Tworzenie własnej marki na blogu kulinarnym – (po) Food blogger fest.

Dzień dobry!

Jak pewnie wiecie, w ubiegłą sobotę brałam udział w konferencji blogerów kulinarnych Food Bloger Fest, organizowanej przez Agorę. Była owocna nie tylko ze względu na ziołowe zakupy, ale także merytorycznie.

W sieci pojawiło się już sporo informacji na temat konferencji , mogę Was odesłać np. do kotlet.tv lub Cakes andtheCity, gdzie dziewczyny przygotowały obszerne relacje. Dzisiaj chciałam Wam przybliżyć jeden z tematów ,który był poruszany w prezentacjach: prowadzenie własnego bloga jako forma „wizytówki„, kreowanie własnej marki, czy zarządzanie wizerunkiem {która nazwa jest Wam bliższa}.

Do posta dołączam galerię slajdów z prelekcji (które niestety nie ukazały się w formie materiałów pokonferencyjnych i musicie zadowolić się zdjęciami) oraz film, w którym mówię ogólnie o moich odczuciach pokonferencyjnych.

ps. Jeśli interesują Was tego typu posty, może się Wam także spodobać wpis: marketing na blogach kulinarnych czy polityka prywatności na blogach kulinarnych.

ps2. zdjęcie nagłówkowe pochodzi ze strony konferencji.

Konferencja  Food Bloger Fest: kilka moich uwag:

Czy gotowanie jest trendy?

Jedną z myśli przewodnich konferencji było założenie (słuszne!), że blogi kulinarne stały się, z różnych powodów, trendy.

Jeszcze kilka lat temu mało kto słyszał o blogach kulinarnych, kiedy ja zaczynałam bloga trzy lata temu (a przecież to wcale nie tak dawno jak na blogosferę!) gdy mówiłam „piszę bloga o jedzeniu”, ludzie otwierali szerzej oczy. Teraz o blogerkach kulinarnych pisze się w gazetach, można je spotkać w telewizji śniadaniowej, organizuje się warsztaty kulinarne i konferencje takie jak ta. Jednym słowem: jesteśmy fajne (i fajni;)) pisząc o jedzeniu! ;-)

Wiąże się to jednak z kilkoma szczegółami: teoretycznie blogosfera staje się łakomym kąskiem dla reklamodawców i agencji PRowych. Nie piszę tutaj o agencjach, które komercyjnie prowadzą blogi znanych osób (na konferencji dowiedziałam się min., że blog Adama Chrząstowskiego jest prowadzony przez firmę PR – kłóci mi się to z ideą bloga, ale niech już będzie).

Piszę o blogach mniejszych (takich jak mój), czy większych, do których firmy coraz częściej pukają z różnymi propozycjami. Nie będę rozwodzić się nad tymi bardziej żenującymi – ustalmy, że po prostu z propozycjami. Jedne blogi są otwarte na różne współprace inne nie – i moim zdaniem to jest O.K.

Blog jako marka.

Panie z agencji PR zwracały uwagę na to, że prowadzony przez nas blog jest naszą wizytówką. Zwłaszcza, jeśli prowadzicie go pod imieniem i nazwiskiem (od siebie dorzucę, że jeśli ktoś ciekawski wpisze w google moje imię i nazwisko, zostanie przekierowany na bloga – nie mam do tej pory pojęcia, po co ludzie mnie wyszukują;-)). Blogerzy, przynajmniej teoretycznie, są postrzegani jako autorytety w danej dziedzinie, osoby którym się ufa. Dlatego właśnie (teoretycznie) firmom zależy na ich opinii. Zależy też dlatego, że reklama w blogosferze czasem jest tania jak barszcz i to dosłownie;-).

Zapewne agencje PR mają całe podręczniki do tego tematu. Ja o bloga dbam, ponieważ jest mój. Po prostu.

Zdjęcie zrobione przez Paulinkę, z kotlet.tv. Mam mało zdjęć z konferencji, bo z reguły rozmawiałam z ludźmi..

Na czym polega zarządzanie wizerunkiem i co to jest?

Wyobraźcie sobie, że wchodzicie na bloga Ani „Gotowanietomojezadanie.com.pl” (wszelka zbieżność przypadkowa;)). Wszystkie przepisy są z wykorzystaniem mieszanki przypraw danego producenta. Możecie założyć dwie rzeczy:

  • autorka bloga nie jest wiarygodna, jej post to tylko reklama
  • mieszanka jest naprawdę super, ufacie Ani. Przymkniecie oko na reklamę albo nawet sami kupicie sobie słoiczek.

Zastanówmy się, która opcja jest bardziej wiarygodna, w zależności od kontekstu:

  • Ania co miesiąc reklamuje przyprawy innej firmy. Czasem też żelazka albo pożywkę do kwiatków. Ma wiele reklam na blogu
  • Ania zawsze pisze, że coś dostała od sponsora
  • Ania nigdy nie pisze, że coś dostała od sponsora. Wpisy promocyjne nigdy nie są oznaczone – możecie się tylko domyślać co jest reklamą a co nie
  • Ania czasem na na blogu reklamy. Generalnie lubicie dziewczynę i ani Was to ziębi ni grzeje.

Myślę, że każdy kto miał kiedyś bloga, może wczuć się w sytuację Ani chociaż trochę – albo w sytuację czytelników Ani. Dużo od tego, w jaki sposób będziemy reagować na daną treść zależy właśnie od zarządzania marką.

Zarządzanie wizerunkiem to w skrócie świadome podawanie informacji o tym kim jesteśmy i co robimy. Bardzo dobrze robi to Jamie Oliver, trochę gorzej – Magda Gessler, która promuje produkty na problemy trawienne;-)

Internet nie jest anonimowy.

Blog wiele mówi o tym kim jesteśmy, co nas interesuje, jaki mamy charakter: jednorazowy czytelnik tego pewnie nie zauważy, ale jeśli czytamy bloga, nawet o gotowaniu, od dłuższego czasu, wiele możemy powiedzieć o prowadzącym. Często nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale  czytelnikom wyłania się określony wizerunek osoby piszącej – i czasem, pisząc bloga, warto pomyśleć, jaki ten wizerunek jest. Nie siedzimy w głowie innych i to oczywiste, że jedna osoba będzie lubić nasz blog i pomyśli, że jesteśmy fajni, a inna stwierdzi „o rany, co za wkurzająca laska” – ale zastanawiając się nad tym co piszemy, co mówimy, z kim współpracujemy, możemy trochę nakierować czytelników.

 

Kreowanie wizerunku w praktyce – fragmenty z konferencji.

Drobna uwaga: poniższa część powstała w oparciu o prezentacje przygotowane przez agencje PR.

[nazwiska poszczególnych prelegentek i nazwy agencji, możecie znaleźć w programie konferencji – pozwolę sobie nie wymieniać listy wszystkich prelegentów: kto chce, ten sobie sprawdzi. Niestety nie pamiętam co kto powiedział, więc wybaczcie, że nie dopełnię kronikarskiego obowiązku. Poniższe zestawienie są to moje przemyślenia oparte na prezentacjach ww. agencji – to taka uwaga, odnośnie komentarzy pod postem – mam nadzieję, że już nie ma więcej wątpliwości w tym temacie:)]

Prezentacje zakładają, że każdy bloger chce współpracować z reklamodawcami – jak mówiłam w filmiku, nie każdy chce. Dla mnie osobiście najważniejsze są dwie rzeczy: moje zainteresowania – relacja z czytelnikami. Nie piszę bloga po to, żeby na nim zarabiać (hehe,prędzej się dorobię dziury budżetowej;)), ale nie odrzucam też ofert współpracy. W każdym razie myślę, że poniższe hasła mogą być dla Was  ciekawe bez względu na to, czy planujecie zarabianie na blogu czy nie.

Nie będę się tutaj wiele rozwodzić – podrzucę Wam hasła, które pojawiały się na konferencji – poniżej znajdziecie slajdy konferencyjne z rozwinięciem. Zgadzacie się z nimi?

  • Blogerzy, ceńcie swoją pracę – godzinami piszecie posty, gotujecie, edytujecie zdjęcia? Przed podjęciem współpracy z firmą warto ocenić, czy daje nam satysfakcję, czy jest warta kubka do herbaty (moje własne doświadczenie z początków blogowania;)) czy może więcej? Wynagrodzeniem za współpracę może być np. konkurs dla czytelników (jak np. u mnie z księgarnią Gandalf) i też jest O.K. Ważne, żeby oferta była przemyślana pod kątem tego, czy pasuje do naszego bloga.
  • Szanujmy czytelników – czytelnicy nie są głupi. Naprawdę. Do tej pory spotykam w sieci blogi kulinarne, które prowadzą tzw. „lokowanie produktu” i nie wspominają słowem, że to o czym piszą, jest reklamą. Dla mnie osobiście jest to brak szacunku do czytelnika – a przecież wystarczy stworzyć chociażby małą zakładkę wpis promocyjny. Nie piszę tu o sytuacji, kiedy polecacie produkt X bo jest fajny i dobry – piszę o sytuacji, kiedy świadomie zgadzacie się na współpracę z firmą i coś za to otrzymujecie.
  • To co znajduje się na blogu, świadczy o nas – podsumowanie na jednym ze sladjów „kiepskie produkty reklamowe=kiepski blog”
  • Blog prowadzimy dla siebie nie dla firmy (chyba, że jest to blog firmowy, wtedy wszystko jasne;)) – moim zdaniem zadowoleni mają być głównie czytelnicy, a nie reklamodawca.
  • Reklamodawcy przemijają czytelnicy zostają – urocze hasło, proste i prawdziwe.

/Jeszcze jedna uwaga – podpowiedź od Pani z Agencji PR: jeśli pobieracie wynagrodzenie za swoją pracę, podawajcie wszystkim takie same stawki – świat jest mały i wieści szybko się rozchodzą. /

I jeszcze jedna, bonusowa uwaga ode mnie: Walutą  obowiązującą w naszym kraju jest złoty polski (PLN), a nie kilogram mięsa (autopsja;))- często piszą do nas duże firmy, które wydają mnóstwo pieniędzy na reklamę w TV i gazetach, zaś reklamę na blogach uzyskują za śmiesznie niskie kwoty (czytaj: blogerkę kosmetyczną za 5 złotych kupię) – nie bójcie się pytać o możliwość współpracy opartej na zasadzie umowy o dzieło, w której dostajecie wynagrodzenie w obowiązującej walucie. Nawet jeśli dostaniecie odpowiedź negatywną, warto pytać. Zastanówcie się, czy gra na pewno jest warta świeczki (tj. Waszej wiarygodności).

 

A Wy? Czy staracie się zarządzać blogowym wizerunkiem?

Ja przyznam, że tak sobie – może dlatego, że blogowy wizerunek z grubsza przystaje do rzeczywistości i nie muszę się jakoś specjalnie ukrywać/grać kogoś, kim nie jestem.

Od dłuższego czasu występuję pod imieniem i nazwiskiem, możecie mnie zobaczyć w filmikach: wiem, że każdy ma określone gdzie indziej granice prywatności, ale nawet jeśli występujecie pod stałym pseudonimem i macie zamiast zdjęcia profilowego kawałek łyżeczki, również tworzycie swój wizerunek.

Występowanie pod imieniem i nazwiskiem ma swoje plusy i minusy. Jeśli jeszcze kręcicie filmy, to też zupełnie inaczej to wygląda: ja na początku bloga, chciałam, żeby czytelnicy postrzegali mnie jako eteryczną, delikatną i elegancką dziewczynę (tak sobie siebie wyobrażałam za swoim nickiem), ale rzeczywistość trochę ten spokój i elegancję zweryfikowała;-). Staram się jednak pisać na blogu o tym, co lubię i wybierać takie propozycje współpracy, które mi odpowiadają.

Skoro jesteśmy w temacie, fragment filmu przygotowanego przez kotlet.tv, gdzie z szałem w oczach powiadam Paulinie o ziołach:

A Wy? Co myślicie o temacie zarządzania wizerunkiem? Robicie coś w tym kierunku? Ja staram się zacząć od nie-pisania głupot;-)
ps. poniżej obiecane zdjęcia slajdów: są jakie są, może komuś się przyda:)
[jak słusznie zauważyła Pincake, nie powinnam była publikować slajdów. Założyłam, że skoro prowadząca powiedziała „nie róbcie zdjęć komórkami, będą prezentacje dostępne na stronie” to oznaczało, że można je publikować. Slajdy nie są jednak jeszcze dostępne i chyba trochę się pospieszyłam publikując ich zdjęcia – nie jestem prawniczką i gubię się w tych prawach autorskich, więc na wszelki wypadek usunęłam galerię – kto przeczytał, to jeg. Jeśli pojawią się oficjalne slideshow, umieszcze je na stronie]

Wysyłam Wam jedno ze slajdowisk, które dostałam od agencji PR. Dziękuję!

ps. kocham WordPressa za to, że ma tyle wtyczek – nawet taką, która umożliwia umieszczenie slajdów w poście!:)

[[gview file="http://klaudynahebda.pl/wp-content/uploads/2012/05/Patrycja_Matul_Kulinaria.ppt"]

 

  • Świetna relacja, ja z uwagi na to, że jestem w miarę świeżą mamą, nie biorę udziału w takich akcjach, a co za tym idzie nie mogę się doszkalać się w sztuce blogowania i integrować się z innymi bloggerkami, popatrzeć na sprawę z innej perspektywy.. Dlatego bardzo ucieszył mnie twój wpis, gdzie podkreśliłaś pewne sprawy, na które warto zwrócić uwagę.

    Ja w pewnym momencie mojego blogowania, pukłam się w głowę i zadałam sobie pytanie „Co ja robię?” Blogująca mama, ba bardzo mało wolnego czasu, a ja bloguję tylko w wolnym czasie, i marnuję ten cenny czas na testy, których jest już pełno w blogsferze.. wynagrodzenie w produkcie? Przecież nie umieram z głodu :/ Dlatego wycofałam się z takich akcji, jedynie co, to organizuję konkursy dla czytelników mojego bloga, ale też staram się, żeby byli zadowoleni..

    • Cześc, cześć!

      Właśnie niedawno tak samo jak Ty sobie pomyślałam: dlaczego, dlaczego mam pracować kilka godzin tak na prawdę dla kogoś? Na coś, czego nie chcę, co mi się nie podoba i co mi nie pasuje?
      Lapałam się na tym, że często zgadzałam się ze zwykłej uprzejmości – „Bo ktoś mnie prosił”. A tak na prawdę, tego nie chciałam. Dlatego teraz jestem bardziej „przebiorna” i dobrze mi z tym:)

      ps. jakbyś umierała z głodu to też byś się pewnie nie najadła tymi samplami;)

  • bardzo dobra relacja :) i bardzo mi się podoba :) żałuję, że nie udaje mi się w takich uczestniczyć, mogłabym się dużo od Was wszystkich nauczyć :)

    • Mam nadzieję, że będzie nie jedna okazja!

  • Agi

    dzięki za przekazywanie wiedzy Klaudyna…a wiadomosci ida dalej…linki do Twojeg bloga wysłałam znajomym ;)

  • przeczytałam i Twoje zdanie: „ja na początku bloga, chciałam, żeby czytelnicy postrzegali mnie jako eteryczną, delikatną i elegancką dziewczynę (tak sobie siebie wyobrażałam za swoim nickiem), ale rzeczywistość trochę ten spokój i elegancję zweryfikowała;-”

    przepraszam, ale popłakałam się ze śmiechu, szczególnie w kontekście filmu niżej zamieszczonego :D

    • Paulinka,każdy może pofantazjować….:)

  • Bardzo ciekawy i konkretnie napisany wpis – przydatny nawet dla osób niezwiązanych akurat z kulinariami :) (ps.dzieki za podlinkowanie ;)

    • A tak mi się skojarzyło i podlinkowałam:)
      No myślę, że prawidła są dość uniwersalne, co najwyżej waluta w barterze się zmienia;)

  • Ja również dołączam się do podziękowań za ten post :) To bardzo dobrze i miło z Waszej strony, że zechciałyście podzielić się swoimi przemyśleniami i relacją z tymi którzy na konferencji być nie mogli :) Pozdrawiam.

  • Ewa

    Atria, nie przejmuj się. Twoja relacja była wyraźnie opisana. Wiadomo było, że mówisz o Food Bloger Fest, szczególnie wiedzieli to wszyscy zainteresowani. Na stronie ugotuj.to był bardzo jasny plan wraz z nazwiskami prowadzących a na Twoich zdjęciach z pokazu slajdów w rogach slajdów podana była firma twórcy slajdu.

    Dziękuję Ci serdecznie za relację z konferencji!:) Nie było jej nigdzie indziej, tylko u Ciebie, a bardzo byłam ciekawa. Pozdrawiam Cię serdecznie:)

  • Jestem w pełni usatysfakcjonowana! Dziękuję! :))

  • Kochana ja napiszę krótko: bardzo mądre słowa:) jak zwykle przeczytałąm wszystko od początku do końca i z wielką przyjemnoscią:)

  • Atria, nie karm trolla.

    • A tak swoją drogą, to przypominają mi się starsze panie w autobusie, które wymuszają na ludziach laską i krzykiem grzeczność jaką jest ustąpienie im miejsca.

    • Myślę, że masz rację. Nie każdy musi się z każdym ze wszystkim zgadzać – chyba niepotrzebnie staram się, zeby wszyscy byli zadowoleni.. ale taką już mam naturę, niestety.

      • nie da się, żeby wszyscy byli zadowoleni ;) mnie z kolei bardziej boli brak zrozumienia ze strony odbiorcy, aniżeli fakt, żeby był zachwycony czy zadowolony. Nie da się, żeby wszyscy byli zadowoleni ;) katie pięknie to ujęła: nie ma sensu karmić troli :P ja też ich nie lubię :P

        • Jak ktoś nie ma dobrej woli, to nie będzie miał.
          Dawniej bym się tym bardziej przejmowała, teraz robię swoje i już:)
          Dzięki za miłę słowa!

  • koffany blogasek

    nie chodzi o bibliografie – chodzi o to, ze ktos te wiedze ZA DARMO ci udostepnil. Nie zadajesz sobie wystarczająco trudu, zeby PRZEZ GRZECZNOSC wymienic nazwiska czy nazwy firmy, ktore wyrzadziły ci te uprzejmosc. Taka ukryta sugestia, ze to ty jestes autorką przemyslen na temat wizerunku bloga… Eh, z mojego punktu widzenia to zwyczajnie nieuczciwe – no chyba ze to zamierzona czesc twojego wizerunku w sieci.

    • Nie podałam nazwisk nie ze złośliwości tylko z paru powodów:

      1. na uważałam tego za ważne (poważnie, nie wiedziałam, że to dla kogoś problem czy że umniejsza ich pracy). Tak samo jak nie podałam nazwisk wszystkich prelegentów i linków do ich blogów, czy nazwiska pani prowadzącej. Pisałam o ogólnym zjawisku i moją intencją nie było streszczanie tego co się stało i co kto w której prezentacji powiedział. Chyba dla większości czytelników to dość jasny przekaz, ale widocznie nie podkreśiłam tego wystarczająco, więc robię to teraz:)

      2. Nie pamiętam co,kto powiedział i z jakiej jest agencji – nie notowałam. Po prostu:)

      Nazwiska nie są tajne – w linku jest cały program konferencji (calutki) i każdy sobie może przejrzeć. Generalnie to co pisałam to luźne myśli ze wszystkich prezentacji – których było, o ile pamiętam, cztery. Co więcej w slajdach, które miałam (na zdjęciach) do każdego zdjęcia były referencje tj. odnośnk do agencji i konkrentego nazwiska: wszystko jest podane. Mój post w żaden sposób nie odbiega on innych relacji z tego wydarzenia, można przejrzeć relację dziewczyn, popatrzeć i chyba myślimy w ten sam sposób, spisując luźne przemyślenia.

      W konferencji mogłam uczestniczyć dzięki Agorze, która ją zorganizowała – podlinkowałam organizatora, tam jest też program całej konferencji (dwa kliki). Poważnie, powinnam wymienić wszystkich dwunastu prelegentów, którzy występowali i z których wiedzy skorzystałam?

      Jak słusznie dziewczyny zwróciły uwagę, umieszczanie zdjęć slajdów nie było dobrym pomysłem, ale już zdjęłam zdjęcia i napisałam do konkretnych agencji: będą slajdy, całkowicie otagowane, każdy będzie mógł sobie zobaczyć i poczytać:)

      Poważnie, pisząc „Agencje PR” czy „Panie z agencji” nie sądziłam, że ktokolwiek może to uznać za obraźliwe czy protekcjonalne czy umniejszające ich pracy – przykro mi, że miałaś (miałeś?) takie odczucia. Żeby uniknąć nieporozumień, dodam do postu jeszcze link z programem, w którym każdy może przeczytać co, kto i jak.:)

      Jak najbardziej jestem autorką tych konkretnych przemyśleń (tak, ja je napisałam i opracowałam!:)) ale jasno piszę, że bazują na prezentacjach z konferencji i nie wiem czy może być napisane jaśniej – zabij mnie, nie pamiętam co kto powiedział, ale żeby nikt nie miał wątpliwości co do moich intencji, podlinkuję jeszcze program.

      Dzięki za uwagę i mam nadzieję, że wyjaśniłam moje stanowisko w tej sprawie – jeśli masz jakieś propozycje w jaki sposób uczynić ten pos przejrzystszym, daj znać!

      Pozdrawiam i życzę miłego dnia.

      • ps. mam też nadzieję, że widzisz, że poważnie podchodzę do sprawy i staram się wyjaśniać rzecz najlepiej jak mogę, jak to u mnie wygląda – nie chcę, żeby ktoś przypisywał mi intencje, których nie mam. Mam nadzieję, że jakoś mi się udaję:)

  • Cóż, żałuję, że Synuś jest jeszcze za mały, żeby go zostawić na noc. Jeszcze parę okazji, takich jak ta konferencja, przejdzie mi koło nosa.
    Chyba musimy zacisnąć zęby i po prostu przetrzymać ten szał na blogi…
    Słowa, które „skradłaś”, są bardzo mądre. Jestem zdania, że wiedzą należy się dzielić, i bardzo dziękuję za relację. Jednak jednocześnie, moim zdaniem, nie powinnaś publikować zdjęć cudzych slajdów, jeżeli autorzy sami ich nie udostępnili. To już jest naruszenie własności intelektualnej.
    Pozdrawiam

    • Właśnie zastanawiałam się nad tym, ale pani prowadząca powiedziała „nie róbcie zdjęć komórkami nie ma takiej potrzeby, będą slajdy udostępnione na stronie” – więc czekałam na to udostępnienei i niestety jeszcze go nie ma…stąd też założyłam, że publikacja jest O.K – ale jak ktoś się do mnie zgłosi, to zdejmę oczywiście.

    • Pinkacake, jestem pewna, że będzie jeszcze niejedna okazja, żeby się spotkać – chyba konferencji będzie coraz więcej.. ja to strasznie podziwiam mamy z małymi dziećmi które prowadzą blogi, dla mnie to jakiś komos jest… nie wiem jak znajdujecie na to czas.
      Dobrze, żę zwróciłaś uwagę – usunęłam tę galerię, nie chciałabym przez przypadek i przez niewiedzę komuś czegoś ukraść, wszak nieświadomość prawa szkodzi;)

      • Też mam taką nadzieję:)
        Chociaż z drugiej strony, podobnie jak kilka innych blogerek, martwię się tym pędem na blogi kulinarne. Był taki spokój…
        Od początku roku dostałam 8 propozycji współpracy, które odrzuciłam. Część z braku czasu, część z powodu żenujących warunków. Blogosfera na pewno nie będzie już taka, jaka była.

        • A jaka była dawniej według Ciebie?
          Wiesz, znam dziewczyny, które są w stanie powiedzieć jak to było „przed blogami”, kiedy skupiały się na forach internetowych.. to dopiero musiało być:)

          Ja też zauważam zmianę, ale nie iwem, czy na gorzej – po prostu zmianę. Jest szał i szał minie (albo i nie), dobrze, żę coraz więcej osób zakłada blogi o jedzeniu, to taki wdzięczny temat… tylko chyba jeszcze nie do końca wiadomo, co robić z tymi współpracami – można po prostu odrzucać to, co nas nie interesuje..

          To jest taki punkt, przez który przeszli już np. blogerzy technologiczni – myślę, że nam też się uda:)

  • koffany blogasek

    jestes jednak troche nieuczciwa. Podajesz te wiadomsoci, jakbys same je wymysliła – tymczasem pozyskałas je od konkretnych osob, z konkretnych agencji. „Panie z agencji PR” – wolne żarty. Kradniesz wiedze i usiłujesz kreowac sie na znawczynie tematu.

    • Atria

      Parę rzeczy krótko i na temat, bo zabolał mnie ten niesprawiedliwy komentarz:

      1. Ten post jest relacją z konkretnej konferencji – nie wszyscy byli, więc streszczam co moim zdaniem było ważne. Wyraźnie i jasno piszę:

      „Drobna uwaga: poniższa część powstała w oparciu o prezentacje przygotowane przez agencje PR.” (zresztą, oni też to skądś mają – przecież czytają książki i jeżdżą na inne konferencję). Jestem na 99% pewna że przeoczyłaś lub przeoczyłeś (nie wiem czy jesteś mężczyzną czy kobietą) ten fragment. Moim zdaniem to wystarczające zaznaczenie, nie będę pisać listy bibliograficznej (zresztą, prezenterzy też nie podawali bibligorafii).

      2. Nie wiem co to jest kradzież wiedzy – zgodnie z Twoim rozumiwaniem studia są kradzieżą wiedzy, bo bazujesz na ksiażkach innych. Jest coś takiego jak analiza i synteza informacji – nie wiem czy czytelnicy byliby zadowoleni, gdybym podała tylko czyste sjaldy i powiedziała „róbcie z tym co chcecie”. Ja traktuję wiedzę jako dobro otwarte.

      Zawsze podaję źródło moich informacji – zgodnie z Twoim rozumowaniem nikt nie powinien jeździć na konferencje i prelegować – bo a nuż ktoś inny „ukradnie” tę cenną wiedzę – prezentacje konferencyjne są po to, żeby dowiadywać się czegoś nowego przekazywać wiedzę dalej. Koniec, kropka.

      3. Jako osoba myśląca mam prawo do analizowania treści, które są dla mnie ciekawe i przekazywania ich dalej. Nazywa się to „Constant learning” lub po prostu „nauka/przekazywanie informacji”

      4. Nie kreuję i nie kreowałam się na specjalistkę, ale to mój blog i będę na nim pisać co uważam za stosowne, na tematy które uważam za stosowne i ze źródeł, które uważam za stosowne. Jeśli ktoś chce wiedzieć więcej – proszę bardzo, może jeździć na konferencje branżowe albo kontaktować się ze specjalistami, kupować kursy etc. Feel free to go.

      Dziękuję za uwagę. Nie muszę się kreować na nikogo – piszę o tym, co mnie aktualnie zainteresowało i dobrze mi z tym.
      Sorry, jeśli komentarz wyszedł trochę protekcjonalny, ale po prostu ubodły mnie Twoje zarzuty i dogłębnie się z nimi nie zgadzam – mam nadzieję, że nie wywołałam niepotrzebnych negatywnych emocji (które same się we mnie wywołały;)). Proponuję przeczytać post jeszcze raz, dokładnie i na spokojnie, jeśli interesuje Cię ten temat – mam nadzieje, że rozwiałam Twoje wątpliwości.

      Pozdrawiam!

      • Atria

        ps. zresztą, nie wiem nawet z kim rozmawiam, taki urok anonimowych komentarzy;)

      • Agi

        weel said ! :)

        • Agi

          well said!

    • Jeżeli ktoś chce wiedzieć kim były te panie z agencji PR to się dowie, to po pierwsze.
      Po drugie na konferencjach nie jest podawana tajna wiedza. Można ją przekazać dalej. To jak streszczenie książki. A wiedza jest bardzo zdroworozsądkowa i każdy myślący człowiek powinien wiedzieć o tym, co opisała Klaudyna.
      Po trzecie Ziołowy Zakątek to duży i długo istniejący blog, przez co autorka ma doświadczenie i tak po prawdzie niczego nie musi kraść, bo sama, na własnej skórze doświadczyła wielu z tych rzeczy o których pisze. Dla mnie to jest równoznaczne z byciem znawczynią tematu. Z tego co wiem był już post o reklamach na blogach i niewiele odbiegał treścią od tego, co jest powyżej.

  • Nie było nas na konferencji, dlatego dziękujemy za ten tekst (zabieramy się do lektury slajdów).
    A tekst bardzo dużo daje do myślenia. Dobrze, że są organizowane tego typu konferencje, na których można dowiedzieć się sporo ciekawych rzeczy. Poznać pewnie innych blogerów kulinarnych i wymienić doświadczenia.
    A co do firm chcących się reklamować na blogach, mamy takie samo zdanie jak piszesz. Do tej pory, miałyśmy tylko jeden konkurs sponsorowany. Nie wiemy, czy to dobrze czy nie :-)

    ps. Zawsze można u Ciebie znaleźć coś ciekawego :-)

    • Cześć!

      Jak jesteście zadowolone, to chyba dobrze:)
      Mi szczerze mówiać, ciężko jest znaleźć jakąś fajną ofertę, ale nie siedzę i nie płacz z tego powodu, tylko dalej robię to co lubię;)

      Trochę było mało czasu na rozmowy w kuluarach, niestety..

      Co do sjaldów, mam nadzieje, że sobie przejrzałyście, bo juz usunęłam galerię – ale napisałam do agencji PR i mają mi przesłać całe slajdowisko:)

      • Niestety nie zdążyłyśmy przejrzeć, i wielkie było nasze zdziwienie, kiedy nie było ich tam gdzie miały być :-)

        I tym sposobem, śledziłyśmy cały poniższy wątek, który naszym zdaniem był całkowicie nie potrzebnie zadanym pytaniem. Tym bardziej, jesteśmy pod wrażeniem w jaki sposób starasz się całą sprawę wyjaśnić. Wielkie gratulacje z naszej strony!

        A na slajdy czekamy :-)

        • Coś zniknęło i coś się pojawiło:) Już są.
          Nie wiem czy uda mi się wyjaśnić – w sumie powiedziałam co już miałam do powiedzenia i chyba więcej nie jestem w stanie przekonać adwersarza – zwłaszcza, że tak naprawdę, problem jest dla mnie zbyt abstrakcyjny;)

          Miłej slajdowej lektury!

    • Mam nadzieję, że będziecie miały okazję kiedyś wybrać się na jakieś warsztaty etc. Ja przyznam, ze mam trochę daleko i nie zawsze chce mi się tłuc te parę godzin pociągiem – ale wiem, że są dziewczyny, które mieszkają jeszcze dalej i jeszcze dłużej jadą co mnie pociesza:):) Wiele dziewczyn już się zna, ale zawsze miło kogoś poznać, to jednak tworzy fajne relacje między ludźmi, polecam!

      • Atria, jeśli nie przeoczymy następnej okazji, to na 100% się pojawimy :-) Może by tak pomyśleć o zorganizowaniu jakiegoś wyjazdu połączonego np z warszatatmi etc. dla tych co mają ochotę :-) Zbliża się coraz więcej ciepłych, słonecznych dni które można byłoby w jakiś sposób wykorzystać :-)
        Dla nas wyjazd do W-wy to również kilkugodzinna przejażdżka pociągiem, około 460 km ciut więcej od Ciebie :-)

        • No, kiedy jechałam na Blog Forum Gdańsk, jechałąm 14 godzin.. brr.

  • Anna

    Bardzo dobry tekst.
    Twojego bloga obserwuję już od jakiegoś czasu ale dopiero teraz zdecydowałam się coś napisać.
    Ciesze się, że w blogosferze można znaleźć takie miejsce jak to: ciekawe, pomysłowe i rzetelne.
    Pozdrawiam i miłego dnia

    Ania

    • Dziękuję za miłe słowa!
      Motywują mnie do działania i dopóki mam czas i możliwości z pewnością chcę rozwijać tego bloga..:)

  • Anna

    Bardzo dobry tekst.
    Twoje bloga obserwuję już od jakiegoś czasu ale dopiero teraz zdecydowałam się coś napisać.
    Ciesze się, że w blogosferze można znaleźć takie miejsce jak to: ciekawe, pomysłowe i rzetelne.
    Pozdrawiam i miłego dnia

    Ania

  • Dziękuję za relację i slajdy(!) – na takie konkrety czekałam.
    Pozdrowienia :-)

  • Cieszę się bardzo, że mogłam przeczytać tą relację. Sama się trochę gubiłam w kreowaniu wizerunku, teraz wiem, że należy oznaczać każdy post – no, może nie tyle należy, co jest to zgodne z moim sumieniem – obiecuję poprawę i pokutę ;)
    Treaz każdy mój post będzie oznaczany.
    Co do ujawniania swoich danych – nie jestem ekshibicjonistką, ale nie wstydzę się tego, co robię, wręcz przeciwnie, stąd wychodze z założenia, że takie swoje dane + jeszcze kilka szczegółów mogę zdradzić – wiem, że to również przybliża do mnie/bloga moich Czytelników.
    Ja też w końcu doszłam do wniosku, że nie warto zgadzać się na każdą współpracę. Przykład: dogadałam się z firmą, że wyślą mi do testowania produkty, dostałam próbki 6 herbat w woreczkach strunowych wielkości 3×4 centymentry i w takich samych dwie sypane kawy, firma obiecała, że po recenzji dostanę duże paczki z herbatami – minęły chyba trzy miesiące i cisza. Dlatego teraz przemyślam dokładnie każdą propozycję lub fakt, czy chcę napisać do jakiejś firmy.
    Myślę, że w przypadku, o którym jest tu napisane, kiedy „Ania” wciąż ma posty sygnowane jakimiś konkretnymi produktami to rzeczywiście może nie być wiarygodna – zależy jeszcze, co to są za produkty – myślę, że współpraca z wielką i znaną w całej Polsce firmą też świadczy jakoś na korzyść prestiżu bloga i Bloggera, ale współpraca z jakimiś popierdółkami, które rozprowadzane są w 5 osiedlowych sklepach w jednym mieście może działać na niekorzyść – reklamuje się produkty niszowe, ale nikt nie może ich nigdzie dostać, jaki jest sens? Nie dostrzegam ;)
    Co innego, gdy firma wchodzi dopiero na rynek w całym kraju i np. tak nam się podobają ich produkty, że chcemy jej pomóc w promocji marki.

    Ja też nie zakładałam bloga po to, by się bogacić, prowadziłam go długie miesiące w nieświadomości, że można w ogóle nawiązywac jakieś współprace – a kiedy w końcu się zorientowałam, to doszłam do wniosku, że i tak mnie z takim stażem nikt nie zechce, ale udało się. Przeprowadziłam kilka naprawdę świetnych testów, reakcje Czytelników były pozytywne.
    Myślę, że takie testy nie są nietylko niezłe, ale i potrzebne, bo ja np. lubię przeczytać opinię o produkcie, zanim się na niego zdecyduję. Tak na przykład, gdy dostałam do testowania patelnię grillową pewnej firmy tak mi się spodobała, że kupiłam sobie w rezultacie 3 zwykłe w 3 różnych wielkościach. Myślę, że to uczciwe, kiedy dostajemy produkty od firmy, testujemy je i mamy je potem na własność, a w razie potrzeby zakupu jakiegoś dobra po prostu wybieramy ten sklep (jeśli rzeczywiście byliśmy zadowoleni z produktu, a produkt, który chcemy kupić spełnia nasze potrzeby). Bo jest to też szansa dla firmy, aby pozyskać nie tylko klientów wśród czytelników blogów, ale być może i stałego klienta pozyskać z testera.

    I jeszcze mała dygresja na zakończenie. Nie przyjmowałam nigdy reklam, ani nie dostawałam nigdy ekwiwalentu pieniężnego związanego z działalnością bloga (powiem szczerze, że nie pali mi się, chyba, że dostanę naprawdę korzystną propozycję, ale nie chcę z bloga robić śmieciowiska – to w końcu kajet z przepisami a nie bilboard), ale uwaga o takich samych stawkach jest bardzo przydatna :)

    A teraz idę czytać o marketingu na blogach.

    Pozdrawiam,
    Domi

    • Myślę, że to o czym piszesz, czyli rekomendacje, są właśnie siłą blogów – sprawdzenie czegoś, przetestowanie etc. Właśnie dlatego, ze robią to osoby, którym ufamy.

      Co do testów – u mnie jest różnie. Wychodzę z założenia, że nie potrzebuję piątej patelni (mam już cztery) i wolałabym otrzymać ekwiwalent ceny takiej patelni – dlaczego? Bo wtedy mogę sobie kupić za to to, co chcę. Po prostu. Opróćz tego w moim przypadku dopłacam do bloga: wykupuję hosting, domenę, mam specjalne wtyczki do Wrodpressa, legalne oprogramowanei do edycji zdjęć i takie inne rzeczy, które ekhm troszkę kosztują;)

      Ja mam taką zasadę dwóch pytań:

      1. co mi to da?
      2. co to da moim czytelnikom?

      Jeśli odpowiedź jest „nic” – nie przyjmuję oferty, dziękuję. Np. w przypadku konkursu z Tartalette który organizowałam odpowiedź była taka:

      1. książkę (mogłam sobie wybrać ksiażkę od wydawnictwa)
      2. super pożądaną książkę.

      O.K,biorę.

      Wiele osób nie wie, że może prosić o pieniądze (co nie oznacza, że będzie im dane;)) – ja się dowiedziałam, kiedy firma mi wysłałą zestw herbat z pomyłkową fakturą na inne nazwisko, która opiewała na kilkaset złotych;). Dla firmy to jest normalna reklama (usługa), którą wykonujesz i możesz pytać o ekwiwalent pieniężny: normalnie firma płaci za umieszczanei swoich linków na różnych stronach (portale kulinarne nie dostają wynagrodzenia w zupkach knora;)) lub za odsłony banerów reklamowych – oczywiście liczy się też zasięg bloga i różne inne rzeczy (ja nigdy nie miałam reklamy bannerowej, więc trudno mi tutaj coś powiedzieć), ale z pewnością duże firmy mają fundusze na reklamę – tylko nie na reklamę na blogach, bo po copłacić;)

      • No jasne, ja też wychodze z założenia, że jeżeli mam już jakiś sprzęt i nie potrzebuję kolejnego, to nie będę na siłę brała po to, by mieć kolejny, niech inni mają szanse :)

        Co do ekwiwalentu, to pierwsze słyszę, dość mnie to zaciekawiło, ale ja chyba nie jestem na tyle otwarta, by zwracać się do fimry o pieniądze, nawet, jak jest to moje prawo ;)
        Następnym razem, jak dostanę jakąś ofertę, to zapytam :)

        Na szczęście oprogramowanie do edycji zdjęć dostałam wraz z nowym laptopem – moje szczęście, ale np. konkursy organizuję sama, z własnej kieszeni. Boję się trochę zobowiązań, które czasami nakładają firmy, a i wiem, że wtedy też nagrody są bardziej oryginalne ;)
        Bo to prawda, że w Blogosferze liczy się przede wszystkim oryginalność :)

        • Ja wychodzę z założenia, że skoro firma jest na tyle otwarta, żeby wysłać mi ofertę reklamowej współpracy ja też mogę być otwarta:) Wiele osób nie wie o tym, że można współpracować na zasadach umowy o dzieło, ale są strony takie jak pozytywnakuchnia czy kotlet.tv, które się po prostu w taki sposób utrzymują – co oznacza, że firmy jak najbardziej mają przeznaczone bdużety na promocje.

    • dodam jeszcze, że moim zdaniem reklama produktów niszowych ma jak najbardziej sens, jeśli są fajne.

      Moim zdaniem, jeśli blog współpracuje z dużym producentem żywności i współpraca polega na wysłaniu próbki kilku sosów w proszku, to nie dodaje mu to prestiżu;-) To chyba wszystko zależy od kontekstu po prostu: na ile to jest współpraca i rzeczywiście obydwie strony są zadowolone (a niewiele trzeba, żeby zadowolić blogera kulinarnego, powiedzmy sobie wprost;)), a na ile jest to traktowanie osoby prowadzącej bloga jako hmm, mało wybrednej;-)

      • No też dlatego napisałam, że jeżeli jesteśmy zadowoleni z produktów, to dlaczego nie mielibyśmy ich polecić, a przy okazji mieć dla siebie trochę produktów od producenta, tych, które lubimy i rekomendujemy.
        Jednak to wiadome jest, że nawet bez współpracy możemy rekomendować produkty, przecież najlepsza reklama to zadowolenie klienta :)
        Ja osobiście, odkąd mam bloga unikam jak ognia gotowych sosów, mieszanek, jakiś fixów (no, są wyjątki poza moimi ulubionymi, które stosuję w czasie kryzysu kuchennego), ale jeśli ja tak piszę, że nie akceptuję takich produktów, to też nie podejmę współpracy z producentem takowych, a niektórzy tak robią, popadając w kompletną hipokryzję :/ – piszą, że nie tolerują gotowców, a biorą wszystko jak Reksio szynkę, jak zwęszą możliwość dostania paru produktów za darmo, nic to, że ludzie nie są głupi i widzą, że blog jest nastawiony wyłącznie na zyski.

  • gosijka

    Bardzo mi się podoba to co piszesz. Ja Cię postrzegam jako miłą, sympatyczną i rodzinną osobę. Może niekoniecznie z powodu Twojego bloga (stylu pisania, zdjęć itp), ale przede wszystkim przez głos, mnóstwo uśmiechu i wspaniały filmik z siostrą. Właśnie takie filmy mi się podobają :) Nawet jak dzwoni telefon, to nie wycinasz tego, tylko to pokazujesz. Może niektórzy pomyślą, że to „błąd w sztuce”, ale mi – zwykłemu czytelnikowi- właśnie takie filmy się podobają!
    Osobiście od 2 miesięcy prowadzę bloga, ale nie myślę raczej teraz nad reklamą :) Prowadzę go dla siebie i innych, mam nadzieję się się podoba czytelnikom :) Na jednym zdjęciu mam butelkę z mlekiem … właściwie nie pomyślałam, że ktoś może pomyśleć, że to reklama czy coś od sponsora (którego oczywiście nie posiadam :D ). W każdym razie zmienię to zdjęcie przy pierwszej okazji :)
    Dodam jeszcze, że w imieniu Pani Gessler jest błąd. Napisałaś „Marta” zamiast „Magda”, ale chyba się nie obrazi ;)
    Pozdrawiam!!!

    • Cześć.

      Dziękuję za uwagę już poprawiam:)
      To co piszesz moim zdaniem jest ok – dla mnie wpis promocyjny/sponsorowany moim zdaniem to taki, za który coś dostałam albo dostali moi czytelnicy. To, że polecasz mleko XYZ i reklamujesz ich niejako z dobrego serca, Twoje święte blogerskie prawo;) Robisz im przysługę i spoko – nie zliczę ile razy polecam jakiś tam produkt. Moim zdaniem problem jest właśnie wtedy, kiedy firma komuś coś daje a my udajemy że to nasza spontaniczna rekomendacja :) Tam, Magda, jak mogłam zmienić..

  • Przeczytałam z zapałem!
    Bardzo podoba mi się ten wątek i powiem szczerze, że bardzo mądre rzeczy tu piszesz. Już raz na Twoim blogu ukazał się artykuł, do którego wiele razy sięgałam i dał mi dużo wiedzy na temat reklamowania produktów. Skorzystałam z porad, ale jednak miałaś rację, nie wszyscy są uczciwi, choć na razie nie upubliczniam tych, którzy chcą wykorzystać ” naiwną blogerkę”:) to powiem, że dali mi porządną lekcję, jak nie dać się oszukać innym:) I dziękuję im za to!
    Wracając do tematu Twojego posta jest naprawdę świetny. Ja mojego bloga również prowadzę dla siebie, a reklama jest przy okazji, ale jest to prawda, jednym się to podoba innym nie. Twój artykuł pomoże mi w mądrym prowadzeniu bloga. Skorzystam z niego na pewno!:) I masz rację blog dużo mówi o nas samych blogerach!
    Twój mówi, że jesteś łagodna, ale umiejąca dopiąć swego i wiedząca czego chcesz! Tak trzymaj:)
    Pozdrawiam serdecznie Jola

    • Cześć,

      Dziękuję za komentarz i cieszę się, że post jest pomocny.
      Myślę, że wiele osób po prostu nie wie, jak współpracować z reklamodawcami – ja też nie jestem jakimś guru i nie mam tych ofert na pęczki (tj, fajnych ofert), ale mam ten komfort, że mogę wybierać – to nie jest moje być albo nie być.

      Myślę, że najlepiej jest uczyć się właśnie na błędach:)

      Pozdrawiam!

    • Dodam jeszcze, że ja też nigdy nie upubliczniam informacji o tym kto wysłał mi jaką ofertę – czasem się pożalę na Facebooku, jeśli jest bardzo absurdalna, ale nie podaję publicznie firm, nazwisk, agencji – tak raczej ze względu na zdrowy rozsądek.

      Jako ciekawostkę dodam, że jesli pamiętasz mój post o Wedlu i Ptasim Mleczku, który był w sumie nieprzychylny dla firmy – kiedy napisał do mnie przedstawiciel agencji byłam po prostu uprzejma i zamieściłam ich punkt widzenia. Zapomniałam o sprawie a po kilku miesiącach, osoba z tej samej agenci pisze, że dobrze się ze mną współpracowało – nawet jeśli w sumie nakręciłam trochę tę sprawę. Dlatego uważam, że zawsze warto podchodzić do ludzi uprzejmie – nawet w niekorzystnych dla nas sytuacjach.