Domowe sposoby na przeziębienie..?

maslo-do-ciala-4419

Dzień dobry,

Dziś planowałam robić coś zupełnie innego. Miałam w planach odesłanie prawie ostatnich stron książki i odpowiedź na komentarze redakcji, potem chciałam nakręcić kilka świątecznych filmów, zaś wieczorem poczytać świeżutką książkę o perfumerii, którą dostarczył mi dzisiaj kurier.

Niestety, jak to bywa z planami, nie zawsze wypalają.

Dlatego siedzę przed komputerem, z lekką gorączką (ale już mogę siedzieć). Na pewno znacie ten stan. Nie jesteście jeszcze tak naprawdę chorzy, ale zdrowi też nie.  Jeszcze nie jest to ponad 40C gorączki, ale chodzić za bardzo nie możecie, męczy Was głupie odkurzanie i kiedy wyjdziecie na zakupy wracacie, jakbyście byli po pokaźnym maratonie (który kończy się w łóżku).

Jeśli wiecie o czym mówię, to mam nadzieję, że jesteście ze mną.

W moim wypadku dochodzi jeszcze jedna rzecz: nie mogę pozwolić, żeby infekcja się rozwinęła, ponieważ automatycznie (nieomal w gratisie) dostaję zapalenie oskrzeli, które u astmatyka zazwyczaj kończy się źle. A wiecie jak jest z lekarzami – specjalistami: są dostępni wtedy, kiedy ich nie potrzebujesz (czyli za pół roku). Chociaż z drugiej strony nie ma wielkiej różnicy, ponieważ i tak jest tylko kilka działających leków, które biorę od lat i na dobrą sprawę mogłabym już sama je sobie przepisywać.

Ale ja nie o tym, kto by chciał słuchać narzekania? Amerykańscy Naukowcy odkryli, że to bardzo polskie i niezbyt zdrowe ;-)

Moje sposoby na infekcję..

Właściwie i tak chciałam Wam o nich napisać. W styczniu. Pewnie zrobię to jeszcze raz, kiedy będę bardziej świadoma tego co piszę:-).  Gdzie mój syrop zwiększający odporność? Zapytacie. Przyznam, że pierwszy wypił się już jakiś czas temu, zaś drugi jest w drodze. Czy działa? Powiem tak: co roku jesienią chorowałam na zapalenia górnych dróg oddechowych kilkukrotnie. Teraz świetnie się trzymam. Może to zasługa pięknej jesieni. Może syropu. Może jednego i drugiego. W sumie, chyba nigdy się nie dowiem.

Nie planowałam chorować, ale skoro już to się stało, sięgnęłam do tego co miałam pod ręką: w moim wypadku sprawdza się póki co całkiem nieźle, zobaczymy co będzie dalej:)

Jestem swoim własnym aromaterapeutą.

Nie wiem czy powinnam się tym głośno chwalić: teoretycznie wiele rzeczy, które robię z olejkami eterycznymi, powinnam skonsultować z profesjonalnym aromaterapeutą. Tyle, że takiego znaleźć i dostać się do niego jest jeszcze trudniej, niż w przypadku alergologa. Dlatego po przeczytaniu kilku tysięcy stron o aromaterapii w przypadku mojego własnego zdrowa samozwańczo nadałam sobie ten tytuł: „Profesjonalny aromaterapeuta ds. tylko mojego zdrowia”. Może być?

[tutaj możecie przeczytać więcej o aromaterapii]

Bardzo pomaga mi olejek tymiankowy, który dobrze toleruję i świetnie sprawdza się u mnie w infekcjach górnych dróg oddechowych. Nie jest to odczucie subiektywne: po kilkukrotnym zastosowaniu, w ciągu około 3 godzin praktycznie całkowicie zniknęła mi duszność i „świszczący” oddech.

Dodatkowo stosuję Thieves z Young and Living, jeden z najmocniejszych mieszanek przeciwzapalnych na świecie. Teoretycznie olejków nie stosuje się wewnętrznie, ale akurat olejki tej konkretnej firmy nadają się do stosowania wewnętrznego. Jest to amerykańska szkoła (np. Polskie Towarzystwo Aromaterapeutyczne odradza stosowanie wewnętrzne) i wiadomo, nikogo nie zachęcam. Ale dziś byłam zdesperowana i kilka kropli poszło do ciepłego mleka z miodem.

Olejki krążą w ciele przez około 3 – 5 godzin, potem są naturalnie usuwane przez organizm, więc potrzeba częstej reaplikacji, zwłaszcza w przypadku smarowania się.

Jest jeszcze jedna mieszanka tej firmy, która dobrze nadaje się na górne drogi oddechowe, ale zostawiłam ją na wsi:

vng

 

Ziołowe herbatki.

Co 3 godziny staram się pić ziołowy napar. Dzisiaj był to koszyczek rumianku (też dobry na drogi oddechowe) oraz kwiat malwy/ślazu (ma takie działanie osłonne, bo zawiera dużo śluzów: tak naprawdę popijałam, bo akurat miałam w szafce i bardzo mi smakuje). Jutro planuję rumianek zamiennie z lipą.

Propolis.

Na szczęście dobrze toleruję propolis. Niedawno robiłam sobie nalewkę propolisową, więc akurat jest szansa,żeby jej użyć. Nie żałuję sobie, bo dziennie wchodzi jakaś łyżeczka,co w przypadku tego typu nalewki jest dość sporą ilością.

Nalewka z propolisu
 

  Przyprawy i inne.

Tutaj nie mam jakiegoś specjalnego planu działania. Miałam ochotę zjeść czosnek, to zjadłam. Miałam kawałek imbiru to dodałam do herbaty.  Miałam też konfiury z bzu czarnego, ale były tak dobre, że już je zjadłam:)

Mój Pan po powrocie z pracy kupił mi także tłoczony sok żurawinowo-jabłkowy (taki w butelce, z lodówki). Pamiętam że jeszcze dwa lata temu podczas przeziębienia piłam dużo soku pomarańczowego z kartonu. Teraz wiem,że to nie był dobry pomysł: jest tak przetworzony,że witaminy C naturalnej to on za dużo nie widział, poza tym przestał mi smakować. Wolę takie nasze, wyciskane z polskich owoców, zaś pomarańczowy czasem sobie kupuję, ale też wyciskany. Nie z koncentratu.

Sen jest najlepszym lekarstwem.

Za każdym razem dochodzę do wniosku,że nie ma jednak niczego lepszego niż sen. Mój Pan zawsze się śmieje, że nie ma choroby, której bym nie przespała. Może trochę przesadza, ale rzeczywiście, kiedy jestem chora śpię ile tylko mogę (to tajemna technika odziedziczona po Babci;)). Nic tak nie pomaga w regeneracji.

Teraz tryumfy święci polski projekt NeuroOn, proponujący nowatorską maskę do snu polifazowego (w skrócie, śpisz 2-3 godziny na dobę podczas najbardziej optymalnej fazy snu). Jestem pełna podziwu dla polskich młodych wynalazców i życzę im jak najlepiej, ale sama bym takiej maski nie kupiła. No, chyba, że miałabym małe dzieci i byłabym wiecznie niewyspana. Ale znając życie i tak nie dałyby mi spać z maską w odpowiednich godzinach.

Wierzę, że nic nie zastąpi regeneracyjnego działania snu.

A Wasze sprawdzone techniki?

Jak widzicie, zaaplikowałam sobie dość zmasowaną kurację (żeby było jasne, nie namawiam nikogo do pójścia w moje ślady, jam nie lekarz)  i nie ma w niej, póki co, miejsca na tabletki. Nie łudzę się jednak, jeśli coś będzie nie tak (zwłaszcza z oskrzelami) od razu odwiedzę lekarza.

Do napisania tego postu zainspirowała mnie rozmowa na Facebooku, gdzie czytelniczki poddawały mi swoje sposoby na przeziębienie i infekcję. Bo przecież każdy takie ma i nikt z przyjemnością do lekarza nie chodzi (chyba:)).

Padło jajko na miękko (popieram, bardzo odżywcze) oraz olejek pichtowy (z sosny syberyjskiej, nie używałam akurat, ale mam jodłowy w apteczce)..

Jestem bardzo ciekawa jakie są Wasze, opatentowane domowe sposoby?