Ręce pachnące rozmarynem i zakupy w sklepie zielarskim.


„Była ubrana w prostą, czarną suknię. Jej włosy układały się w niesforne pukle, a ręce pachniały rozmarynem. Sięgnęła do swojej torby zielarskiej i pochyliła się nad rannym mężczyzną: – Kto mieczem wojuje, od miecza ginie, powiedział kiedyś mądry człowiek – uśmiechnęła się blado”.

        ********

– Zawsze chciałaś być zielarką, prawda? – zapytał mój Pan po wygłoszeniu przemówienia na temat, dlaczego studia zielarskie są zupełnie nietrafionym i nierozsądnym wyborem w mojej sytuacji życiowej i daniu mi do zrozumienia, jak bardzo się z nim nie zgadza.

– Dlaczego tak sądzisz?

– Znam Cię bardzo długo. Pamiętasz, jak pisałaś różne opowiadania? Często byłaś w nich zielarką. Nie przypominam sobie, żebyś kiedykolwiek pisała, że nosisz miecz czy coś w tym stylu.

        **********

To prawda.  Zawsze lubiłam pisać. W liceum  i na początkowych latach studiów pisałam dużo opowiadań, wiele z nich w klimatach fantasy. Niektóre miały kilka stron, inne kilkadziesiąt, niektóre chciałabym dokończyć jeszcze teraz. Dla czystej przyjemności pisania.

Znalazłam fragment właśnie takiego opowiadania – nie ważne, że nie jest górnych lotów, nie ważne, że nie jest o porywającej tematyce – jest moje i uśmiecham się często do tych krótkich historii, które tworzyłam w wyobraźni sama, a potem z moim Panem.

A wiecie co jest najzabawniejsze?

Że dziś moje ręce naprawdę pachną rozmarynem.

Przeczytałam niedawno, że zielarka czy zielarz to niekoniecznie ktoś, kto zajmuje się ziołami w medycznym aspekcie i leczy ludzi. To także ktoś, kto lubi pracować z ziołami i przyprawami, lubi się nimi otaczać, wykorzystywać je na różne sposoby, także dla własnego użytku..

********

Dziś chciałam Wam pokazać zakupy, jakie poczyniłam w osiedlowym sklepie zielarskim.

Część surowca wykorzystam do herbatek, część do kosmetyków, część do gotowania (ktoś wie, do czego służy korzeń prawoślazu?).

Sklep jest bardzo mały, ale dobrze zaopatrzony. Przyszłam po dwie rzeczy, wyszłam z sześcioma.

Życie.

U góry: koszyczek nagietka.

Poniżej: zebrana przeze mnie dzika róża.

 Niestety, głogu nie miałam pod ręką, dlatego zaopatrzyłam się w sklepie:

I inne zakupy: koszyczek rumianku, korzeń prawoślazu i inne dziwne rzeczy:)

  • Jeśli jeszcze nie czytałaś, to gorąco polecam przepiękną, poetycką książkę „Mistrzyni przypraw” http://merlin.pl/Mistrzyni-przypraw_Chitra-Banerjee-Divakaruni/browse/product/1,925802.html;jsessionid=2661465DB2D87AAF78A83985811A2E10.LB1
    Okładka do nowego wydania jest koszmarna, ale zapewniam – treść niezwykła.

    • Tilo

      Zainspirowana książką Divakaruni założyłam blog mający tytuł jej książki… Czytałam ją w oryginale i zapewniam, że wersja anglojęzyczna ma przepiękną okładkę.
      Co do prawoślazu, to kojarzy mi się też z problemami z drogami oddechowymi.
      A opowiadania pisane do szuflady są wspaniałe dla własnej duszy. Mam jedno w stylu tolkienowskim na swoim koncie, ale.. nie dokończyłam go jeszcze.
      pozdrawiam :)

  • Anial

    Byle do wiosny i wszystkie te ziółka bedziesz mogła zbierać sama!

  • Nie wiem do czego służy korzeń, ale dobrze pamiętam, że przewija się przez różne opowiadania fantasy;)

  • Prawoślaz to z syropem kojarzę …. takim słodkim i smacznym:) …a ja za te studia zielarskie Cie podziwiam:) pozdrawiam ciepło

  • nat

    Twój blog i Twoja osoba to jakaś magia! Każdy post jest tak ciekawy, że z przyjemnością klikam w nagłówek, aby przeczytać całość :)

  • Ada

    Prawoślaz z tego co mi się kojarzy jest składnikiem syropów przeciwkaszlowych :)

  • Ola

    Ach, jak aromatycznie i kolorowo! Gdzie można znaleźć takie miejsca?