu. Nie po to przeszłaś wszystko, co przeszłaś, żeby zaburzać swoje zdrowie psychiczne. Jeśli druga osoba ma odrobinę empatii i szacunku do Ciebie, z pewnością to zrozumie i nie będzie się narzucać.

Miłość nigdzie nie ucieka, więc zawsze można poczekać, aż poczujesz się lepiej.

6. Faza ostatnia: Akceptacja

Finalna faza żałoby, która, co ciekawe, nie jest euforyczna. Wleźliśmy na tę górę i jesteśmy zbyt zmęczeni, żeby czuć euforię. Teraz trzeba mieć jeszcze energię, aby bezpiecznie zejść w dół.

Typowe symptomy:

  • Coraz rzadziej myślisz o całej sytuacji i nie czujesz się z tym źle.
  • Zaczynasz cieszyć się swoim życiem, mimo, że czasami są jeszcze gorsze godziny czy dni.
  • Przestajesz zastanawiać się „co by było gdyby”.
  • Okazuje się, że dobry film jest ciekawszy od pisania SMS-ów do Twojego ex, właściwie to nie zerkasz obsesyjnie na telefon, bo po prostu masz ciekawsze rzeczy do robienia. Jeśli dostajesz dziwne SMS-y w stylu: „co u Ciebie?”, nie masz kompulsji, żeby odpisać.
  • Czasami zapominasz o całej sytuacji i dobrze się bawisz.
  • Nie czujesz złości, rozczarowania, strachu, czy innych mocnych emocji: po prostu jesteś.
  • Wybierasz się do fryzjera i robisz to z autentyczną przyjemnością, dla siebie, a nie po to, żeby dopiec swojemu ex nową fryzurą.
  • Jest Ci autentycznie obojętne co robi i z kim się spotyka, w zasadzie życzysz mu dobrze, ani Cię ziębi ani grzeje co tam robi.
  • Nie masz już poczucia winy, przeanalizowałaś co nie udało się tamtym razem i jesteś zdeterminowana nie powtórzyć tych błędów z inną osobą/w innej sytuacji.
  • Jedzenie znowu zaczyna Ci smakować, masz poczucie głodu.
  • Zaczynasz interesować się problemami swoich przyjaciół i teraz Ty możesz im pomagać.
  • Czujesz się stabilnie i robisz rzeczy dlatego, że chcesz i masz na to ochotę, a nie dlatego, żeby zagłuszyć swoje uczucia.
  • Patrzysz na sprawę z dystansu i cieszysz się, że zachowałaś godność osobistą, nie zrobiłaś głupich rzeczy i miałaś dystans.
  • Pozwalasz sobie cieszyć się życiem i otaczać się nowymi ludźmi.
  • Jeśli druga osoba wyjdzie z chęcią negocjacji, jesteś na tyle stabilna i pewna siebie, że wiesz, że będziesz działać w swoim własnym interesie. Nie cierpiałaś na darmo i teraz nie pozwolisz, żeby ktoś pogrywał Twoimi emocjami.
  • Stajesz się otwarta na nowe doświadczenia

To jest ostatnia faza, która jest docelową stacją.

Jednym zajmuje więcej, innym mniej. Czasem zdarza się, że nawet tutaj pojawi się nostalgia albo wejście w inne fazy, ale jest to stosunkowo krótkie i potrafisz nad wszystkim zapanować.

To nie jest wyścig

I tak na koniec, nawet jeśli teraz odczuwasz zniechęcenie czy zmęczenie, to nie oznacza, że tak będzie zawsze. Nie przejmuj się zbytnio tym co „powinnaś”, tylko dlatego, że ktoś Ci tak mówi.

Nie przejmuj się, jeśli obiekt Twoich uczuć wydaje się czuć lepiej niż Ty i dobrze się bawi, a Ty jesteś nadal w dole. To nie są zawody „kto pierwszy będzie odkochany”, to nie są zawody w „kto ma lepsze zdjęcia na Facebooku” albo „udowodnię Ci jaki błąd popełniłeś zrywając ze mną”.

W czasach, kiedy wszystko ma być „instant i szybko”, możesz czuć presję, żeby przechodzić przez coś szybciej. Jeśli masz naturalną inklinację do tego, że zbytnio nie rozpaczasz, to świetnie. Jeśli jednak jesteś troszkę taką osobą jak ja, to bądź dla siebie cierpliwa. Jesteś i tak w delikatnym stanie i nie ma żadnego sensu dokładać sobie poczucia winy, że „jeszcze czuję się źle”.

Czasem martwisz się, że nie możesz jeszcze wspomóc własnych przyjaciół, bo jesteś w swoich problemach. Zapewniam, że przyjaciele zrozumieją.

Tutaj taka uwaga, jeśli jesteście przyjaciółmi kogoś, kto cierpi z powodu złamanego serca. Wiem, że możecie się bardzo starać. To nie jest tak, że te starania są „za słabe”, czasem po prostu potrzebujemy więcej czasu, żeby dojść do siebie i to nie ma nic wspólnego z Wami. Naprawdę, doceniamy to co dla nas zrobiliście i będziemy to pamiętać.

Także, spokojnie.

Świat nie przestanie się kręcić, jeśli zatrzymamy się na troszkę dłużej.

Chodzi o to, żebyśmy przez tę sytuację nie stali się ludźmi, których sami nie lubimy i którymi nie chcemy być. Jeśli naszą wartością jest bycie osobą otwartą, wybaczającą, szanującą innych ludzi, to jest świetna okazja, żeby w praktyce sobie te cechy przećwiczyć.

Nie chcecie być “fałszywmi kaznodzizejami”, wiecie, tymi co mówią jedno, a potem robią zupełnie co innego. Nie jest w porządku oczekiwanie od innych ludzi, że będą nas traktować z troską i szacunkiem, jeśli sami siebie tak nie traktujemy. To jest jak mówienie małemu dziecku: “Nie jedz batoników, bo to nie zdrowe”. I w tym samym momencie sięganie po Snickersa na jego oczach.

To jest moment, który możesz wykorzystać dla siebie, na zastanowienie się jakie są Twoje wartości, czego szukasz w związku, jakich błędów nie popełnisz w przyszłości w innej konfiguracji, jakie są Twoje granice osobiste, etc. Skoro już się zdarzyło, to lepiej wykorzystać tę sytuację dla siebie, prawda?

Gorąco polecam skupić się na sobie i tutaj włożyć całą energię życiową. Im prędzej odpuścisz sobie zazdrość, obwinianie się, zadręczanie, tym lepiej będziesz się czuć. Mamy możliwość dbania o siebie, doskonalenia swojego charakteru i ciągłego uczenia się.

Powtórzę jeszcze raz: to nie jest łatwa przygoda, to będzie boleć, nie będzie łatwe, ale zdecydowanie warto. Możesz dowiedzieć się więcej o sobie, o świecie i o życiu.

Warto, możesz i potrafisz! :-).

Ściskam serdecznie każdego z osobna, przekazuję wsparcie moralne i zdjęcie pięknych pomarańczy – dla uśmiechu!

Podobał Ci się ten wpis? Podaj dalej!

  • Nie do końca na temat, ale… Trochę podziwiam osoby, które są w stanie iść do psychologa i mówić. Jestem na tyle zamknięta w sobie, że słowem bym nie pisnęła, poza tym mam też problem z wyrażaniem własnych uczuć. Dla mnie, jak coś jest nie tak to albo siedzę cicho i udaję, że jest okej, albo się rozpłaczę, ale nadal nie chcę mówić. Po prostu nie umiem. A czasem, jak już staram się coś mówić – raczej o tych pozytywnych uczuciach, to zwykle ostatecznie czuję się zignorowana.

    • Dziękuję za wiadomość!

      Myślę, że to jest kwestia osobowościowa ale.. wielu rzeczy można się nauczyć, tak po prostu. To jest umiejętność jak wiele i jeśli się naprawdę, naprawdę na to dobrze popatrzy, to każdy może do jakiegoś stanu (inna sprawa, że często się używa wymówki, że nie potrafię, a tak naprawdę nie chcę, bo to dla mnie niekomfortowe: a to jest już duuża różnica)

      Z moich obserwacji, najtrudniej jest mówić osobom, które bardzo mocno odczuwają emocje czy uczucia i po prostu są tak mocne, że się tego boją ale.. można się tego nauczyć.
      O ile ma się odpowiednio dobrą motywację. Znam osoby, które są skrajnie emocjonalne albo wprost przeciwnie i po prostu się nauczyły:). Może nigdy nie będą w tym świetne, nadal przychodzi im to nienaturalnie i dość trudno, ale potrafią. Ja też nie będę nigdy świetna w wielu innych rzeczach (np. w liczbach), jakieś tam minimum musiałam posiąść.

      A jedną z lepszych motywacji jest to, że jesli będziesz mówić, jeśli ktoś zranił Twoje uczucia albo byłaś w takiej sytuacji (często ludzie nieświadomie kogoś urażą, to normalne) to raz: jeszcze bardziej się zapewne nakręcasz i przemyślasz w Twojej głowie, a dwa nie dajesz szansy innym, żeby wiedzieli, żę coś jest nie tak albo żeby coś się zmieniło.

      To jest nie okey wobec innych osób także. Też tak robiłam, ale potem stwierdziłam, że to nie jet w porządku wobec bliskich mi osób, bo skoro nie wiedzą, a ja jestem na nie zła (a one nie wiedzą dlaczego) to stawiam je w takiej niefajnej sytuacji. No i wtedy to tak naprawdę ja jestem odpowiedzialna za to, że im ne powiedziałam i że jestem zła.

      Jedna sytuacja to powiedziec o czymś jasno i kilkukrotnie i druga strona to zignoruje, a druga – kiedy

      Skoro rzadko mówisz to może być tak, że inni nie wiedzą jak bardzo to jest dla Ciebie “duża sprawa”.t

      Właśnie dlatego,bardzo fajną opcją jest terapeuta: teraz można nawet umówić się na Skype, siedzieć sobie w swoim pokoiku i pić herbatkę:)

      To nie jest “zwykła osoba”, ale profesjonalista, który jest od razu i automatycznie po Twojej stronie.

      Są różne szkoły i podejścia, natomiat właśnie to sa ludzie, którzy są specjalnie po to, żeby pomóc drugiemu człowiekowi: albo się czegoś nauczyć, albo o czymś porozmawiać albo mu powiedzieć, co się dzieje (tak jak jest przeziębienie i nie wiesz czy to jeszcze przeziębienie czy już zapalenie płuc).

      Także to są osoby nastawione na słuchanie, które potrafią zrobić tak, zeby ktoś się rozluźnił (bo wiedzą i widziały już dużo), są po Twojej stronie (co nie znaczy, że będą mówić: “Aa, robisz wszystko super dobrze”, ale że starają się pomóc w miejscach, gdzie uważają, że jest słabość). To nie jest tak, że siadają i mówią: “A teraz dawaj, powiedz mi WSZYSTKO co myślisz i to teraz”.

      Także zupełnie, zupełnie inaczej wygląda rozmowa niż z osobami postronnymi, bo taki terapeuta jest nastawiony na Ciebie i jest tam dla Ciebie, więc to jest zupełnie inny sposób myślenia:).

      Myśle, że warto mieć takie doświadczenie za sobą, zwłaszcza jak się trafi na osobę, która jakoś pasuje nam energią osobistą czy charakterem, bo to czasem jest bardzo ciekawe doświadczenie, tak po prostu:). Zwłaszcza, że teraz to nawet nie trzeba z domu wychodzić jak ktoś chce.

      Osobiście uważam, że mówienie o swoich uczuciach jest sto razy lepsze (chociaż na początku niekomfortowe), niż trzymanie tego w sobie i czasami rozmowa z kimś, kogo pracą jest w sumie prowadzenie rozmowy, jest bardzo ciekawa, fajna i otwierająca:).

      Także to teraz nie jest tak (tzn. z mojego doświadczenia, może gdzieś jest), że idziesz do pokoju z ciemnymi meblami etc. etc. Jak się chce, to można ze swojego pokoju rozmawiać (mówię o terapeucie, nie o lekarzu psychiatrze, bo to wiadomo jest inna kwestia) i czasem jest bardzo emocjonująco, ale po paru dniach często się zyskuje jakąś nową perspektywę:)

      Także jeśli się kiedyś zastanawiałaś, a nie jesteś pewna, to spokojnie można znaleźć wiele ciekawych osób:)

      No i zawsze może Ci podrzucić jakiś inny punkt widzenia, którego człowiek by sam nie wymyślił:).

      Jak na to popatrzysz właśnie z takiej perspektywy, że: “Ale fajnie, może się czegoś nauczę i będę mogła coś fajnego się o sobie dowiedzieć!”, to właściwie można zamiast przestraszonym być całkiem podekscytowanym (choć niekoniecznie rozluźnionym, jak idę do dentysty też nie jestem rozluźniona, ale potem się cieszę, że uśmiech ładny:)).

  • Ten post to miód dla mojej obciążonej głowy:) mimo iż jest bardzo ciężko, to mam nadzieję! Jestem w trakcie podróży przez ogromną ilość poradników, a jednak ten post, który porusza wszystko co się we mnie kisi, jest trafem w samo sedno.