Londyn. Krótka fotorelacja.


Londyn. Dobra mapa to podstawa.

 

 

Moja koleżanka, po przybyciu do Londynu:

– Jakie to piękne miasto, mogłabym tutaj mieszkać i studiować! I tyle ludzi, różnorodność, tak super się ubierają!

Kilka dni później,.angielska pogoda, dwie główne stacje metra nieczynne:

– Nie rozumiem jak ludzie mogą tu mieszkać! Co za popieprzone miasto, tutaj każdy walczy o przetrwanie!

Jak było?

Zawsze uważam, że warto zobaczyć coś nowego. Mi, pomimo choroby (więc nie zobaczyłam wszystkiego, czego chciałam) podobało się. Nie czułyśmy się obce, ponieważ odniosłyśmy wrażenie, że wszyscy w tym mieście są w pewien sposób obcy. Gdyby powiedzieć w imperialnej,XIX Anglii, ile narodowości będzie mieszkać w stolicy, nikt nie uwierzyłby. :-)

Przygotowałam dla Was krótką foto-relację.:-)

Więc, coby zacząć.. mieszkałyśmy w angielskim domku z angielskim ogródkiem.. pogoda: bardzo wiosenna.


Plan był prosty: zaznaczamy na mapie co chcemy zobaczyć a potem, w miarę możliwości, powoli tam zmierzamy. Jedno muzeum dziennie to maksimum. Jeśli się nam odechce zwiedzać: nie ma przymusu. Jednym słowem: robimy to, na co mamy ochotę:-)

Zwiedzałyśmy miejsca bardzo znane…

Parlament..


Pałac Królowej (zarzucałyśmy koleżance, że to z pewnością nie pałac, bo jakiś taki mały z zewnątrz) Pierwsze wrażenie było mylne, ponieważ budowla ciągnie się i ciągnie wzdłuż ulicy..

Londyńską Tower..

Dzielnicę chińską (ChinaTown), na której trwały obchody Chińskiego Nowego Roku…



Pogoda była przepiękna, jak widzicie, słońce odbija się od Harrods’a


Widziałyśmy świetne Muzea. Do tej pory jestem zachwycona Muzem Historii Naturalnej (Natural History Museum). Dla dzieci jest to „muzeum dinozaurów”, jednak mi przypadły do gustu wystawy na temat rozwoju człowieka, ewolucji i wieku ziemi. Niestety, po kilku godzinach brakuje siły i entuzjazmu, do dalszego oglądania. Trzeba koniecznie zajrzeć jeszcze raz!:) Samo muzeum znajduje się w przepięknym budynku.


Imponujący główny Hall



Bardzo podobała mi się wystawa nt. Egiptu w British Muzeum, świetnie jest zobaczyć artefakty, o których mówiło się (i które widziałam tylko na slajdach) na zajęciach! To, że można stanąć obok olbrzymiego posągu Ramzesa II i poczuć płynący od niego chłod.. niesamowite!

Jedyne zastrzeżenie jakie mam to sposób eksponowania mumii: uważam, że są to martwi ludzie, których ciałom należy się szacunek. Z pewnością elementem tego szacunku nie jest pstrykanie na oślep zdjęć przez turystów czy lizanie szyb za którymi znajdują się zwłoki, przez kilkuletnie dzieciaki-uczestnicy wycieczek szkolnych.

I miejsca troszkę mniej znane:

Mały kościółek świętego Bartłomieja, wciśnięty w miejską zabudowę:


Budynki biznesowe.. (Nigdy nie widziałam na raz tylu mężczyzn w dobrze skrojonych garniturach! )

Nie jestem pewna czemu służy ten budynek, ale skojarzył mi się luźno z krakowskim „szkieletorem” :-)

Jak i piękną zabudowę w Notting Hill. Dziewczyny z chęcią znalazłyby drugą połówkę wśród właścicieli;-) Ponieważ ja odpadam z planów matrymonialnych, kibicuję ich planom jak najmocniej!


W Notting Hill zajrzałyśmy do antykwariatu. Wszystkie książki w piwnicy za 50 pensów;)


Widziałyśmy jeszcze mnóstwo innych rzeczy, jestem z wyjazdu zadowolona. Żałuję tylko, że ostatni dzień spędziłam w łóżku z gorączką – w planach miałam National Gallery i London Aquarium. Ale cóż, może innym razem?

Jadłyśmy głównie u Chińczyków i w nieśmiertelnym Tesco. Ilość gotowych produktów jest olbrzymia i dlatego nie dziwią mnie kampanie w magazynach kulinarnych, nawołujące do gotowania samemu.
——————————————–

Przed wyjazdem, rozemocjonowana mówię Panu:

– No i kupimy tam dużo ubrań i to takich fajnych, bo dziewczyny mówią, że tam można tanio kupić i w ogóle..

Pan, ze stoickim spokojem:

– Ja myślałem, że Londyn to taka druga Moskwa. A tu studentki jadą na zakupy.. No, nie wykupcie wszystkiego w sklepach!

(po powrocie)

– I gdzie Twoje trofea? Masz już nową garderobę?
– Nie. Dziewczyny stwierdziły, że Londyn jako miejsce na zakupy jest przereklamowany.

A oto moje zdobycze: kilka gazet, w tym 2 numery czasopismna Jamiego Oliviera i trzy książki z antykwariatu. Plus proszek musztardowy Coleman i różowy pieprz oraz mieszanka marokańska z płatkami róż z Marks and Spencer. Wolę taki zestaw, od modnej torebki:-)

ps. zdjęcia wrzucam takie jakie są. Robiłam je lustrzanką ale zazwyczaj w pośpiechu. :)

  • Komarka

    >Widzę, że wędrowałyśmy podobnymi ścieżkami po Londku (ja nie dotarłam tylko do Harrodsa) :) Dzięki za wspomnień czar, bo Londyn uwielbiam! :)

  • Atria C.

    > kubelek smakowy Teraz trzeba będzie jakoś je przejrzeć;)

    Loriel W grupie raźniej, wspierajmy się w byciu dziwnym a co!:)

    Agnieszk o Ty to masz zawsze dobry plan gdzie co zobaczyć!:)

    Zaytoon To prawda co do muzzeow, myślę, że to tych dużych to trzeba zrobić kilka podejść, aby móc w spokoju korzystać z tego, co oferują..

    Tillinara Zawsze warto coś nowego zobaczyć, mi się podobało!:)

    noblea Ja chciałabym z siostrzyczką pojechać:) A co do książki to kiedy ją oglądam, to widać, jakie postępy Ramsay zrobił jako autor książek kulinarnych. Ogromne!

    Muscat, Paula Polecam wycieczkę i pozdrawiam!)

    smaczny dom Nigdy nie byłam w Niemczech.. co do wycieczek, marzy mi się Wiedeń.. i może .. Paryż? Zobaczymy!:)

    Anonimowa J Pff, pochód zdechlaków, LOL:D (do tej pory o tym myślę;))

    Chichiro Powiem szczerze, że ja się na modzie nie znałam i nie znam, to dziewczyny nadążają za trendami;) Byłyśmy na Oxford Street, Kensington, Notting Hill (+ Ealing Boardway). Większość czasu spędziłam tam gdzie były buty, siedząc na sofie i czytając;)
    A tak na poważnie, widzisz, szkoda że nie znałam Cię wcześniej, z wielką chęcią poprosiłabym o adresy!

    ps.Dziewczyny były w V&A museum kiedy ja leżałam z gorączką i bardzo sobie chwaliły.

    Pozdrawiam!

    Marto Wypowiadam się w gronie bliskich osób, tak jak uważm za stosowne. Czekaj, zawsze wypowiadam się tak jak uważam za stosowne!:)

    ps. tak, pochodzę ze wsi. Wieś pozdrawia miasto! Cheers!

  • Marta

    >"No i kupimy tam dużo ubrań i to takich fajnych, bo dziewczyny mówią, że tam można tanio kupić i w ogóle.."

    Na serio się tak wypowiadasz?
    Ale wiocha.

  • Chihiro

    >A gdzie byłyście szukać vintage? Moim skromnym zdaniem, jako mieszkanki Londynu od jakichś czterech lat, Londyn nie jest przereklamowany jeśli chodzi o zakupy ciuchowe, ale trzeba się ruszyć z centrum, szczególnie jak się lubie vintage (choć nawet w Soho jest parę świetnych sklepów vintage). A i sieciowe firmy angielskie uważam za znakomite, o jakieś dwa sezony do przodu w porównaniu z tymi na kontynencie.

    Z muzeów polecam gorąco Victoria & Albert, moje ulubione. Pisałam o nim jakiś czas temu notkę na moim blogu.

    Następnym razem, jak będziesz w Londynie, daj znać. Zaprowadzę Cię do cudownych sklepów, także z żywnością orientalną i azjatycką bo bajecznie niskich cenach.

  • Anonymous

    >Jako niedoszła uczestniczka wyprawy stwierdzam, że relacja jest super. Natomiast moja siostra kazała mi natychmiast napisać, że zdjęcia są super (ja zresztą też się pod tym podpisuję):).
    Tak sobie myślę, że gdybym ja pojechała z moim zębem, to byłby już ostateczny pochód zdechlaków:D!

    Pozdrawiam,
    J.J.

  • smacznydom

    >miałam dokładnie takie same przeżycia jakie Ty miałaś:)

    Ale przyznam..że jak często lubię wracać do Niemiec..i poznawać tam nowe miejsca..to Anglia..przede wszystkim Londyn..mnie przeraża..nie wiem dlaczego..może właśnie z powodu ilość gotowych dań?:)

    Pozdrawiam!

  • Paula

    >dialogi mnie rozbawiły, a Londyn wciąż na mnie czeka :)

  • Muscat

    >Świetnie się to czyta!

  • nobleva

    >Mój synek ma obiecaną wycieczkę do Natural History Museum, ale coś się nie udaje. Londyn to super miejsce do zwiedzania, ale chyba nie chciałabym tam mieszkać – za tłoczno, za drogo. Wolę już spokojny, zaściankowy Belfast ;) Mam tę książkę na samym spodzie Twojej kupki :) do tej pory ugotowałam z niej tylko kalafiorową :)

  • Tilianara

    >Hahaha, rozmowa z Panem mnie ubawiła :)
    A wycieczka do Londynu wspaniała, choć mam nadzieję, że zdrówko już wróciło do normy :)
    Ściskam cieplutko :*

  • Anonymous

    >od kościółka Bartłomieja ciekawsza jest synagoga Bevis Marks, najstarsza w Londynie,a jak schowana – w samym sercu City, między tymi wieżowcami szklanymi… Czułam, że tak będzue z tymi ciuchami, wyprzedaże już się skończyły ;P Kaś w antykwariacie – b. fajne zdjęcie!
    Cieszę się że sobie coś niecoś kulinarnego jednak przywiozłaś :) I że Cię ta gorączka zmogła na koniec, a nie na początek wyprawy.
    Pozdrawiam!

    ag

  • kabamaiga

    >Byłam tam dokładnie miesiąc temu :) Natural History Museum jest wspaniałe, ale Science jeszcze lepsze, no i dwa kroki dalej. Ja na zakupach nawet nie byłam – szkoda mi było czasu. Do Notting Hill ani China Town niestety nie dojechaliśmy tym razem.

  • Zaytoon

    >Lubię Londyn za ową różnorodność, o której wspomniałaś. I rzeczywiście Muzeum Historii Naturalnej jest niesamowite! Zrobiło na mnie ogromne wrażenie. W ogóle co jak co, ale muzea w Londynie są świetne i dobrze przemyślane. Podczas mojego pobytu zwiedziłam ich chyba z 5 i w każdym znalazłam coś ciekawego dla siebie. Zresztą, ogólnie tamten wyjazd wspominam tylko dobrze. :)

    Szkoda tylko, że byłam tam zanim zajęłam się kulinariami. Aż mi się serce kraje, kiedy pomyślę, ile zdobyczy mogłam stamtąd przywieźć…

    Fajną zrobiłyście sobie wycieczkę!

    Pozdrawiam!

  • Loriel

    >Czyli osób, które wyżej cenią dobra kulinarne od nowego ciucha jest więcej ;) To bardzo dobrze ;D A wyprawy zazdroszczę :)

  • Kubełek Smakowy

    >Pozazdrościć tylu wspaniałych, zdobycznych książek.