Ogrodowy tort bezowy

Dzień dobry,

Zawsze chciałam to zrobić.

Przygotować piekną bezę ogrodową, pełną świeżych owoców.

Uwielbiam gotować, jednak jeśli chodzi o pieczenie nie mam cierpliwości do dekorowania i zazwyczaj wybieram sycące ciasta bez mas.

Wiesz, takie zawsze udające się ciasto marchewkowe  albo miodowe z orkiszem, kolendrą i pomarańczą. Minimum wysiłku, maksimum efektu.

Mimo to, zawsze z tyłu głowy kołatała mi się jakaś piękna, niezbyt słodka beza, z ogrodowymi owocami. Mogą być porzeczki, mogą być maliny, mogą być borówki, w sumie wszystko jedno.

Okazja nadarzyła się, kiedy kupiłam piekarnik.

Chaszcze w moim ogrodzie. Tego roku nie dałam rady palcem kiwnąć, dosłownie. Jedyne co mi tam rośnie oprócz pokrzyw, to buraki i chrzan:D. Jesienią późną planuję wykarczować kilka zepsutych drzewek (co ciekawe, wcale nie najstarszych) i posadzić trochę starych odmian gruszy, jabłoni, derenia.. 

 

Wszyscy pukali się w głowę:

„Żartujesz? Jesteś w środku remontu,  nie masz jeszcze ciepłej wody, są inne wydatki! Kupujesz piekarnik?”

Tak, akurat bardzo dobrze wiem, ile jest innych wydatków i wyrażenie „skarbonka bez dna” bardzo do mnie przemawia, natomiast miałam mocną intuicję, że potrzebuję tego piekarnika. Stara Ewa wyzionęła ducha, zaś mnie znudziło już bezczynne czekanie na kolejną ekipę.

Wiecie, to był strzał w dziesiątkę (tutaj od razu dziękuję dziewczynom na Facebooku, że poleciły mi kupić szerszy piekarnik).

Kiedy rano piekę ciasto, chleb albo bułeczki, mimo, że mam poczucie ciągłej przejściowości sytuacji, wszystko w domu jakoś tak inaczej pachnie.. Mam też irracjonalne wrażenie, że rozchodzi się delikatne ciepło takiej „domowości”.

Jednym słowem, lepiej się czeka na hydraulika i znosi kolejny miesiąc bez ciepłej wody z pajdką ciepłego chleba domowej roboty. Dodaje punkty do stoicyzmu i cierpliwości :-).

Skoro już jest piekarnik, trzeba go przestesować, prawda? A jakiż lepszy test od bezy?

Na szczęście mam dostęp do świeżych, wiejskich jajek praktycznie codziennie (tak, mam parę kur), owoce rosną na drzewkach, co tu marudzić, że nie umie się dekorować!

Może nie jest to najbielsza i nie idealnie instagramowa, natomiast po prostu.. dobra!

Do zjedzenia najlepiej tego samego dnia.

Bezy i ciasto można przygotować wcześniej, natomiast śmietankę ubić dopiero przed podaniem, ponieważ dość łatwo nasiąka.

 

Ogrodowy tort bezowy

Przepis adaptowany z książki Stirring Slowly: Recipes to Restore and Revive, którą gorąco polecam:)

Składniki:

  • 150 g masła
  • 490 g brązowego cukru (uwaga, używamy go do całej receptury, przeczytaj dokładnie przepis!)
  • 5 dużych, świeżych jajek (ze starych beza wychodzi taka sobie)
  • skórka starta z 1 cytryny (najlepiej ekologicznej)
  • 5 – 10 kropli olejku pomarańczowego lub skórka z 1 pomarańczy, starta (z olejkiem lepsze, pomarańcza dobrze, żeby była eko)
  • 150 g mąki pszennej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 2 – 3 łyżki mleka
  • 50  ml wiśniówki/wódki cytrynowej/ja użyłam zwykłej wódki + 10 kropli olejku cytrynowego
  • świeżo starta gałka muszkatołowa
  • 700 g mieszanych owoców jagodowych, co tam masz: borówki/maliny/porzeczki/truskawki w sezonie. Cokolwiek:)
  • dodatkowo do ozdobienia: garść ładnych owoców + listki mięty albo jadalne kwiaty (u mnie ogórecznik). Żeby było ładnie:)
  • 200 ml śmietany 30% lub inną do ubijania jaką tam lubisz
  • 200 ml jogurtu greckiego, w oryginale beztłuszczowego, ale co to za jogurt bez tłuszczu? Kup sobie normalny:)

Przygotowanie:

Robimy ciasto – przekładkę. 

Piekarnik nagrzewamy do 170C.

Masło w temperaturze pokojowej ubijamy mikserem, dodajemy po trochu 150g cukru (uwaga! nie cały! reszta idzie do bezy! Sama jak pierwszy raz robiłam ten przepis, to się pomyliłam i wyszło tak sobie:D)i ucieramy do czasu, aż będzie jasne. Jeśli używasz brązowego cukru, to wiadomo, że nie będzie bardzo białe.

Oddzielamy białka od żółtek i żółtka dodajemy do masy, ucieramy. Dodajemy olejek pomarańczowy lub skórkę z pomarańczy, najlepiej świeżo startą.

Mąkę przesiewamy razem z proszkiem do pieczenia, dodajemy po troszku. Dolewamy 2 – 3 łyżki mleka. Wszystko  będzie bardzo rzadkie, ale się tym nie przejmujemy i opieramy się potrzebie  dosypywania mąki.

Przelewamy do dwóch foremek tortowych o średnicy około 22cm (można piec jedno po drugim, jeśli jest mniejszy piekarnik).

Pieczemy przez około 25 minut, aż będzie złociste.

Ja eksperymentowałam z termoobiegiem i chyba powinnam była piec 20 minut, bo szybciej się w takim piekarniku piecze:).

Kiedy wsz

W tym czasie robimy bezę.

Do super czystej i suchej miski wlewamy białka. Ważne, żeby były w temperaturze pokojowej. Ubijamy na sztywną pianę i dodajemy tak po łyżce 250g cukru i ubijamy do momentu, aż będzie się wszystko ładnie błyszczeć. Zajmie to około 5 – 6 minut. Załóż sobie jakiś fartuszek, bo pryska (nie masz fajnego fartuszka? polecam lniany projektu mojej Mamy. Może zdjęcia ciemne, ale chodzę w tych fartuszkach prawie cały czas, super się pierze i jest bardzo trwały).

Na blachę wykładamy papier do pieczenia i rysujemy dwa koło wielkości około 20 centymetrów. To znaczy tak robią porządni ludzie, ja po prostu dzielę masę na dwie części i mniej więcej wykładam. Ważne, żeby bezy były możliwie oddalone od siebie (urosną) i w miarę okrągłe, kształtem pasujące do ciasta/przekładki.

W każdym razie, wkładamy całość do piekarnika nagrzanego na 150C i pieczemy sobie przez 50 – 70 minut, do czasu, aż będzie upieczona, ale jeszcze nie całkiem sucha. Ja piekłam 60 minut z termoobiegiem. Gdyby beza bardzo ciemniała, można ją przykryć folią aluminiową.

Kiedy bezy się gotują, robimy sobie herbatkę, kawę albo pijemy szklankę wody i działamy dalej!

Wrzucamy pół kilo owoców do garnuszka (odstawiamy te 200g), dodajemy wódkę, resztę cukru, olejek cytrynowy, zagotowujemy przez 8-10 minut. Wyjdzie nam taki gęsty kompot. Schładzamy. Ja czasem dodaję też szczyptę kardamonu albo świeżo startej gałki muszkatołowej.

Uff, teraz tylko czekamy na gości!

 

Kiedy już mamy kogo nakarmić, robimy tak.

Upewniamy się, że nasze ciasta/bezy są chłodne.

Ubijamy chłodną śmietanę, dodajemy po łyżce jogurtu greckiego i delikatnie mieszamy. Ma być taka niezbyt słodka masa.

Rozkładamy ciasto (to, które piekliśmy na początku) i wylewamy po łyżce soku z kompotu. Chodzi o to, żeby się odrobinkę napiło.

Teraz nakładamy resztę: tak naprawdę kolejność jest opcjonalna, to Twoje ciasto, więc możesz poeksperymentować gdzie dać kompot, gdzie owoce. Byle było chłodne:)

Bierzemy jakąś paterkę czy co tam chcemy kładziemy ciasto na spód, wykładamy tak z połowę owoców z kompotu, na to możemy dać troszkę ubitej śmietany (teraz bym tego nie robiła, dałabym więcej na bezę:)), nakładamy bezę, większość śmietany, na to kolejne ciasto, resztę kompotu, śmietanę (oprócz 1 – 2 łyżek), bezę, śmietanę do ozdoby (jeśli chcemy oczywiście mieć śmietankę na wierzchu), na to resztę owoców, kwiaty i inne rzeczy, które sprawią, ze beza ogrodowa będzie wyglądała pięknie.

Najlepiej trzymać w chłodzie.

 

Pierwszy raz zrobiłam bezę ogrodową kiedy było około 35C i musieliśmy zjeść ją w przeciągu kilku godzin:-)

W chłodniejszej temperaturze jest oczywiście lepiej.

Smacznego!

Podobał Ci się ten wpis? Podaj dalej!