Felieton w Moim Gotowaniu i zakupy na stoisku węgierskim.

moje-gotowanie-8821

 

Dzień dobry,

Jak pewnie część z Was wie, piszę felietony do Mojego Gotowania: dzisiaj chciałam Wam pokazać fragment numeru marcowego, do którego przytowałam tekst o tłustych kawałkach. Było lardo, rillettes (którym skarmiałam potem gości – świetnie się przechowują, koleżanki mogą potwierdzić, że wyszło pyszne:)), oraz mój ulubiony smalec. Nie boję się tłuszczu (przynajmniej na razie) i trudno mi ukryć przywiązanie do smalcu, zwłaszcza na weselach:

(po wejściu na salę weselną):

– O, zobacz, smalec!
(mój Pan):
– Możesz trochę ciszej? Nie muszą wszyscy od razu wiedzieć, że jesteś dziewczyną ze wsi.
– Na damę na salonach nigdy się nie umawialiśmy.. Mam nadzieję,że jest dobry.
/dobry był:)/

A skoro jesteśmy przy temacie smalcu i tłuszczu..Niedawno kupiłam sobie książkę pod wielce wymownym tytule “Fat”, gdzie przedstawione są różne przepisy na wykorzystanie różnego rodzaju tłuszczy (roślinnych jak i zwierzęcych) – chwilowo pożyczyłam ją koleżance, jednak gdy tylko dostanę ją z powrotem, będę przygotowywać różne rzeczy.

Zwłaszcza, że od niedawna na Kleparzu funkcjonuje stoisko z wyrobami węgierskimi: dostępne są na nim pyszne, węgierskie kiełbasy (pamiętam, jak z wycieczki do Węgier przywoziłam sobie te paprykowe, suszone kiełbasy w walizce), dojrzewające wędliny oraz wyroby ze świni rasy Mangalica, która żyje (podobno) półdziko.

Tutaj możecie zobaczyć jak wygląda (zdjęcie za Wiki), jestem pewna, że moja Babcia nie zjadłaby ani kawałeczka mięsa z tej świni, ona nie lubi świń z futrem;))

 

mangalica

Świnia mangalica to krzyżówka świni udomowionej z dzikiem, powstała na Węgrzech w XIX wieku. Najważniejsze jest to,że do tej pory świnie te żyją w półdzikim stanie (mają pół otwarte pastwiska) i/lub są skarmiane naturalną karmą.

Pokażę Wam co kupiłam na stoisku, wybór jest dużo większy i co najlepsze, ceny są dobre i można sobie popróbować próbek wędlin, więc wiemy, co kupujemy:

To co widzicie na zdjęciu poniżej:

moje-gotowanie-8827

– oczywiście węgierska kiełbasa

– lekko wędzona słonina z mangalicy. O ile lardo jest takie bardziej twarde i suche, o tyle ta słonina jest bardzo delikatna, rozpływająca się w ustach i oczywiście, nieprzyzwoicie tłusta. Kroję na cieniutkie kawałeczki i jem na kanapkach*

– dwa rodzaje smalców: smalec gęsi i smalec kaczy. Śmiem twierdzić,że najtańsze w Krakowie

*tj jadłam, dopóki nie zaczęły mi wyrastać ósemki i przeniosłam się na potrawy płynne;)

Dla wegetarian jest wybór piklowanych warzyw, lemoniada z winogron i oczywiście, węgierska papryka (jeszcze jej nie otwierałam):

moje-gotowanie-8834

Jeśli lubicie wędliny, zajrzyjcie do stoiska węgierskiego – dla wegetarian też można znaleźć coś ciekawego:)

Miłego dnia Wam życzę!