Jabłka pieczone w cieście piwnym

Cześć,

Wiesz, czasem czuję się, jakbym była moją Babcią. Mieszkam w tym samym domu, gotuję w kuchni, w której gotowała nam kiedyś racuchy i patrzę przez okno dokładnie na ten sam orzech, który oglądałyśmy razem, kiedy byłam dzieckiem. Sikorki, które przylatują na parapet pewnie są innymi sikorkami. Dzięcioł, który stuka w drzewo jest innym dzięciołem, ale czasem wydaje mi się, że Babcia zaraz stanie w drzwiach i zapyta:

„Co byście zjadły z Madzią na obiad? Może racuchy z jabłkami?”

„Tak, Lena kocha racuchy z jabłkami!”.

A potem podsunie nam stołek, którego już nie ma, będzie nam podawać po jednym racuchu prosto z patelni i pytać jak minął dzień.  Lena będzie próbowała wytłumaczyć co to jest Facebook i może pokaże paru swoich znajomych z kolorowymi włosami, a ja pewnie będę opowiadać jak to wczoraj jechałam 80 kilometrów do drukarni po etykietki na tymianek, bo są opóźnione i ludzie czekają. I jak Kraków jest cały rozkopany, więc ten mój stres po drodze…

„Bo jak jeździsz, to uważaj – nie rozmawiaj przez telefon, tylko patrz na drogę”.

Przytaknę i powiem:

„Nie martw się, wiesz, że jeżdżę bezpiecznie”.

„Raz miałaś wypadek…”

„Nie ja prowadziłam. Babciu, naprawdę jeżdżę bezpiecznie”.

Taka rozmowa nigdy się już nie zdarzy, bo moja Babcia umarła. Ale ja wciąż mam ją w pamięci – ją i nasze rozmowy.

Zwłaszcza, kiedy zbieram jabłka spod jabłoni, którą posadziła jako młoda dziewczyna i smażę je w kuchni, w której razem jadałyśmy.

Rok temu wymieniłam wysłużoną kuchenkę Ewę na nową, pewnie by się jej podobała.

Za to przyjdzie moja siostra, już nie mała dziewczynka, ale nastolatka z kolorowymi dredami. Podsunę jej stołek i zapytam czy chce jabłka w cieście. Pewnie, że chce (zawsze chce). Zapytam ją “jak w szkole”.

„Wiesz, dostałam deskę od kolegi, ale muszę naprawić koło…”

„To musisz to zrobić u specjalisty i jak będziesz jeździć, to uważaj, bo to jednak deska do skate…”

„Wiesz, że umiem jeździć i jeżdżę bezpiecznie”.

„Raz się nieźle przewróciłaś…”

„To było na innej desce, była dziadowska i dopiero uczyłam się jeździć…”

Wszędzie będzie unosić się zapach smażonych jabłek, otworzę drzwi i zapiszę sobie po raz setny, że muszę umówić się z panem, który sprawdzi wentylację w kuchni. Otworzę drzwi na pole i ułożę na talerzu świeżo upieczone jabłka z kardamonem i cynamonem. Zaczniemy je jeść jeszcze ciepłe, z odrobiną cukru pudru. Będą trochę za gorące, żeby je ugryźć, więc będziemy jeść po trochu i dmuchać.

A jeśli będziemy miały szczęście, to na parapecie ujrzymy sikorkę.

Jabłka w cieście piwnym i z kardamonem i cynamonem

Lekko przerobiony przepis  z pięknej książki Elizy Mórawskiej „O jabłkach”,

Składniki:

Na marynatę:

    • 3–4 duże jabłka (najlepiej twarde i mało wodniste, antonówki lub renety; ja nie znam nazwy swoich😊)
    • 2 łyżki brązowego cukru
    • 2 łyżki soku z cytryny
    • 1 łyżeczka cynamonu

 

  • ½ łyżeczki zielonego kardamonu, najlepiej świeżo utartego w moździerzu

 

Na ciasto:

  • 125g  mąki pszennej albo orkiszowej
  • 25 g brązowego cukru
  • 2 jajka
  • 125 ml jasnego piwa
  • ½ łyżeczki zielonego kardamonu

 

Do podania, opcjonalnie:

  • cukier puder
  • kardamon albo cynamon do posypania

 

Olej albo klarowane masło do smażenia

Przygotowanie:

Jabłka obieramy i wycinamy gniazda nasienne. Kroimy ostrym nożem albo mandoliną na plastry o grubości około 3–5 mm. Najlepiej, żeby były okrągłe, ale jak się nie uda, to nic wielkiego.

Wyciskamy sok z cytryny, łączymy z cynamonem, kardamonem i 2 łyżkami cukru. Jabłka przekładamy do miseczki, zalewamy marynatą i zostawiamy na 15 minut.

Robimy ciasto. Oddzielamy żółtka od białek. Żółtka mieszamy z piwem, dodajemy do nich cukier, kardamon i przesianą mąkę. Odstawiamy na 15 minut, żeby się przegryzło. Białka ubijamy, dodajemy do mikstury (bez białek też wyjdzie jak Ci się nie chce ubijać).

Porządnie rozgrzewamy olej (książkowo do 180°C, ale ja nigdy nie mierzę temperatury, tylko wrzucam pierwszy kawałek na próbę i jak szybko wypłynie, to znaczy, że olej jest gotowy), obtaczamy jabłka w cieście i smażymy po 3–4 sztuki.

Nie może ich być za dużo w naczyniu, muszą sobie wygodnie pływać. Ja smażę w szerokiej patelni z Ikea.

Smażymy 2–3 minuty z każdej strony aż się zarumienią, przekładamy na papierowy ręcznik, odsączamy.

Podajemy na ciepło posypane cukrem pudrem wymieszanym z kardamonem albo cynamonem.

Podobał Ci się przepis? Podaj dalej!