Robimy ROSÓŁ MOCY!

rosol-mocy2 (1 of 2)

Dzień dobry,

Kto mnie zna, ten wie, że jestem fanką rosołu. Nie ważne, czy oda do rosołu czy  TVN, rosół, grzybki i 50 Twarzy Greja. Za oknem śnieg (przynajmniej u mnie, prawdziwy, najprawdziwszy!), trzeba się rozgrzać i z tego co słyszę, co druga osoba choruje (na zdrowie!). Pierwzy raz robiłam go jesienią (stąd też zdjęcia, trzymałam go na murku i popijałam w przerwach między grabieniem liści), i potem kilka razy z różnymi modyfikacjami wszedł do repertuaru mojej kuchni:)

Powiedzieć, że ten rosół uratował mi życie, to może trochę za dużo, ale kiedy dwa miesiące temu leżałam chora to zapewniam Was, że smakował jak pokarm samych bogów. Piłam go na śniadanie, obiad i kolację, małymi łyczkami, tylko z odrobiną chilli. W kubku. Kto obserwował mojego Facebooka to widział.  Od razu czułam się lepiej. Jest pełen nie tylko rosołowego bogactwa, ale też składników podnoszących odporność i rozgrzewających: grzybów shiitake i chilli. Napiszę Wam również co jeszcze można dodać, aby go podkręcić!

Miałam taką rosołową fazę, że najchętniej zabrałabym go ze sobą na zajęcia (ale wciąż szukam odpowiedniego kubka termicznego). Po prostu, zupełny odlot.  Od tamtej pory staram sie robić rosół co tydzień (w praktyce wychodzi mi to co 2 tygodnie, ze względu na to, że ciągle podróżuję) albo mieć zapasy w lodówce.

Gorąco Was zachęcam do przyrządzenia ROSOŁU MOCY!

 

rosol (1 of 1)

ROSÓŁ MOCY na wielkie otwarcie.

/nie musisz czytać, jeśli nie jesteś stałym czytelnikem, którego interesują zakulisowe tematy:)/

Rosół mocy otwiera dwa ważne cykle, które tak naprawdę przeplatają się z tym, co już znacie i będą wyznaczać mój rozwój kulinarny przez najbliższy rok (i oczywiście rozwój tego bloga, jedno z drugim jest ściśle związane!)

Będzie to cykl o adaptogenach oraz cykl o prawdziwym jedzeniu. Z góry mówię, że nie o jedzeniu „fit”. A przynajmniej nie zawsze. Będziemy smażyć na tłuszczu kaczym i gęsim, używać smalcu, masła klarowanego które sobie też sami zrobimy. W wersji dla wegetarian (bo przecież nie samym mięsem człowiek żyje!) będziemy używać oleju kokosowego.

Ostatnio wyrysowałam sobie mapę myśli swojego bloga. Zauważyłam, że moje „cykle” nie są równległymi linami. To tak naprawdę plątanina korzeni, które łączą się ze sobą. Bo zioła są w jedzeniu, jedzenie w ziołach (taka kawa z mniszka jaką będziemy sobie robić: to lekarstwo czy pyszny napój?). Adaptogeny  niby odporność i dziwne, często mało znane nazwy w Polsce, ale przecież rosół i jedzenie też może odporność podnosić. Domowe kosmetyki? Bardzo dobrze, połączmy je z ziołowymi maceratami i mamy bardzo krótką drogę do tego, jak połączyć zioła, leczenie i urodę. To taki trochę poplątany okrąg, w którym coraz więcej elementów naturalnie łączy się z innymi i bardzo chciałabym, żebyście je tak traktowali.

Całościowo. Przynajmniej ja tak to czuję, kiedy patrzę na moją półkę z książkami, gdzie obok „Kuchni polskiej” stoi „Herbal recipies „, „Dzika Kuchnia”, moja książka o kosmetyce naturalnej i „Kuchnia Południowej Francji”.

Tak jakoś jest, mam nadzieję, że też czujecie te klimaty:)

Co tu dużo gadać, zapraszam Was na pierwszy rosół na blogu (ale nie ostatni, bo będą rosoły na kościach wielogodzinne i rosoły z pieczonych części i postaram się zrobić jakiś super wywar wegetariański!). Gotowi?

Jak przyzwać moc?

Tak naprawdę możecie go zrobić jak chcecie, ale polecam Wam dodanie kilku magicznych składników. Albo chociaż jednego z nich.

Dorzućcie do swego kociołka:

  • kilka grzybów shiitake. Nie tylko podnoszą odporność (kto śledzi Facebooka ten wie, że mam ostatnio zupełnego hopla na punkcie grzybów medycznych), ale dodają też smaku umami.
  • suszone śliwki ale uwaga, polecam naszą polską suskę sechlońską (można kupić np. w Almie), ponieważ ona nie jest wędzona ale właśnie podsuszana, kwaskowata, mnóstwo umami również. Tego sposobu nauczyła mnie pani Irena, u której byłam przygotowywać wywiad na temat suski. Mówiła, że u niej w domu tradycyjnie dodawało się śliwki do rosołu, przez całą zimę, aby podnieść jego wartości odżywcze. Mi niewielki (3-4 śliwki na całość!) dodatek śliwek bardzo pięknie podbija smak, nadaje fantastyczny, ciemny kolor.
  • ziele angielskie: uwielbiam, uwielbiam, daję całą łyżeczkę. Nie każdy lubi, ale ja tak (podbija smak umami)
  • jagody goji: jak masz to dorzuć (adaptogen), jak nie masz to nic się nie dzieje.
  • kawałek chilli: nie pomijaj proszę, bo jednak chilli bardzo dobre jest na moc [moc zwalczania przeziębień]. Chilli jest ekwiwalentem bardzo potężnego zaklęcia, więc trzeba ostrożnie z nim działać. Jeśli nie czujecie się pewni, możecie pominąć, ale obiecajcie mi potem, że dodacie kilka płatków do gotowego wywaru. Ja daję solidną szczyptę na kubek rosołu, ale ja to ja:). Przyspiesza metabolizm.
  • czarnuszka: macie to dajcie, nie macie to sobie kupcie przy najbliższej okazji i trzymajcie w szufladzie, bo będzie dużo przepisów z dodatkiem czarnuszki (którą wkładam ostatnio prawie do wszystkiego). Mocno przeciwzapalne.
  • sos rybny: to takie trochę oszukaństwo, żeby było jeszcze więcej smakowitości. Nie musicie, ale możecie dodać kilka łyżek.

Odnośnie techniki: postarajcie się o najlepsze mięso z możliwych, najlepiej z kury. Ja mam kurę od Babci, a w mieście jeżdżdę na Kleparz i kupuję sobie kury od pań przedających kury ze swoich gospodarstw (nie wiem jak to inaczej ująć:)). Taka kura to około 35-40 złotych w Krakowie. Dużo? Bo ja wiem, dwie kawy w Starbuksie, a macie rosół mocy na trzy dni. Po prostu dajcie najlepsze co macie. I nie musi to być piękny super kurczak, z wielką ilością mięsa. Stara kura, dobrze uchowana,  jest okey.

Nie macie starej kury? To kupcie sobie dobrego kurczaka (kurczak zagrodowy np. jest podobno całkiem niezły), upieczcie go sobie elegancko na niedzielny obiad wedle ulubionego przepisu, zjedzcie ze smakiem i zostawcie korpus (kosteczki). Na tym też możecie zrobić rosół!

Najlepiej też jest użyć miękkiej wody, jeśli takiej nie macie to gorąc polecam jakiś system filtracji, bo się Wam przyda.

A oto zaklęcie przyzywające moc.

rosol-mocy2 (2 of 2)

Przepis na Rosół Mocy

Moja Mama nie lubi rosołu, a powiedziała, że to najlepszy rosół jaki piła. Czyli normalnym ludziom też smakuje:-).

Składniki:

/przeczytaj tekst powżyej, z części można zrezygnować/

  • dobra porcja rosołowa, najlepiej stara kura, oskubana i bez wnętrzności (tak wiecie, gwoli porządku)
  • 6-10 litrów wody, najlepiej miękkiej, w zależności od tego jak duży macie garnek
  • garść suszonych grzybów shiitake (w większym supermarkecie każdym, tak z 5 minimum). To jest ważny składnik.
  • 3-5 suszonych śliwek, najlepiej suski. Te mocno wędzone nie każdy lubi i są bardziej „dymne” niż „kwaskowate”
  • chilli tyle ile chcemy (ja daję około 1/2 habanero na początek, ale ona ma różną ostrość). To jest ważny składnik.
  • 1 łyżeczka ziela angielskiego
  • 5-7 ziarenek czarnego pieprzu
  • 2-3 listki laurowe
  • łyżeczka owoców goji, jeśli macie
  • 2-3 łyżki sosu rybnego, jeśli macie
  • włoszczyzna czyli co tam macie pod ręką: ja miałam kawałek pora, 2-3 marchewki, trochę kapusty. Dacie sobie radę:)

Przygotowanie:

Szukamy dużego garnka, może być z pokrywką.  Ten który widzicie na zdjęciu ma jakieś 6 litrów, ale normalnie gotuję w 10 litrowym.

Wkładamy do niego porcję rosołową, jeśli trzeba, to pociętą (ja pocięłam, ale do zdjęć łądniej tak cała kura wyglądała:)) i resztę składników. Powoli doprowadzamy do wrzenia, zmniejszamy ogień i niech sobie „pyrka”. Na początku zobaczycie takie unoszące się na wierzchu szumowiny, dobrze jest je zebrać. Nie ma takiego obowiązku. ale ja zbieram, nie lubię szarego korzuszka na rosole:).

Najważniejsze jest, żeby pyrkało bardzo długo. Tak minimum 3 – 4 godziny, im dłużej tym lepiej. To nie jest niedzielny, klarowny rosół. To nie jest rosół wzorowej gospodyni albo szlachcianki.  To jest Rosół Mocy. Potraktujcie go trochę jak ziołowy wywar, który musi być długo gotowany.

U mnie zazwyczaj po dwóch godzinach wywar traci około 20 – 30 % objętości. Wtedy zamykam go pokrywką.

Tak naprawdę to najlepiej byłoby jeszcze tak  z pół godziny przed końcem gotowania dodać jeszcze raz porcję warzyw (np. marchewkę, kapustę, co tam lubicie), żeby z nich odzyskać jeszcze trochę wartości odżywczych – pierwsza porcja dodała nam po tak długim gotowaniu głównie smaku.

Kiedy Rosół Mocy jest gotowy, przecedzamy go, doprawiamy do smaku tak jak chcecie (ja daję troszkę soli, troszkę chili) i pijemy albo podajemy z makaronem czy coś. Spokojnie trzyma się kilka dni, jeśli uważacie, że nie przejecie, to

Co robimy z mięsem?

Ja uwielbiam mięso rosołowe z chlebem, to mój przysmak dzieciństwa, kocham.

Jeśli nie lubicie, ma dla Was lepszą opcję: obierzcie mięso i schowajcie do zamrażarki. Będziecie mieć jak znalazł do azjatyckich zup, na przykład takiej tajskiem tom kha gai.

Albo krupniku.

Niech moc będzie z Wami!

Podobał Ci się ten wpis? Podaj dalej!

  • Malgorzata Solow

    Rosół można mrozić na przykład w butelkach czy słoikach. A potem gotować na nim zupy. Ja używam słoików, a zakręcam dopiero jak wystygnie. Potem do zamrażalnika, bo w lodówce nie wytrzyma więcej niż 3 dni.

  • Mju

    Myślałam, że nie da się zrobić lepszego rosołu od tego, którego nauczyła mnie mama. Da…. tzn. ten zajmuje wspólnie z Mamusiowym pierwsze miejsce ;-) *zaraz mam zamiar wyslać jej ten przepis, więc zabezpieczam się, gdyby miała przeczytać komentarz!*
    Co prawda musiałam odrobinę zmienić, bo akurat nie było w okolicznych sklepach shitake, więc dałam suszonych borowików :) Nie było też nigdzie dobrej śliwki, więc musiałam sobie ją odpuścić. Reszta jest, nawet sos rybny. Umami w 100%!

  • Kama

    Dobrze też dodać łyżkę- dwie octu. Ocet wypłucze minerały z kości i znajdą się one w zupue

  • grzyb

    czytałem, że grzyby shiitake po zbyt długiej obróbce cieplnej twardnieją stąd moje pytanie brzmi następująco: czy po ugotowaniu rosołu one nadają się do czegos jeszcze? ;)

  • Tak naprawdę aby ugotować rosół nie potrzebujemy całego kurczaka. Spokojnie można go wyfiletować, wyciąć piersi, odciąć udka. Na rosół najlepszy jest grzbiet z kością czyli tzw. porcja rosołowa i skrzydła. Jak chcemy uzyskać więcej kolagenu to można kupić więcej skrzydełek. Skrzydła zawierają dużo kolagenu. Tradycyjnie kurczak rosołowy powinien mieć włożone w środku podroby. Do rosołu dodaje się żołądek i serce, można dodać więcej żołądków i serc. Smak i wartość rosołu zwiększymy też dodając trochę mięsa wołowego np.pręgi. Zauważyłam, że nie dodajesz pieprzu, zamiast tego masz chili, działanie jest podobne. W polskich rosołach króluje częściej pieprz.
    A pro po chili zjadłam dzisiaj pizzę z dużą ilością papryczek jalapeno, chyba 3-4 papryczki były na nią wkrojone, myślę, że też dodała mi mocy.

  • Kucyk

    czarnuszka to cudooo!!! Uwielbiam kromkę orkiszowego chlebka, trochę jarmużu, plaster swojskiej szynki, żółty ser, pomidor i wszystko przysypane czarnuszką… najwyśmienitszy „burgerocośtam” się kryje przy takiej kanapeczce. Rosół też pyszny!

  • Takiej wersji jeszcze nie gotowałam, ale spróbuję jutro bo w domu wszyscy zakatarzeni może pomoże :)

  • kasia dytrych

    Nie znosiŁAM rosołu. Fuj, ble i ała.
    Ale to jedyne co było w stanie mnie postawić na nogi po zapaleniu oskrzeli. Nie mogłam się pozbierać przez parę tygodni, ciągle słabo, źle i męcząco. Aż tu objawił się rosół. Co prawda nie tak mistrzowski jak Twój. Ale od tamtego czasu darzę rosoły szacunkiem. Dziękuję za niesamowity przepis!

  • marek sz.

    Jako dopełnienie do „rosołu mocy” proponuję „sałatkę stulatka” ;) Mianowicie związek jest takowy, że z rosołku wyciągamy marchewki (2). Poniekąd kawałek selera też może być! Dla uporządkowanych Pań podaję skład sałatki w porządku alfabetycznym:
    1. cebula mała lub połówka (dokładnie rozdrobniona lub zmielona)
    2. czosnek 1 ząbek zmiażdżony i odstawiony na 10min
    3. 2 jajka ugotowane i drobno pokrojone
    4. już wspomniane 2 marchewki drobno pokrojone ew. kawałek selera
    5. siemię lniane łyżka płaska stołowa namoczone 10min w odrobinie jogurtu naturalnego lub zmielone
    6. kurkuma pół płaskiej łyżeczki do herbaty
    Wszystkie składniki mieszamy, dodajemy troszkę majonezu do uzyskania odpowiedniej konsystencji. Posypujemy szczypiorkiem i układamy na wierzchu plasterki czarnego pomidora.
    Sałatka zawiera 4 adaptogeny, dodatek najwyższej jakości białka i tłuszczu, lecytynę, karetonoidy, antocyjaniany, i Bóg wie co jeszcze!;)
    Częste spożywanie gwarantuje dożycie 102 lat w zdrowiu! Wypróbowałem! ;) Sałatkę!
    Pozdrawiam Wrzosie!

  • Anna

    Ja mam ostatnio zimową fazę na rosół, więc wpis bardzo mnie cieszy. Ja dodaję jeszcze suszony lubczyk (całą gałązkę, łatwom później wyjąć), liść laurowy i jałowiec, a ostatnio też kawałek jakiegoś glona. Nie znałam patentu ze śliwkami, zaraz wypróbuję!

  • Amelia

    Niestety tu gdzie jestem mam do dyspozycji tylko kuraka mrożonego. Mam nadzieję, że uda się z niego wycisnąć co trzeba ;) Ciekawa sprawa z tymi adaptogenami. Mogłabyś polecić jakąś wprowadzającą literaturę? Może w „Nourishing traditions” coś będzie, ale tam raczej o fermentacji.. Dzięki za pomysł na odświerzenie tej wspaniałej potrawy :)

  • Jak normalnie nie lubię rosołu, tak ten przepis sobie zapiszę, podobają mi się te ciut niekonwencjonalne dodatki :)

  • Uwielbiam rosół

    Grzyby shiitake suszone czy świeże? Jestem zielona w tej kwestii ;)

  • Czarne Espresso

    Ależ mi narobiłaś smaku teraz :) U mojej mamy praktycznie co niedziela jest rosół, nawet śmiejemy się, że niedziela się gotuje :) Dziś jedna pani mówiła mi, że dodaje do rosołu plasterek buraka, żeby był bardziej klarowny – hmmm, ciekawe…

  • Justyna

    dla mnie nie ma rosołu bez opalonej cebuli :D musi być, ten zapach… :) śliwek nigdy nie dodawałam, w tym roku suszyłam sama, ale już wyszły…
    a chili to dodajesz całą papryczkę?

  • bazyllia

    :) wszystko się zgadza, tylko sliwki i jagód goi nie dawałam. a u mnie dziś zupa mocy z soczewicy. na kaczce :)

  • Barbara Chronowska

    Rosoły są najlepsze! Muszę koniecznie wypróbować Twój przepis. Szczególnie te papryczki chili kuszą :)

  • Ivai Q

    Jadłabym! :D
    Uwielbiam rosołek, taki dobrze doprawiony z lanymi kluskami! A ugotowane mięso z kurczaka podać z ryżem i sosem potrawkowym :}
    Pozdrawiam!
    Przepis ląduje w przepiśniku :D

  • Błe, rosół od dziecka mnie brzydził. Zupa z trupa :-D. Tak to się śpiewało… zupa z trupa i siekane glizdy :-D.