Zadbaj o suchą skórę! Naturalne (i sprawdzone) sposoby.

lawenda (1 of 1)

Dzień dobry,

Tak się jakoś złożyło, że w tym tygodniu dostałam od Was kilka maili, dotyczących jednego problemu: mocno przesuszonej skóry. Być może to zupełny przypadek, być może jednak pogoda sprzyja tej przypadłości. Sama przez własną głupotę (pójście na 5 kilometrowy spacer przy zacinającym wietrze, bez posmarowanej buzi prosi się o problemy) jestem akurat na bieżąco z tym tematem:)

Dlatego też dzisiaj opowiem Wam w jaki sposób walczyć z mocno przesuszoną skórą. Pisząc post, miałam na myśli głównie przesuszenie spowodowane warunkami środowiskowymi (ogrzewanie, wiatr, zima), nie chorobowymi, ale myślę, że jeśli macie problem natury dermatologicznej również możecie znaleźć tutaj wiele ciekawych informacji.

Chciałam Wam pokazać schemat pielęgnacji, który sama stosuję i który jest mieszanką metod naturalnych z surowcami bardziej zaawansowanymi (np. antyoksydantami jakości kosmetycznej). Powiem Wam konkretnie czego używam (bo na co komu kolejny wypis składników nawilżających, skoro nie wiadomo jak się sprawdziły w praktyce). Bardzo możliwe jednak, że wystarczy Wam kilka prostych składników, żeby doprowadzić skórę do porządku!

Zapraszam Was serdecznie!

 Jak radzić sobie ze suchą skórą?


SPRÓBUJ NATŁUŚCIĆ

Pierwszy krok, który może dać zaskakująco dobre efekty. Jeśli macie spróbować jednej rzeczy, to spróbujcie tej.

Jeśli macie przesuszoną skórę, na pewno próbowaliście ją już nawilżyć, to jest nieomal instynktowny odruch. Inna sprawa, że niekoniecznie skuteczny: gdyby tak było, nie mielibyśmy problemów z przesuszaniem:)

Ja Wam proponuję inną drogę.

Spróbujcie buzię (tak mówię o buzi z przyzwyczajenia, bo akurat to jest aktualnie mój problem:))porządnie natłuścić. Dlaczego? Po pierwsze bezpośrednio pomaga ukoić twarz.

Dla skóry mocno podrażnionej nawet delikatny krem nawilżający może być szczypiący i wywoływać zaczerwienienie (i wiem, że tak jest nie tylko u mnie, wiem, że dziewczyny używały kremów z mocznikiem i cudów nawilżających, które je tylko podrażniały w skrajnej sytuacji). Wychodzę z założenia, że najpierw trzeba doprowadzić skórę do jako-takiego stanu, nawilżać sobie będziemy później.

Druga sprawa jest taka, że często mamy już warstwę suchych skórek, przez które krem nawilżający może się słabo „przebijać”. Czasami jest to już , wręcz skorupka. Natłuszczenie skóry pomaga zmiękczyć te suche skórki i lepiej je usunąć, dzięki czemu potem łatwiej będzie nam skórę nawilżyć. Poza tym daje skórze czas na regenerację i chroni przed kolejnymi czynnikami wysuszającymi (wiatr, suche powietrze etc).

Czym natłuszczać?

Najlepiej tłuszczami, które mają wysoki poziom zgodności z ludzką skórą: polecam zwłaszcza masło shea nierafinowane (o tym dalej) jak i łój oraz smalec. Dlaczego te ostatnie? Mają bardzo wysoką zgodność ze skórą, praktycznie nie wywołują podrażnień i naprawdę są bardzo skuteczne. Wiem, bo testuję od kilku miesięcy „krem prababci”, który ukręciłam sobie z łoju wołowego, oliwy i witaminy E. Ładnie natłuszcza skórę i pozostawia ją świetnie ujędrnioną. Chciałam Wam nawet dać przepis na blogu, ale jak widzicie: skończyło mu się zanim zebrałam się zrobić zdjęcie i bardzo nad tym ubolewam:)

Myślę, że w przyszłym tygodniu mogę Wam przygotować dokładną recepturę, kiedy będę robiła nową partię. Jeśli nie macie niczego pod ręką: ani shea, ani mocno natłuszczającego kremu, ani łoju, to wystarczy smalec (proponowałabym jednak samemu sobie wytopić w miarę możliwości, bo ten „kupny” nie wiadomo z czego jest i często nieciekawie pachnie), można pomieszać go z witaminą E i spróbować nasmarować się na noc.

Dobre są też mieszanki z masłem kakaowym czy lanoliną, ale ono jest dość mocno komendogenne (zapychające) i poza tym trzeba je połączyć z innymi składnikami, więc pozwolę sobie je pominąć:) Ewentualnie możecie używać jakichś gotowych kremów natłuszczających, ale nie mam za bardzo rozeznania w tej materii (wiecie, łój i te sprawy…) : możecie dać znać w komentarzach co jest dobre!

Więcej o łoju (którego skład jest bardzo zbliżony do składu ludzkiego sebum) w poście o zapomnianych składnikach.

loj-wolowy-6376


 

Jak długo natłuszczać?

Ja natłuszczam sobie cały czas przez 2 – 3 dni i naprawdę czuję poprawę. Skóra jest mniej spięta, nie szczypie, skórki stają się bardziej miękkie i nie tworzą się już nowe. Jestem świadoma, że nie wszyscy ludzie mają taką pracę jak ja i mogą sobie paradować po domu z błyszczącą buzią czy bez podkładu, dlatego możecie spróbować natłuszczania na noc. Bierzecie grubą warstwę na przesuszone miejsce, smarujecie. Jeśli bardzo wkurza Was tłusta warstwa, można delikatnie przycisnąć do twarzy ręcznik, żeby troszkę jej zeszło. I to tyle w tej materii.

Ostrożnie z peelingami

Wiem, że skórki Was denerwują, ale nie polecam Wam częstych i agresywnych peelingów, bo to nie bardzo pomaga. Ja zazwyczaj robię delikatny peeling już po natłuszczeniu (kilka godzin po tym jak tłuszcz mi się wchłonął), kiedy widzę, że skóra jest już bardziej miękka.

Bardzo lubię peeling z fasolki azuki, możecie spróbować jakiś delikatny peeling owsiany. Jeśli macie naprawdę delikatną buzię, być może lepszy dla Was będzie łagodny peeling enzymatyczny z papainą czy bromelaniną (tudzież z papai i ananasa, w wersji stricte roślinnej). Cokolwiek wybierzecie, lepiej nie trzeć mocno skóry, tylko zrobić ten peeling łagodniej i potem powtórzyć. Po trzech dniach peelingowania i natłuszczania widzę naprawdę dużą poprawę, chociaż jeszcze nie jest idealnie.

Tak więc z peelingami polecam ostrożnie.

Jeśli sami nie możecie sobie poradzić ze skórkami po dłuższym czasie,  to pora odwiedzić kosmetyczkę.

 Jeden z moich ulubionych peelingów, peeling z fasoli azuki.

fasola-adzuki-0455

Aha i dodam tutaj jeszcze: żadnych mydeł, nie ważne czy z Aleppo czy nie (chyba, że macie mydła o pH zgodnym ze skórą): mydło z Aleppo też jest lekko zasadowe, nie chcecie go używać.

Dobre efekty może dać mycie twarzy olejami (tzw. OCM – Oil Cleansing Method. olejowanie twarzy, więcej przeczytacie oczywiście w mojej książce, ale w internecie też jest bardzo dużo informacji, na blogu też pewnie będzie z czasem:)). Polecam z mieszanek wyrzucić olej rycynowy. Wiąże wilgoć w skórze, to prawda. Tyle tylko, że aktualnie nie ma Wam czego związać.

Lepszy od mydła będzie jakiś łagodny płyn micelarny albo hipoalergiczny płyn do mycia twarzy o pH odpowiednim dla skóry (zazwyczaj 5.5). Z tym drugim Wam nie pomogę, bo rzadko myję twarz gotowymi płynami (teraz testuję tymiankowy Sylveco na wyjazdach, ale wolę chyba płyny micelarne, jeśli już muszę).

Uważaj na oleje

Zwłaszcza na olej kokosowy i arganowy.

Wszędzie słyszymy, że one są super nawilżające, ochronne i regenerujące. Teoretycznie są. Przyznam, że do tej pory sądziłam, że jestem jedyną osobą, którą częste stosowanie wymienionych olejów doprowadziło do przesuszu. Tę informację uznałam za na tyle istotną, że zamieściłam ją również w swojej książce (mimo pytań redakcji: „Ale jak to przesusza, skoro nie może przesuszać?”). Mnie argan przesuszył kiedyś na wiór po długotrwałym, codziennym i dlatego pomyślałam, że warto o tym wspomnieć. Zwłaszcza, że jak się okazało, nie jestem jedyna.

Dosłownie w tym tygodniu dostałam cztery (!) maile w stylu:

– Używam od miesiąca olejku arganowego, przesuszył mi skórę, nie powinno tak się stać.

– Dlaczego olej kokosowy wysusza mi skórę zimą? Nie powinien przecież, a wszędzie mam suche skórki i jestem pewna, że to od tego olejki?! Czy to jakiś efekt przystosowania się skóry?

Jedna z czytelniczek napisała mi nawet o dość skrajnym przypadku: po częstym stosowaniu oleju kokosowego ubiegłej zimy, na twarzy pojawiły się jej głębokie zmarszczki. Sprawę znam tylko z maila, ale obstawiam, że być może to wcale nie zmarszczki. Skóra może być tak  przesuszona, że zrobiła się na niej jednolita, lekko zrogowaciała  „skorupka”, która zaczęła z czasem pękać i jej załamania (np. na policzkach) wyglądają jak głębokie zmarszczki. Jeśli rzeczywiście tak jest, to kremy nawilżające nie będą raczej działać (i rzeczywiście nie działają z tego co wynika z maila). Polecałabym mocno natłuszczać, spróbować speelingować, a jeśli to nie pomoże, wybrać się do dobrej kosmetyczki, która ma środki, żeby delikatnie taką warstwę usunąć (np. peeling kwasem migdałowym czy innym).

Widzicie więc, że nie jestem jedyna która tak reaguje na oleje, chociaż nie jest to na pewno częsty przypadek. Szczerze mówiąc, nie wiem dlaczego tak się dzieje: w żadnej z moich książek do kosmetologii nie znalazłam satysfakcjonującej mnie odpowiedzi (a dodam, że na twarz używałam oleju kokosowego typu „virgn”, najlepszej jakości, więc odpada twierdzenie, że smarowałam się badziewem).

Zdecydowanie jednak z moich doświadczeń wynika, że codzienne stosowanie olejów może przesuszać skórę. Jeśli widzicie, że u Was przesusza, to je odstawcie na jakiś czas i stosujcie 2-3 razy w tygodniu (dla mnie to częstotliwość optymalna).

Z tego co zaobserwowałam, olej kokosowy dobrze sprawdza się u mnie wiosną i jesienią (na lat o używam do ciała, ale jest trochę za ciężki na twarz), natomiast zimą stosowany samodzielnie jest przesuszający: nic złego nie robi mi ze skórą nóg czy rąk, ale z twarzą tak. Argan stosowany codziennie również mnie wysuszał.

Dlatego teraz omijam ten problem w następujący sposób:

  • Formulacje kosmetyczne opieram na różnych olejach
  • Zwyczajowo do olejku dodaję witaminę E (1% wzwyż), która ma działanie min. nawilżające
  • Często stosuję pielęgnację dwufazową tj. najpierw nakładam na buzię kwas hialuronowy w żelu (bardzo łagodny środek nawilżający, nie mylcie go z kwasami złuszczającymi) a dopiero kiedy się wchłonie, wybrany olejek.

Jeśli widzicie, że coś Was przesusza to Was przesusza. Nie brnijcie w to dalej, nie czekajcie na „okresy dostosowawcze” bo prawie nigdy się nie kończą, odstawcie, choćby na ten temat były tomy pozytywnych recenzji i książek (tak, nawet na masło shea jakiś procent populacji jest wrażliwych). Wiecie lepiej, to jest Wasza skóra.

Jakie oleje dla przesuszonej skóry?

Jakie oleje dla przesuszonej skóry wybrać zimą?

Mam skórę mieszaną lub normalną, czasem przesuszającą się. Zimą najlepiej sprawdzają się u mnie po pierwsze masła kosmetyczne i tłuszcze zwierzęce. O tłuszczach zwierzęcych pisałam Wam już wyżej, teraz czas na opcje wegetariańskie i roślinneJ

Masła kosmetyczne to teoretycznie także oleje, ale mają konsystencję bardzo gęstą. Niektóre są bardziej miękkie, inne bardzo twarde. Zimą proponuję Wam zastąpić mieszanki olejków których używacie (w mailach przewija się arganowy, awokado, z pestek moreli, migdałowy i ich mieszanki etc) właśnie tłustymi masłami.

Wersje roślinne (wegetariańskie i wegańskie)

Tutaj przeczytasz więcej o maśle shea

klik!

Bardzo dobrze sprawdza się u mnie masło shea nierafinowane. Tutaj przeczytacie więcej o maśle shea, natomiast w przyszłym tygodniu postaram się Wam pokazać wszystkie shea jakie obecnie mam w domu (a mam chyba każdy rodzaj rafinacji i każdą odmianęJ).

Polecam Wam zarówno masło standardowe, czyli shea Butyrospermum parkii jak i tak zwane shea wschodnie czy shea nilotica (shea var. Nilotnica). To ostatnie jest świetne dla osób które:

  1. Nie lubią zapachu nierafinowanego masła shea (mocny zapach chałwy, przynajmniej moim zdaniem)
  2. Mają problemy z rozsmarowaniem masła shea, nie pasuje im konsystencja: shea nilotica jest dużo rzadsze, pachnie przyjemnie czekoladowo, zostawia mniej tłustą warstwę

Dobrze u mnie sprawdza się także masło tucuma, które jest co prawda bardzo, bardzo twarde (trzeba je paznokciem wydrapywać), ale warstwa nałożona na skórę dobrze ją koi (i nie zostawia aż tak tłustej warstwy jak shea).

Kiedy już poradzicie sobie z pierwszym przesuszem, możecie sięgnąć po łatwo wchłaniające się oleje roślinne, które mają właściwości gojące. Dość łatwo dostępny (nawet w aptekach, ze sklepami ze zdrową żywnością etc.) jest olej wiesiołkowy, który bardzo, bardzo lubię i u mnie dobrze się sprawdza. Drugi, którego jestem fanką to olej z pestek dzikiej róży. Obydwa możecie ustabilizować 1% witaminy E (dostępnej w aptece).

Na pewno jest więcej olejów, które mają takie właściwości (np. ogórecznikowy, odrobinkę oleju z rokitnka), ale sprawdziłam praktycznie wszystkie oleje roślinne na polskim rynku i po prostu te najlepiej sprawdzają się na mojej skórze. Wasza skóra może lepiej reagować na inne, nie ma niestety prostej zasady:)

Masło shea, moje ulubione do natłuszczania:)

shea-karite-maslo-0315

Co z olejkami eterycznymi?

Bardzo dobre właściwości nawilżające ma olejek rumiankowy (z rumianku rzymskiego) oraz kadzidłowy (olibanum, frankincense). Jeśli nie stosowaliście nigdy tych olejków, możecie sobie odpuścić, bo nigdy nie wiadomo jak zachowają się u Was na buzi (czy np. nie macie uczulenia, które się dość rzadko zdarza, ale teoretycznie może).

Tutaj przeczytasz więcej o aromaterapii

klik!

Co potem? Jak zrobić, żeby sucha skóra odzyskała blask?

Kiedy już skórę natłuściliście, leciutko peelingujecie i widzicie, że po prostu jest lepiej (nie tworzą się nowe suche skórki, skóra już tak nie piecze), można stosować w końcu swoje ukochane kremy nawilżające. Jeśli nie macie ukochanych kremów nawilżających, możecie spróbować jakieś serii hipoalergicznej (np. z serii Emolium dla skóry atopowej).

Po nawilżeniu przydadzą się Wam kremy lub sera, które pomogą skórze przywrócić blask. Szczególnie polecam kremy lub sera z antyoksydantami (zielona herbata, witamina C, przeróżne inne antyoksydanty). Na rynku jest ich mnóstwo, jeśli kręcicie samodzielnie to również dodajcie antyoksydanty.

Bardzo dobrą maseczką przywracającą blask i lekko rozjaśniającą, jest maseczka z wina i kakao.

Powoli można wracać do „normalnej” pielęgnacji:)

Mój schemat radzenia sobie z suchą skórą

Napiszę Wam jeszcze raz, pokrótce w jaki sposób ja sobie radzę z suchą skórą na twarzy (oczywiście, można to przenieść na inne partie ciała). Może się okazać, że odczujcie poprawę już po 1 czy drugim punkcie. Dajce znać!

  • Dobre natłuszczanie
  • Delikatny peeling
  • Po peelingu to co robicie po peelingu, czyli lekka tonizacja. Ja mam tonik różany z oczarem wirginijskim, zrobiłam go sobie w sezonie różanym i jeszcze troszkę mi zostało:

Jeśli nie macie dyżurnego toniku, dobry będzie hydrolat bławatkowy, lipowy, woda różana etc. Cokolwiek.

Możecie też przemywać sobie buzię mlekiem owsianym albo tonikiem z siemienia lnianego.

  • Dalsze natłuszczanie (po tonizacji i peelingu)
  • Kiedy widzę, że skóra jest już miękka, nie robią się przesusze (ale nadal jest trochę skórek, nie ściągam ich na raz) zaczynam nawilżanie (samo nawilżanie lub na przemian z natłuszczaniem), często stosuję lekkie olejki nawilżające (np. wiesiołkowy) cienką warstwą.
  • Można też używać kwas hialuronowy  (domyślnie zazwyczaj w stężeniu 1 – 1.5%, to ten nawilżający) + olejek
  • Równolegle można wprowadzić delikatne maseczki do twarzy (z awokado, jogurtu i pyłku pszczelego etc). Obecnie nakładam sobie maseczkę z awokado. Nie polecam nakładania na buzię samego miodu (to mocny humektant, czyli substancja wiążąca wilgoć: jeśli macie bardzo, bardzo suchą skórę i nałożycie czysty miód, możecie pogłębić suchość. Wiem, bo byłam w tym miejscu)
  • Dalsze nawilżanie i kremy albo sera z antyoksydantami dla przywrócenia jędrności.

Powinno być dobrze!:)

Nie daję Wam gwarancji, że powtórzenie tego schematu zniweluje wszystkie Wasze problemy (zwłaszcza w przypadku osób, które mają skórę bardzo suchą od długiego czasu, czasem to kwestia więcej niż roku) ale myślę, że warto spróbować!

roze-3850

 Podobał Ci się wpis? Podaj dalej!