Domowa perfumeria czyli robimy własne potpourri.

pot-pourri-1084 - Copy

Dzień dobry,

Dziś zapraszam Was do dalszej zabawy w domową perfumerię. Robiliśmy już klasyczną pomadę (niedługo będzie gotowa, żeby przygotować z niej absolut, dam Wam wtedy znać), dziś zaś chciałam przygotować z Wami klasyczne potpourri.

Zapewne kojarzycie nazwę: w sklepach można spotkać takie pachnące mieszanki przypraw, płatków, drewienek, ładnie wymieszane. Najczęściej jednak pachną głównie dlatego, że po prostu zostały skropione jakimś olejkiem zapachowym (niekoniecznie naturalnym).

My zaś zrobimy dziś coś innego. Zrobimy sobie tradycyjne potpourri metodą na mokro, czyli (uwaga!) fermentowane. Metoda jest bardzo ciekawa, łatwa, nieco czasochłonna (tak, tak, trzeba czekać, nie wystarczy po prostu wszystko zamieszać) ale bardzo, bardzo satysfakcjonująca! Ja się do tej pory cieszę jak głupia, kiedy sprawdzam, czy moje potpourri jest już gotowe:)

Zapraszam Was serdecznie!

Domowe potpourri, ale co to?

Potpourri to w dużym skrócie jakaś pachnąca, ziołowo-kwiatowa mieszanka, której używano do perfumowania pomieszczeń. Pamiętam jak kiedyś chciałam sobie takie potpourri zrobić, wymieszałam kwiaty lawendy z jakimiś innymi, położyłam sobie na biurku i po tygodniu nie było ani śladu zapachu. Byłam bardzo rozczarowana. Teraz jednak wiem, że mieszanki na sucho  (czyli tak w dużym skrócie kwiaty, kawałek cynamonu czy innych przypraw, zioła) bez dodatku olejku eterycznego oraz jakiejś substancji, która przedłużałaby jego działanie, nie będzie mieć spektakularnego efektu.

Na szczęście jest jeszcze jeden sposób na domowe potpourri, tak zwane potpourri na mokro, czyli fermentowane.

Czy wiedzieliście, że potpourri oznacza dosłownie „zgniły garnek”? Ja wolę to przetłumaczyć jako „fermentujący garnek/naczynie” – ponieważ nazwa nawiązuje właśnie do tej tradycyjnej metody fermentacji. Obecnie tego typu potpourri jest praktycznie niedostępne w sprzedaży i trzeba go zrobić samodzielnie.

Ale mamy lato, pachnących kwiatów w bród, łaski bez, sami sobie zrobimy to, czego potrzebujemy, prawda?

Robimy własne potpourri.

Potpourri fermentowane, jak to działa?

Zacznijmy od tego, że potpourri robione metodą fermentowaną ma bardzo intensywny zapach, właśnie dzięki fermentacji. Prawidłowo przygotowane i przechowywane może zachować go nawet na dwa lata.  Takie potpourri przechowuje się w szczelnie zamkniętym pojemniczku i wykłada tylko na 15 minut, kiedy chcemy, aby pokój czy dane miejsce pięknie pachniało.

Powiedzcie, czy to nie jest ekscytujące, że można zachować zapach kwiatów i przypraw na tak długo?

 

Jak zrobić takie domowe potpourri?

Teg0 typu potpourri robi się kilkuetapowo (dziś zrobimy bazę do potpourri). Napiszę Wam w skrócie jak sprawy się mają, abyście wiedzieli, jak wyglądają poszczególne kroki. Nie martwcie się zbytnio, ponieważ będziemy je potem razem robić!

potpourri-0999

Etap pierwszy fermentowana baza do potpourri.

To będziemy robić dziś. Najczęściej w bazie są róże pachnące, ale mogą to być też inne pachnące kwiaty. Baza fermentuje przez 6-8 tygodni w niejodowanej soli.

Etap drugi – wzbogacanie zapachu.

Następnie do bazy dodaje się mieszankę innych kwiatów oraz przypraw i fermentuje jeszcze trochę. Można dodać płatki kwiatów, kawałeczki kory, żywic, korzeni, przypraw, co tam sobie życzycie..

Etap trzeci – utrwalanie zapachu

W klasycznej metodzie dodaje się również tzw. fixative (utrwalacz). Dawniej były to suszone w specjalny sposób korzenie irysa (mówię więcej na filmie) lub benzoina/styraks, czyli oleożywica, która przedłuża trwałość zapachu. Nad tym się jeszcze trochę pogłowię, ale mam taki pomysł, aby w charakterze utrwalacza wykorzystać łatwo dostępny kit pszczeli, czyli propolis (nietradycyjnie, ale to także oleożywica).  To już moja głowa, żeby jakiś fajny utrwalacz znaleźć.

Oczywiście, można przygotować potpourri bez utrwalacza i tak pachnie zadziwiająco intensywnie!

Etap czwarty – używanie potpourri fermentowanego.

Gotowe potpourri zamyka się w szczelnym pojemniczku i wyciąga w razie potrzeby. Odpowiednio przygotowane, będzie trzymało zapach nawet przez kilka lat.

Zachęceni?

Jeśli tak, to zapraszam do przygotowania bazy do potpourri!

Robimy domowe potpourri.


roza-1192

Baza do potpourri fermentowanego. Przepis podstawowy.

Krok pierwszy.

Najpierw przygotowujemy płatki. Tradycyjnie są to płatki róży pachnącej. Dobra wiadomość – nie potrzeba ich aż tyle, jak na konfiturę różaną i wiecie, nie będziecie ich jeść, więc nawet jeśli mieszkacie w mieście, możecie trochę sobie uzbierać:)

Myślę, że z innymi pachnącymi kwiatami też da radę (np. z konwaliami), ale jednak doradzałabym zrobienie chociaż jednego na bazie róży.

Płatki muszą być lekko podsuszone, przez co najmniej dzień. Staną się takie delikatnie przeźroczyste (mocniej podsuszone też są dobre, ale lepiej, żeby nie były wyschnięte na wiór)

pot-pourri-1090 - Copy

Krok drugi.

Teraz przygotowujemy jakieś niewielkie naczynie do fermentacji. Ja mam taką miseczkę jak na zdjęciu. Jeśli szukacie naczynia od razu myślcie o pokrywce, ponieważ będziemy potrzebować czegoś, co je obciąży.

Przygotowujemy sobie niejodowaną sól (bardzo ważne, aby była niejodowana, to może być sól kamienna, sól morska), wysypujemy na dno naczynia.

potpourri-1258-2

Potem przekładamy warstwy. Raz sól, raz płatki.

potpourri-1259-2 - Copy

Ostatnią warstwą powinna być sól.

potpourri-1268 - Copy

Krok trzeci.

Teraz będziemy fermentować (no dobrze, nie my – bakterie;)). Ja przykryłam naczynie dodatkowo folią (nie w 100% szczelnie, po prostu położyłam na nim woreczek) oraz obciążyłam ceramicznymi pojemniczkami. Obciążenie jest po to, aby do wnętrza nie wnikało niepotrzebnie powietrze oraz aby przyspieszyć fermentację (trochę tak, jak kamień do obciążania kapusty podczas kiszenia).

Ja mam takie ustawienie, dobrze działa i w sumie nie jest takie brzydkie moim zdaniem. Folię można pominąć.

potpourri-1269-2

Ustawiamy sobie całość w ciepłym miejscu (pokój wystarczy) i zostawiamy na 6-8 tygodni.

W połowie tego czasu, możecie przemieszać całość, przesypać jeszcze raz wierzch solą i dalej fermentować.

Po 6-8 tygodniach otrzymacie pachnącą bazę do potpourri fermentowanego (ja mam je od kilku dni i już teraz sól obłędnie pachnie!) i będziemy ją dalej doprawiać.

pot-pourri-1084 - Copy

Kto się skusi?

Podoba Ci się pomysł, podaj dalej!

  • No tak , juz drugi miesiac stoją płatki rózy w soli , i co dalej ? Ja żadnej fermentacji nie zauważylam , raczej zakonserwowanie płatków , co dalej Klaudyno?

  • Maja

    A kiedy będzie ten absolut z pomady? Nie mogę się już doczekać, szczególnie ze jak się uda, to zaoszczędzę trochę na absolutach których cena w stosunku do pojemności buteleczki mnie przeraża;-) Póki co zrobiłam pomadę z kwiatów lotosu, (które o dziwo da się hodować u nas ;-)) a drugą z róży. Zamierzam połączyć absoluty oba zapachy w formie absolutów ( chyba dodam trochę olejku sandałowego czy styraksu dla utrwalenia ) i rozcieńczyć w alkoholu może wyjdą fajne perfumki;-) Pozdrawiam

    • Na razie się przeprowadzam i niestety nie mam czasu:) Po przeprowadzce:)

  • Klaudyno, a jak z ziołowym potpouri? Myślisz, że zdałoby to egzamin? zapach melisy, werbeny, chętnie wykorzystałabym ich pachnące liście jako bazę, a płatki tylko jako uzupełnienie zapachu, nadają się liście do czegoś takiego? Pozdrawiam :-)

    • abrakadabra

      Mi się marzy zapach bazylii i rozmarynu. Spróbuję bo surowiec mam swój a sól to nieduży wydatek. I uwielbiam zapach akacji (robinii) i lipy. Ale to dopiero za rok. Świetny pomysł z tym przepisem!

  • Nie filozofuję , grzecznie wdrażam twoje Klaudyno przepisy: suszę róże i piwonię – https://scontent-b-lhr.xx.fbcdn.net/hphotos-xap1/t1.0-9/10325597_774495232582949_1015975903567288804_n.jpg

  • Nina

    Poszukując przepisu na Larendogrę – w ten sposób trafiłam na Twój blog – znalazłam przepis na forum winiarskim. Nie bardzo mi pasowało do nalewki kłącze kosaćca a sól już zupełnie nie wiedziałam do czego przypiąć – podane są jedynie składniki na ‚wodę węgierską’ – dzięki Tobie trochę mi się rozjaśniło :), chociaż w dalszym ciągu nie wiem po co w nim alkohol (jednak jakaś forma perfum? W nalewkę powątpiewam.)
    „…Z 1804 ze Stanów pochodzi następujący przepis na wodę węgierską:
    3 uncje korzenia fiołkowego
    9 garści rozmarynu
    4 garście lawendy
    2 garście soli
    12 litrów alkoholu…” http://wino.org.pl/forum/viewthread.php?tid=20735

    Marzę o utrwaleniu zapachu heliotropu peruwiańskiego (może masz jakiś przepis na perfumy? :))
    Ciepło pozdrawiam :)

    • Klasyczna Larendogora była na alkoholu, prawdopodobnie stosowana wewnętrznie jako nalewka:)

  • Fajna koncepcja, tylko ja nie mam cierpliwosci czekac:)

  • Agnieszka

    Sól już na pokładzie
    Będę próbować ‚uwięzić’ jaśmin :)

    • U nas chyba bardziej jaśminowiec, ale pewnie też się uda!

  • Różne odmiany róż mają różny zapach. Inaczej pachnie ta dzika, różowa, której pełno jest na mieście, inaczej herbaciana, albo lila, a jeszcze inaczej taka bardzo obfita różowa odmiana, z kwiatami gęstymi i wielkimi jak piwonie, którą hoduje ktoś przy naszej ulicy. Ta jest zupełnie niesamowita, istny Orient. Ale takie z kwiaciarni nie pachną ani-ani.

  • Oj… Przeczytałam ten komentarz o obrywaniu płatków kwiatów wystających za płot. Jesteś pewna, że tak można? Z całą pewnością jest to nie uprzejme, ale w wypadku drzew owocowych (o ile moje informacje pod kątem prawnym są aktualne i prawdziwe), nawet jeśli gałęzie z owocami wiszą nad twoim podwórkiem, to nie masz prawa ich zrywać, bo należą one do właściciela działki, na której rośnie drzewo. Gdybym zobaczyła Cię obrywającą komuś kwiatki na działkach…

    • Atria

      Ketele, mozna. Bardzo czesto rośliny wspierają sie poza granice posesji, przed płot albo za miedzę i tam dziczeją. Nie mam tutaj możliwości zamieścić zdjec, ale u nas na ogrodach jest dużo takich zdziczałych roslin, które „uciekły” z ogrodów i sa np. Na miedzy albo miedzy ogródkami działkowymi (róże, nagietki, stanowisko malin). Z pewnością nie należą do nikogo wtedy, kiedy sa np. Miedzy posesjami. Z tego co wiem, jesli moje drzewo owocowe owocuje na stronie sąsiada, on ma prawo zebrać z niego owoce: powinno byc w takiej odległości, aby nie wchodzić na sąsiednia działkę.

      • Zrozumiałam, że w momencie kiedy roślina, mająca korzenie na terenie działki, ma kwiat wystający poza ogrodzenie, to tedy go zrywasz i w takim kontekście uważam, że jest to bardzo niemiłe, nawet jeśli „można”, bo nie ma za to odpowiedzialności karnej, to nie znaczy, że trzeba, bo prawdopodobnie sprawi się tym przykrość właścicielowi. Jeśli mowa o jakiś roślinkach, które się dziko zakorzeniły poza terenem działki, to ok, ale jeśli np. ktoś sobie zrobił płot z pnących róż, czyli siłą rzeczy kwiaty są poza płotem, bo go obrastają, to już zrywanie ich uważam za świństwo. :P Jeśli chodziło o coś innego to sorki.

        • A nasze prawo mówi tak (Kodeks Cywilny)
          Art. 148. Owoce spadłe z drzewa lub krzewu na grunt sąsiedni stanowią jego pożytki. Przepisu tego nie stosuje się, gdy grunt sąsiedni jest przeznaczony na użytek publiczny.

          :)

          • Kodeks cywilny którym się podparłeś na początku mówi tak
            Art. 143. W granicach określonych przez społeczno-gospodarcze przeznaczenie gruntu własność gruntu rozciąga się na przestrzeń nad i pod jego powierzchnią.

            Art. 148. Owoce spadłe z drzewa lub krzewu na grunt sąsiedni stanowią jego pożytki. Przepisu tego nie stosuje się, gdy grunt sąsiedni jest przeznaczony na użytek publiczny.

            Art. 149. Właściciel gruntu może wejść na grunt sąsiedni w celu usunięcia zwieszających się z jego drzew gałęzi lub owoców. Właściciel sąsiedniego gruntu może jednak żądać naprawienia wynikłej stąd szkody.

            Art. 150. Właściciel gruntu może obciąć i zachować dla siebie korzenie przechodzące z sąsiedniego gruntu. To samo dotyczy gałęzi i owoców zwieszających się z sąsiedniego gruntu; jednakże w wypadku takim właściciel powinien uprzednio wyznaczyć sąsiadowi odpowiedni termin do ich usunięcia.

          • Ok. Owoce spadłe. Gorzej ze zrywaniem tych jeszcze na gałęzi (a o zrywanie chodziło). XD

            Nie myśl sobie, że mój komentarz wynikał z chęci obrażenia Cię w jakiś sposób. Lubię Twojego bloga i podoba mi się ogólnie to co robisz. Zwróciłam uwagę na coś, co wydało mi się po prostu nieuprzejme (oczywiście dopuszczam możliwość zwykłego nieporozumienia). ;)

          • No co ty, ja sięnie obrażam:)

      • Wedle wschodniopruskiego prawa było tak: ‚owoc gałęzi sięgającej poza granice płotu sąsiada należy do właściciela drzewa, dopóki tam wisi. Jeżeli rzeczony owoc spadnie na posiadłość sąsiada, to wówczas należy do niego, tam gdzie spadł’ ;) Jak wedle współczesnego, nie wiem ;) Ja zrywam (często zresztą jak widzę właściciela to po prostu pytam czy mogę) i nie mam pretensji jak ktoś zrywa moje :)

        • To jest różnie. Ja ostatnio z nudów czytałam sobie księgę Powtórzonego Prawa i tam np. było napisane, że jeśli pójdziesz do winnicy swojego brata czy tam sąsiada, możesz najeść się ile chcesz winogron, ale nie możesz ich zabrać ze sobą:D

  • No właśnie, piwonie, to jest to :)

  • Sprawdzę w domu, a jeśli nie, to drżyjcie krakowscy działkowcy ;)

  • Przez Was zrobię jeszcze z piwoniami jeden:D

  • Anna Pyziołek wydaje mi się, że będą ok, jeśli ładnie pachną jeszcze:)

  • Zostawiłam pytanie na stronie- ale równie dobrze może być i tu. Mam piwonie, które od wczoraj stoją w wazonie, czy takie mogę obedrzeć z płatków, czy lepiej urwać prosto z krzewu i przesuszyć?

  • Ponieważ jestem równie postrzelona i mniszek lekarski, pędy sosny czy bez czarny nie są mi obce, a wręcz przeciwnie – całkiem zaprzyjaźnione, toteż dołączam do tego fermentu ;)

  • Anonim

    Od wczoraj mam piwonie- takie ogrodowe…Hihih…Czy mogę obedrzeć je z płatków (stoją od kilkunastu godzin w wazonie, czy jednak muszą być świeżo zerwane i przesuszone?

  • właśnie oberwałam płatki piwonii, cudnie pachną! a róż nie cierpię. Więcej pytań napisałam w komentarzu na blogu :)

  • ChilliBite

    Hej, namówiłaś mnie :) cieszysz się? obrywam właśnie płatki z cudownie pachnących piwonii, dziś je przez dzień podsuszę, jutro kupię sól. Ale co do „jodowania” – sól morska przecież naturalnie zawiera jod, czy na pewno może być??? Czy granulatora soli ma znaczenie (grubo- drobno- ziarnista)?
    Cmok i udanej wyprawy do stolycy! Wpadniesz do mnie na kawę?

    • Chodzi o to, żeby nie byłą dodatkowo jodowana, jak to jest w większości soli:) Ja mam drobnoziarnistą, moim zdaniem drobne ziarno jest lepsze, bo jest mniej powietrza:) Napiszę Ci resztę na priv:)

  • No nic, trzeba będzie coś pomyśleć ;)

  • Mam obczajone wszystkie rośliny jadalne i zioła w promieniu trzech kilometrów:D

  • Izabela Górniak Hofman jeśli pachną, to tak. A zazwyczaj nie pachną. Bo wiesz, ten zapach się wzmacnia, ale on się nie wytwarza sam z siebie. Ale teraz jest mnóśtwo róż pachnąćych po parkach, czy po ogródkach działkowych (jak wystaje zza siatki na drogę publiczną to oficjalnie nie ma właściciela;)) wiem bo trochę podkradam jak mi w Krakowie trzeba:D

  • Mogą być róże z kwiaciarni?