Warsztaty pisania o jedzeniu (dla blogerów)

 

Witajcie!

 

 

Dzisiejszy post będzie króciutki: przyjechała do mnie siostra i moim głównym zajęciem, jest towarzyszenie jej przez 24h na dobę. Co ugotuję, nieomal natychmiast jest zjedzone:-)

Dlatego w ramach ciekawostki, chciałam napisać Wam o warsztatach na temat pisania o jedzeniu (dla blogerów – New Workshop: Food Writing for Blogs & Print) oczywiście za Wielką Wodą (w Los Angeles). Piszę o tym, ponieważ wydaje mi się, że ciekawe pisanie o jedzeniu jest jeszcze trudniejsze niż ciekawe sfotografowanie potrawynie jest łatwo pisać o tym, co znajduje się na talerzu w sposób pociągający i ciekawy, najlepiej tworząc własny styl i co ważne, nie popadać przy tym w banał i egzaltację. Ja wciąż mam wrażenie, że ta sztuka mi się nie udaje (może po części dlatego, że nie jestem sentymentalną zbyt osobą). Dlatego z ciekawością przyjrzałam się programowi, który zawiera między innymi punkty takie jak:

  • w jaki sposób pisać o przepisach
  • jak łączyć narrację z cytatami (i domyślam się, że również tego w jaki sposób tworzyć atrakcyjną narrację)
  • uczestnicy zapoznają się także z dawnymi i nowymi sposobami pisania o jedzeniu na blogach internetowych.
Cały plan znajduje się tutaj (z tej strony pochodzi też zdjęcie, którego użyłam).

 

 

Nie wiem, czy takie warsztaty są konieczne, jednak wydaje mi się, że zawsze ciekawą sprawą jest podpatrzenie tego w jaki sposób pracują profesjonaliści.

Jako bloggerzy nie możemy skorzystać z warsztatowych materiałów, jednak dla mnie sam program zajęć jest pewnym sygnałem do tego, na co warto zwrócić uwagę pisząc posta. Co przyznaję, często robię dość spontanicznie, nie przywiązując zbyt dużej wagi do stylistyki etc.

A Wy? Co o tym myślicie? W jaki sposób powinno się pisać o jedzeniu? Wolicie styl bardziej sentymentalny czy może informacyjny? Czy można w świadomy sposób tworzyć swój własny warsztat pisarski?

Jakiego rodzaju posty lubicie czytać? Czy macie specjalne sposoby opisywanie potraw na swoich blogach?

Ja od siebie dodam, że najbardziej podobają mi się takie, które odzwierciedlają osobowość autora/autorki, bez sztucznych udziwnień czy egzaltacji.


  • Atria C.

    >Dziękuję Wam za podzielenie się ze mną Waszymi przemyśleniami odnośnie warsztatów pisania:)

    Co do fotografii, to dla mnie też pisanie tyle że obrazem.. Dziś jest tak, że obraz jest tak samo ważny jak tekst, dlatego podwójnie podziwiam osoby, które potrafią czarować samym słowem..

    Myślę że takie warsztaty pisania są zrobione bardziej pod kątem tego jak dotrzeć do "target group", niż ćwiczenia stylu.

    Jak napisała Amber, pasja obroni się sama, ale co z osobami, które nie do końca czują się pewnie z pisaniem? Myślę że pisane można wyćwiczyć tak jak każdą inną umiejętność.

    Jak to mówią, mało utalentowany, ale pilny uczeń może być lepszy od leniwego rówieśnika z talentem..

    Pozdrawiam Was serdecznie!

  • Amber

    >Dla mnie post powinien być przejrzysty, bez dłużyzn i zbytniego patosu.Lubię opisy wspomnień dotyczące danej potrawy, historię jej powstania.Ale proporcje powinny być zachowane, aby nie pojawił się przerost formy nad treścią.
    Warsztaty pisania postów to dla mnie taka sama bzdura, jak gotowce życzeń lub listów.Amerykanie kochają takie poradniki.
    Pozdrawiam.

  • Karmel-itka.

    >pisanie o jedzeniu… uważam, że fotografia jednak jest trudniejsza. w każdym razie mi sprawia większe problemy. ale ileż ja też o tym jedzeniu piszę…
    wydaje mi się, że te warsztaty są naprawdę fajnym przedsięwzięciem. szkoda tylko, że większośc z takich ciekawych wydarzeń to tam, za WIELKIM OCEANEM. Polska? mieszkam tu, ale żebym była zadowolona… zależy w jakiej kwestii. w tej, jeśli chodzi o kulturalne sprawy, nie.

  • Gosia

    >Dla mnie przepis, zdjęcie potrawy, opis jej przygotowania powinny tworzyć spójną całość. Fajnie jak ktoś dzieli się swoimi wrażeniami związanymi z pasją gotowania. A piękne zdjęcia dań zawsze mnie rozczulają. Większość blogów dowodzi, że liczy się spontaniczność :)

  • Retrose

    >Ja właśnie nie wiem czy jestem fanką takich warsztatów – chyba raczej nie. Co innego, fotograficzne, haftowania, gotowania, ale pisania postów czy prowadzenia bloga – uważam za stratę czasu. ALbo się to umie, albo nie. Jest tak wiele przykładów, że można prowadzić świetnego bloga nie mając wcześniej żadnych szkoleń, że chyba jest to dowodem na to, że pasja obroni się sama.

  • Arvén

    >Ja piszę o tym, o czym najczęściej myślę przygotowując potrawę. Mam dość często tak, że już robiąc coś od razu przychodzą mi do głowy tematy, które mogę poruszyć przy okazji tego dania.
    Chcę stworzyć swój własny styl – raz piszę o Babci, raz piszę o Mamie, czasem o skokach narciarskich, a czasami o tym, że mój Nowy Rok był do kitu i chociaż wiem, że nie powinnam w ogóle brać się takiego dnia za blogowanie, chcę się z moimi czytelnikami czymś podzielić.
    Piszę o tym, co mi ślina na język przyniesie. Czasem totalny bełkot i jak potem to czytam, to aż się śmieję. Ale potem mogę patrzeć na swój progres i obserwować własny rozwój. To chyba jest w prowadzeniu bloga najlepsze.
    A warsztaty…całkiem fajna sprawa. Gdybym miała możliwość, chętnie bym poszła. Sądzę, że pisanie o jedzeniu to jedna z trudniejszych sztuk – granica między zachwytem zahaczającym o infantylność a sztywną, twardą zasadniczością jest bardzo, bardzo cienka.

  • Muscat

    >Lubię czytać rzeczowe opisy przyrządzania jedzenia, ale nie sam suchy przepis, tylko z uwagami, co się działo podczas przygotowywania potrawy w taki albo inny sposób.
    Chętnie się dowiaduję o jakichś okolicznościach z życia kolegów i koleżanek blogerek, ale raczej dotyczących spraw kuchennych, nie koniecznie szczegółów intymnych albo całego życiorysu ;)
    Wspomnienia – tak, ale bez sentymentalizmu i poetyckości! Jesteśmy w kuchni, więc, jak zalecał Balzac, zachowujmy się jak kucharki, nie jak poetki. Oczywiście – kucharki artystki! :)

    (Balzac miał ponoć gdzieś napisać, że kobieta powinna być damą w salonie, kucharką w kuchni, a kurtyzaną w swej małżeńskiej sypialni.)

  • Przypraw mnie

    >Dla mnie wpis ma być ściśle związany z jego autorem. Powinien zostawić cząstkę siebie. Gdy jest to ciekawe może popaść w lekki sentymentalizm, gdy ma nastrój bardziej oschły to i niech wpis taki będzie.
    Wszystko w jego osobistych granicach.
    Choć ja po sobie wiem, że nie chcę się uzewnętrzniać wprsot. Wolę zostawić jakąś dozę "tajemnicy", "prywatności". A same przepisy są dla mnie różne. Tradycyjne, nowatorskie, spontaniczne, etc.
    Pozdrawiam
    Ania

  • mar

    >lubię opisy, ktore wnoszą coś więcej niż tylko informacje o jedzeniu. lubię, gdy łączy się to ze wspomnieniami, gdy smak łączy się z jakąś historią. Gdy zakładałam bloga taki był mój zamysł, wprowadzic czytelnika we własne wspomnienia, nie tylko kulinarne. Coś takiego tworzy Liska z White Plate i dlatego zaniechałam, byłoby to zbyt podobne, bałam się zostac oceniona jako plagiatorka:) teraz jednak stwierdziłam, że przecież chodzi o to by pisac to na co ma się ochotę, to co naturalnie dyktuje nam umysł. Ja zawsze miałam zapędy pisarskie, od wielu lat piszę poezję. Myślę, że z czasem uda mi się osiągnąc to co zamierzałam na początku, przy zakładaniu bloga. POzdrawiam serdecznie:)

  • Daria i Jarek

    >Jesli chodzi o blogi, to raczej wole jak sa sentymentalne, bo w koncu blog to rodzaj pamietnika… dlatego wole poczuc klimat i aure autora/ki… Styl informacyjny jest czestszy dla czasopism i ksiazek kucharskich (choc nie wszystkich).

    Ale pomysl warsztatow jest naprawde swietny – szkoda ze tak daleko… :(
    Ale mysle, ze jak dobrze poszukam to moze i na wyspie cos znajde…

    Dziekujemy za cenne informacje,
    i pozdrawiamy cieplutko,
    D&J

  • hania-kasia

    >Z pisaniem jest tak, że albo się ma do tego talent albo nie, niezależnie od tego, o czym się pisze. Jeśli nie ma się w tym kierunku zdolności, warsztaty niewiele pomogą. Niektórzy ludzie po prostu nie mają daru słowa – przyciągania uwagi innych ludzi tym, co piszą i każdy czytelnik ma też swoje indywidualne upodobania – styl pisania danej osoby albo mu odpowiada albo nie. Odbiór słowa pisanego jest tak indywidualną sprawą, że nikt z piszących nie jest w stanie trafić w gust każdego czytelnika.

    Jeśli chodzi o teksty na blogach kulinarnych, nie lubię zbytnich dłużyzn – tzn. lubię jak jest trochę ciekawostek i mogę się czegoś ciekawego/nowego dowiedzieć, ale post jako całość musi być przejrzysty. Blogów kulinarnych jest tak wiele, że nie sposób jest wszystko przeczytać – autorzy blogów kulinarnych powinni mieć to na uwadze, że jeśli się za bardzo rozpiszą, być może nie każdy czytelnik dotrwa do końca notki – nie można zamęczać ludzi dłużyznami. To moja subiektywna opinia.

  • Liska

    >A ja lubię różne. Są takie, które czytam, na innych oglądam zdjęcia. Jedne wciągają bardziej, inne mniej, jeszcze inne wcale. Ważne, żeby były prawdziwe i odzwierciedlały nastrój właściciela.
    Kiedy jestem czytelnikiem nie wymagam od piszącego tego czy tamtego, ponieważ uważam, że ma prawo do pisania tak, jak chce. Wymagam od gazet, które kupuję, od blogów, które są za darmo i służą mojej rozrywce – nie.
    A warsztaty blogowego pisania, podobnie jak kreatywnego pisania dla autorów książek, mogą być czymś ciekawym. Szkoda, że tak daleko.
    Pozdrawiam Cię ciepło :)

  • Fanny

    >Powiem ci, ze zdecydowanie informacyjny, ale to rzecz gustu rzecz jasna. Nie lubie silenia sie na nostalgie. Ze kiedys cos tak a tak smakowalo, albo pachnialo, albo ciagle o jakiejs babci czy cioci, bo ile mozna. To sie na niektorych blogach staje tak oczywiste, ze az nudne.
    I byloby fajnie gdyby niektorzy uzywali spell checku, unikali literowek, zagladali do slownikow, w ogole starali sie pisac staranniej. Mysle, ze to swiadczy o stosunku do czytelnikow bloga.