Zajrzyj za kulisy! Plany AD 2017!

pomarancze-sycylia-4220

Dzień dobry,

Na początku roku pisałam Ci o niezwykle pracowitym 2016! Dzisiaj powiem Ci, co jest dla mnie aktualnie największym wyzwaniem oraz podrzucę kilka pomysłów, którymi chciałabym się zająć w pierwszej połowie tego roku. Kto wie, może za rok o tej porze nieźle się wszyscy uśmiejemy?;).

Moim rozwojem blogowym żądzi  zazwyczaj przypadkowość , intuicja oraz zorganizowanie wokół chaosu, jednak zbyt wiele pracy, chaosu i dezorganizacji wytrąca mnie z równowagi oraz przytłacza dlatego tym razem mam nadzieję działać troszkę inaczej!

Zapraszam za kulisy.

Pisanie to moje największe wyzwanie

Mówiłam już o tym ostatnio. Bardzo lubię pisać, jednak ostatnio, z różnych względów, brakowało mi skupienia i po prostu czasu dla siebie, żeby móc pisać regularnie na blogu. Stoi wolnowar (no tego akurat to używam prawie co tydzień), szynkowar, wpisy o pielęgnacji zębów i suplementowaniu oregano. Stoją, czekają i myślę, że uda się je wrzucić w ruch!

Dostaję od maile:

„Klaudyna, jak tylko znajdziesz czas, pisz!” i to jest chyba taki totalny powrót do korzeni i to, co daje mi wiele radości.

Bardzo dobrze radzę sobie z wielozadaniowością, jednak mam naturalną tendencję do brania na siebie wielu obowiązków i projektów oraz perfekcjonizmu. To co naprawdę lubię to długie, rozbudowane drążenie jednego tematu (ssanie oleju kokosowego jako metoda pielęgnacji jamy ustnej – działa czy nie? ale dlaczego kokosowy, może sezamowy? a może rodzaj oleju nie ma znaczenia tylko metoda? co oznacza, że organizm się” detoksykuje”?  tak w praktyce, nie potocznie? jakie są najnowsze badania? a jakie moje doświadczenia?) i jeśli o czymś piszę to oznacza,że przetestowałam też na sobie lub rodzinie.

Zdarza się, że niektóre tematy badam miesiącami (mam np. przegląd publikacji o spirulinie, które wystarczyłyby na napisanie małego licencjatu i dane przytłaczają mnie tak, że jest mi trudno potem napisać post, bo wszędzie widzę drugi, trzeci i piąty wątek:)).

Takie podejście do tematu wymaga czasu, skupienia oraz po prostu przestrzeni twórczej. Przestrzeni, którą trudno mi było uzyskać pracując po kilkanaście godzin dziennie przy marce kosmetyków (tak czasami jest na początku) i którą zamierzam zdecydowanie odzyskać w tym roku..

Skoro jesteśmy przy tym temacie..

0000_K Warsztatyskl

Organizacja i remont domu Babci

Organizacja to moja pięta achillesowa i odkąd znacząco przybyło mi obowiązków (tak, są rzeczy, które średnio sprawiają mi przyjemność, zwłaszcza takie związane z kwestiami formalnymi) doszło do sytuacji: walczę albo tonę. Bardzo dobrze rozumiem, że na samym początku trzeba zacisnąć zęby i pracować własnymi rękami (nikt mi nie powie, że nie pracuję ciężko, zwłaszcza, że noszę dziesiątki kilogramów tygodniowo), jednak wraz ze wzrostem skomplikowania i czasu, zaczęłam się pod tym wszystkim powoli zagrzebywać.

Oczywiście dostawałam porady w stylu: „Dlaczego kogoś nie zatrudnisz?”, jednak to nie  taka prosta sprawa. Trzeba najpierw przygotować stanowisko i porządnie wszystko ogarnąć logistycznie, zanim zaprosi się kogoś do pracy. Powiedzmy, że pracownik powinien mieć lepsze warunki niż ja. Myślę, że gdyby inspekcja pracy widziała ile sama pracuję, to by mnie ukarała mandatem, gdyby jakieś prawo zakazywało pracy po nadgodzinach właścicielowi firmy;). Wydaje mi się, że znalazłam już odpowiednią osobę , która troszkę by mnie odciążyła w pakowaniu paczuszek i innych żmudnych czynnościach (co też nie jest takie proste, bo przecież musi to być ktoś, kto mi obsłuży system informatyczny  i będzie mieć ochotę na razie pracować przez kilkanaście godzin w tygodniu. Na szczęście mam dużą rodzinę;)) i mam nadzieję, że w wiosnę będę już mogła wkroczyć lżej.

Przestrzeń do pracy twórczej to podstawa!

Tej zimy jestem bardzo wdzięczna mojej Mamie, że udostępniła mi salon, żebyśmy mogły pakować dla Was paczuszki, jednak powiedzmy sobie, że na dłuższą metę nie mam serca robić tego w rodzinnym domu:).

Jak to stwierdziła moja Siostra: „Ale przed Świętami to usuniesz te pudła, prawda?”.

 

Dlatego też do końca zimy priorytetem jest dla mnie zorganizowanie przestrzeni czasowej (do myślenia) oraz życiowej (do działania).

Znalazłam idealne rozwiązanie i postanowiłam wyremontować dom mojej Babci. Jest to dom w którym się wychowałam i to dla mnie dość trudne. Ponad rok po śmierci Babci nie byłam w stanie zmusić się do tego, aby wynieść chociaż jeden fotel. Myślę jednak, ze Babcia zdecydowanie wolałaby, żeby dom żył i nam służył, niż żeby stał i się marnował. Wiele osób na wsi pytało mnie, czy będę chciała go wynająć, ale nawet kiedy nie miałam firmy wiedziałam, że to nie wchodzi w rachubę.

Na początek postanowiłam przygotować sobie dwa pomieszczenia: jedno organizacyjne i nudne do pakowania, a drugie na biuro. Bardzo mi brakuje przestrzeni osobistej (moje biuro ma aktualnie 0.5 metra kwadratowego, obok są pudła, łóżka i półki) i myślę, że takie inspirujące biuro, gdzie mogłabym w końcu spokojnie wyeksponować swoje książki, kolekcję minerałów, zapalić w kominku (chcę wykorzystać stary ciąg do pieca i kupić kozę) bardzo dobrze by mi zrobiło. Dlatego też, na blogu możesz się spodziewać także kilku wpisów „wnętrzarskich”, chciałabym pokazać jak ta koncepcja powstaje. Myślę, że będę też trochę polegać na Mamie w tej materii, już mi uszyła zasłony:).

Tematy, tematy..

Może to zabawne, ale mam około kilkudziesięciu nieukończonych szkiców, w tym od bardzo ciekawych opisów produktów (spirunie, chlorelli), po całe cykle (pielęgnacja ząbków, bo dlaczego nie?). Myślę, że nie ma się co ociągać, tylko je konsekwentnie realizować! Chciałabym też pisać trochę więcej o aromaterapii, bo to jest to, czym tak naprawdę najwięcej się zajmuję, natomiast możliwe, że pojawi się trochę tematów biznesowych, takich „zza kulis”. Odkąd dostaję maile od dziewczyn, które też chciałyby założyć jakąś drobną działalność (zwłaszcza rękodzieło), zauważyłam, że część pytań i obaw się powtarza. Nie uważam się za osobę, która odniosła sukces, natomiast powiedzmy, że swoje przeszłam i wydaje mi się, że skoro o to pytacie, to mogę podrzucić trochę praktycznej (nie prawnej czy teoretyczno-księgowej) perspektywy.

Minerały i kamienie półszlachetne

Od czasu wizyty w największym w Europie sklepie z minerałami jestem zafascynowana kamieniami. Wiem, że nigdy nie będę ekspertem z tej dziedziny (nawet nie chcę być), ale jestem pewna, że pozwolę sobie troszkę popuścić wodze fantazji w tym temacie.

Na zdjęciu malachitowy wisiorek, który noszę od pewnego czasu i nie mogę się z nim rozstać (na tle fartuszka zaprojektowanego przez moją Mamę:)). Nie noszę zazwyczaj biżuterii, czeszę się i ubieram bardzo prosto, ale jakoś tak ten malachit mi dobrze towarzyszy..

swieta-3249-2

Ten rok postanowiłam, wiedziona impulsem, zacząć od zamówienia u krakowskiej rzemieślniczki, Moniki Kraczek (nigdy nic u niej nie zamawiałam i nie mogę się doczekać!) spersonalizowanego wisiorka z labradorytem. Długo zastanawiałam się który wybrać, jednak końcowo  wybór padł na kamień numer 1! Zobaczymy za kilka tygodni, co z niego wyczaruje:). Poprosiłam tylko, żeby wzór był symetryczny (jako chaotyczna osoba muszę mieć jakaś symetrię przy sobie) oraz nie zasłaniał kamienia.

Taki prezent dla samej siebie za całoroczną pracę:).

Jeden z trzech.. który tu wybrać? (zdjęcie autorstwa Moniki Kraczek)

zamowienie_klaudyna_labradoryty_1

Dam znać jak poszło!

Nowe podejście do olejków eterycznych. Więcej i.. mniej?

Kiedy sprowadziłam z kilku destylarni pierwsze olejki (chyba najcięższe było dla mnie aktualnie sprowadzenie olejku z oregano bezpośrednio z Turcji), to większość znajomych pukała się w czoło, zwłaszcza, kiedy dowiadywali się o rozmiarze inwestycji. Również bardzo się obawiałam, ponieważ nie byłam pewna, czy tej jakości olejki eteryczne będą dobrym pomysłem i czy będą po prostu docenione. Okazało się, że troszkę niepotrzebnie się martwiłam i dziewczyny na warsztatach mówią mi, że są strasznie zadowolone zwłaszcza z olejku tymiankowego, nawet by kupiły więcej ale.. jest bardzo wydajny!

Po pierwsze. Więcej wiedzy o olejkach

Zauważyłam też, że wiele osób kupiłoby chętnie ode mnie olejki, ale nie do końca wiedzą, jak je wykorzystywać, dlatego po pierwsze będę Wam o tych olejkach więcej pisać! Nie ważne czy kupicie ode mnie czy gdzie indziej, na pewno się Wam taka wiedza przyda!

Ciągle pytacie mnie też o nawilżacze i atomizery. Aktualnie zamówiłam jeszcze specjalny nawilżacz z Anglii i chcę mieć porównanie z kilkoma których używam już teraz. Możecie mieć pewność, że kiedy przygotuję ten post, będzie naprawdę obszerny. Lubię wiedzieć w praktyce o czym mówię:).

 

Po drugie. Więcej olejków

Druga sprawa, już za trzy tygodnie znacząco zwiększę asortyment. Olejki które się pojawią mam na stanie od jesieni, ale tak, dobrze zgadujesz! Nie miałam czasu się tym pochwalić:). Wyjątkiem jest olejek rozmarynowy wspomagający skupienie , który wystawiłam w sklepie z obszernym opisem zastosowania i właściwie prawie go już wyprzedałam, pomimo, że nie informowałam o nim na blogu:). W najbliższym czasie do zestawu dołączą bardzo kobiece olejki (dosłownie i w przenośni: wspomagają gospodarkę hormonalną): Ylang Ylang Extra Fine (słodki, jaśminowy), szaławia muszkatołowa (cudna, prawie jak siano i lawenda, baardzo uspokajająca!), wspomniany rozmaryn, vetiveria pachnąca i różnego rodzaju cedry. Niestety, super kadzidłowca jeszcze szukam:(. Generalnie ja zazwyczaj używam dość specyficznych olejków i sprowadzam takie, które osobiście stosuje w mieszankach aromaterapeutycznych.

Olejki o które prosicie

Jak to mówią, vox populi vox dei. Zupełnie na poważnie, są olejki, których osobiście nie używam (bo mi na połowę rzeczy wystarczy ukochany tymianek:D), ale o które dostaję wiele zapytań. Niedługo będzie więc w sklepie drzewko herbaciane. Wiele osób pyta mnie tez o olejek pichtowy, jednak nie mogę go dostać w czystej formie. Większość (zaryzykowałabym, że zero w Polsce) olejku pichtowego na rynku to nie jest Abies sibirica (jodła syberyjska), ale inne jodły. Nie sprzedam czegoś co nie jest olejkiem pichtowym pod nazwą „olejek pichtowy” (nawet, jeśli mogłabym na tym zarobić), więc bardzo przepraszam, ale pichty nie będzie na razie w sklepie.

Natomiast rozważam olejek świerkowy, jest naprawdę fantastyczny i relaksacyjny, rzadko spotykany, o głębokim zapachu lasu.. Idealny do medytacji. Może za kilka miesięcy.

Na własny użytek będę sprowadzać też niezwykle cenny (czytaj trudno dostępny i drogi) olejek sandałowy z Australii (sandałowiec australijski).  Ściągam go z myślą o serum do twarzy i być może będzie możliwość zamówienia go u mnie prywatnie (poproszę o mail „Olejek sandałowy” na adres klaudyna.hebda@gmail.com, w czystej formie to koszt około 349 zł/5 ml, ja będę kupować z myślą o rozcieńczeniu w kosmetyku, bo jest bardzo wydajny).

Zawsze staram się, żeby moje olejki były świeżutkie, dlatego też bardzo trudno jest znaleźć destylarnię, która sprzeda mi dany olejek w wysokiej jakości i niewielkiej ilości. W domyśle, chciałabym mieć bardzo rozbudowany asortyment, który przypominałby nieco moje prywatne zbiory. Jeśli olejki drzewne, to dlaczego tylko jeden cedr albo jedna jodła? :).

ziola-plukanka-4505-2

Po trzecie. Olejki taniej

Moje olejki są drogie, ale bardzo, bardzo wydajne (i kto je ma, nieprędko zużywa), natomiast zdaję sobie sprawę, że to jednorazowo spory wydatek. Dlatego będę się starać część z nich łączyć w kosmetykach, a także w ciekawej formie, której nikt o ile mi wiadomo w Polsce na razie nie używa (o niej za kilka tygodni). Dzięki temu będą dostępne taniej – co prawda rozcieńczone (o czym jasno będę informować przed zakupem), ale jest dobra okazja, żeby sobie popróbować różnych zapachów.

Za dwa tygodnie będę chciała wprowadzić też nowy flagowy balsam ułatwiający oddychanie, gdzie przygotowałam autorską mieszankę olejków eterycznych (głównie tymianku i oregano). Będzie w bardzo przystępnej cenie (39zł/30ml i tak się smaruje tylko klatkę piersiową i wystarcza na długo), natomiast zmierzam do tego, że chciałabym przygotowywać też olejki w formie, która będzie tańsza i bardziej dostępna. Kto chce, będzie mógł zainwestować w nierozcieńczone, które mają mocniejsze działanie i są bardziej uniwersalne.

Myślicie, że to dobry pomysł?

Po czwarte. Mieszanki olejkowe

 

Od kiedy zaczęłam sprzedawać Sól 4 złodziei (taka sól do kąpieli), opartą na korzennej mieszance, dziewczyny piszą mi, czy mogę przygotować mieszankę o takim samym zapachu, ponieważ chodzą po domu z otwartą solą i ciągle ją wąchają.. Są różne upodobania;).

Przez ubiegły rok zaczęły się do mnie zgłaszać też osoby, które chciałyby, abym im przygotowała dla nich spersonalizowane mieszanki aromaterapeutyczne (np. ktoś miał kilkuskładnikową receptę od aromaterapeuty). Niestety, ze względu na czas na razie nie mogę sobie pozwolić na wykonywanie indywidualnych zamówień (może kiedyś..), natomiast mam kilka sprawdzonych mieszanek, więc myślę, że również się pojawią. Zarówno w formie „surowej” jak i rozcieńczonej.

sol-ziolowa-2626-3

Nowe projekty kosmetyczne

Dziś spotkałam się na kawie z dobrą koleżanką.

W końcu styczeń to taki dobry miesiąc na nadrabianie zaległości i zacieśnianie więzów po świątecznej gorączce.

Powiedziała mi coś ciekawego:

„Klaudynka, dobrze Ci idzie, myślę, że to spory sukces!”.

Zabawne, ponieważ ja wcale nie czuję się jako osoba, która odniosła jakiś sukces. Jeśli chodzi o kosmetyki, zdążyłam (ze względów przeróżnych) zrealizować około 1/3 swoich pierwotnych założeń na sam początek i jako perfekcjonistka, jestem tym troszkę zestresowana. Na szczęście nie długo, bo pod koniec lutego powinno wyjść z laboratorium to, czego potrzebuję::).

Z laboratorium wyjdzie między innymi:

  • kremo-maść o uroczej nazwie Alchemia no 1, czyli krem pod uroczą nazwą Alchemia no 1 (coś pomiędzy masłem do ciała a maścią), niezwykle uniwersalny i ochronny. Na usta, na buzię, na łokcie, ja smaruję sobie buzię. Formułowałam go pod kątem tego, żeby był uniwersalny więc ma w sobie rokitnik, żywokost, wiesiołek, dziurawiec (nie jest fototoksyczny), masło kakaowe i masę innych olejków i olejów.
  • balsam do ust z masełka borówkowego. Niestety nie pachnie borówkami: musiałabym kupić sztuczny zapach borówkowy, a to troszkę bez sensu:)
  • serum do twarzy z olejkiem sandałowym
  • olej do masażu biustu

Ogólnie marzy mi się cała taka seria aromaterapeutyczna, z kosmetykami o różnej rozpiętości cenowej. Nie wiem czy to w ogóle jest do zrobienia, ale z drugiej strony, dlaczego nie spróbować?

Tworząc kosmetyki myślę nad większą koncepcją

Kiedy zaczynałam swoją przygodę z kosmetykami i zaświtało mi w głowie: „A może zrobić coś swojego”?, impulsem były specyficzne połączenia składników i całe kosmetyczne serie. Mam w głowie kilka dziwnych produktów, w których jest dużo „surowych” składników i mają mieć dość konkretne działanie, a tak naprawdę nie jest to w praktyce łatwe do zrobienia.

To temat na inną opowieść, ale np. kiedy zaczynałam myślenie o kosmetykach, chciałam przygotować maseczkę z surową borowiną. Wiecie, takim błotem. Nie żadnym tam ekstraktem czy proszkiem (zazwyczaj taką formę się wkłada do kosmetyków), ale „prawdziwą rzeczą”. Wyglądało to hurra optymistycznie, a w praktyce bawię się z tematem od 8 miesięcy.

Powrót do dzieciństwa:). To jest błoto borowinowe. Nałożyć sobie na twarz i zrobić maseczkę to nawet trzylatek potrafi (i to myślę, lepiej niż my), natomiast przygotować z tego kosmetyk, który będzie miał np. równomiernie rozłożone olejki eteryczne, to jest już spora gimnastyka. Teraz przynajmniej wiem;). Dodam, że akurat z błotem lubię pracować, za każdym razem cieszę się jak dziecko, kiedy to mieszam.
hydrolat-borowina-5885

Jako ciekawostkę dodam, że niektóre uzdrowiska sprzedają surową pastę borowinową i konserwują ją potem jakimś mega mocnym, syntetycznym i ogólnie leżącym milion lat świetlnych od słowa „łagodny”, „pozyskany z naturalnych substancji” , „w miarę ekologiczny” konserwantem. Tak, też bym się nie spodziewała.

To czego najbardziej życzyłabym sobie w tym roku biznesowo, to dokończenie tych kilku serii które mam w głowie i wyjście troszkę poza bloga. Nie chcę być drugą Ireną Eris czy Pat and Rub, ale chciałabym zrealizować to co sobie zamierzyłam i tyle.

Kto wie? Może pod koniec roku jakoś tak się ułoży, że moje kosmetyki będą dostępne w różnych miejscach stacjonarnie, natomiast na razie zupełnie o tym nie myślę i skupiam się po prostu na zrobieniu dobrze tego, co chcę. Jeśli to się uda, będę bardziej niż zadowolona:).

Małe laboratorium kosmetyczne

Coraz mocniej zastanawiam się nad prywatnym laboratorium kosmetycznym. Sprawa wygląda tak, że większość kosmetyków, po opracowaniu przeze mnie receptury i wysłaniu składników, chciałabym zlecać do wykonania profesjonalistom, zwłaszcza osobom, które mają profesjonalny sprzęt (np. homogenizator do kremów, ja też mam, ale nie na kilkanaście kilogramów;)).

Dlaczego? Sprawa jest prosta, mam bardzo mało czasu i robienie setnego masełka do ciała czy kremu nie jest dla mnie bardzo rozwojowe: ten czas wolę poświęcić na przeczytanie książki, kurs czy napisanie dla Was postu.  Nikt nie jest w stanie na dłuższą metę być własnym właścicielem zakładu, projektantem, krawcem, pakowaczem i kurierem. Tak się po prostu nie da, o czym się boleśnie przekonałam;).

Natomiast myślę, że fajnie byłoby mieć coś własnego, gdzie mogłabym przygotowywać „małe dziwne projekty”, które nie za bardzo da się komuś zlecić albo są z tak specyficznych składników, że nikt z nimi za bardzo wcześniej nie pracował.

To raczej pieśń przyszłości, ale … dlaczego nie?

Takie malutkie, malutkie:).

Takie mydełka są na razie dostępne raczej tylko dla znajomych (w praktyce większość idzie na prezenty). Gdybym miała laboratorium, mogłabym sobie wytwarzać krótkie serie częściej i nie martwić się o sprawy formalne. 

winogrona-foccacia-2311

 

 

Książka? Kto wie..

W ubiegłym roku otrzymałam trzy propozycje napisania książki. Jak wiesz, raczej nie było to możliwe, ze względu na ogrom zajęć, natomiast tego roku, zobaczymy.

Myślę, że to tak naprawdę kwestia tego, jak uda mi się zdelegować zajęcia i ogarnąć życie. Książka to olbrzymi wysiłek psychiczny i fizyczny, a wiem, że musiałabym być mocno skupiona na jednej rzeczy (pisaniu), żeby była takiej jakości, jaką chcę.

Dodam też, że aktualnie mojej książki nie ma już w sprzedaży. Skończył się cały nakład i Wydawnictwo jeszcze nie zdecydowało czy chce przygotować dodruk. Ja mam tylko 8 prywatnych egzemplarzy:).

To jeden z powodów, dla którego być może myślałabym o wydaniu jej na własną rękę (aczkolwiek raczej z przerażeniem, wydanie własnej książki w pełnym kolorze to koszt około 50 – 80 tys. złotych z tego co mi wiadomo, więc powiedzmy, że prędzej to chyba to laboratorium małe się uda:D).

Darmowy ebook

Chcę przygotować natomiast dla swoich klientów darmowy ebook o wykorzystaniu olejków eterycznych, które mam w sklepie. Myślę, że będzie darmowo dostępny też na blogu i się przyda wielu osobom! Dlaczego nie? To mniejszy projekt niż książka (ebooki mają kilkadziesiąt stron), natomiast też chcę go zrobić profesjonalnie: zapłacić za skład, korektę, etc. Żeby było już wszystko na tip top.

Nie chcę obiecywać kiedy,ale myślę, że będzie!

Warsztaty – temat zagadka

warsztaty-0036-2

 

Nie zdecydowałam jeszcze jak będą wyglądać warsztaty i nie chcę się zobowiązywać. Być może będzie więcej warsztatów wyjazdowych (Warszawa, Wrocław), na pewno chciałabym przygotować jedne wiosenne i jedne letnie u mnie w domu, natomiast nie zdecydowałam jeszcze ile i jak to będzie wyglądać.

Warsztaty w domu są dla mnie wielką przyjemnością, ale też dzieleniem się bardzo intymną i osobistą przestrzenią i wiążą się z długimi przygotowaniami wcześniej, także nie zdecydowałam jeszcze jak sprawę warsztatów rozwiązać. Myślę, że wiele zależy od tego jak mi się poukłada życie dalej:)

Kurs on – line

Nie wykluczam natomiast kursu on – line. Będzie do zrobienia dopiero kiedy wyremontuję sobie biuro (koniec końców i tak wszystko kręci się wokół przestrzeni). Samo przygotowanie materiału nie jest dla mnie dużym problemem, natomiast myślę, że praktycznie kurs on-line zajmie kilka miesięcy: trzeba znaleźć dobrego grafika, który przygotuje materiały, wysłać tekst do korekty (wiem, że piszę szybko i mam tendencję do robienia głupich literówek – tekst do kursu on line powinien być sprawdzony przez korektorkę),  przygotować skład PDF, przetestować platformę.. Nie jest to łatwe, ale myślę, że do zrobienia!

I tutaj taka moja prywata..Może zostać aromaterapeutą klinicznym?

warsztatyzawilce (1 of 1)

W Polsce wiedza aromaterapeutyczna raczkuje (często jest bardzo przestarzała albo wprost przeciwnie, podawana w niebezpieczny sposób, bądź też wiele osób jest mega roszczeniowych: „Ja wiem lepiej, Ty na 1000% nie masz racji, podczas gdy są różne podejścia) i nie ma nawet takiego zawodu, więc w praktyce taki kurs do niczego by mnie w praktyce nie uprawniał (w Polsce oficjalnie leczyć może tylko lekarz, podczas gdy w UK jest taki zawód jak aromaterapeuta z tego co mi wiadomo). Oczywiście wcale mnie to nie obchodzi, bo uczę się dla siebie, nie dla papierka.

Widziałam receptury dla małych dzieci od „aromaterapeutów” w Polsce, które mnie przerażały. Miały w sobie mieszanki olejków, których ja bym nie dała małym dzieciom na skórę, a co dopiero doustnie. Jest też część osób, która nie ma pojęcia o najnowszej literaturze czy zaleceniach bezpieczeństwa, ale będą się kłócić, że wiedzą lepiej bo „czytali na blogu amerykańskim” (oczywiście, nie są w stanie podeprzeć tezy żadnymi danymi) albo które promują tak złe praktyki (wlewanie dziecku nierozcieńczonego olejku z oregano do nosa, bo na forum, ktoś polecił), że odbiera mi mowę. Także powiedzmy sobie szczerze, że jeśli się uczyć na najwyższym poziomie aromaterapii (to samo zresztą dotyczy dietetyki i medycyny naturalnej) to niestety nie w Polsce.

Od miesiąca „chodzi za mną”, żeby zainwestować, ruszyć się z walizką i wybrać się na kurs do Wielkiej Brytanii. Początkowo kusił mnie kurs on-line, ale prawda jest taka, że co kilka dni zjazdu, to kilka dni zjazdu i nigdy się człowiek tyle nie dowie co z kuluarowych konwersacji, bezpośredniego kontaktu z wykładowcami czy studentami.

Ładne zdjęcie, żebyście pamiętali, że jeszcze przyjdzie lato!

hydrolat-borowina-5840

 

Pierwsze zjazdy są już w styczniu, jednak myślę, że ochłonę, poczekam kilka miesięcy (to takie nie w moim stylu!), przygotuję amulet z labradorytu, uporządkuję mieszkanko, rzeczy blogowe i pokończę projekty, a potem ze spokojną głową zobaczę co i jak.

Niemniej, poziom nakręcenia jest wysoki, więc jeśli nie zabraknie mi gotówki/zdrowia/nikt z mojej najbliższej rodziny nie będzie potrzebował mojej pomocy, to na pewno się wybiorę. To jeden z tych pomysłów, na który CZAS SIĘ ZNAJDZIE.

fartuszek-turkusowy-2878

Oprócz tego chcę być otwarta na różne możliwości i gdyby, gdyby się udało, bardzo chciałabym po raz pierwszy pojechać poza Europę, ale to już chyba za dużo dobrego by było jak na jeden rok!:)

Piątka dla wszystkich, którzy ze mną wytrzymali do końca!

Dobrego AD 2017 i do zobaczenia jutro!

Podobał Ci się ten wpis? Podaj dalej!