Rzecz o kartkach świątecznych.

kartki-swiateczne-3869

Dzień dobry,

Jak to było? Ah, chyba tak: “Ludzie listy piszą…”.

Kiedy miałam jakieś 10 lat namiętnie wysyłałam listy. Wybierałam piękną papeterię, delikatnie rozkładałam kartki i pisałam.. Niestety nie pamiętam już o czym, ale myślę, że nie były to pomysły zdolne zmienić świat. Ot, raczej coś w stylu:

“Cześć,

Dawno nie pisałam (stała wymówka, po prostu zawsze miałam problem z regularnością). Wczoraj znalazłam małego kotka i padał deszcz, co myślisz o książce Musierowicz?”.

Nie pamiętam dokładnie, ale teraz wyobrażam sobie,że tak to musiało wyglądać. Listy wysyłałam do koleżanek z wakacji ale również do chłopaków znalezionych w rubryczce “chcę korespondować”. Była to rubryczka Gościa Niedzielnego, więc tematy jak najbardziej stosowne :-)

Kartka świąteczna z Ziołowym Zakątkiem
 

Moje pierwsze listy…

W gimnazjum nie miałam jeszcze komputera, ale nadal wysyłałam listy: ponieważ cechowała mnie duża determinacja w poznawaniu ludzi z innych kultur (fascynowałam się Bliskim Wschodem) bardzo szybko zaczęłam korespondować z ludźmi z Turcji czy Arabii Saudyjskiej. Z Turcji dostałam wtedy paczką piękny Koran (mój Tato dwa razy pytał, czy na pewno nie ma tam wąglika, bo to było w początkach wojny z terroryzmem;)) i jestem prawie pewna, że jest to do tej pory jedyny Koran w obrębie co najmniej 30 kilometrów od mojej wsi.

Moje pisane łamanym angielsko-arabskim (bo z determinacją uczyłam się arabskiego na własną rękę. W gimnazjum. Wyobraźcie sobie jak strasznie musiałam pisać) listy nie zawsze docierały do adresata Arabii Saudyjskiej i do tej pory nie wiem, czy nie zatrzymała ich tamtejsza cenzura.  Kto wie, może jestem w bazie saudyjskich persona non grata? Chyba nigdy się nie przekonam, bo to jeden z niewielu krajów których nie mam absolutnie chęci odwiedzić.

Zresztą jako nastolatka miałam wiele dziwnych zainteresowań, o których możecie między innymi poczytać tutaj.

kartki-swiateczne-3895

Listy pisałam dość długo, wysłałam chyba jeszcze jeden albo dwa do mojego Pana, kiedy się poznawaliśmy (wtedy już miałam Internet)  i chyba nawet odpisał mi zdawkowo kilka zdań. Na jeden. Kiedy po kilku latach zapytałam dlaczego nie odpisywał na moje listy dostałam taką oto odpowiedź:

“Klaudyna, napisałaś mi coś na ładnej kartce, co ja miałem wtedy z tym zrobić? Dobrze wiesz, że nie jestem dobry w takich rzeczach.  Internet już miałaś, telefon był, to wolałem oddzwonić i te kilka godzin z Tobą porozmawiać. Przepraszam, posłuchać jak przez kilka godzin mówisz”.

Cóż jak widać, nie każdy dobrze radzi sobie z liścikami.

Listy listami, zaś ja dzisiaj chciałam o kartkach świątecznych.

kartki-swiateczne-3842

Świąteczne liściki – dawniej. 

Pamiętam, jak czytałam bodajże u Hanny Szymaderskiej, że dawniej na Święta wypadało odwiedzić swoich znajomych, chociażby na chwilę, z życzeniami. W XVIII wieku jednak, wraz z napływem mody zza granicy nowocześni arystokraci zaczęli jednak wysyłać liściki z życzeniami (oczywiście za pośrednictwem służby), oszczędzając sobie żmudnych podróży.

Tradycjonaliści grzmieli. Na upadek obyczajów. Na to, że młodzi wyręczają się karteczkami i służbą, zamiast samemu się pofatygować. Na to, że taka karteczka prawie nic nie warta.

I wtedy zastanowiłam się: co powiedzieliby teraz?

Gdyby wiedzieli, że życzenia wysyła się SMSem (proszę jednak docenić moje życzenia SMSowe, zanim nie miałam smartfona trudniej się wstukiwało), albo e-mailem. Do wszystkich prawie takie same.

Zaś kartka świąteczna, och, to jest luksus..

Pierwsza świąteczna kartka.

Oczywiście wiadomym jest,że tradycjonaliści musieli przegrać batalię o liściki, jak to się zazwyczaj zdarza w historii. Nowe pokolenie buduje nowe zasady, a potem musztruje swoje dzieci że “dawniej to były czasy, ład i porządek”.

Pierwsza świąteczna kartka w formie jaką znamy, powstała w roku 1843 i stworzył ją brytyjski urzędnik, Sir Henry Cole, który był zainteresowany rozwojem poczty. Marzył, aby mogła służyć “zwyczajnym ludziom”. Podzielił się pomysłem ze swoim przyjacielem i artystą Johnem Holsey, który zaprojektował pierwszą kartkę: sprzedawano ją po jednym szillingu (to obecnie jakiś 8 centów). Ciekawostka: w XX I wieku sprzedano na aukcji  jedną z pierwszych kartek Henrego Cole za, niebagatela, 2000 funtów.

Tak wyglądała pierwsza świąteczna kartka (widzicie reprodukcję). W środku rodzina przy stole, po bokach sceny dzielenia się jedzeniem oraz okrywania biednego człowieka.

pierwszakartkaswiateczna

Kartki zaczęto masowo wysyłać, kiedy brytyjska poczta obniżyła opłaty za wysyłkę do jednego szyllinga (budowano nowe tory, kolej była szybsza, to i poczta staniała). I cóż? Pokochał je cały świat:)

Kto obecnie kupuje kartki świąteczne? 

Nie wiem jak jest w Polsce i czy ktoś prowadził takie badania, ale znalazłam ciekawą ikonografike z Wielkiej Brytanii, która pokazuje wiele ciekawostek związanych z kartkami świątecznymi. Brytyjczycy je kochają!

Kartki świąteczne w Wielkiej Brytanii – kilknij tutaj aby powiększyć.

 christmas-card-infographic-large

Tego roku postanowiłam wysłać kilka kartek świątecznych.

Kiedy się zastanowiłam, nawet nie miałam zbyt długiej listy osób, którym mogłabym ją wysłać. W końcu są e-maile. Niemniej, postanowiłam przygotować kilka takich karteczek “ekstra”. Myślę,że z nimi jest tak jak z odręcznie pisanym listem. Zawsze miło dostać*

*wyjątkiem są może kartki reklamowe wysyłane przez różne urzędy i firmy. Najgorsze są te z urzędów.  Albo nie, jednak te z reklamami.

Oto przepis na najlepszą kartkę świąteczną. 

1. Ładna kartka świąteczna: wybieram zazwyczaj takie, które nie mają w sobie tekstu, nie lubię, kiedy życzenia są już “gotowe”.

2. Kawałek opłatka: miałam więcej opłatków niż potrzeba do kartek, ale przyznam, że nie mogłam się powstrzymać i zjadłam. Uwielbiam opłatki:). Jutro muszę dokupić:)

3. Kawałeczek jemioły, która symbolizuje pokój, miłość i płodność (o jemiole jeszcze Wam napiszę, zwłaszcza o tym aspekcie płodności, nie obawiajcie się;))

4. Własnoręcznie napisane życzenia. Nawet jak się nie ma weny, coś się zawsze wymyśli. Znajomi i tak się ucieszą, że dostaną kartkę, więc nie ma się co martwić, jeśli nie jest się poetą;)

5. Ewentualnie jakiś drobiazg: u mnie małe, drewniane serduszko.

6. Oczywiście znaczek, w który zaopatrujemy się w naszej kochanej Poczcie Polskiej. Dawniej mieli znaczkomaty, ale (przynajmniej u nas) teraz trzeba po znaczek stać w kolejce.

Umieszczamy wszystkie elementy w kopercie i voila!

Świąteczna kartka gotowa!

To nic, jeśli dojdzie w przerwie międzyświątecznej. I tak się liczy:)

kartki-swiateczne-3850

A Wasz przepis na najlepszą kartkę?

Czy jednak email i SMS rządzi?:)