Zioła – nie dla idiotów. Czyli ziołowe BHP.

maslo-do-ciala-4419

Dzień dobry,

Czy znacie (świetną skądinąd serię) z cyklu „Poradniki dla idiotów„? To seria poradnikowa, która święci tryumfy na rynku angjolęzycznym. Mamy więc „Muzyka – przewodnik dla totalnych idiotów” czy „Religie świata: przewodnik dla idiotów”. Pararelną serią jest seria „For dummies” (dla głupków). Książki pokrywają szeroki zakres tematów i pisane są przystępnym językiem przez ekspertów z danej dziedziny.

W Polsce seria została wydana jako „Poradniki nie dla idiotów” bądź też „coś tam dla bystrzaków” – widocznie w naszym kraju wsyscy są Bystrzakami, zaś przyznać się do niewiedzy jest, z jakiś powodów, źle widziane (pisałam zresztą o tym w poście „Dlaczego ludzie wstydzą się mówić nie wiem?”).

Tymczasem są dziedziny, w których lepiej założyć „nie wiem”, niż „wiem wszystko”, „nie potrzebuję porady”. Jedną z takich dziedzin jest wiedza o odżywianiu oraz wiedza o ziołach i ziołolecznictwie.

Stąd też od dawna nosiłam się z napisaniem postu dotyczącego „Ziołowego BHP” w Ziołowym Zakątku: postu, w którym między innymi mówię „nie wiem”. Chciałabym, żeby ten post był postem referencyjnym, dla różnych receptur w Zakątku, ale także żeby przydał się osobom, które ogólnie poszukują informacji a temat ziołolecznictwa.

Zapraszam!

ps. polecam herbatkę, to długi post. Długie posty podobno mało kto czyta, więc polecam dobrą herbatkę :)

Ziołowe BHP czyli dlaczego nie udzielam porad zdrowotnych
 
 

Polisa ubezpieczeniowa.

Zacznijmy od tego, czym zaczyna się praktycznie każda anglojęzyczna książka o ziołach (i niewiele polskich, właściwie nie spotkałam ani jednej): informacje opublikowane w Ziołowym Zakątku mają charakter informacyjny i hobbystyczny, w żaden sposób nie diagnostyczny i nie służą do samoleczenia. Receptury próbujecie na własną odpowiedzialność: to,że coś działa dla mnie (np. dla mojej skóry) nie oznacza,że będzie odpowiednie dla Was.

Ten post nie powstał po to, aby kogokolwiek straszyć, ale myślę,że dobrze jest sobie zdać sobie z niektórych rzeczy sprawę: zioła działają i mogą mieć dwie strony medalu.

Polisa ubezpieczeniowa jest nudna, więc przejdźmy dalej.

7 zasad wykorzystania ziół w Ziołowym Zakątku: jeśli masz przeczytać jeden paragraf, niech będzie to właśnie ten :-)

Te zasady nie dotyczą tylko Ziołowego Zakątka, ale mogą się przydać każdemu, kto interesuje się ziołami i różnego rodzaju terapiami. Myślę, że to zbiór uniwersalnych zasad.

1. Posty mają charakter informacyjny – nie ponoszę odpowiedzialności za praktyczne zastosowanie. Hobbystycznie testuję wszystko na sobie i staram się sięgać do najbardziej aktualnej wiedzy, ale proszę mnie po sądach nie ciągać :-) Posty nie służą do samoleczenia, nie są do tego zachętą itepe itede. Teraz już każdy sąd mnie uniewinni ;-)

2. Jeśli nie masz pewności: sprawdź dwa razy – jeśli używam jakiejś rośliny na Ziołowym Zakątku i nie jesteście pewni, czy roślina z Waszego ogrodu to właśnie ta (np. czy dziurawiec to na pewno dziurawiec), sprawdźcie dwa razy w zielniku lub chociażby w Wikipedii – dotyczy zwłaszcza roślin jadalnych:) Podwójne sprawdzenie dotyczy zwłaszcza informacji na stronach internetowych, tak, na mojej też. Jeśli chodzi o informacje, nie ufam nikomu, nawet sobie :-) i często sprawdzam rzeczy po kilka razy w różnych źródłach.

3. Przyszłe Mamy i małe dzieci: podwójna rozwaga wskazana – jeśli jesteście przyszłymi Mamami, karmicie piersią etc. Sprawdźcie trzy razy, czy możecie używać danego zioła. Zasada jest taka, że nie prowadzi sie badań na kobietach w ciąży i karmiących, stąd większość, nawet bezpiecznych preparatów ma informację: „Brak informacji o interakcjach w czasie ciąży” (właśnie dlatego, że leków się nie testuje na ciężarnych). Co więcej wiedza o tym, co można używać w ciąży czy dla małych dzieci, ciągle się zmienia (piszę o tym np. w poście Zasady bezpieczeństwa stosowania olejków aromaterapeutycznych). Ze swojej strony, jeśli jest jakieś przeciwskazanie, zawsze staram się sprawdzać (tak jak w przypadku hyzopu), ale wiadomo, warto samemu do zrobić.

Zioła mogą być świetną pomocą dla osób wymagających szczególnej troski: np. chorych, słabych, starszych etc. (chociażby pokrzywa dostarcza dużo mikroelementów do diety), ale zawsze warto sprawdzać.

4. Interakcje: zioła mogą wchodzić w interakcje z lekami. Jeśli leczycie się przewlekle albo nawet bierzecie tabletki antykoncepcyjne, warto sprawdzać dwa razy (np. olejek geraniowy w dużych ilościach może ingerować w działanie tabletek antykoncepcyjnych, to samo dziurawiec). Jak wyżej, staram się sprawdzać możliwe interakcje, jednak czasem jest to kilka stron w encyklopedii i nie zastąpię profesjonalnej porady :-)

5. Test skórny: to taka uwaga w przypadku kosmetyków. Przyznam szczerze, że ja rzadko robię (tak, jestem niecierpliwa), ale czasami żałuję pochopności. Zwłaszcza w przypadku olejków aromatycznych, jeden może być super, a drugi niby z tej samej rośliny, ale innej firmy może uczulać.

6. Nie bój się pytać: sklep zielarski jest Twoim przyjacilem. Powinny (i raczej tak jest, chociaż czasami wprowadzają w błąd jeśli nie mają jakiegoś składnika – raz Pani się ze mną kłóciła że wosk pszczeli to jest to samo co propolis;)) pracować tam osoby po specjalnym przeszkoleniu – zazwyczaj jest to trzymiesięczne studium. Osoby pracujące w sklepach zielarskich naprawdę znają swój asortyment i mogą dużo doradzić. Dodatkowo, w sklepie zielarskim jest dużo ciekawych i często niedrogich surowców. Jeśli nie macie po drodze to takiego sklepu, polecam chociaż konsultację z książką. Dla mnie podstawową książką referencyjną jest książka prof. Ożarowskiego: Ziołolecznictwo, poradnik dla lekarzy i farmaceutów.

Przy okazji: jeśli już wybieramy jakąś książkę o ziołach (jeśli chcecie, przygotuję zestawienie książek, z których lubię korzystać), warto zerknąć kto jest autorem i jakie ma doświadczenie.

7. Cieszymy się z tego, że możemy sobie przygotować coś fajnego z dzikimi roślinami lub ziołami: bez komentarza:)

Skoro przeszliśmy już 7 złotych zasad, zapraszam do dalszej części. Kilka luźnych uwag, na temat ziołolecznictwa..

maslo-do-ciala-4725

Naturalne zawsze jest bezpieczne. Niebezpiecznie w to wierzyć. 

W narodzie panuje przekonanie, że to co naturalne jest bezpieczne. Tymczasem najsilniejsze trucizny są pochodzenia naturalnego: chociażby w naszym ogrodzie kwitnie piękna naparstrnica, która spożyta, mogłaby okazać się śmiertelna.

Zioła zawierają substancje czynne, które działają. Niektóre z nich bardzo delikatnie i trzeba przyjmować je dłużej i bardziej systematycznie niż lekarstwa tradycyjne, inne -jak rośliny zwierające np. glikozydy nasercowe – szybko, gwałtownie i potencjalnie ze śmiertelnym skutkiem.  Oczywiście, na Ziołowym Zakątku (ani w mojej kuchni,poza jego kulisami:-)) nie przyrządzam magicznych misktur do nasączania trujących strzał, które mogą zabić najgorszego wroga, jednak warto pamiętać, że nie używamy substancji obojętnych.

Przejdźmy trochę niżej: współcześnie coraz więcej osób jest uczulonych i na przykład kiedy dawniej przemywano malutkim dzieciom oczka naparem z rumianku, obecnie się od tego odchodzi, ponieważ rumianek może być potencjalnie uczujalący i coraz mniej dzieci go toleruje (lekarze coraz częściej zalecają przemywanie ciepłą, miękką wodą).

Możliwość uczelnia to sprawa dość oczywista, chociaż, przy kosmetykach wydaje mi się, że wszyscy są jeszcze bardziej ostrożni, niż zazwyczaj. Nikt przecież podając przepis na dżem (czy wręczając komuś dżem) nie pisze: „Uwaga! możliwość zatrucia jadem kiełbasianym!”, jednak przy produktach ziołowych podkreśla się możliwe skutki uboczne (tak samo jak przy słoiczku kremu do twarzy):

Ulecz się sam! Czyli dlaczego nie udzielam porad zdrowotnych.

Dostaję od Was czasami maile, dotyczące porad zdrowotnych w zastosowaniu ziół. Zawsze i niezmiennie odpisuję (i będę odpisywać), że nie jestem lekarzem ani farmaceutą i po prostu nie mogę (i nie chcę) Wam doradzać.

Nie robię tego ze złej woli, jest ku temu kilka racjonalnych przesłanek.

Po pierwsze, nie jestem lekarzem czy farmaceutą, nie mam takiej wiedzy i uprawneń, jaką powinna mieć osoba lecząca. Nawet gdybym była, nie doradziłabym nikomu przez Internet, nie znając jego kondycji, zażywanych leków, trybu życia. Ale czekajcie, nie jestem lekarzem czy farmaceutą, więc sprawa z głowy :-). Nie mam wykształcenia medycznego i po prostu doradzanie komuś ze świadomością, że jest choćby 1% szansy że komuś moja porada zaszkodzi, jest dla mnie etycznie nie do przyjęcia – czułabym się z tym moralnie źle.

Powiedzmy tak, jeśli ktoś sobie ugotuje coś z mojego przepisu, użyje starego sera i się zatruje (stary ser wymyślony na poczekaniu), nie będę mieć wyrzutów sumienia i dam radę z tym żyć. To samo, jeśli ktoś zrobi krem, doda olejku i będzie go szczypać po tym skóra. Ale gdybyście do mnie przyszli, powiedzieli „chyba mam jakąś chorobę skóry, doradź”, a ja powiedziałabym „to choroba x, natrzyj się tym a tym, to Ci pomoże” i potem, z różnych powodów, to remedium by Wam zaszkodziło, nie czułabym się dobrze. Wiadomo, każdy ma swój własny rozsądek i decyduje, co chce nałożyć na skórę,

Po drugie, wedle polskiego (i nie tylko zresztą) prawa, osoba bez uprawnień (czyli np, biochemik, ale nie lekarz) nie może prowadzić diagnostyki. Wedle prawa nie może powiedzieć: „Słuchaj, widzę, że masz łojotok/wyprysk/nerki ci nie funkcjonują jak trzeba, weź na to takie to a takie zioło”. Diagnozowanie jest przeznaczone dla lekarzy. Z tego powodu idealną sytuacją (i tak jest podobno u ojców Bonifratrów w Krakowie) jest taka, kiedy w jednym miejscu jest diagnozujący lekarz, zaś obok zielarz, który pełni funkcję doradczą i razem z lekarzem dobiera ziołowe lekarstwa. Diagnostyki oficjalnie nie mogę prowadzić ani ja, ani profesor biochemii, ani pani w sklepie zielarskim.

Ciekawostka: jeśli przyjrzycie się kosmetykom naturalnym np. ze Stanów Zjednoczonych, nie będzie na nich napisane „ten kosmetyk wyleczy ci popęknane naczynka krwionośne”: dużo częściej będzie informacja: „W skład kosmetyku wchodzi substancja taka i taka, której działanie sprawia, że Twoje naczynka krwionośne się obkurczą”. Wynika to z tego samego faktu co powyżej: jeśli twierdzisz, że coś leczy, musisz to udowodnić (w przypadku kosmetyków, długotrwałe testy laboratoryjne etc.). Jeśli Ty chcesz leczyć i diagnozować, musisz mieć uprawnienia.

Oczywiście wiem, że nie wszyscy tak robią i ludzie szukają pomocy w różnych miejscach: jednak osoba diagnozująca bierze (tj. powinna brać na siebie) nie tylko ewentualną odpowiedzialność prawną, ale też – moim zdaniem – etyczną.

bukiety-zielne-5209

Zielarz – czyli kto?

Ostatnio przeprowadziłam ciekawą rozmowę z pierwszy raz poznaną znajomą (Aniu, pozdrawiam!).

Zaczęłyśmy dyskutować o tym, kim jest zielarz – moja towarzyszka stwierdziła, że zielarz powiniem mieć co najmniej 20 lat doświadczenia, aby móc leczyć czy diagnozować.

Zaczęłam się od razu zastanawiać. Dlaczego nie 21? Albo 15? Albo 50 lub 5? Ktoś może być doktorem fitoterapii i mieć większą wiedzę o ziołach niż osoba, która prakuje na własną rękę przez 30 lat. Może być też odwrotnie..Nie mówię tutaj już o tak wyszukanych systemach leczniczych jak Tradycyjna Medycyna Chińska, gdzie można praktycznie całe życie się uczyć (albo zrobić zaoczny kurs w Chinach, wrócić do Polski i założyć gabinet;-)).

Wydaje mi się, że te 20 lat mogą oznaczać różnicę pokolenia: coś co przy dawnych metodach nauczania mistrz-uczeń, miało rację bytu. Teraz sprawa nie jest taka oczywista.

Osobiście leczę się konwencjonalnie, jednak kiedy mogę, sięgam po bezpieczne ziołowe remedia (pisałam o tym min. przy okazji postu o hyzopie). Nie wiem co bym zrobiła, gdybym naprawdę chciała znaleźć zielarza, który miałby leczyć (w pełni) mnie i moją rodzinę. Prawdopdobnie najprędzej zaufałabym lekarzowi, który zna się na fitoterapii (tylko gdzie takowego znaleźć?) lub jakiemuś ośrodkowi przyklasztornemu, który prowadzi diagnostykę razem z lekarzem i ma swoje sprawdzone mieszanki.

Kiedy wpisałam w google „zielarz” przeraziła mnie wręcz liczba gabinetów, gdzie – obok mieszanek ziołowych – można sobie zmienić polaryzację własnego pola magnetycznego (?), skorzystać przy pomocy bioenergoterapeuty przy zajściu w ciążę czy zbadać jakie choroby są widoczne w kąciku mojego oka (irydologia). Chciałabym po prostu specjalisty od ziołolecznictwa :-)

Istnieją różne systemy ziołolecznictwa (nawet w łonie ziołolecznictwa zachodniego – ale to temat na kiedyś tam) i nie odrzucam tradycyjnych systemów leczniczych z innych kręgów kulturowych, chociaż może niekoniecznie chciałabym się nimi leczyć.

Annie McIntyre – jedna z moich ulubionych zielarek. 

annie-conference-2008

 

Dla przykładu, jedna z moich ulubionych zielarek. Anne McIntyre zajmuje się zielarstwem zachodnim oraz ajurvedą. Nie tylko leczy, ale publikuje, uczestniczy w konferencjach, poszerza swoje umiejętności, ma prywatny gabinet. Nie ukrywa tego, gdzie studiowała i czego się uczyła. Była prezesem Towarzystwa Ziołowego, oraz jest członkiem brytyjskiego National Institute of Medical Herbalists (Narodowego Instytutu dla Zielarzy Medycznych). Wiem,że system prawno-medyczny w Wielkiej Brytanii jest trochę inny, ale rozumiecie o co mi chodzi. Moim zdaniem takiej osobie można zaufać i powierzyć kwestie zdrowia.

Moim zdaniem taka osoba jest zielarzem w pełnym tego słowa znaczeniu (oczywiście, mogą być inni zielarze i zielarki, którzy wybrali inną drogę i są super kompetentni) – i mam takie wrażenie, że w Polsce trochę brakuje tego typu osób.

Dlatego też, kiedy szukam informacji o ziołach, zawsze zwracam uwagę kim jest osoba, która publikuje.

To temat, którego można uczyć się całe życie i z zasady jestem nieufna wobec osób, które twierdzą, że potrafią wyleczyć wyszystkie choroby, za pomocą sobie znanych cudownych leków.

Zioła mogą być bardzo przydatne, zaoszczędzić nam cierpienia, pomóc podkreślić urodę czy po prostu być fantastycznym hobby, ale nieumiejętnie używane.. coż, tak jak z nożem. Jedni mogą smarować nim chleb, inni – popełniać przestępstwo.

Życzę Wam, żeby Wasze doświadczenia z ziołami należały do tej pierwszej kategorii i były tak przyjemne, jak smarowanie wyciągniętego prosto z piekarnika chleba świeżutkim masłem!

ziola-5453

Dobrze, popłynęłam w tym ostatnim zdaniu. Pierwsza w nocy robi swoje :-)

Z ciekawości: mieliście jakieś doświadczenia z ziołolecznictwem?:)

 

  • Od siebie chciałabym dodać, że… lata doświadczenia niekoniecznie „przekładają się” na umiejętności, chociaż wiedzę zapewne tak. Przy czym też powstaje pytanie jakiego rodzaju to wiedza i o czym? Ilość roślin i zasięg działania każdej z nich są tak bogate, że samo ich poznanie to już ogromny zakres „wiedzy”. A nie oznacza przecież umiejętności diagnozowania!!! Ja sama, po z górą 30 latach pracy z ziołami często dochodzę do wniosku, że… niewiele wiem :) Nawet o samych roślinach! Nadal wciąż dowiaduję się rzeczy nowych… No i moje własne doświadczenia nie musza być optymalne dla innych, chociaż sporo jest informacji „uniwersalnych”…

    Szczerze mówiąc cały ten temat – bycia „zielarzem”, zakresu kompetencji i umiejętności, oczekiwań ” z zewnątrz” wobec osób znających zioła i ich zupełnej niespójności z możliwościami zasługuje na osobną ‚rozprawkę”. Podobnie jak próby dopasowywania, mocno „na siłę”, wiedzy zielarzy historycznych do naszych, współczesnych, europejskich standardów „naukowości”. Niczego im nie ujmuję – ale dużo, dużo, duuuzo za mało wiemy, by cały ten olbrzymi materiał porządkować i szufladkować. Ba, nie wiemy nawet CO do tych szufladek wkładać :D

    Reasumując – być zielarzem to nie znaczy pracować/ uczyć się od – do. To znaczy gromadzić wiedzę stale, odkrywając zarówno tę starą (tak bardzo, że wydaje się „nowa”) jak i tę nowo powstającą… Czy to aby na pewno zadanie dla jednego człowieka??? Każdy z nas zna tylko jakiś jej wycinek – mniejszy albo większy…
    W gruncie rzeczy wszystko sprowadza się do zaufania – i osobistego rozsądku. Zioła to nie zabawa, chociaż w pewnym zakresie mogą nią być. Dobrze, że poruszyłaś ten temat, Klaudynko, szczególnie „porad internetowych” – ale obawiam się, że nie do końca cokolwiek to zmieni ;)
    Uczmy się ziół, poznawajmy je, używajmy do profilaktyki zdrowia – ale nade wszystko uczmy się troszczyć o zdrowie zanim zaczniemy chorować!!! I tu rola zielarzy jest jak najbardziej znacząca :)

  • a tam półka! my mamy jedną, a cała reszta leży malowniczo na podłodze, a jak kot stosy rozwali to jeszcze piękniej:D

  • Anna Militz na razie nie mam jeszce bliblitoeczki, muszę półki się dorobić;)

  • To ja taki wpis zamawiam! Z ładnymi zdjęciami biblioteczki :D

  • Kat Kam właśnie, ja to rozumiem i jeśli mogę, to staram się coś podpowiedzieć w neturalny sposób, ale tez nie mogę narażać własnego sumienia oraz bezpieczeństwa osobistego (mój ulubiony cytat: „Ja nie z tych co chodzą po sądach”;)) , żeby doradzać coś obcej mi osobie,. Jeszcze jest tak, że ludzie mają tendencjedo pytania o „dolegliwosć X”i nawet nie przychodzi im do głowy, że jakieś zioło w dawce terapeutycznej (bo takiej szukają) może wpaść w interakcje np. z lekami na nadciśnienie, szukają konkretnej rzeczy na konkretną dolegliwość i zupełnie ignorują, że to może być część większej całości.

  • Anna Militz jeszcze nie:)

  • Czy powstał kiedyś wpis o polecanych przez Ciebie książkac zielarskich? Próbowałam teraz na szybko przeszukać Twoj blog, ale jakoś bez efektu. Bardzo bardzo by mi się coś takiego przydało

  • Bardzo potrzebny tekst… jesteśmy pod wrażeniem mocy ziół i i roślinnych wyciągów, szczególnie olejków eterycznych… To ważne, żeby każdy zdawał sobie sprawę, że to co innego zapoznać się z informacją na temat jakiejś rośliny czy też jej olejku eterycznego i wykorzystanie ją (na swoją odpowiedzialność), a co innego pójść do specjalisty zielarza, czy aromaterapeuty i otrzymać receptę. Tu na portalach społecznościowych, czy blogach raczej nie spodziewajmy się porad medycznych. Zwykle, tylko dzielimy się swoimi doświadczeniami i wiedzą. Bez zapędów leczenia kogokolwiek. My dążymy do tego, aby jak najwięcej osób przejęło kontrolę nad własnym zdrowiem… i przestało oczekiwać, że ktoś im „przepisze” coś na coś. My zalecamy samokształcenie, poznawanie siebie, obserwowanie siebie, słuchanie siebie, poszukiwanie wiedzy o swoim ciele, jego potrzebach i jego reakcjach… żeby być wrażliwym na sygnały i odpowiednio reagować na nie… żeby jak najmniej spotykać się z lekarzami i wychodzić od nich z plikami recept.. Taka postawa wynika z naszego, często, lenistwa , wygodnictwa i nie rozumienia. Bo i po co poszukiwać samemu, jak można pozwolić sobie na taki nibykomfort: chodzę do lekarza, biorę leki, to znaczy dbam o siebie. Najlepszym sposobem by być zdrowym, to dowiedzieć się jak żyć, żeby jak najmniej chorować. .. I starać się tak żyć. To dowiedzieć się co zrobić żeby swojemu ciału nie przeszkadzać, kiedy podejmuje walkę o zdrowie, kiedy przytrafi się choroba. Takie miejsce jak to, pomaga rozwijać wiedzę w dziedzinie aktywnej SAMOopieki zdrowotnej. Dziękujemy za ten post. :)

  • Prawda, sama prawda. Zioła działają, leczą i trzeba je używać z głową. Zresztą duża część lekarstw jest produkowana właśnie z wyciągów ziołowych. U nas zioła zapobiegają chorobom wszelakim u drobiu.

  • Prowadzę sklep zielarski i muszę stwierdzić, że ta desperacja w narodzie, dotycząca ” złotego środka” ma swoją przyczynę. Przychodzą do mnie ludzie z rożnymi dolegliwościami, i na podstawowe pytanie ” a co na to lekarz?” mówią, że są po zalecanych lekarskich kuracjach ( najczęściej są to antybiotyki łykane „na kilogramy”), i nie dość że nie działa to czują się coraz gorzej …

  • Dzięki bardzo za rady. Ciekawa jestem, czy mój lekarz jest taki światły? :) zapytam

  • bardzo madry iodpowiedzialny gest!1 post war przeczytania i wzięcia sobie do serca !! (Y)

  • Ja o miecie nie słyszałam, rumianek w dużych dawkach jest rozkurczowy więc pewnie o to chodzi. Nagietek zresztą też. Głównie w pierwszym trymestrze się unika rozkurczowych. W ostatnim czasem sie przyjmuje rozkurczowe tydzień dwa przed rozwiązaniem, ale to już trzeba wiedzieć co i jak.

  • Anka zapytaj lekarza . Mam kilka koleżanek w ciąży i maja zabronione picie mięty czy rumianku . Dokładnie nie wiem dlaczego , źle działa na cos tam wlasnie w ciąży i nie wolno.

  • A w pierwszym trymestrze to wszystko jest zakazane;)

  • Dorota Ch Js tylko wiele osób nie rozumie tej subtelnej różnicy. Ja rozumeim z czego wynikaja te pytania, pewnie z tego powodu, że brakuje specjalistów. Ja jeśli mogę odsyłam do literautry albo piszę „ja zrobiłabym tak i tak, albo przyjrzyj sie tej i tej roślinie (jeśli coś wiem na ten temat), ale nie zamierzam poświęcać swojego sumienia w tym wypadku.

  • Ja się zgadzam. I się nie obrażam :) ale co z tą miętą w ciąży? Bo się zdziwiłam. A lubię wodę z miętą… Piję ją w ciąży właśnie.

  • No jest to bardzo mądre ! Ja sama jakiś czas temu sie dowiedziałam , że nie wszystkie zioła wolno w ciąży , nawet te na pozór zupełnie bezpieczne jak mięta czy rumianek !

  • Leczenie ludzi to odpowiedzialna sprawa. Pracuje w zielarni i wiem, że ludzie chcą wszystko na tacy a tak się nie da. Od leczenia ziołami są specjaliści a jest ich nue tak wielu.

  • Magda

    A czy lista książek o ziołach już powstała? taki niezbędnik oraz pozycje ale dociekliwych?;)

  • senke

    czekam na listę „zielników”, które polecasz/z których korzystasz/którym ufasz

    • Jak będę w Krakowie, to coś pokażę.

  • kirke

    Klaudyno droga absolutnie bez złośliwości a jedynie celem sprostowania-irydologia- nie z kącików oka „czyta” a ze źrenicy. uważam, że medycyna konwencjonalan WINNA i podkreslam to słowo, korzystać i mieć pojęcie (przynajmeniej zielone:) o medycynie niekonwencjonalnej. Poza wymienionymi przez poprzedniczki ziołami spotkałam się z okładami z miodu i propolisu na rany pooperacyjne i to jako zalecenie lekarza konwencjonalnego w szpitalu. W swoim życiu staram się unikac jak mogę farmacji i przykłądowo na ból żołądka taki po …przeżarciu stosuje kieliszek nalewki orzechowej albo szklankę gorącej wody ze wkrojonym imbirem świeżym ten sam imbir ale suszony wrzucam do gorącej wody , kiedy przemoczę jesienną pluchą stopy i boję się przeziębienia

    • Klaudyna Hebda

      Wiem, czym jest irydologia – to figura retoryczna. Tutaj jestem sceptyczna dość mocno: interesuję się tradycyjnymi systemami medycznymi (pisałam min, pracę dyplomową o Tradycyjnej Medycynie Chińskiej), ale co do irydologii to Cojestem sceptyczna i podzielam zdanie mniej więcej encyklopedii Sceptic.com (http://www.skepdic.com/iridol.html). Co do orzechówki to sobie nastawiłam i mam nadzieje,że będzie dobra nie tylko na żołądek, ale że będzie smakować jakoś:) Pozdrawiam!

      • AB

        na zmoknięcie i przemoczone nogi dobry jest likier ziołowy ‚Jägermeister’ , na Ukrainie w górach częstowali nas też po deszczu likierem ukraińskim ‚Czarny Czeremosz’ o ciemno czerwonej barwie, którą podobno zawdzięcza górskim kwiatom.

        • Nam na studiach profesor od farmacji polecał „Zioła szwedzkie”, ale jeszcze się nie zaopatrzyłam:)

    • x

      źrenicy? lol? ja pierdolę co ja czytam! jeśli już to tęczówki!!!

  • AB

    A mnie ostatnio fascynuje ogromne bogactwo ziół, mieszanek ziołowych, herbat, przypraw, olejów, ziół do kąpieli i innych takich firmowanych jako ‚Zioła z Podlasia’ firmy Dary Natury

  • AB

    kilka kropel olejku PICHTOWEGO Z JODŁY SYBERYJSKIEJ pokropionych na poduszkę zapewnia, że rano wstaniesz bez kataru, nawet jak wieczorem czujesz, że katar nadchodzi

  • Raczej popularnie – parzona mięta na żołądkowe dolegliwości, parzona melisa na uspokojenia i dobry sen, okłady z babki lekarska na stany zapalne, szałwia do płukania gardła w stanach zapalnych. Póki co skromnie, ale z roku na rok powiększa się moja ziołowa apteczka :)