Przyczajony tygrys, ukryty smok: maść tygrysia.

balsam-tygrysi (1 of 1)-3

Dzień dobry,

Pisząc ten post obracam w ręku malutki słoiczek w kształcie sześciokąta. Na jednej ściance ma narysowanego skocznego tygrysa i jakoś nieodmiennie kojarzy mi się z filmem „Przyczajony Tygrys, Ukryty Smok”. Tak właściwie pudełeczko równie dobrze mogłoby znaleźć się w filmie, jako magiczna mikstura lecznicza. Wiecie, jak w grach komputerowych: sięgasz do podręcznej apteczki i zdrowie wzrasta.

W maści tygrysiej nie ma tygrysa i z tego o ile mi wiadomo, nie ucierpiało przy jej produkcji żadne zwierzę. Po raz pierwszy dowiedziałam się o niej od czytelniczki (a raczej oglądaczki) na YouTube, która powiedziała „uwielbiam maść tygrysią, próbowałaś?”. Kim byłabym, gdybym przy najbliższej okazji nie kupiła jej w najbliższym sklepie zielarskim, no kim? Na pewno nie sobą.

Dlatego dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć trochę o maści tygrysiej. Zwłaszcza, że jest to dość ciekawa historia! Nie tylko ziołowa: to także historia udanego biznesu, który przetrwał ponad 100 lat. Od imperialnej Wielkiej Brytanii, aż po czasy współczesne.

Zaczynamy?

Maść tygrysia, co to właściwie jest?

Maść tygrysia to taka maść, której receptura powstała jeszcze w XIX wieku i opiera się na olejkach eterycznych. Dzisiaj jest kojarzona głównie z medycyną ajurwedyjską j (tutaj dla początkujących powiem, że jest to jeden z tak zwanych Wielkich Systemów Medycznych Wschodu, wywodzący się z Indii), ale tak naprawdę stworzył ją syn chińskego zielarza Aw Chu Kin, czyli można domyślać się też wpływów medycyny chińskiej.

Aw Chu Kin pracował wcześniej na dworze cesarskim, jednak z jakiegoś powodu – pewnie jak wielu innych w poszukiwaniu lepszego życia – wyemigrował do Birmy (dziś poprawnie to państwo nazywa się Myanmar,ale ja zawsze pamiętam go ze starych atlasów jako Birma), gdzie miał pomagać swojemu wujowi w prowadzeniu sklepu zielarskiego

Wyobrażam sobie Aw Chu Kina stojącego za ladą w małym, ciasnym i dusznym sklepiku, do którego przychodzą klienci ze swoimi codziennymi problemami. Często dokładnie takimi jak dziś: bolące mięśnie, bóle głowy, postrzyknięcia. Wtedy w 1870 roku zielarz wymyślił własną maść, która miałaby pomagać na te wszystkie uciążliwe dolegliwości.

Tak powstał pierwszy balsam, pełen olejków eterycznych (o których opowiem Wam więcej za chwilę). Musiał okazać się hitem wśród klientów, ponieważ sklep dość szybko się rozwinął i zaczął funkcjonować pod nazwą „Sala Wiecznego Pokoju” (The Hall of Eternal Peace). Ładnie, prawda?

Synowie Aw Chu Kina również mieli smykałkę do interesów i kontynuowali dzieło ojca. Ze zdjęcia patrzy na nas spokojnym wzrokiem Ah Boon Haw, czyli „Łagodny tygrys” od którego imienia maść wzięła swoją nazwę. Mówiłam, że nie ucierpiał żaden tygrys?

Hu_Wenhu2

Razem z bratem przenieśli interes do Singapuru, gdzie założyli Haw Par Corporation, która do tej pory zajmuje się, z powodzeniem, sprzedażą balsamu. Wiecie, jedną z tych pierwszych korporacji, które powstawały wokół jednego produktu: tak jak na przykład Heinz który zaczynał swoją karierę biznesową od sprzedaży tartego chrzanu. Z tą różnicą, że balsam tygrysi możemy kupić w nieomal niezmienionej formie (są niewielkie różnice w składzie oraz w podłożu bazowym), natomiast nie wiem czy pierwotne przetowry Heinza nadal są w obiegu.

Obecnie sprzedaż balsamu tygrysiego i specyfików pokrewnych ma się bardzo dobrze. Możecie zresztą zerknąć na oficjalną stronę korporacji, gdzie też znajduje się garść ciekawych porad.

Dlatego, kiedy mój Pan wziął do ręki mały słoiczek i pokręcił głową:

– Tego przecież używała moja Babcia w latach 80tych.

Powiedziałam tylko:

– Trzymasz w ręku ponad 100 lat udanej historii medycznej i biznesowej. Dobrze, że używała.

Żaden tygrys nie ucierpiał przy produkcji maści:)

balsam-tygrysi (1 of 1)-2

Co takiego jest w balsamie tygrysim?

Głównie olejki eteryczne (jeśli jesteś nowym czytelnikiem, zapraszam Cię do cyklu poświęcnego aromaterapii!). Mamy tutaj więc między innymi:

  • kamforę (pozyskuje się ją tradycyjnie z drewna cynamonowca kamforowego Cinnamomum camphora), może być też pozyskiwana syntetycznie, nie wiem która jest tutaj użyta niestety)
  • olejek miętowy (to właśnie on sprawia, że najpierw skóra jest taka schłodzona i lekko szczypie, a potem lekko się rozgrzewa)
  • olejek kajeputowy (kadżeputowy – pozyskiwany z liści i pąków drzewa Cajeputi) obecnie w białym balsamie olejek eukaliptusowy
  • olejek z goździków

Mamy tutaj też standardową bazę maściową czyli jakieś oleje mineralne. To niekoniecznie źle: zazwyczaj jest to bardzo neutralne podłoże, nie powoduje samo w sobie uczuleń, nie wnika wgłąb skóry, a że maść stosuje się miejscowo (nie na całą skórę przecież) to właściwie nie ma większego znaczenia.

Niemniej, teoretycznie można sobie balsam tygrysi zrobić samemu, na przykład na maśle shea oraz wosku pszczelim czy innym wosku roślinnym, jednak w praktyce, jeśli nie macie większości olejków, to dość drogi interes.

Zobaczymy, może zrobię sobie taką maść czerwoną, zastanowimy się jeszcze:)

W każdym razie: trochę tego w balsamie jest i nie chcecie nim zatrzeć oczu.

Balsam tygrysi: czy to  działa?

Zacznijmy od tego, że są dwie wersje balsamu tygrysiego. Biała, uznawana za delikatniejszą: stosowana głównie przy lekkich bólach mięśniowych ale także przy bólach głowy (też o charakterze migrenowym), stosowany jest także przy zatkanym nosie czy przy ukąszeniach insektów. Zrobiono nawet takie badania: jednym cierpiącym na bóle głowy dano paracetamol, innym balsam, innym placebo. Okazało się, że różnica między użyciem balsamu oraz paracetamolu była nieznacząca. Czyli w skrócie: różnicy nie było, balsam działa.

Drugi balsam, tak zwany balsam „gorący”, „czerwony”, czy „pomarańczowy” jest mocniejszy i używany jest po prostu przy mocniejszych bólach czy też takich pochodzenia reumatycznego etc.

Taka pikantna ciekawostka: w niektórych plemionach afrykańskich  nacierano (w sumie nie wiem czy jest to czas przeszły czy teraźniejszy) balsamem waginę, żeby zwiększyć przyjemność płynącą z aktu seksualnego. Niektórzy piszą, że to był taki mit.W sensie, że natarcie się balsamem i zwiększenie przyjemności seksualnej. Obstawiam, że to osoby, które nie miały z nim osobiście do czynienia.

Czy to mogło działać? Tak, ale raczej dla amatorów mocniejszych wrażeń: olejki eteryczne na śluzówce powodują jej podrażnienie i przekrwienie, a przy tym pewnie (przynajmniej u niektórych) większą podatnosć na bodźce. Obecnie ten koncept jest po części stosowany (na przykład są lubrykanty z dodatkiem mentolu, które mają lekko pobudzać), ale nakładanie balsamu tygrysiego który naprawdę jest dość potężny (aż szczypią oczy jak człowiek nasmaruje sobie kark) jest jednak działaniem dla odważnych.

Taki śliczny i zgrabny ten słoiczek, można nosić w torebce!

balsam-tygrysi (1 of 1)

A co z moim balsamem?

Ja kupiłam sobie biały.

Tak naprawdę miał być dla mojej Babci, jako dodatek do prezentu świątecznego. Wiecie, pomyślałam głównie o tym, że czasem bolą ją ręce ze względu na reumatyzm.

Tak się jednak złożyło, że na studiach coś mnie „zawiało” (albo ktoś rzucił na mnie urok i złe oko, nigdy to człowiek nie może być pewien w dzisiejszych czasach!). Dość powiedzieć, że nie mogłam za bardzo ruszać szyją.

Wtedy właśnie otworzyłam balsam i zaczęłam się smarować. Nie oczekiwałam cudów, bo wiem, że olejki które są w nim zawarte mają dobre działanie i będą skuteczne.

Były. 24 godziny później.

Babcia balsamu nie dostała, noszę ze sobą w torebce.

Przepraszam. Kupię nowy, gdy wrócę na wieś.

Gorąco polecam Wam zapoznanie się z balsamem tygrysim. Pachnie nawet ładnie: część kamfory zastąpiono obecnie olejkiem eukaliptusowym, więc nie pachnie bardzo „babciowato” i przyjemnie się go stosuje.

Polecam do domowej apteczki i jeszcze raz kłaniam się osobom, które mi zapoznanie się z balsamem poleciły! Jeśli macie własne doświadczenia z tym remedium, dajcie znać!

balsam-tygrysi (2 of 2)

Podobał Ci się ten wpis? Podaj dalej!

 

Tags from the story
,