[Vlog] Zakupy w second handzie: jak kupować z głową?

ciuchland-3138

Dzień dobry,

Niedawno przeszłam się na spacer i ot tak, od niechcenia, zaszłam do sklepu z używaną odzieżą. Skończyło się jak zwykle w przypadkach kiedy nie potrzebuję ubrań, nie mam na to przeznaczonych pieniędzy i właściwie niczego specjalnego nie szukam: pech chciał, że akurat idealnie pasowało dla mnie kilka sukienek i spódnic, czerwony płaszczyk H&M, bluzeczka oraz sweter. Pech chciał również, że wszystkie były w stanie praktycznie idealnym i akurat była przecena. Nie pozostało więc nic innego, jak zabrać te rzeczy do domu, upchnąć w szafie i liczyć na to, że mój Pan przyjmie wyjaśnienie pod tytułem: „Przecież to kupiłam sobie już daawnoo temu”:).

Nie jestem teraz częstym bywalcem tych przybytków, ale jeśli już robię zakupy, staram się je robić z głową. Dlatego dzisiaj chciałam podzielić się z Wami moimi sprawdzonymi sposobami na udane zakupy tego typu. Może Wy dorzucicie swoje?

Zakupy w second-handzie. Jak kupić coś, z czego jest się zadowolonym:)

 

Second hand – tak czy nie?

Wydaje mi się, że już minęły czasy, kiedy ubieranie się w second handach było wyznacznikiem biedy, obciachu, zaś ubrania trzeba było wyrywać sobie z rąk znad skotłowanych boksów. Obecnie wiele sklepów ma wszystko elegancko wywieszone, są przymierzalnie, pomocna obsługa etc. Chociaż z drugiej strony, może nie znam się zbytnio na blogach modowych, ale mam wrażenie, że dawniej dziewczyny pokazywały dużo więcej ubrań „z drugiej ręki”, teraz zaś królują głównie topowe marki.  Ciężko mi powiedzieć, czy zakupy w second handzie to kit czy hit, niemniej, czasem się tam wybieram:).

Przyznam, że jestem osobą, która nie znosi robić zakupów ubraniowych. Gdybym mogła, chodziłabym ciągle w tym samym (mógłby to być strój XIX wiecznej służącej z fartuchem, mogłabym mieć z 10 takich samych i mieć święty spokój), ale wiadomo, że ubieranie się jest jakaś tam powinnością społeczną. Kiedy jednak jestem w sklepach, staram się ograniczyć  czas na zakupy ubraniowe i nieczęsto udaje mi się kupić coś w promocji. Generalnie jeśli trzeba to kupuję w tej galerii handlowej  co muszę i wychodzę.

Niemniej czasem zaglądam też do secondhandów (i to głównie w poszukiwaniu talerzyków:)) i muszę Wam powiedzieć, że przemawia za nimi kilka plusów.

Cena

Kiedy mam wydać 300 zł na sukienkę jestem chora, bo przeliczam wszystko na książki z Amazonu. Ileż to byłoby książek użytecznych, ze trzy! Owszem, możecie powiedzieć: „kup sobie tańszą”. Zauważcie, że nie lubię chodzić po sklepach i nie zawsze to się udaje. Jak trzeba to kupuję, ale z ciężkim sercem.

Nie znam się na modzie i inie bardzo ją rozumiem (dla mnie wyznacznikiem jest „ładne”). Nie chwalę się tutaj swoją ignorancją, ale chcę powiedzieć, że to kwestia osobistego wyboru. Wiecie, nie mam nic do osób, które mają życzenie kupić sobie torebkę za 2000 złotych.  Mnie by to nie cieszyło, ale domyślam się, że ktoś może pukać się w czoło słysząc ile wydałam na robot kuchenny albo aparat. Każdy jest inny i ja akurat na ubrania łożę z ciężkim sercem.

Wyjątkiem są buty: tutaj bez wahania jestem w stanie wydać dość dużą sumę. Każdy kto mnie bliżej zna wie, że mam na punkcie dobrych jakościowo butów obsesję. Jeśli już takie znajdę, to wyłożę ile pieniędzy trzeba, będę je potem nosić do szewca, podbijać, chodzić w nich przez kilka lat etc.

Dla przykładu niedawno znalazłam wymarzone buty-trzewiki, mojej ulubionej firmy Timberland. Super mi się podobają (nie mam pojęcia czy są modne). Na wiosnę planuję sobie kupić inne obuwie tej firmy, żeby mieć do chodzenia po górach.

Tak więc cóż, jeśli mam szczęście, w secondhandzie mogę mieć kilka rzeczy za cenę jednej (ale nie kupiłabym tam butów, może to irracjonalne, ale jakoś mam opory).

Jakość

Druga sprawa, czasem mam wrażenie, że w sklepach sieciowych część ubrań wygląda jakby miała się rozlecieć już na wieszaku (patrzę tutaj szczególnie krytycznym okiem na koszulki z Zary i H&M, chociaż przyznam, że mam od nich świetny płaszcz, więc pewnie zależy od linii). Zdarzyło mi się kupić z drugiej ręki rzeczy z naprawdę dobrych materiałów i za ułamek ceny.

Oryginalność

Argument oczywisty, w moim przypadku sprawdza się jednak tak sobie, ponieważ nie robię specjalnych „rajdów” po secondhandach, żeby znaleźć coś oryginalnego. Jak mi wpadnie w oko, to po prostu kupuję i już. Mam kilka sukienek, których nie miałabym szans kupić w sklepie.

Poniżej jedna z moich ulubionych. Niestety, musicie mi wybaczyć, że nie ma zdjęć „aktualnych” zakupów. Nie mam miejsca w mieszkaniu, żeby jakoś się ustawić i zdjęcie na tle drzwi wyglądało po prostu strasznie:). Nie zazdroszczę szafiarkom, które muszą sobie te zdjęcia same robić albo umawiać się z fotografem.

Kiedy jednak kupuję już w seconhandach (i jest to zazwyczaj przez przypadek) mam kilka zasad, które pozwalają mi kupić to co (mi) się podoba. Nie wiem czy to modne ubrania czy nie, ale wybieram takie, które mi się podobają.

 

Złote zasady kupowania ubrań w second handach.

Dawniej kupowałam ubrania które „są w sumie fajne”, „nawet mi się podobają”, „o, jaki fajny wzór, to nic, że trochę źle się układa”. Efekt był taki, że wiele rzeczy kończyło potem na dnie szafy i z niej nie wychodziło. Nadal mam z tym problem (powinnam się pozbyć 50% garderoby ze studiów, ale nie lubię wyrzucać ubrań:)), ale staram się trzymać kilku zasad, które pomagają mi robić zakupy. Oczywiście, zdarza się czasem takie zasady łamać, w końcu od tego są!

 

1. Ma wyglądać jak nowe

Tak, wiem,że to second hand. Ale jeśli wygląda: „prawie jak nowe, tylko lekko przetarte/lekko sprane” nie kupuję. Kupuję rzeczy będące praktycznie w nienaruszonym stanie (wszystkie ubrania, jakie kupiłam takie są) i noszą minimalne ślady używania. Powiem Wam, że w second handzie czasem można znaleźć ubrania które wyglądają lepiej, niż w sklepach sieciowych podczas promocji – 70%, kiedy tłumy je mierzą, ciuchy spadają z wieszaków, leżą na podłodze etc.

 

2. Musi pasować do mojej figury

W przypadku ubrań jestem leniwa. Jeśli wygląda „prawie dobrze, tylko trochę zwęzić”, leży „super gdyby nie ten guzik” i „pogrubia mnie tylko trochę i tylko trochę wyglądam jakbym była w ciąży” to nie biorę. Wiem, że nie będzie chciało mi się potem chodzić do krawcowej albo zawracać Mamie głowy, żeby mi przeszyła.  Założę raz albo dwa i nie będę w tym chodzić, bo zostanie na kupce pt. „kiedyś dopasuję to do figury” i wyląduje na dnie szafy.

Oczywiście czasem robię wyjątki i jeśli coś strasznie przypadnie mi do gustu, to sobie wezmę:). Ale nie zliczę ile rzeczy kupiłam na studiach tylko dlatego że były tanie, miały np. fajny kolor, ale nie do końca dobrze na mnie leżały. Teraz już o nich nie pamiętam.

Przyznam jednak, że zdarzało mi się czasem kupić coś z myślą o robieniu zdjęć czy nakręceniu filmu: kiedyś kupiłam sobie morelową bluzeczkę tylko dlatego, żeby była fajnym tłem do książki, kiedy robię zdjęcia „Step by step”:)

Czasem też zdarza mi się kupić rzeczy nieco krótsze niż te, w których dobrze się czuję i wychodzę poza strefę komfortu  (ja lubię długie, powłóczyste spódnice do kostek, ale to ukłon w stronę mojego Pana i jego preferencji). W końcu skoro zapłacę za to kilkanaście-kilkadziesiąt złotych, mogę sobie poszaleć!

sukienkaniebieska-1-of-1-5

3. Musi pasować do mojej karnacji

Wiem, że mam w miarę jasną cerę z zimnym podtonem i po prostu nie będzie mi dobrze we wściekłym, pomarańczowym różu albo w mdłych beżach (tak, wiem, i tak się tam czasem ubieram). Dlatego jeśli coś nie jest w moim kolorze i sprawia, że wyglądam źle: nie kupuję. Wyjątek robię dla swetrów, które zazwyczaj są szaro-bure (oraz) dla –> patrz: punkt czwarty.

Kolejne letnie zdjęcie (tak, wiem, beznadziejna ze mnie szafiarka). Ten kolor wydaje mi się być dla mnie dobry:)

sukienkaniebieska-1-of-1-2

4.Muszę się w tym dobrze czuć.

Czasem mam tak, że zakładam ubranie i od razu wiem, że będę czuła się w nim komfortowo. Zazwyczaj te ubrania należą do grupy o którą ciągle toczę wojny z moim Panem („Nie możesz się ubierać gorzej niż Twoja babcia! Wygląda jak worek, okropne”). Sprawę rozwiązuję tak, że analizuję punkt numer 1 i 2. Niestety, ubrania z którymi polubię się „od pierwszego wejrzenia” są zazwyczaj workowate albo obiektywnie nie za ładne (tylko mi podoba się potem ta blada sukienka w wielkie wiaty), ale jeśli coś bardzo, bardzo przypadło mi do gustu, łamię zasady 1,2,3.

Wiem, że ta sukienka kupiona w lecie nie należy do najładniejszych, ale nic nie poradzę, że ją lubię:

sukienkaniebieska-1-of-1-3

 

Bardzo dobrze też czuję się w takiej stylizacji (tutaj jestem u mojej Babci, robiłam makaron, stąd mąka na sweterku), ale jestem świadoma, że między ludzi to nie bardzo pasuje tak wyjść;).

Jak to mawia moja siostra: „Klaudynka, Ty wiesz, że nikt na wsi się nie ubiera tak jak Ty.. Twoje koleżanki to tak elegancko zawsze, a Ty sukienki w kwiatki.. pstrokate..”. Generalnie marzeniem mojego Pana jest, żebym wyglądała u jego boku w miarę elegancko (i się staram!), natomiast ekhm, wewnątrz najlepiej czuję się w takim czymś:

ciuchland-3123

Wracając do tematu: jednak coś już przymierzyłam, jest niby ładne, nie zużyte, ale nieco uwierające czy niewygodne i po prostu się nie polubimy – nie kupuję.

Zakupy w second handzie – tak czy nie? 

Jak widzicie, trochę jest tych obwarowań, jednak mimo tego, udaje mi się czasem obkupić w sukienki czy spódnice, za które normalnie musiałabym sporo zapłacić.  Cały trik polega na tym, żeby nie kupować w second handzie ubrań tylko dlatego, że są tanie, ale kupować je dlatego, że nam się podobają i bylibyśmy w stanie kupić je za pełną cenę.

Wiem, że są rzeczy takie jak obwarowania psychiczne (nie każdy lubi nosić taką odzież, trzeba wszystko dobrze uprać, żeby pachniało kwiatami, a nie środkiem dezynfekcyjnym etc) albo czasowe (nie każdy ma czas łazić po tych sklepach). Nie ubierałabym się w ten sposób od stóp do głów, ale powiem Wam, że czasem jest tak jak dziś – idę po talerzyk, wracam z czerwonym płaszczykiem, dwoma sukienkami, dwoma spódnicami, koszulą i swetrem. Jakoś tak po prostu wyjdzie:)

Wydaje mi się, że coraz trudniej jest znaleźć jakieś perełki, przynajmniej w dużych miastach (mówię o tym zresztą na końcu filmu, moja koleżanka pisała pracę magisterską o obrocie odzieżą używaną i dobrze widać, że „zwykły” człowiek ma małe szansę w dużym mieście coś fajnego znaleźć).

A jak wygląda sprawa u Was? Kupujecie, macie jakieś swoje ulubione miejsca?

kwatw

ps. post scriptum: ogłoszenie parafialne. Pisałam już na Facebooku i będę jeszcze przypominać, ale napiszę Wam i tutaj. 8-9 marca będę współprowadzić warsztaty kulinarno-kosmetyczne pod Warszawą. Więcej informacji (terminy, data, cena) znajdziecie na stronie warsztatów.

warszztaty-kulinarno-kosmetyczne

  • Urszula Bochenek

    Bardzo lubie szmateksy. To jedna z rzeczy, za ktora tesknie w Niemczech. Tu rzadko spotykam takie przybytki, a te ciucholandy, na ktore ja trafilam oferuja odziez czy akcesoria znanych projektantow. Ceny sa porazajace. Np. za pasek (uzywany) trzeba zaplacic 100-200€. To i tak duzo dla mnie, pomimo ze zarabiam w euro i dawno przestalam przeöiczac na zlotowki (co nagminnie robilam na poczatku pobytu).

  • Marzenka

    Dzięki za ciekawy wpis :) Ja jakiś czas temu przesadzałam z zakupami właśnie dlatego, że nie miałam założeń które dobrze selekcjonowałyby wybrane ciuchy. Niepotrzebnie kupowałam więcej rzeczy bo miały niską cenę. Później mało w nich chodziłam. Teraz kupuję też w internetowych second-handach typu vintagesklep czy wgroszki,pl. Na spokojnie wybieram, bez takich łowczych emocji ;)))

  • Jak mieszkałam w Krakowie to bywałam w ciucholandach, głównie dlatego, że o dziwo było łatwiej mi wypatrzyć coś fajnego (na Bronowicach przy pętli był przyjemny). Duże sieciówki jakoś mnie przytłaczają, wszystkiego dużo ale nic nie można znaleźć. W Dublinie głównie robię zakupy w TK Maxxie, ale tam trochę klimat jak w ciucholandzie, co się trafi to jest. Zasady zakupowe mam bardzo podobne do Twoich.
    Ostatnio zaczęłam się przyglądać koncepcji capsule wardrobe http://www.un-fancy.com/capsule-wardrobe-101/my-capsule-wardrobe-fall-2014/ i jak pewnie nie uda mi się dojść do takiego etapu, tak sama idea posiadanie szafy w której większość rzeczy do siebie pasuje bardzo mnie kusi. Póki co odgraciłam szafę. Rzeczy letnie spakowałam. Rzeczy z serii bo było tanie to kupiłam, albo szukałam spódnicy, ale nie mogłam kupić takiej jak chciałam więc wzięłam inną wrzuciłam do darów. I jakoś jest lżej.

  • Faktycznie niezbyt ,krój jakiś taki nijaki

  • Olga Osóbka jakoś w tym na Pilotów cześto znajduję fajne rzeczy, w centrum nic mi się nie udało kupić nigdy:)

  • Właśnie jakoś zawsze omijam Robany, jak będę miała czas to tam wstąpię. Może tylko te w centrum są takie zubożałe:) Osobiście polecam Biga styl – mają wielkie hale więc jest z czego wybierać, nawet jak jest dawno po dostawach:)

  • Agnieszka Jakubowska o tu jest zdjęcie z konsultacji na żywo z Elizą;) . Płaszcz bardzo elegancki, w uniwerswalnym kolorze, stan idealny, 100% wełny czyli normalnie kosztowałby krocie (powyżej 700 zł obystawiam), ale niestesty nie mój kolor, doszłyśmy do wniosku że mnie postarza i popoważnia;)

  • Olga Osóbka dla mnie fajna:)

  • a myślałam że jakaś tajna miejscówka:)

  • @olga osóbka: zwykły ROBan na Pilotów:)

  • Bluzkę wzięłam, jest super:)

  • Agnieszka Jakubowska : tak. Ale zle mi w tym kolorze i tak jestem blada;)

  • To ten płaszcz co wisi pod żółta bluza ?

  • A zdradzisz tajemnicę który to second hand?:)

  • Podzielam tę miłość ;]

  • super kurtka! Jak nowa

  • Ina

    polecam http://www.ubraniowelove.pl.. Zakochałam się w tym sklepiku :D Można łapać tu fajne okazje!

  • Artykuł bardzo pozytywny! Jeśli chcecie znaleźć coś fajnego w second handach oraz odszukać je w swojej okolicy polecam stronę z forum – http://www.modaland.pl! Taki katalog internetowy lumpeksów ale z dużą dozą możliwości. Pozdrowienia!

  • Asashimia

    Bardzo dobre zasady. Właściwie również moje:) absolutnie nie kupować ciucha ze skazą, czy znoszonych i takich do przeróbki (nigdy nie przerobiłam:))… Już od dawna nie odwiedziłam żadnego sh, gdyż polityka moich rodzimych sh mnie zniechęciła. Żeby upolować coś, co nie jest szmatą trzeba zjawić się w dzień dostawy a ceny w dniu dostawy zrównują się z cenami ciuchów z sieciówek. Nie mówiąc już o tym,że lumpeksowe zdobycze to też najczęściej sieciówki. Brak górnopółkowych marek, ubrań o pięknym kroju o fajnej jakości nie do znoszenia. Kupuje zatem od czasu do czasu w sieciówkach z kacem moralnym. Daję też szansę polskim producentom, jest to jedynie ryzyko-gdyż trzeba się opierać na sprzedaży wysyłkowej.

  • Ja tam kocham lumpeksy, na ubrania z sieciówek zawsze szkoda mi kasy- ubieram się tam tylko w okolicach wyprzedaży. Moim znaleziskiem jest parka za 10 złotych, idealnie skrojona marynarka z prawdziwego zamszu za 3 złote oraz męskie koszule, które zwężam w talii na maszynie i mam pięknie dopasowane:D. Chciałam nadmienić, że jesteś tak pełna niewymuszonego uroku osobistego i naturalnej urody, że podobasz mi się w każdej kiecce;).

  • często kupuje w ciucholandachs, czasem się uda trafić coś na prawdę fajnego, tylko trzeba trafić na odpowiedni sklep w którym mają fajny towar, czasem bywa, że się trafia do śmierdzącej chemią melinki w której są ciuchy nadające się tylko na szmatki, a czasem trafia się na na prawdę fajne ciuchy wyglądające zupełnie jak nowe które w sieciówkach kupi się za 10 razy tyle, ciucholandy to ciągłe chodzenie i szukanie ;)

  • ja się zgadzam w całości z tym co mówisz. Ja najczęściej kupuję spodnie- i nie wiem jak to jest- kupione w ciuchlandzie spodnie z River Island mogą mieć krótszą nogawkę i sa na mnie dobre, a jak pójdę do sklepu River Island to wszystkie spodnie mają za długie nogawki. To samo z innymi firmami. W Lublinie mam też upatrzony ciuchland z ogromem ubranek dla dzieci, bardzo dużo nowych, nieśmiganych markowych ubrań, które kosztują 3-6zł, a nie 60zł. I co najważniejsze, często są z lepszej, grubszej bawełny niż te ze Smyka czy H&M…ale coś za coś, na zakupy w ciuchlandzie trzeba poświęcić więcej czasu:)

  • każdy jest dobry w czymś innym i do innych spraw ma serce :)
    podpisuję się obiema „ręcyma” nie znoszę kupować ciuchów!!!!!!!!!!!! mam gorączkę jak nadchodzi moment, ze spada ze mnie przetarta spódnica czy płaszcz… a kupno butów, to istny horror :(

  • senke

    Szafiarki nie promują second handów, bo nic im z tego nie przychodzi…, moim zdaniem oczywiście. Dawniej, gdy blogi modowe nie były jeszcze biznesem, tylko hobby, było inaczej…

  • Świetny post! Podzielam każdą opinię. I wiem, jak się czujesz, bo Ciebie – Pan, a mnie – moja najrodzonniejsza babunia zawsze zalicza do tych najgorzej ubranych dziewuch na wsi ;-) A co do TO (że tak nazwę rzecz po polsku), to jasne, że bywam, najczęściej w małych, niepozornych budkach można odkryć jakieś skarby :-D Te duże sklepy z tanią odzieżą niestety działają na takich zasadach, że ten towar krąży po kilku oddziałach i tak w koło – nie dość, że jest mega przebrany, to porządnie zniszczony! Kiedy coś kupuję, kierują się podobnymi zasadami, jak Ty :-) Pozdrawiam i udanych polowań życzę :-) Potłuczona Literatka

  • Mam podobne podejście do Twojego. Na buty można wydać dużo i mają być nowe! W lumpach przede wszystkim szukam ubrań z surowców, na które normalnie nie mogłabym sobie pozwolić. Na wagę, za dosłownie kilka złotych, kupuję sweterki kaszmirowe, jedwabne bluzki i lniane spodnie. Gdyby nie lumpy nie miałabym okazji przekonać się, co tak naprawdę znaczy noszenie tak cudownych materiałów.

    • To masz szczęście, mi się nic jedwabnego nie udało znaleźć..

  • Magda

    Następne warsztaty muszą być w Krakowie!

  • Magda

    Uwielbiam ciucholandy! Znajomi nazywają mnie ‚królową ciucholandów’, bo naprawdę potrafię znaleźć w nich prawdziwe perełki :) Kilka razy nawet udało mi się upolować ubrania marek z ‚górnej półki’. Moja szafa składa się z 90% ubrań z ciucholandów i jestem z tego naprawdę dumna! Poza tym jakoś nie przekonują mnie galerie handlowe, bo są takie zatłoczone. A jak mi się znudzą jakieś ubrania, to potem nie żałuję, ze wydałam na nie majątek. Wydaje mi się, że wydawanie dużej kasy na ubrania to rodzaj snobizmu, dlatego naprawdę szkoda mi wydawać dużo pieniędzy na ciuchy. A jak jeszcze znajdę coś za niską cenę w sh, za które musiałabym zapłacić kosmiczną kwotę w normalnym sklepie, to mnie duma rozpiera :) Mam takie podejście jak Ty – wolę wydać mniej na ubrania, ale za to buty muszą być porządne, ze skóry. Jak czegoś potrzebuję, to idę do ciucholandu i tego tam szukam, a akurat mam takie szczęście, że prawie zawsze to znajduję :) Moim zdaniem najlepsze ciucholandy są w Nowej Hucie! Nic ich nie pobije :) A tak w ogóle to gzie można kupić jarmuż w Krakowie? Bardzo chciałabym go spróbować, bo nigdy go nie jadłam, a lubię wszystko co jest zielone :) Pozdrawiam!

  • E.K

    Kiedyś miałam dużą przyjemność w chodzeniu po second-handach zwłaszcza gdy udawało mi się znaleźć jakąś zdobycz…jednak 80% z tych rzeczy nigdy nie założyłam, głównie dlatego, że nie umiem sobie ich do niczego dopasować…dlatego stwierdziłam, że to bez sensu i że będę jednak kupować w sieciówkach bo wtedy większość rzeczy raczej do siebie pasuje i nie trzeba sie nad tym zastanawiać. Mimo wszystko kupowanie ubrań to dla mnie męka, dlatego jak już znajdę coś co mi się podoba to chodzę w tym dopóki się nie rozleci.Kupowanie spodni i butów to dla mnie prawdziwy koszmar bo nigdy nie mogę trafić na coś co mi się podoba i jest w moim rozmiarze i jeszcze do tego w normalnej cenie…Ostatnio kiedy jakimś cudem udało mi się znaleźć odpowiadające mi spodnie to kupiłam ich od razu 5 par tylko w różnym kolorze (święty spokój na kilka lat! ;) Ps. a co do warsztatów to można liczyć, że odbędą się też nieco bliżej okolic Krakowa??

  • Ja kupuję dosyć często ciuchy używane, ale na allegro. Nie znoszę zapachu second handu, jak zamawiam przez internet, to przynajmniej nie muszę wąchać. Oczywiście taki sposób kupowania ma swoje wady, np. nie kupię w ten sposób obcisłej sukienki i spódnicy – bo muszę mierzyć, ale dżinsy kupowałam w ten sposób i leżą idealnie. Poza tym rozkloszowane sukienki i spódnice oraz wszystkie bluzki i swetry tez łatwo kupić. Bardzo lubię za jakość ciuchy brytyjskiej marki Monsoon i można kupić je w świetnym stanie i naprawdę okazyjnie. Mam swoich ulubionych sprzedawców i u nich robię zakupy. Podobnie kupuję dla dziecka – zazwyczaj są w stanie idealnym, gdyż poprzedni właściciel nie zdążył ich zużyć, bo wyrósł.

    Pozdrawiam Cię i gratuluję pewności siebie przy kręceniu filmików!

  • Ja przynajmniej raz na 2 tygodnie zaglądam do second handu, mam swój jeden ulubiony blisko domu i w tej chwili chyba połowa mojej szafy jest z niego, ostatnio nawet udało mi się kupić płaszcz za 1 zł – stan praktycznie idealny, tylko guziki odprute. 2 razy w roku robię przegląd szafy i rzeczy w których nie chodzę sprzedaję na allegro albo oddaję znajomym, wtedy mogę sobie pozwolić na zakupy i miejsca nie zabraknie :)

  • pozwolę sobie nie do końca się zgodzić – mi fascynacja ciucholandami nieco przeszła odkąd uświadomiłam sobie, że niestety większość z nich to śmietnik po współczesnych sieciówkach (a więc jakościowo słabo a i perełek mało). Rzadko można znaleźć ciuchlandy z naprawdę starymi ubraniami, dobrej jakości, niepowtarzalnymi. Poza tym niskie ceny skłaniają do zakupów nie zawsze potrzebnych ubrań nie najwyższej jakości…co też nie jest dobre. Ps. Ale i mi zdarza się tam zaglądać:) A Twojego bloga lubię podglądać!

  • Invicto

    Wystarczy poczytac o tym w jaki sposób powstają ubrania z sieciówek, w jaki sposób są barwione czy szyte i wtedy prościej będzie zrozumieć, że warto dać im drugie życie chociażby po to, aby zminimalizować zakupy w sieciówkach. A co do samej psychologii zakupów, cóż u mnie to różnie bywa, ale najczęściej źle wychodzę na takich zakupach bo wychodze z toną niepotrzebnych rzeczy. Ale pracuję nad tym :)

  • Bardzo dziękuję za dedykację! Za starych dobrych czasów udało mi się kupić pasek „Just cavalli” z hologramem nawet, marynarkę od Alexandra Mcqueena i marynarkę Moschino. Ale to dawno było. Plac się nazywa Nowy.

  • Absolutnie podpisuje sie pod Twoim wpisem.Uwielbiam ciucholandy,zawsze mozna znalezc cos niepowtarzalnego.a przeciez o to nam kobietom chodzi..:)

  • super !

  • Proszę, post dla prawdziwych koneserów!