„Mój obłożnie chory mąż znęca się nade mną psychicznie. Nie mam już siły!”.

Dzień dobry,

Dzisiaj miałam napisać o czym innym, ale spotkała mnie sytuacja, która dogłębnie mną poruszyła. Z racji tego, że jestem blogerką, znam wiele osób: czy to mailowo czy osobiście i napotykam się na różne historie życiowe, także związane ze zdrowiem.

Tym razem otworzyła się przede mną znajoma, która znalazła się w niezwykle trudnej sytuacji. W dużym skrócie, opiekuje się chorym mężem, który nie dość, że tego nie docenia, zrobił się w stosunku do niej okrutny i agresywny. Dziewczyna jest w bardzo złym stanie psychicznym, już nie wie co ma robić.

Może są jakieś olejki, które mi pomogą opanować stres, kiedy otwieram drzwi do domu? Za każdym razem ściska mnie w żołądku, nie mogę już do niego wracać, czekam tylko na kolejne razy.

Odpowiedziałam, zgodnie z prawdą, że owszem są, natomiast w tym wypadku niestety jest to próba działania na objaw, nie na podłoże.

Pomyślałam, że nikt nie porusza takich trudnych tematów: oczekuje się, że opieka nad drugą osobą, zwłaszcza nad osobą, którą kochamy albo kiedyś kochaliśmy, powinna być satysfakcjonująca. Powinniśmy być cierpliwi, znosić jej zachcianki i ogólnie bardzo się starać.

Nikt jednak nie przygotował nas do tego, że życie może wyglądać inaczej: ktoś, kim się opiekujemy, nie dość, że jest niewdzięczny, to jeszcze – celowo – okrutny. W takich sytuacjach możemy czuć się całkowicie bezsilne, opuszczone i „niewystarczająco dobre”. Staramy się i staramy, a uderzamy głową w ścianę.

Nie jestem psychologiem ani terapeutą, natomiast posiadam dość unikalną zdolność patrzenia na rzeczywistość z wielu, często niepoprawnych, perspektyw (myślałam, że każdy tak robi, jednak z czasem okazało się, że to nie jest tak powszechne jak sądziłam).

Mam poczucie, że tak naprawdę wiele z nas jest wyrozumiałych w stosunku do wszystkich wokół, ale nie do siebie i że czasami po prostu potrzeba w świecie więcej empatii (Panowie, wybaczcie, że piszę do kobiet, to po prostu wynika z faktu, że statystycznie rzecz biorąc mam więcej rozmów z kobietami – jednak Wy też możecie mieć podobne doświadczenia).

Stąd też ten post. Wiem, z doświadczenia, że czasami jedna myśl albo jedno dobre słowo, może bardzo pomóc.

Walczyłam ze sobą, czy go napisać. Nie jestem kimś, kto występuje przed szereg, natomiast doszłam do wniosku, że nawet jeśli pomoże jednej osobie, to warto.

Jak wygląda sytuacja?

[Umieszczam ją anonimowo, za zgodą znajomej, która ma nadzieję, że ta historia może pomóc innym osobom i dać im poczucie, że nie są same w tej sytuacji]

Dziewczyna jest ciepłą, kochającą osobą, która na dodatek jest naturalną opiekunką, co wynika z jej wrodzonych cech osobowości: potrafi czerpać osobistą satysfakcję z opiekowania się innymi (o czym dalej). Dodatkowo cechuje ją duża naturalna empatia i współczucie, może i potrafi opiekować się chorą osobą: zarówno na poziomie fizycznym (podawanie leków, opieka codzienna) jak i psychicznym (rozumie, że osoba chora może być rozdrażniona i jest niezwykle wyrozumiała).

Zajmuje się długotrwale chorym mężem, którego choroba nie jest związana z bólem, ale chwilowo potrzebuje stałej opieki, jest „zamknięty w domu” i uzależniony w fizyczny sposób od niej. Prawdopodobnie będzie tak jeszcze przez wiele miesięcy.

Jest odpowiedzialna za rodzinę i od czasu choroby zajmuje się domem oraz jest żywicielką w sensie finansowym, co samo w sobie jest sporym ciężarem. Stara się jak może i jest można powiedzieć opiekunką idealną. Nie oczekuje złotego medalu, natomiast powiedzmy, że odrobiny wdzięczności, zupełnie naturalna sprawa.

Tutaj zaczyna się niezwykle bolesna część historii: nie dość, że nie dostaje tej wdzięczności i jakiegokolwiek „dziękuję”, to jej mąż jest wobec niej okrutny oraz werbalnie agresywny, w skrajny wręcz sposób. Jej starania nie dość, że nigdy nie są wystarczająco dobre, to dodatkowo wiążą się z przemocą werbalną i psychiczną z jego strony, łącznie z wyzywaniem etc. Odmawia pomocy psychologicznej czy rozmowy z pracownikiem socjalnym, ponieważ „to tylko ona jest winna”. Jej nie stać ani czasowo ani finansowo na terapię (została żywicielką rodziny).

Brzmi jak pat

Jak możesz się domyślać, sytuacja jest niewiarygodnie trudna i bolesna. Dziewczyna jest załamana, gaśnie w oczach, ma grono bliskich koleżanek, które jednak nie wiedzą jak jej pomóc. Zmaga się z poczuciem winy, ciągle wydaje się jej, że jest zbyt mało wyrozumiała dla choroby męża, stara się jeszcze bardziej mu dogodzić, ale nigdy nie jest wystarczająco i sprawy stają się z każdym tygodniem coraz gorsze, on staje się coraz bardziej (psychicznie) agresywny.

Kiedy wchodzi do domu zaczyna odczuwać objawy psychosomatyczne, straciła chęć życia i generalnie stała się wydmuszką samej siebie. Dodatkowo obwinia się, że traci chęć do opiekowania się nim (mimo swoich naturalnych predyspozycji do empatii) i po prostu nie widzi wyjścia z tej patowej sytuacji.

Zachowanie męża wysysa z niej całą radość życia i po prostu jest ofiarą przemocy psychicznej, ale nic nie może z tym zrobić, bo przecież musi się nim opiekować.

Brzmi jak zamknięte koło.

Przeanalizujmy to na zimno

Mamy dobrą opiekunkę, która zajmuje się swoim mężem, a on w zamian znęca się nad nią psychicznie. Jej mąż ewidentnie się na nią „uwziął”, co zauważa nawet rodzina i znajomi, którzy również cierpią słuchając jej historii. Wygląda jak sytuacja bez wyjścia, albo z jednym wyjściem „zaciśnij zęby i cierp”. Czy na pewno?

Nie żyjemy w strefie wojny i nie ma sytuacji bez wyjścia, czasem wyjście jest, tylko zupełnie nie tam, gdzie się nam wydaje i nie takie, jak byśmy sądzili.

Powtarzaj za mną, wypisz sobie w protfelu, przyklej na lustrze i szafce.

Jestem wartościową osobą i nie jestem odpowiedzialna za czyny drugiej osoby. Nie możesz zmienić nastawienia drugiego człowieka, możesz zmienić tylko swoje.

Przestań się samobiczować

Samobiczowanie i obwinianie siebie nie doprowadziło jeszcze nikogo do żadnego konstruktywnego rozwiązania. Jest dobre dla fanów rozrywek w stylu Greya (a i to w bardzo określonych warunkach), natomiast nie w przypadku realnego życia i realnych problemów.

Nie musisz być Matką Teresą

Nie musisz być Idealną Opiekunką.

Poważnie. Są osoby, które nazywam „naturalnymi opiekunkami”. Wynika to z ich cech osobowości (predyspozycji genetycznej). Tego typu osobą jest moja znajoma, tego typu osobą była moja Babcia, jest moja Mama i moja Kuzynka. Wszystkie czerpią dużą satysfakcję osobistą z opiekowania się innymi, zwłaszcza osobami w potrzebnie, potrafią w naturalny sposób okazywać daleko posuniętą empatię, czułość, organizować ułatwienia i są w tym świetne.

Ja na przykład nie należę do tej grupy. Oczywiście, jeśli ktoś z mojej rodziny tego potrzebuję, jestem skłonna do daleko idących poświęceń i empatii, ale satysfakcję osobistą czerpię z czego innego: z odkrywania mechanizmów rządzących światem.

Są ludzie, którzy w ogóle mają trudności z okazywaniem empatii i emocji, natomiast nadal opiekują się swoimi bliskimi, tak jak potrafią. Może nie wypłaczesz się im w rękaw i nie będą Cię głaskać po głowie kiedy cierpisz, ale przyniosą Ci tabletkę z apteki i obiad, to też jest okey.

Wystarczy, że się opiekują najlepiej jak potrafią.

Bądź ze sobą szczera: dlaczego się nim opiekujesz? Opiekuj się drugą osobą dlatego, że czyni Cię to lepszym człowiekiem, nie dlatego, żeby być zaakceptowaną

Jest bardzo duże społeczne oczekiwanie, zwłaszcza w stosunku do kobiet, żeby były Idealnymi Opiekunkami, nie tylko na płaszczyźnie fizycznej, ale też emocjonalnej. Powinnyśmy bezwarunkowo kochać osobę, którą się opiekujemy, nie narzekać, być w 100% wyrozumiałe i najlepiej zawsze czerpać radość z tego, że kimś się zajmujemy.

Tymczasem, są różne sytuacje życiowe i gorąco zachęcam Cię, żebyś sama szczerze przed sobą samą powiedziała, dlaczego opiekujesz się daną osobą i przyznała, że jest to w porządku. Nie muszą to być powody „społecznie akceptowalne”.

Wiadomo, że przed obcymi wyrecytujesz: „Opiekuję się bo go kocham”, ale życie nie zawsze jest takie proste.

„Opiekuję się nim bo go kocham i mam głęboką potrzebę empatii i pomocy, potrafię to robić. On ciągle jest niezadowolony, więc to oznacza, że coś jest ze mną nie tak, że nie staram się wystarczająco i nie jestem wystarczająco dobra, powinnam zrobić X,Y,Z”.

Problem pojawia się, kiedy wyczerpiesz już trzykrotnie cały alfabet i nie jest wystarczająco dobrze. Zaczynasz tracić siły, przestajesz ufać sobie i szukasz winy w sobie, a potwierdzenia w nim.

Przestań proszę.

Powiedz sobie: Jestem dobrą opiekunką. Zrobiłam dla niego X,Y,Z i jestem gotowa spełniać nadal jego prośby. To, że on tego nie docenia to jest tylko i wyłącznie jego decyzja i nie świadczy o mojej wartości

Możesz mieć inne motywy niż powszechnie uznane za godne podziwu. To jest w porządku

Nikomu się do tego nie przyznasz, ale może nie lubisz się opiekować tą osobą, ba, nawet nie lubisz człowieka, jednak Cię do tego zmusiło. Może od dawna jej nie kochasz, może robisz to z poczucia obowiązku, lojalności albo żeby pokazać dzieciom, jak należy się opiekować słabszym.

Jeśli to któryś z powyższych powodów to nie bądź dla siebie zbyt surowa. Nie musisz być Matką Teresą, nie musisz czuć wszechogarniającej miłości, ale wiesz co? Opiekujesz się nadal, najlepiej jak umiesz i tak naprawdę koniec końców to jest najważniejsze.

Wyłącz nierealistyczne oczekiwania wobec siebie

Zamiast mówić: „Opiekuję się, TYLKO z poczucia obowiązku, a powinnam być super szczęśliwa i pełna miłości, nie jestem wystarczająco dobra, bo przecież powinnam czuć X,Y,Z ”, nie zapominaj o najważniejszym. Opiekujesz się.

Powiedz: „Jestem odpowiedzialną i obowiązkową osobą i robię wszystko co w mojej mocy, żeby osoba pod moją opieką wyzdrowiała. Może nie żywię do niej najgłębszych uczuć, ale staram się być świetnym opiekunem. Dzięki temu jeszcze bardziej uczę się odpowiedzialności”.

Nie musisz czerpać z tego super radości ani odczuwać mistycznych przeżyć.

Nie jesteś drugą osobą. To co Ty uważasz za dobre i słuszne, nie musi być tym samym, co za dobre, słuszne i potrzebne uważa drugi człowiek

Poważnie. Klasyczny przykład: Ty przychodzisz z pięćdziesiątą herbatą, żeby okazać swoją Wielką, Bezwarunkową Miłość, a on mówi: „daj mi spokój, nie chcę”. Ty się czujesz niedoceniona, a on po prostu nie chciał herbaty. Daj. Człowiekowi. Spokój.

Chce być sam, to zostaw go samego i przestań nadskakiwać, może on wcale tego nie potrzebuje. Będzie czegoś potrzebować, to da Ci znać i spokojnie, dostarczysz mu. W tym wypadku jest to proste minięcie się komunikacyjne, nic wielkiego.

Jak mu zakomunikować, że sprawia mi przykrość? Próbowałam już wszystkiego!

Rzeczywiście, może być tak, że podłożem jest zła komunikacja (jak powyżej) albo oczekiwania innych rzeczy. Może ta druga osoba się boi, chciałaby mieć nad czymś kontrolę i na coś wpływ – umówmy się, że bardzo rzadko chodzi „tylko” o herbatę. Natomiast prawda wygląda tak, że dobra komunikacja działa tylko wtedy kiedy druga osoba chce słuchać.

Największy błąd pop-psychologii:

„Naucz się komunikacji i powiedz jego męskim językiem, a Twoje problemy się rozwiążą”.

Niektórzy ludzie po prostu nie chcą słuchać i bardzo dobrze rozumieją, że to co robią jest złe i podłe. Twoje tłumaczenie niczego nie zmieni. Oni zrozumieli i zdecydowali, że chcą się tak zachowywać i możesz przeczytać milion książek o najlepszej komunikacji. Po prostu nie chcą się zachować tak jak Ty tego oczekujesz i nie chcą się zmienić. Koniec. Kropka.

Jeśli pomimo wielokrotnego wskazania problemu, ktoś nadal Cię krzywdzi, to oznacza, że robi to świadomie, a nie dlatego, że Cię nie rozumie. Przestań to brać na swoje barki

Uwierz mi, jeśli Twój mąż/chłopak/partner na Ciebie przeklina, to dobrze wie, że zachowuje się jak ostatni palant i po prostu mu to odpowiada.  Tutaj, żeby było jasne, nie robi tego w bólu czy w skrajnej sytuacji i dobrze, wie, że jest to sytuacja której nie akceptujesz.

Zupełnie inny przypadek mamy, kiedy jest para, gdzie obydwoje klną jak szewcy bo mają taki styl komunikacji, a potem się godzą i są kochającym się gołąbkami:).

Nie musisz się godzić na przemoc psychiczną

Ta konkretna sytuacja jest dużo trudniejsza, bo wiąże się z przemocą psychiczną i nie bardzo jest jak ją rozwiązać (nie możesz się odizolować od osoby chorej). W dużym skrócie, przynosisz herbatę, a druga osoba wylewa na Ciebie pomyje, że jesteś beznadziejną zaparzaczką herbaty i dołącza do tego stek przekleństw, z czasem robi się coraz gorzej. Nawet najlepszy człowiek może zwątpić w swoje siły.

Tym bardziej powtórz sobie wtedy, napisz na kartce, powieś ją na lustrze, w samochodzie i włóż do portfela:

Nie jesteś odpowiedzialna zachowanie drugiej osoby. Jesteś odpowiedzialna tylko i wyłącznie za swoje czyny. To, że Cię obraża i poniża to jest JEGO wybór i nie ma nic wspólnego z Twoją wartością jako człowieka, kobiety, opiekuna

Zobacz drugiego człowieka takim, jakim jest

Jego agresywne zachowanie to jest jego wybór. W większości wynika ze strachu, poczucia upokorzenia czy bezsilności, ale naprawdę: nie jesteś terapeutą i nie obwiniaj się o to, że nie potrafisz pomóc drugiej osobie.

Zobacz na drugiego człowieka takim, jakim jest. Jeśli nigdy w życiu Cię nie przeprosił, to znaczy, że to jest człowiek, który nie przeprasza. Tak po prostu. Więc przestań od niego tego oczekiwać.

Nie masz mocy zmieniania nastawienia drugiej osoby, masz moc zmieniana swojego nastawienia. Tylko i aż.

Pułapka robienia tego samego i oczekiwania innych wyników

Nie wpadaj w pułapkę robienia wciąż i wciąż tego samego i oczekiwania innych rezultatów. Jeśli przez kilka miesięcy jest coraz gorzej to naprawdę, myślisz, że jeśli teraz zaparzysz herbatę idealnie to wszystko nagle się odmieni?

To jest szaleństwo. Brzmi znajomo?

Ktoś nie docenia Twoich starań → obraża Cię → starasz się jeszcze bardziej → obraża Cię jeszcze bardziej → starasz się jeszcze, jeszcze, jeszcze bardziej, aż w końcu to doceni.

Bądźmy realistyczni. Ktoś, kto nie docenia Twojej dobroci na pierwszym miejscu, nie doceni jej i potem. To nie znaczy, że masz przestać być dobra i uprzejma dla tej osoby.

Bądź dla niej dobra i uprzejma (na ile się da) dlatego, że po prostu taka jesteś i stajesz się wtedy lepszym człowiekiem, a nie dlatego, żeby komuś dogodzić czy coś udowodnić jemu (że jesteś wystarczająco dobra) oraz przede wszystkim sobie („jestem wystarczająco dobrą opiekunką”).

Obiektywnie rzecz biorąc jesteś super opiekunką i to czy on to docenia czy nie, nie ma znaczenia!

Serio, przestań szukać potwierdzenia swojej wartości jako człowiek, kobieta, opiekunka w osobach, które tego nie widzą, to bez sensu.

To, że ktoś nie widzi Twojej wielkoduszności nie oznacza, że nie jesteś wielkoduszna. Wystarczy, że robisz co możesz, najlepiej jak umiesz i dlatego, że szczerze chcesz.

Nie myl empatii z byciem wycieraczką

Nie myl też uprzejmości i naturalnej empatii z byciem wycieraczką. Zaczyna na Ciebie krzyczeć bo zrobiłaś coś nie tak? Spokojnym głosem zapytaj, czy możesz mu jeszcze jakoś pomóc i jeśli tak, to wrócisz, kiedy się uspokoi i wyjdź z pokoju. Za pierwszym razem nie zadziała, zadziała zadziała za setnym. Zdziwisz się, ale dorośli też się uczą.

Powiedz:

„Możesz na mnie liczyć, natomiast zrobię Ci kolejną herbatę, jeśli się uspokoisz”.

Nie musisz tego słuchać i brać do siebie. Bądź też cierpliwa dla samej siebie, bo czasem naprawdę trudno jest nie „oddać”.  Wiem, że nie jesteś osobą, która „oddaje”, ale sytuacja sprawia, że stajesz się osobą, której nie lubisz. Nie musi tak być.

Ale dlaczego on taki jest? Przecież tak się staram!

Kto to wie?

Powtórzę jeszcze raz: Ty i on nie jesteście jednością, nie myślicie i nie czujecie tak samo. Nie jesteś siłą wyższą i Twoje staranie nie ma żadnego wpływu na jego zachowanie.

To nie działa tak, że w końcu ułożysz złotą górę, on wstanie któregoś dnia i powie: „Kochanie, miałem objawienie, w końcu doceniłem Twoje starania i widzę jaką jesteś fantastyczną kobietą, co ja bym bez Ciebie zrobił, byłem totalnym palantem, przepraszam, aaale jestem wdzięczny, że mi pomagasz, taka żona to Skarb, co za pyszna herbata, ale fajnie, że podajesz mi lekarstwa i wyprowałaś sobie dla nas żyły!”.

Tzn. jest 1% szansy, ale to się nie dzieje teraz.

Jeśli się zdarzy, świetnie, będziesz się cieszyć (a potem będziecie mieć maasę pracy przed sobą jako para), ale może to być zarówno za rok jak i za 30 lat (bo oczywiście życzymy innym jak najlepiej). Nie rzucaj swojej samooceny i wartości na coś, co może, ale nie musi się wydarzyć.

Prawda wygląda tak, że ani ja ani Ty nie jesteśmy biegłymi psychologami i nie wiemy dlaczego tak jest. Możemy się domyślać, ale nie wiemy. Może on sam nawet tego nie wie.

Agresja może być formą kontroli

Często osoby obłożnie chore (zwłaszcza mężczyźni, tutaj jest kwestia dużego ego) zachowują się agresywnie, ponieważ stracili kontrolę. To naprawdę trudna sytuacja: nie jesteś samodzielny, nie decydujesz o jak się ubierasz, gdzie wychodzisz, co jesz. Jedyną osobą, którą mogą kontrolować jesteś Ty, więc z tego korzystają, czepiając się głupot i dołując siebie.

Jeśli to jest przyczyną, to możesz spróbować dać mu nad czymś kontrolę: rachunkami, układaniem budżetu, czymkolwiek. Wiem, że naturalnie włącza się nam „super opiekunka” i chcemy absolutnie wszystko zrobić za chorą osobę, ale jeśli to możliwe, to być może ona wcale tego nie chce i pomoże jej, jeśli może o czymś decydować.

Natomiast w rzeczywistości może być milion innych powodów (łącznie z tym, że już przed chorobą był egoistycznym narcyzem) i absolutnie żaden z nich (no dobrze, oprócz jednego, bardzo rzadkiego schorzenia związanego z kompulsywną potrzebą przeklinania) nie uzasadnia psychicznego znęcania się nad Tobą.

Nikt nie umarł dlatego, że nie mógł pastwić się werbalnie nad swoją żoną.

Czym innym jest rozdrażnienie, a czym innym długotrwałe pastwienie się psychiczne i dobrze o tym wiesz.

Twoje naturalne instynkty z Tobą igrają

„Jest chory, biedny, powinnam zrozumieć…Nie jestem wystarczająco wyrozumiała, kochająca, cierpliwa, trata,tata”

Są rzeczy, które można zrozumieć i uzasadnić, a są rzeczy, które są niedopuszczalne. Zapewniam Cię, że nie jest małym dzieckiem i dobrze wie, że zachowuje się nieakceptowalnie.

Nie wierzysz mi? Spróbuj RAZ zachować się tak samo w stosunku wobec niego i patrz jak w mgnieniu oka okopuje się na swoich pozycjach. Dobrze wie, że to jest nie okey i nie pozwoli sobie, żebyś Ty taka była w stosunku do niego.

Zresztą, tak naprawdę nie chcesz i nie musisz być.

Następnym razem postaraj się trochę powściągnąć swoje naturalne instynkty („będę JESZCZE lepsza!”, „to pewnie moja wina, dam więcej, jeszcze więcej”) i spróbuj spojrzeć na sytuację obiektywnie. Nie wszystko kręci się wokół Ciebie. Gdybyś mogła manipulować ludzkimi umysłami, byłabyś Bogiem albo co najmniej szefem super-mocarstwa.

Zresztą, mam nadzieję, że gdybyś miała taką moc, to użyłabyś ją lepiej, na przykład na zakończenie kilku poważnych spraw na świecie, niż przekonywaniem małżonka, że jesteś wystarczająco dobra:).

Strach to bardzo niska emocja

Nie mam studiów psychologicznych, ale mogę Ci powiedzieć jedno: w tej całej sytuacji jest czynnik, którego pewnie nie wzięłaś pod uwagę. Jest to STRACH.

I nie chodzi tylko o strach przed tym, że osoba, którą kochasz Cię źle potraktuje (bo umówmy się, że samo w sobie jest to bolesne), ale strach przed tym, że NIE JESTEŚ WYSTARCZAJĄCO DOBRA. Strach przed tym, że to co mówi, może jest prawdą.

Usiądź sobie na spokojnie, zrób sobie herbatę i spróbuj sobie odróżnić, jeśli trzeba na kartce:

  • co jest Twoje (tak, Ciebie też może ponosić!)
  • co jest Jego
  • co wynika ze strachu, że nie jesteś wystarczająco dobra i nie starasz się tak jak powinnaś

To nie znaczy, że strach przestanie Ci towarzyszyć, ale będziesz wiedziała, że teraz on rządzi, a nie rzeczywistość. Następnym razem zastanów się, czy boli Cię tak naprawdę, to że ktoś Ciebie atakuje, czy może masz z tyłu głowy myśl: „może jednak ma rację?”.

Jeśli to drugie to wiedz, że zawładnął Tobą strach i musisz szybko wrócić na ziemię. Dla dobra swojego i drugiej osoby. Jeśli chcesz mieć jakiekolwiek szanse, że sytuacja nie będzie wieczna, musisz zmienić swoje nastawienie w kwestii: a) tolerowania tego co nie może być tolerowane b)za wszelką cenę starać się nie ciągnąć do „niższego” poziomu. To jest baardzo trudne, wymaga wielu powtórzeń (bądź dla siebie cierpliwa, może się uda za miesiąc, a może za dwa), ale możliwe. Musisz być sama na „wyższym” poziomie emocjonalnym.

Pamiętaj, że dwa zła nie czynią dobra, a strach jest złym doradcą. 

To, że ktoś jest dla Ciebie niemiły, chamski i Cię krzywdzi, nie oznacza,że masz mu oddać i zejść na jego poziom. Bądź wybaczająca i uprzejma (nie mylmy tego z przyzwoleniem na nieakceptowalne zachowanie, można wybaczyć, ale nie pozwalać sobie na pewne rzeczy) nie dlatego, że chcesz, żeby druga osoba była w zamian taka sama, ale dlatego, że TY TAKA JESTEŚ.

Jeśli uważasz, że zachowałaś się źle, przeproś. Nie dlatego, że oczekujesz przeprosin w zamian, ale dlatego, że taka jesteś: wrażliwa, przyznająca, że coś Ci nie poszło, empatyczna. Przepraszasz, kiedy popełniłaś błąd. To, że ktoś tego nie docenia to już nie Twoja broszka.

Upewnij się jednak, że przepraszasz za rzeczy które mają umocowanie w rzeczywistości i w Twoim obiektywnym zachowaniu, a nie które wynikają z roszczeń drugiej osoby oraz strachu, że „nie jesteś tak dobra jak trzeba” bądź z chęci uniknięcia kolejnego konfliktu, 

Nie pozwól żeby strach albo czyjekolwiek zachowanie (na które nie masz wpływu, przynajmniej bezpośrednio) zniszczyły piękną i wrażliwą osobę, którą jesteś w środku.

 

Idź się przytulić

Wiem, że to bardzo trudne, ale na dłuższą metę bardzo pomoże Ci zrozumienie, że nie możesz kontrolować zachowań swojego męża, nie możesz go zmienić, nie sprawiają, że jesteś mało wartościową osobą.

To co mówi, nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości.

Możesz śmiało patrzeć w lustro i powiedzieć sobie: „Robię kawał dobrej roboty. Daję sobie radę z tyloma rzeczami naraz. Jestem dobrą opiekunką dlatego, bo to wynika z mojego wyboru i z mojej osobowości (lub charakteru/wyboru). Pomagam mu, bo taką osobą naprawdę jestem: kochającą/obowiązkową/lojalną i wspierającą, a nie robię tego dlatego, żeby on mnie akceptował. To co robi wynika z jego własnego strachu”.

Zacznij robić dla siebie miłe rzeczy. Oczywiście idealna byłaby terapia, natomiast takie sprawy ciągną się latami i są bardzo trudne, to zrozumiałe, że nie masz teraz na to ani czasu ani siły.

Dwie książki, które pokażą Ci, że nie jesteś sama

Jeśli czytasz po angielsku, polecam Ci dwie dobre książki. Może nie rozwiążą Twojego problemu (bo problemy nie rozwiązują się przez czytanie, ale przez działanie) ale pokażą Ci, że nie jesteś sama.

Pierwsza to: What to Do When He Won’t Change. Autor jest chrześcijańskim terapeutą par w trudnych przypadkach (zwłaszcza związanych z agresją psychiczną), jednak strategie które daje są pełne współczucia, bardzo uniwersalne i niezwiązane z religią.

Druga, bardzo dobra, jeśli doświadczasz agresji werbalnej: Why Does He Do That?: Inside the Minds of Angry and Controlling Men

Idź się przytulić

Robisz kawał dobrej roboty i jestem głęboko przekonana, że pozwoli Ci to stać się lepszym człowiekiem – nie potrzebujesz do tego niczyjego pozwolenia ani docenienia.

Ściskam

 

ps. oczywiście są olejki, które pomagają przy przewlekłym stresie i traumie: zwłaszcza ylang ylang (używany w przypadkach traumy, ale na krótkie okresy, 2 – 3 tygodnie) oraz szałwia muszkatołowa (mocniejsza niż lawenda) plus pomarańcza (bardzo dobra dyfuzja w przypadku stanów „okołodepresyjnych”).  Często przy przewlekłym stresie związanym z traumą używany jest także rumianek rzymski (to bardzo dobry olejek). Prawdopodobnie potrzebujesz też suplementacji magnezu, witaminy C lub pochodnych i czegoś na żołądek.

Jednak nie ma takiego olejku ani lekarstwa, które zmusi drugiego człowieka do postępowania tak jak się nam podoba i zastąpi Ci uprzejmość, zrozumienie i współczucie dla samej siebie.

Podobał Ci się ten post? Podaj dalej!