Zabójczy ogórecznik czyli dlaczego kulinarne show są w porządku.

800px-Blaue_Borretsch_Blüte,_Borago_officinalis

Dzień dobry,

Ostatnio pokazywałam mojej przyjaciółce ze wsi nowe nabytki książkowo-zielarskie.  Otworzyłam na stronie, gdzie przedstawiony był kwiat ogórecznika. Ku mojemu zdziwieniu, moja przyjaciółka, która nie pasjonuje się gotowaniem, nie mówiąc już o ziołach, powiedziała:

– Nie wiem jak to się nazywa, ale wiesz, podobno ta zielona część jest trująca.

Zatrzymałam się, będąc w lekkim szoku.

Nie dlatego, że zjadłam trochę tych kwiatów z zielonymi częściami i żyję (rozchodzi się o to, że niedawno odkryto w liściach rodzaj alkaloidów, które w dużej ilości uszkadzają wątrobę, podobnie jak alkohol zresztą: trzeba by jeść miskami).

Byłam w lekkim szoku ponieważ DOKŁADNIE wiedziałam dlaczego to powiedziała. Powtórzyła to za szefem Modestem Amaro (o którym usłyszała pewnie dopiero z programu Top Chef). I wiecie co jest najlepsze? Że ja nawet nie oglądałam tego odcinka, ale mimo to wiedziałam, skąd pochodzi ta historia o zabójczym ogóreczniku. Potem obejrzałam fragment, gdzie jurorzy ze zgrozą patrzą na mały kwiatuszek, jakby miał nieomal moc powalenia zdrowego człowieka na kolana – miałam aż wrażenie, że producenci programu byliby w siódmym niebie, gdyby któryś jurorów zaczął się na miejscu dusić i błagać o pomoc medyczną.

Wieść, jak zabójczy jest ogórecznik obiegła całą Polskę. Od wielkich miast, po malutkie wioski, takie jak moja.

I wiecie co? To jest FAJNE.

ps. wpis postanowiłam Wam okrasić zdjęciami złotej jesieni: trochę bez sensu, ale przynajmniej będzie ładnie:)

zlota+jesien-2280

Fajne, ponieważ założę się, że do tej pory o ogóreczniku słyszała garstka zapaleńców. Ogólnie, o tym, że można zjeść jakiś kwiatek, nie będąc królikiem. Tak samo, jak cała Polska zobaczyła, że można gotować z ciekłym azotem, dowiedziała się, że mamy produkty regionalne (np. karpia zatorskiego), że można jeść podroby i nie jest to żaden wstyd, ale całkiem wykwintne rzeczy można z tego robić. Kucharze stali się celebrytami budzącymi emocje („O ten jest super, podał takie świetne danie, tamten to nadęty bufon”), zaś jedzenie podniesione do rangi sztuki.

Może mniej fajne jest to, że ludzie będą myśleć, że ogórecznik zabija. Już widzę te maile na mojej skrzynce z oskarżeniami, że stosuję ogórecznik (posadzę w ogrodzie tego roku). Wiecie co z nimi zrobię? Wrzucę je do tego samego folderu do którego wrzucam pełne grozy maile o tym, jak głupia i nieodpowiedzialna jestem, bo śmiem pokazywać przetwory z bzu czarnego, pomimo, że zawierają zabójcze pestki z zabójczym cyjankiem (?). Chyba kiedyś napisze post o pestkach, bo już nie mam siły odpisywać po raz kolejny, że owszem, pestki zawierają lekko toksyczne glikozydy w niewielkich ilościach, jednak większość z nich rozkłada się pod wpływem ciepła (tak, dżem z bzu się gotuje: jeśli nie ugotujemy, to dostaniemy miksturę przeczyszczającą i gwarantuję, że dużo tego nie zjecie), zaś to co zostaje jest właśnie substancją czynną, działającą lekko napotnie. Jak to mawiali starożytni Grecy? Lek od trucizny dzieli dawka.

zlota+jesien-2285

Show kulinarne są fajne, ponieważ pokazują, że bogactwo jedzenia jest takie, jak bogactwo kultur. To nic, że ludzie będą teraz myśleć, że prawdziwy tagine robi się w 1.5 godziny i nie może być papkowaty, bo jeśli będzie: trzeba będzie się skrzywić jak Magda Gessler. Ważniejsze, że zobaczyli, ile jest bogactwa smaków i technik.  Że prawdziwe gotowanie to nie jest poziom kucharzy z „Kuchennych Rewolucji”, którzy będąc po szkole gastronomicznej nie wiedzą nawet co to jest stek i jak zrobić rosół Chyba, że to ustawka – chciałabym w to wierzyć, ale niestety mam znajomego po szkole gastronomicznej i potwierdził mi smutną prawdę, że „na stejka” to szkoły gastronomicznej nie stać. Stać ją za to na zrobienie pomidorowej, którą można potem sprzedać w przyszkolnej stołówce. Aha, a jak chcesz mieć dobry nóż, to sobie musisz kupić. W sumie nic strasznego, ja też sobie muszę kupić sama nóż. Tyle, że mój znajomy o mało nie został posądzony o wynoszenie szkolnego sprzętu. Na szczęście miał paragon, który udowodnił, że osiągnięcie cywilizacji pod tytułem „nóż-który-jest-ostry” należy do niego.

Show są fajne, bo pokazują, jak wiele ludzie potrafi osiągnąć, jeśli się czymś pasjonują: kiedy widzę chłopaka w moim wieku, który dostaje pracę w Alterier Amaro to budzi się we mnie autentyczny szacunek.

Owoce tarniny. Prawie nie zabójcze (oprócz pestek – trzeba je wydrylować)

zlota+jesien-3

Jedyne czego sobie życzyłabym, to kilku lepszych jurorów. Pamiętacie kiedy do Master Chefa przyjechał Marco Pierre White? O rany, to była klasa sama w sobie! Nie tylko kultura, ale był w stanie powiedzieć każdemu uczestnikowi coś więcej niż „To jest do dupy, tak się nie podaje sałatki” albo „Oh, to było wyśmienite”. Był w stanie kulturalnie skomentować i dać konstruktywną uwagę.  Od razu widać, że to jest człowiek, który wie o czym mówi. Okey, Ramsay przeklina jak szewc, ale dokładnie wie, co w potrawie było źle i potrafi dać konstruktywną uwagę.

Kulinarne show są w porządku.

Nawet jeśli oberwało się przez to nikomu nie wadzącym ogórecznikowym kwiatkom.

zlota+jesien-2208

ps. pierwsze zdjęcie pochodzi z Wiki (na zasadzie Creative Commons, autorką jest Sonja Schlosser)

  • Asia

    Jest inne roslinne ziolo z niebieskimi kwiatami ale rosnie wysoko, w uk wlasnie facet aie otrol we wlasnym ogodzie bo liscie toksyny przechodza przez skore

  • Sylwia

    Zdjęcie brzozy fascynacyjne. Masz prawdziwy talent!!!

  • W nowych książkach spotkałam się ze stwierdzeniem, że te alkaloidy w zielu są i hepatotoksyczne oraz kancerogenne. Sprawdziłam w starszych książkach – zalecają nawet ziele do sałatek, dodatki do zupy. Czemu by nie? Osobiście się przestraszyłam tą informacją (nawet nie wiedziałam, że zbulwersowało to kogoś z tv) i stwierdziłam, że ogórecznik tylko na zewnątrz. Teraz jak pomyślę głębiej i o tej misce… Nie zaszkodzi spróbować! Inni jedli zupy, sałatki i żyją, więc czemu nie ja?
    Pozdrawiam

    • Alkaloidy sa hepatotoksyczne, to prawda:) ale to po prostu kwestia dawki, przecież garściami nie bedziesz jadła:)

      • Na pewno :D W ogródku rośnie jeden, więc za dużo mu kwiatków nie zabiorę. Nasionka mu chętnie zabiorę i wysieję w doniczkach, postawię na parapecie i będę dbać, obserwować (ogólnie – czekać na kwiatki)

  • Anonim

    Właśnie godzinę temu zakończyłem przesadzanie ogórecznika z łąki do ogródka.
    Mam zamiar się nim truć z radością i uśmiechem. Stosuję też żywokost lekarski i inne straszne zioła,
    które niestety nie są z apteki a prosto z ziemi. Piję też herbatę z liści oliwki i krwawnika,a jak puszczam bąki
    (sorki-zdarza się czasem) popijam herbatkę z np:kopru włoskiego. Używam głowy do myślenia i serca do odczuwania. To mi daje pewność i oparcie w tym całym zamieszaniu co jest dla nas wskazane i zdrowe. Zresztą nasze ciała adoptują się do wszelkich trucizn- gdyby tak nie było, już było by po nas…. To pozdrawiam. Cześć.

  • Kaśka

    Hej, coś mi polskich znaków nie wyświetla. Korzystam z Opery. Wcześniej problemu nie było… Da się naprawić? :) Bardzo lubię Twojego bloga a to upierdliwy problem :)

  • Atria

    To znaczy wiecie,żeby było jasne. Pan Amaro miał rację. W tym sensie, że niedawno rzeczywiście odkryto,że duża ilość liści może uszkadzać wątrobę (tak samo jak z liścmi żywokostu) i ja bym po tej informacji jednak zaprzestała jedzenia miskami:) Natomiast bez przesady, to tylko jeden, malutki kwiatuszek do ozdoby, trzebaby naprwdę dużo zjeść.

  • hah, biedny mały ogórecznik :)

  • zulu

    Różnica pomiędzy lekarstwem a trucizną polega na dawce. Tak już wieki temu uczył Paracelsus.To się sprawdza w każdym przypadku. Nikt nie zje paczki paracetamolu ponoć tak bezpiecznego ;)
    Nie radzę też prowadzić eksperymentu z tak zdrowym produktem jakim jest miód. Zjedzenie naraz zawartości słoika załatwi trzustkę na cacy :(
    Niech więc pseudo mądrale głupot nie wygadują, bo niektóre ze stosowanych powszechnie nawet przez nich przypraw mają działanie narkotyczne, a pewnie o tym nie wiedzą ;)

  • ketele

    Jako przeciętny konsument mam wrażenie, że producenci wyrobów ładnie zapakowanych, ustawionych równo na półkach maja interes w tym, by przekonywać ludzi, że temu co rośnie dziko niewolno ufać. Ludzie to podłapują i okazuje się, że jeżeli coś nie razi naszych oczu logiem producenta, to trzeba przed tym uciekać z krzykiem.

  • anna

    napisalam ksiazke o ogoreczniku po polrocznymjego testowaniu i sprawdzaniu czy wiadomosci wyszukane so prawdziwe..jadlam go wtedy tyle ze nie wiedzialm co to grypa wirusowa bo jest silnie antybakteryjny i antywirusowy ..jesli kwiatki rzeczywiscie szkodzo na watrobe to nikt nikogo nie zmusza jesc a bog tak stworzyl rosliny adekwatnie do naszego organizmu ze nasz organizm napewno wie jak te trucizne zdeaktywowac lub oczyscic popijajac herbatke z kwiatow krwawnika albo dodajac troche ostropestu mielonego do sosu ragu i bedzie po truciznach..w mojej ksiazce so przepisy kulirarne i zdjecia kture na razie mi sie za bardzo nie podobajo jako ujecia bo niestety przerobiony ogorecznik nie jest tak piekny jak jego kwiatki hahahah…poniewaz ksiazka bylaby swierszcykiem dodalam tam tez inne rosliny zielarskie jak np. napoj z kwiatow akcji i innych dodatkow a jakoby kwiaty akcji so trujoce lecz wiemy ze wystarczy zalac je goraco wodo a znikome ilosci trujoce wyparujo…z ogorecznikiem tego nie mozna zrobic bo kwiatki po zalaniu wrzatkiem wygladajo fatalnie…kobietki kture lubio eksperymentopwac z ziolami zachwycajo sie ogorecznikiem i nic ich nie przestraszy…naukowcy zbadali ze ma substancje trujoco to teraz niech zbadajo jak jo sie usuwa bo napewno taka mozliwosc jest a ja jestem pewna ze sama sie z orgnizmu usuwa lub przy naszej pomocy czyli uzywaniu ziol…polecam doadc swierzego ogorecznika zmiksowanego do majonezu i krople cytryny bedzie pachnial jakbysmy dodali swierzutkich ogorkow…

  • Malarka

    Klaudynko, z ciekawoscia przeczytalam twoj post o ogoreczniku I o reakcji osob z telewizji. Nie mam dostepu do polskich programow, ale mimo tego jestem zaszokowana postawa tych, ktorzy wypowiadali sie na temat tej znakomitej rosliny. Od ponad 30 lat hoduje ja w moim ogrodzie I zjadam w wielkich ilosciach I jakos zyje. Jadam nawet miod z ogorecznika od zaprzyjaznionej pszczelarki. Dobrze, ze napisalas, moze powolutku cos sie zmieni. Rozpowszechniaj wiedze dalej, moze cos sie zmieni. Sciskam :)

  • Fajnie, że Cię naszło – bo post bardzo słuszny :)

  • Darek P.

    Oj, tak! Oglądam polskie show kulinarne raczej z ciekawości niż dla rozrywki. Nie mogę przeboleć jak daleko polskim jurorom do ich kolegów z Anglii, Australii lub USA. Mam wrażenie, że Magda G. jedyne co potrafi, to się skrzywić. Bardzo to wszystko jest złe. Odcinek z Marco Pierre White’em oglądałem jak zauroczony, sposób mówienia, to, co mówił, jak mówił, jak się zachowywał… nie do opisania. Wiele polskich jurorów dzieli od niego. Nie wiem, czy w Polsce nie ma jurorów (kucharzy, nie restauratorów), którzy umieją gotować, są charyzmatyczni i potrafią odnieść się z kulturą do każdego uczestnika? Boję się, że chyba nie ma.

  • Asashimia

    Jak każda szkoła, ukończenie gastronomika nie zrobi z nas mistrza kulinarnego bez prywatnego samorozwoju. Taka szkoła może w nas co najwyżej zaszczepić pasję…lub pozwolić jej zginąć bezpowrotnie.
    Ja podziwiam pasjonatów wszelakich:) szkoda,że tak niewielu zdolnych kucharzy jest w stanie podzielić się swym talentem z ludźmi. Dobrych restauracji jest tak niewiele.

    • Oczywiście,że tak! ale fajnie byłoby, jakby uczyły w szkołach także osoby z pasją. Akurat kucharz/szef kuchni to jest taki zawód „z mistrza na ucznia” – zaczyna się od obierania ziemniaków w restauracji. I krojenia cebuli w restauracji. Szkoda,że w szkołach gastronomicznych kontakt z mistrzem jest często bardzo .. znikomy. Z ksiażek się nie da nauczyć gotować:)

      • Darek P.

        Jak to nie da się nauczyć gotować z książek? :)

        • W sensie, jak będziesz tylko czytać o stejkach a nigdy nie usmażysz stejka to się nie dowiesz jak usmażyć stejka:D

          • Asashimia

            Ja też jestem z tych, co wolą zobaczyć na własne oczy:) i posmakować, z tymi stejkami:) to dobry przykład, książka nie pokaże nam w dotyku i zapachu czy nam wyszło jak trzeba:)

        • Oczywiście, możesz też kupić 5 kilo stejków, usmażyć je źle, zmarnować stejki i nadal nie wiedzieć jak się robi stejki;) Strasznie to skomplikowane:)

    • Szkoła daje jedynie podstawy, wszystkiego innego trzeba uczyć się samemu z pasją.