Polityka prywatności i marketing na blogach kulinarnych.

Dzień dobry,

Zanim rozstrzygnę konkurs wrzosowy (dziś wieczorem!) chciała m podzielić się z Wami kilkoma spostrzeżeniami na temat polityki prywatności na blogach kulinarnych oraz na temat marketingu w blogosferze. Jestem ciekawa Waszych opinii!

Nowością w Ziołowym Zakątku jest polityka prywatności. Dlaczego znalazła się na blogu kulinarnym?

Reklama na blogu – za czy przeciw?

Szczerze mówiąc uważam, że środowisko blogerów staje się coraz mniej transparentne.  Wobec wszechobecności standardowej reklamy, product placement, marketingu szeptanego czy wpisów sponsorowanych, czytelnik w pewien sposób jest bezbronny. Bloger nie kojarzy się już z wiarygodnym źródłem informacji, ale patrzy się na niego podejrzliwie: czy aby nie chce nam czegoś zareklamować/wcisnąć? Osobiście uważam, że nie należy popadać w skrajności: jeśli jakikolwiek wpis na moim blogu jest sponsorowany (np. wydawnictwo funduje nagrodę – to również forma sponsoringu, ja w końcu dostaję za to np. książki) zawsze to zaznaczam. Z drugiej strony jednak, jeśli jakiś produkt mi odpowiada, nie zamierzam się tłumaczyć z tego, że umieściłam jego nazwę czy zdjęcie na blogu, ale po prostu je umieszczę i już.

Drugą sprawą jest jednak bezpieczeństwo danych osobowych. Uważam, że wobec kampanii reklamowych przetaczających się przez blogosferę (dodam, że nie mam nic przeciwko reklamom, jeśli jakiemuś blogerowi odpowiadają: jestem jedynie przeciwko ukrytym i nieuczciwym formom reklamy), użytkownicy bloga mają prawo wiedzieć co dzieje się z ich danymi osobowymi. Mają prawo wiedzieć jakie dokładnie dane są zbierane, do czego służą, jak są przetwarzane i w jaki sposób używane przez blogera.

Nie oszukujmy się: większość stron internetowych zbiera informacje o swoich gościach, jednak niewiele z nich pisze o tym wprost. Dlatego też postanowiłam stworzyć krótką politykę prywatności.  Może niektóre punkty będą brzmiały przerażająco, jednak zapewniam Was, że są to dane, które zbierane są praktycznie przez każdą stronę internetową używającą jakiegokolwiek programu do liczenia statystyk.  Mam nadzieję, że przygotowana przeze mnie strona będzie dla Was przydatna i pozwoli Wam zorientować się, jakie typy danych przechowywane są na blogu internetowym.


Osobiście uważam, że każdy bloger ma prawo wprowadzenia takich elementów reklamowych na swoim blogu na jakie tylko ma ochotę. W końcu to jego blog, jego poświęcone godziny na tworzenie darmowej, ogólnodostępnej treści. Uważam jednak że bloger ma także obowiązek: obowiązek informowania czytelników o tym, co dzieje się na blogu, o tym, w jaki sposób przetwarzane są dane gości, o tym co jest jego własną inwencja a co jest w jakikolwiek sposób sponsorowane.

Marketing w blogosferze.

Wydaje mi się, że reklama na blogach jest jakąś formą tabu – ludzie wstydzą się, że umieszczają reklamę, że zarobią na blogu parę groszy (jak to zarabiać na blogu? przecież na blog można tylko wydawać! Wydawać na składniki, hosting, czasu nie liczę). Jestem jedną z niewielu blogerek, które występują pod rzeczywistym imieniem, nazwiskiem (jeśli ktoś nie dopatrzył na stronie „o mnie”: Klaudyna Hebda) i jeszcze możecie sobie zobaczyć jak wyglądam!  Osobiście nie zamierzam firmować swoim nazwiskiem produktów kiepskiej jakości. Więcej, szczerze mówiąc unikam reklamy i często odmawiam „współpracy”, jednak rozumiem tych blogerów, którzy decydują się współpracować z firmami. Dlaczego nie? Jeśli tylko odpowiadają im warunki, gratulacje!

A Wy? Co sądzicie o przetwarzaniu danych osobowych? Co sądzicie o kampaniach sponsorowanych?

Czy powinno się informować czytelników wprost o tym, że gromadzi się pewne dane czy że pisze się właśnie wpis sponsorowany? (jakąkolwiek formą sponsoringu: jeśli dostaniecie w zamian przysłowiowe herbatki to też jest sponsoring!). Może jednak lepiej przemilczeć pewne sprawy, żeby nie straszyć czytelników? Jeśli nie, to w jaki sposób informować ich o tym co dzieje się na blogu z marketingowej strony?

ps. obrazek  ze strony sxc.hu, ostatnio nie mam czasu na zdjęcia.

  • Atria

    Bee,

    Zadania znajdują się na „member forum”, więc na blogu nie zobaczysz zbyt wiele (członkostwo w forum jest płatne, śmieszne 4,95 miesięcznie. John ma na dużą kawę;)). Po kilku miesiącach mogę spokojnie powiedzieć, że Blogger nie ma nawet części funkcjonalności WordPressa. Nie mówię tutaj o wyglądzie etc., bo szablon zawsze można sobie dopasować jakiś, ale o możliwości wypływania na różnorakie ustawienia których „nie widać”.

  • Atrio, ciekawa jestem bardzo, co miałaś na myśli, pisząc, że uważasz swój blog za niszowy. W jakiej niszy kulinarnej blogosfery siebie widzisz? Ciekawe, czy w tej samej, w któej ja Cię widzę. Moim zdaniem, Twój blog jest pod pewnym względem jedyny w swoim rodzaju – bardzo charakterystyczny.

    • Atria

      Nie wiem czy słowo „nisza” było dobrze przeze mnie użyte. Po prostu miałam na myśli to, że mój blog, wbrew pozorom jest niewielki, odwiedzany przez małą liczbę użytkowników i w żaden sposób nie może konkurować z bardziej znanymi blogami. Ja zaś nie jestem profesjonalną blogerką. Nie to żeby mi to przeszkadzało: lubię „kameralność”, po prostu stwierdzam fakt:)

  • Bee

    Atrio, cieszy mnie, że poruszyłaś temat pozakulinarny, bo szczerze mówiąc, brakuje mi ich na polskich blogach, szczególnie kulinarnych i posiłkuję się tym, co pisane jest na zagranicznych, ale wygląda mi na to, że to zupełnie inna rzeczywistość, więc niewiele (jeszcze) z tego wyciągam dla siebie. A może tego typu postów jest na kulinarnych blogach więcej, tylko ja, jako blogowa „świeżynka” po prostu o nich nie wiem? Ale sądząc po wpisie Hani-Kasi, chyba nie.

    Do rzeczy jednak.

    Polityka prywatności – sądzisz, Atrio, że naprawdę konieczne jest informowanie czytelników, że odwiedzając blog zostawiają po sobie ślad? Bo mi się wydawało, że to iż nikt tak naprawdę nie jest w sieci anonimowy jest dla każdego oczywiste. Choć, po namyśle przyznam, że zdumiało mnie, do jak wielu danych mam dostęp, dzięki zainstalowaniu licznika na stronie bloga. Kto wchodzi, ile razy, co czyta i przy odrobinie wysiłku, powiązać to z konkretną osobą, jej imieniem, nazwiskiem itd. Tylko po co miałabym to robić. I czy moje zapewnienie, że nie użyję tych danych do innych celów, niż blogowych statystyk, kogoś uspokoi? Na pewno zapewnienie, że nie ma się niecnych pobudek jest miłe. Ale myślę, że należy przede wszystkim uświadamiać ludzi, że ich działania w sieci mogą mieć takie same konsekwencje, jak w tzw. realu, szczególnie te głupie działania. Z pewnością temat dał mi wiele do myslenia.

    Konkursy same w sobie są fajne i nie widzę w nich nic złego. Natomiast każdy oragnizujący je powinien sam rozpatrzeć, czy odniesie wystarczające korzyści przy ich organizowaniu. Czy konkurs w równym stopniu przyniesie zadowolenie jego uczestnikom, organizującemu, a nie tylko sponsorom sponsorom (o ile tacy są, bo konkursy można organizować i na własną rękę).

    Notki sponsorowane. Nie miałam osobiście do czynienia, za krótko tu jestem, ale uważam, ze bezwzględnie należy informować o tym, jeśli za napisanie notki otrzymuje się korzyści materialne. Myślę zresztą, że wcześniej, czy poźniej takie rzeczy zostaną uregulowanie prawnie, jeśli zarabianie przez internet, w tym poprzez bloga, stanie się powszechniejsze. A takie dyskusje, jak dzisiejsza mogą być do tego przyczynkiem.

    Reklama – to samo, powinna być wyraźnie oznaczona, najlepiej w przeznaczonych do tego boksach. Jej obecność mi nie przeszkadza, ale dziwi na nowiutkich blogach. Uważam, że uzasadniona jest na blogach z jakimś dorobkiem i z dużą ilością czytelników i uznaję ją za formę rekompensaty za wkład włożony w tworzenie bloga. Natomist grosze zarobione na rekalmie w przypadku garstki czytelników, to moim zdaniem skórka niewarta wyprawki.

    Jakość blogów, przepisów i zdjęć to temat na zupełnie inną dyskusję. Może ją kiedyś zainicjujesz, Atrio? Ale muszę, no muszę ci powiedzić właśnie tu i teraz, że porównując zdjęcie brownies, do którego dałas tu link, oraz ostatnie twoje fotografie jestem pod wielkim wrażeniem postępu :-) Możesz być z siebie dumna. Cos takiego widać też na blogu Tartalette – jeśli się przejrzy wpisy z 2-3 pierwszych lat na jej blogu, to widać ogromne postępy dosłownie z miesiąca na miesiąc.

    Dziękuję za ten wpis i mam nadzieję na więcej podobnych (także u innych zaawansowanych blogerów).

    • Atria

      Bee, przyznaję że „polityka prywatności” jako podstrona to moje osobiste widzi-mi-się i jest zupełnie zbędna na większości blogów, może tylko jakiś maniak informatyczny to doceni;) Większe strony mają „politykę prywatności” zapewne pisaną drobnym druczkiem. Ja postanowiłam ją zamieścić z kilku powodów: dla tych osób które zwracają na to uwagę, będzie to ciekawy dodatek a dwa, może zwróci uwagę niektórych na to, że w sieci nie do końca jesteśmy anonimowy. Danych zbieranych przez programy statystyczne nie da się powiązać z imieniem i nazwiskiem, jednak zawsze zostawiamy po sobie jakiś ślad. Po trzecie sama „privacy policy” była zadaniem ćwiczeniowym w „blogger camp” w którym biorę teraz udział. Po namyśle stwierdziłam, że po prostu warto ją mieć. Choćby dlatego, żeby w jakiś sposób się wyróżnić.

      Myślę, że powinno dać to też do myślenia blogerom, którzy używają na swoich stronach wielu różnych programów. Programy zbierają dane statystyczne a używając tych kiepskiej jakości możemy narazić siebie i czytelników na nieprzyjemności (choćby w postaci niechcianych, wyskakujących na blogu reklam, których nigdy nie instalowaliśmy).

      Dyskusji na temat jakości blogów i przepisów nie chciałabym rozpoczynać bo osobiście uważam, że każdy może sobie zamieszczać na blogu co chce (dopóki jest to zgodne z prawem), jak chce i kiedy chce. Niemniej jednak może kiedyś pojawią się jeszcze notki takie.. okołoblogerskie. O blogowaniu właśnie, tworzeniu własnego wizerunku jako blogera.. muszę się zastanowić,.

      Dzięki za wzięcie udziału w dyskusji!

      • Bee

        „Danych zbieranych przez programy statystyczne nie da się powiązać z imieniem i nazwiskiem” – bezpośrednio nie, ale bawiąc się w detektywa, w niektórych przypadkach można. Napiszesz coś o „blogger camp”?

        „Niemniej jednak może kiedyś pojawią się jeszcze notki takie.. okołoblogerskie. O blogowaniu właśnie, tworzeniu własnego wizerunku jako blogera.. muszę się zastanowić,.” – o coś takiego mi właśnie chodzi :-)

        • Atria

          Bee, „blogger camp” to inicjatywa zorganizowana przez Johna Saddingtona. John jest profesjonalnym bloggerem i wciągu 10 miesięcy stworzył fantastyczną stronę z wartościową treścią.
          Blogger Camp opiera się na koncepcji 90 dni blogowych zadań. Będą zadania z kreatywnego pisania, optymalizacji strony internetowej na WordPressie, optymalizacji SEO.. myślę, że nawet jeśli nie wykorzystam wszystkiego, będę mogła bardzo dużo się nauczyć. Na razie zrobiliśmy dopiero 5 zadań, w tym aktualizację strony „O mnie” czy optymalizację linków (jeśli klikniesz na jakiś post zauważysz, że linki są krótkie i ładne;)).

          Więcej na ten temat możesz poczytać u Johna Jeśli masz bloga na WordPressie i nie masz problemów z angielskim, bardzo polecam:

          http://tentblogger.com/blogx/

          Gdybyś miała jakieś pytania, pisz:)

        • Bee

          Dziękuję za linka. Blog mam co prawda na blogspocie, ale i tak chętnie poczytam w wolnym czasie. Podobne rady widziałam też na ProBloggerze, ale tych przecież nigdy dosyć, pod warunkiem, że sami o nie prosimy ;-)

  • Tu blogowicze Daria i Jarek sie melduja do dyskusji!!! :)

    Atrio,
    Juz samo slowo ‚polityka’ w tytule nas odstraszylo :) bo niestety kojarzy nam sie niezbyt przyjemnie ale jednak skusilismy sie na przeczytanie posta bo lubimy tu do Ciebie zagladac…. wlasnie dlatego, ze znajdujemy tu kupe ciekawych postow, swietnych przepisow i bezpretensjonalnosci, ktora czesto mozna niestety spotkac na niektorych blogach :( Jesli chodzi o poruszony przez Ciebie temat to wywolalas u nas spora dyskusje ale dochodzimy do tych samych wnioskow co Hania Kasia – absolutnie sie z nia zgadzamy!!! Kazdy lubi to co lubi i jesli lubi ogladac reklamy i czytac bzdety to prosze bardzo! jesli lubi jakosc i orginalnosc to wlasnie tego poszukuje… wolna wola!!!

    Faktycznie narobilo sie tych blogow teraz… kazdy z nich napewno znajduje swojego czytelnika. Osobiscie, gdybym chciala je wszystkie poczytywac to musialabym robic to na pelny etat… bo czasu by mi braklo :) ale jest kilka takich, do ktorych zagladam non stop bo wiem, ze sie nie zawiode i zawsze znajde cos dla siebie. A i ciesze sie, gdy moge wziac udzial w jakiejs konstruktywnej dyskusji.
    Pozdrawiamy cieplo

    • Atria

      Też jestem zaskoczona tym, jaką post wywołał dyskusję ale jest to zaskoczenie pozytywne. Pokazuje po prostu, że warto mówić głośno o pewnych sprawach. Wydaje się, że społeczeństwo blogów kulinarnych o niektórych rzeczach nie rozmawia („bezpieczniej” jest po prostu pochwalić czyjś wypiek).. Myślę, że nasze blogi są w pewien sposób podobne do blogów szafiarek a u szafiarek ostatnio jest spory ferment, chociażby ze względu na ten artykuł z Newsweeka:
      (polecam przeczytanie, kto nie widział!)

      http://kobieta.newsweek.pl/co-na-blogach-reklamuja-szafiarki,81663,1,1.html

      Ja również jestem bardzo liberalna i uważam, że każdy może sobie pisać na co ma ochotę o ile, jak zaznaczyłam niżej nie łamie prawa. Ludzie mają rózne motywacje i różne pomysły na blogi (i na życie w ogóle) i niech tak zostanie. Co nie znaczy, że z wszystkimi muszę się zgadzać.

      Ja lubię bardzo, bardzo wiele blogów i czasem robie sobie takie tournee kilkugodzinne po ulubionych. Ostatnie było dwa miesiące temu..

  • W kazdym calu zgadzam sie z tym co napisala Nina. Z jednej strony to co kazdy wypisuje na swoim blogu jest jego prywatna sprawa a z drugiej nie ma przymusu zagladania na blogi na ktorych non stop pojawiaja sie reklamowane wpisy.
    Rowniez jestem zdania, ze przeciętny Polak i Polka gotują średnio lub poniżej średniej uzywajac vegety, kucharkow, kosteczek smaku i czort wie czego jeszcze i zawsze znajda swoich odbiorcow wsrod podobnych sobie. Osobiscie, nawet za duze pieniadze nie dalabym sie namowic na reklame czegos, czego uzywanie jest sprzeczne z moimi przekonaniami. A jesli uwazam, ze jakis produkt jest dobry to sama z siebie moge podac jego producenta, bo czemu nie?
    Co do imienia i nazwiska uwazam, ze nie ma obowiazku jego podawania i ja bezposrednio nie podaje, ale troche sprytu, klikniecie tu i tam i mozna w moim przypadku blyskawicznie do niego dotrzec. Nie widze potrzeby, zeby ktos mial wpisywac w przegladarke moje nazwisko, bo w pracy tylko najblizsi wspolpracownicy wiedza, ze prowadze bloga, chociaz pracuje w wielkim urzedzie. A nawet gdyby ktos przypadkiem na niego trafil to nie zamieszczam tam przeciez zadnych kompromitujacych mnie tresci.
    Dodam tez, ze nigdy nie myslalam o Twoim blogu jako o niszowym. Za nic nie zaliczylabym go do tej kategorii, ale dokladnie tego okreslenia swego czasu uzylam okreslajac mojego bloga, bo zbyt czesto pojawiaja sie na nim dania zawierajace skladniki o ktore trudno w sklepie za rogiem a wiec tzw. przecietny Polak, zjadacz vegety nie bedzie tam zagladal, bo i po co? Jakos zupelnie mi to nie przeszkadza, bo blogguje dla samej przyjemnosci bloggowania.
    Mnogosc bloggow kulinarnych mi nie przeszkadza, ale przyznaje, ze przedzieranie sie przez durszlakowe wpisy bywa czasem mozolne.Czesto w tej mnogosci umyka mi jakis wartosciowy blog i sie potem dziwie, ze nie wiedzialam o jego istnieniu a tam tyle fajnych wpisow.

    • Atria

      Właśnie ja się zastanawiam jak to jest z tym „polskim” jedzeniem. Z jednej strony strasznie je chołubimy a z drugiej.. no właśnie. Moja Babcia kupiła kilka razy gazetkę w stylu „nasze przepisy- wyślij przepis i wygraj 50zł”. Gazetka kosztuje jakieś 79 groszy.. Zobaczyłam tam przepisy takie zwyczajne, domowe i po prostu myślałam że padnę. Nie chodzi o to, że są mało wyszukane (bo dlaczego miałyby być wyszukane?) ale naprawdę, dodatek weget, majonezu (lubię majonez, ale nie wszędzie!).. moja Babcia zrobiła chyba ze dwa przepisy z tych „gazetek” i ku jej rozczarowaniu obydwa były paskudne („Jak można dać taki przepis do gazety? Czy to naprawdę tym ludziom smakuje?” – zapytała). Gulasz udało się nam podratować a teraz zostawiłam Babci książkę „Jamie w Domu” z adnotacją, że jeśli z tego coś wypróbuje ,to z pewnością będzie dobre.

      • Bylejakosc w polskich domach i polskiej blogosferze jesli chodzi o spozywane posilki to na pewno ciekawe zagadnienie na odrebny watek. Gazetki o ktorych piszesz przegladam w sklepie z mezem dla rozrywki i wciaz nie mozemy sie nadziwic, ze niemal w kazdym przepisie wystepuje vegeta i kostki rosolowe, albo jedno i drugie + gotowa mieszanka typu „przyprawa do…”, boczek, majonez, keczup. Wszystko wrecz oplywa w tluszcz i glutaminian sodu.

  • Z zainteresowaniem przeczytałam Twój post Atrio, jak i wszystkie wypowiedzi na ten temat. Przede wszystkim uświadomiłam sobie z jak ogromną nieświadomością prowadzę mojego bloga. Nigdy nie zastanawiałam się nad wieloma aspektami, o których piszecie. Mój blog nie jest bardzo popularny w blogosferze, nie ma nich konkursów ani artykułów sponsorowanych (baaa, nawet nie dostałam nigdy takiej propozycji, a samej nie przyszło mi do głowy ich szukać). Jego prowadzenie to dla mnie przede wszystkim ogromna przyjemność, piszę dla siebie, dla przyjaciół, dla wszystkich, którzy poświęcą chwilę, żeby mnie na moim blogu odwiedzić, cieszy mnie każdy komentarz. A przede wszystkim realizuje swoją pasję, małymi kroczkami rozwijam się, robię coraz lepsze zdjęcie, gotuję coraz lepiej. Nie wiem, czy wniosę tym do dyskusji coś nowego, ale chciałabym przychylić się do wypowiedzi Hani-Kasi. To czytelnik wybiera, które blogi odwiedza, pozwólmy mu na to. A internet, czy nam się to podoba czy nie, to teren, na którym panuje wolność absolutna. Wydaje mi się, że taka jest też idea prowadzenia bloga-to taki nasz własny kawałek internetowej przestrzenii. Nie zapominajmy też, że przecież szukajac jakiejkolwiek informacji w internecie, nie tylko przepisu, nieraz natykamy się na strony, których odwiedzenie okazuje się być tylko stratą czasu. Pozdrawiam wszystkich!

    • Atria

      Po pierwsze jak zauważyłaś, masz dla kogo pisać bloga. Dla rodziny, znajomych, przyjaciół. To już coś i myślę, że to daje taką pozytywną motywację do działania i wsparcie.. Popularność jest tylko jedną z niewielu motywacji do działania (dla mnie osobiście byłaby bardzo słabą, ale na każdego działa coś innego) Nie wiem, czy w internecie jest wolność absolutna (no,chyba że nielegalnie;)) ale prawdą jest, że społeczności internetowe są bardzo, bardzo zróżnicowane. I my wybieramy sobie to, co się nam podoba.

      Co do artykułów sponsorowanych, myślę, że przede wszystkim nowi blogerzy ulegają pokusie. Coby nie szukać na cudzym podwórku: sama kiedyś zrobiłam konkurs herbatek Herbapolu za herbatki.. do tej pory nie mogę ich wypić wszystkich;)

      To jest chyba tak, że robimy coś za darmo, dzielimy się treścią często po prostu z potrzeby serca i jeśli wpada jakaś propozycja w stylu „dostaniesz herbatki” myślimy – dlaczego by nie? Otóż czasami warto powiedzieć nie.. jak to Mama mnie uczyła.. „nie bierz cukierków od nieznajomych”;)

  • Atrio,
    też mi chodziło od jakiegoś czasu po głowie, aby zamieścić na swoim blogu moje przemyślenia na temat kulinarnej blogosfery, ale ostatecznie porzuciłam ten pomysł, dochodząc do wniosku, że każdy ma prawo prowadzić swój blog tak, jak mu się podoba, a ja, jako czytelnik, mam prawo wyboru, na których blogach chcę bywać, a które omijać szerokim łukiem, bo np. są zdominowane przez treści o charakterze reklamowym, czy prezentują przepisy, które mnie nie inspirują. Nie zgadzam się z Twoim zdaniem, że czytelnik jest bezbronny wobec treści reklamowych na blogach. Jak najbardziej może się bronić, klikając na krzyżyk w prawym, górnym rogu monitora lub w ogóle nie wchodząc na blogi autorów, którzy łapią każdą „fuchę”, tzn. przujmują wszystkie propozycje jak leci. Ktoś, kto śledzi kulinarną blogosferę od dłuższego czasu, mniej więcej wie, co może znaleźć na poszczególnych blogach, na których będzie „atakowany” przez treści reklamowe, a które są od takich treści wolne lub wpisy reklamujące produkty pojawiają się sporadycznie. To mniej więcej tak jak z reklamą w telewizji – gdy jest wyświetlana, możesz przycisnąć zielony guziczek pilota, podobnie jest z reklamą na blogach – gdy widzisz ją na danej stronie i Ci to nie odpowiada, możesz taką stronę niezwłocznie zamknąć.

    • Atria

      Masz rację w tym co piszesz. Dużo racji. W ostatecznym rozrachunku to czytelnicy decydują. Oczywiście jeśli ktoś prowadzi bloga tylko i wyłącznie dla siebie, nie zrobi mu to (teoretycznie) różnicy, ponieważ nie potrzebuje czytelników. Jednak to jest skrajny przypadek.
      Dlatego też pisałam w poście, że bloger jest odpowiedzialny przed swoimi czytelnikami moim zdaniem. To chyba kwestia szacunku po trochę. I pewnego.. nie wiem, dystansu?

      W blogosferze kulinarnej raczej nie ma takich dylematów ale np. blogerzy technologiczni otrzymują propozycje współpracy opiewające na kilka tysięcy złotych. Wtedy można by mówić dopiero o przekonaniach. Zupełnie teoretycznie: oprzeć się pokusie reklamowania produktu do nie którego jesteśmy przekonani czy jednak.. kilka tysięcy złotych? Oczywiście to zupełnie teoretyczna sprawa,ale pokazuje że relacje reklamowe nie są „czarno-białe”.

      • Atria

        Myślę też, że to także kwestia formy reklamy. O ile banner czy dwa bannery reklamowe na b. popularnych blogach nie mnie nie rażą (niech sobie będą, proszę bardzo!) o tyle nachalny produkt placement nie do końca jest fair. Jednak czy nie macie takiego wrażenia, że surowiej ocenia się blogi niewielkie? Wydaje mi się, że jesteśmy w stanie przymknąć oko na duże blogi kulinarne z odrobiną reklam ale te same kilka reklam na malutkim blogu może razić (zresztą, często malutkie blogi mają dużo więcej reklam niż duże). Mi osobiście, dopóki treść się broni i jest dla mnie interesująca a reklamy nie wyskakują mi przed oczy kiedy otwieram bloga, reklamy nie przeszkadzają. ;)

      • Współpracę blogera i reklamodawcy, w której honorarium wyniosłoby kilka tysięcy, prędzej bym rozgrzeszyła a nawet poparła, niż taką, w której honorarium jest np. opakowanie „Vafini” czy mop, bo za te kilka tysięcy bloger mógłby sobie np. sfinansować zakup dobrego aparatu fotogranicznego, co byłoby wkładem w rozwijanie bloga, podwyższenie jego jakości itp., natomiast zapłata w formie produkty o niskiej wartości to, moim zdaniem, pewna forma wyzysku ze strony zleceniodawców, których produkty są reklamowane na niejednokrotnie popularnych stronach. Autorzy popularnych blogów powinni bardziej cenić swoją powierzchnię w sieci i nie udostępniać jej w celach reklamowych za bezcen. Czy warto tracić swoją niezależność i wiarygodność za paczkę wafelków czy podobny drobiazg? Z drugiej strony nie nalezy popadać w skrajności – czasem warto wspomnieć produkcie, jeśli uważamy się, że ta informacja może być przydatna dla czytelników.

        I jeszcze jedno – szczerze odradzam traktowanie prowadzenia bloga jako obowiązku, to prosta droga do zmęczenia materiału i zniechęcenia do blogowania.

        • Zgadzamy sie i podpisujemy rekami i nogami :)
          Jarek prowadzi fotograficznego bloga, ktory sluzy mu wylacznie do celow komercyjnych ale taki byl jego target, jako fotografa i nauczyciela fotografii :) Z kolei nasz wspolny blog kulinarno – obyczajowy jest czysto hobbystycznym pamietnikiem i zadnych raklam ani konkursow na nim nie bedzie a vegeta i kostki knorra moga isc sobie precz!!!! Amen!!! :)

        • Atria

          W moim wypadku chodzi może nie tyle o obowiązek co o rutynę.
          Jestem osobą ze słomianym zapałem to raz, a dwa jak nie mam nad sobą bata to nie zrobię nic, albo zrobię niewiele. Znam siebie i wiem co mnie motywuje. Motywuje mnie grupa. Jeśli wiem, że jest kilku czytelników, którzy czekają na mój wpis (chociaż kilku), to zbieram się w sobie, sprężam się i robię co trzeba. Wtedy pracuje mi się lepiej i bardziej efektywnie. To taki mój sposób działania.. koleżanki nazywają to „zarządzanie chaosem”;)

  • Atria: To nisza jesteś?:) to mnie zaskoczyłaś, dla mnie jesteś w top 10;) ale do rzeczy. I tutaj trafiłaś w 10. Jesteś studentką, nie pracujesz na pełny etat i masz czas. Ja jestem osobą pracujący, często pracującą więcej niż 8h i prowadzę bloga. Dlatego może u mnie częściej są szybsze i mniej skomplikowane dania? Pamiętajmy, że każdy szuka swojego bloga. Dlatego część ludzi pójdzie do Ciebie, a częśc do mnie lub do kogoś innego.

    Alizea: Zgadzam się z Tobą w 100% w przypadku zdjęć. To jest wybór autora bloga jak będzie fotografował.

    Acha i jeszcze coś, Alizea: przestrzegam Ciebie, to wkręca:)

    • Atria

      Myślę, że z czasem to nawet nie jest tak, że mam go za dużo (czasem wręcz padam na twarz, zwłaszcza w poprzednim miesiącu, kiedy pracowałam u Rodziców), ale zwłaszcza to jest ważne, że jestem elastyczna. Nie muszę wychodzić do pracy przed wschodem słońca i wracać o zachodzie. To szczególnie ważne zimą: kiedy mam dwa dni, kiedy wracam przed trzynastą, to po prostu ratuje życie, jeśli robi się zdjęcia przy świetle dziennym. Posty zazwyczaj planuję i staram się pisać je z wyprzedzeniem, ale różnie się to udaje:) Ja jestem pełna podziwu dla kobiet, które blogują i mają malutkie dzieci..

  • Witaj Atria. Chcialabym sie przylaczyc do juz zaczetej dyskusji . Po przeczytaniu Twojej i Niny wypowiedzi mam wrazenie pewnej dyskryminacji nowych bloggerow.Sama dopiero rozpoczelam prowadzenie bloga. Mimo iz blogi sa pisane od lat, ja z takich to czy innych powodow dopiero teraz postanowilam przystapic do blogosfery i dolaczyc moj wlasny blog. Rozumiem,ze w gaszczu istniejacych blogow coraz ciezej znalezc powiedzmy „wartosciowy” pod wieloma wzgledami blog. Taka jest rzeczywistosc. Czy jednak fakt powstania nowego blogu w przebrzmialej juz nieco blogosferze ma go dyskwalifikowac? Nie zrozum mnie,prosze zle.
    Co do jakosci merytorycznej- uwazam,ze trudno wymagac od prowadzacych blog mistrzostwa slowa czy perfekcji jezykowej. Bloggerzy to przeciez – ze sie tak kolokwialnie wyraze – rozni ludzie ….. Mam tu na mysli zarowno wyksztalcenie,zawod,osobowosc jak i wlasne,indywidualne zdolnosci.
    Co do zdjec natomiast-zgadzam sie po czesci z Nina. Ja tez nie lubie,gdy mi obiad stygnie na talerzu a ja sie wije i krece z aparatem by zrobic wlasnie to najlepsze ujecie. Poza tym nie kazdy dysponuje odpowiednim,dobry sprzetem fotograficznym.Moze na taki sprzet go nie stac. Moze majac taki sprzet nie potrafi mimo wszystko wykorzystac wszystkich jego mozliwosci.Ja sama mam zdjecia takie jakie mam. Moze w przyszlosci uczac sie na wlasnych bledach i cwiczac food photography dojde do perfekcji :)
    Jesli zas chodzi o przedstawianie dan na blogu to zgadzam sie z Wami,ze wiele publikuje wpisy srednio ciekawych dan- tak aby bylo co napisac.
    Jeszcze jedno- blogowanie to „fajna rzecz”,mozna by powiedziec rozrywka,ale ja osobiscie na pewno nie bede poswiecac sie blogowi-tj. mam wazniejsze priorytety w zyciu niz calkowicie oddanie sie blogowi. Dla mnie to poniekad forma zabawy i relaksu. I tyle.
    Pozdrawiam

    • nie, nie chodzi o dyskryminację nowych blogów… Pasja powstaje w każdym czasie.

      myślę wręcz, że trudniej jest zainteresować swoim nowym blogiem teraz niż jakiś czas temu – dlatego, że jest ich tak dużo

      • Nina, ja tez ubolewam nad tak wielka iloscia blogow,no ale coz-kazdy ma prawo prowadzic blog.No i taka chyba ostatnio moda- na prowadzenie bloga :)
        Pozdrawiam.

        • Atria

          Ja tam nie ubolewam. „Ludzie blogi piszą” i już. Jeśli to komuś daje chwilę odpoczynku albo jakąś formę satysfakcji, dlaczego nie? Jedni plewią ogródek a inni piszą blogi:)

        • ja też nie ubolewam; to wspaniałe, że tak wiele osób odnajduje w sobie pasję gotowania; żałuję tylko, że coraz trudniej jest mi odnaleźć te godne uwagi

    • Atria

      Alizea, fajnie że się dołączyłaś!
      Nie wiem czy czytałaś moją wcześniejszą wypowiedź: każdy kiedyś zaczynał, chyba każdy z nas dawał zdjęcia „jak leci” i opisywał „wszystko”. Uwierz, doskonale rozumiem jak to jest i wcale o tym nie zapominam (polecam przyjrzenie się zdjęciom, które robiłam w czwartym miesiącu prowadzenia bloga. Obrzydliwe, co?).
      http://ziolowyzakatek.com.pl/2009/11/bardzo-czekoladowo-brownies/

      Dodam jeszcze że pamiętam tę frustrację jak przez bite kilka miesięcy nie miałam ANI JEDNEGO komentarza (teraz resztą mój blog nadal jest niszowy, nie oszukujmy się).

      Również uważam że blogger nic „nie powinien”. Dla przykładu, kilka osób zarzucało mi dlaczego piszę „lunch”. Odpowiedziałam, że równie dobrze mogę nazwać ten posiłek „herbatką u kapelusznika”. Dlaczego? Dlatego ponieważ blog prowadzę dla siebie i dla czytelników. Nie jestem polonistką. Nie jestem fotografką. Nie jestem nawet profesjonalną kucharką. To jest właśnie urok blogów moim zdaniem, że są takie „niedoskonałe”, takie „swoje”.

      Jednak przyznam, że po kilkudziesięciu miesiącach (w moim wypadku!) zabawa i relaks przekształciły się w swoisty obowiązek. Narzuciłam sobie pewną rutynę, bo jeśli o coś nie dbamy to po prostu się „zapuści”. Jeśli zdecydujesz się na dłuższe prowadzenie bloga zobaczysz, że zajmuje to coraz więcej czasu i po prostu trudno ot tak go zostawić…

      Pozdrawiam serdecznie~!

      • Atria – ucieszne to zdjecie ;) A tak na marginesie to (slowo daje) myslalam,ze jestes zawodowym fotografem.
        Ja na szczescie podchodze z dystansem do mojego bloga (mam go krotko wiec jakos tak nawet nie czuje sie w pelni bloggerka)- tj. nie zalezy mi na liczbie komentarzy i na stworzeniu -jak to swietnie okreslila Nina-„kolka wzajemnej adoracji”. Blog stworzylam min. z mysla o moich bliskich,przyjaciolach i znajomych,na ktorych prosbe chcialam przyblizyc smaki kuchni regionu w ktorym mieszkam.
        A co do prywatnosci- bo to ona jest przeciez watkiem przewodnim- to i ja wole z niej korzystac. Nie musze i nie chce eksponowac mojej osoby w necie.

        • Atria

          Widzisz Alizea, ale nadal piszesz blog dla innych. Piszesz właśnie dla rodziny i dla przyjaciół. Dla kogoś. Wydaje mi się, że każdy z nas pisze trochę blog dla innych. Gdyby było inaczej, prowadzilibyśmy pamiętnik na kłódkę albo blogi na hasła. A tak nie jest:) Oczywiście pokazujemy siebie takimi, jakimi chcielibyśmy być widziani. Np. ja nie pokazuję swojego bałaganu w kuchni (jestem straszną bałaganiarą)a staram się przedstawiać to, co jest pozytywne.

          ps. mam więcej takich.. ekhm.. uciesznych zdjęć;)

  • dziękuję, to miłe co mówisz :)

    ja nie znam nie tyle połowy, ile większości blogów, nie mam też czasu na wędrówki

    a ostatnio to nawet jeśli odwiedzam, to coraz rzadziej komentuję. Sama nie lubię „komci”, które nic nie wnoszą a są tylko „achami i ochami” tworzącymi kącik wzajemnej adoracji

    • Atria

      Ja się zastanawiałam nad tymi komentarzami typu „smaczne!”. Doszłam jednak do wniosku, że dobrze, że się pojawiają na moim blogu. Dlaczego? Nawet jeśli wiele nie wnoszą to pokazuje, że ktoś poświęcił chociaż kilka sekund na napisanie czegoś miłego. Nawet jeśli to jest tylko po to, aby uzyskać komentarz „rewanżowY” to zawsze kilka sekund uwagi jest lepsze od braku uwagi. Ot, tak mnie na filozofię zabrało;)

  • Witajcie,

    No i wreszcie ciekawy temat:) Uprzedziłaś mnie, bo chciałam o tym też napisać:) Brawo!. A co o tym sądzę? Hm..

    Zgadzam się po części z Niną a także po części z Gosią. Pozwól, iż napiszę w puntkach..ot taka osobą..co punktuje..

    1. Nie muszę podawać swojego imienia i nazwiska. Chronię swoją prywatność. A podaję imię tej osobie, której zechce. Zdaję sobie sprawę, że wraz czasem może się to zmieni..ale jak na razie w większości czasu wolę zostac Smacznym Domem.

    2. Nie ukrywam, iż czasem irytują mnie blogi, które dopiero co zaczynają lub są całkiem znane, tworzą dania w stylu: pasta kupiona ze sklepu, ciasto gotowe i mamy zapiekanke, a obok duże prawie profesjonalne zdjęcie dziewczyny z opisem jaka ona zdolna. Taki lans mnie irytuję. Ale rozumiem, że każdy blog ma różny target. Ty Klaudyna specjalizujesz sie zaskakującymi połączeniami i odkrywaniem nowych, zupełnie nowych smaków, nie zapominając o pięknych zdjęciach. jestes profesjonalistą. Ale inni nie muszą robić pięknych zdjęć. Mogą robić proste domowe dania, proste wpisy. Pamiętajmy, że internet staje się globalną książką kucharską. A w takiej książce są różne dania.Co do mnie, nie mam pojęcia jakim mam poziom. Wiem tylko, że jeszcze raczkuje i wiem, że wiele jeszcze muszę się uczyć. I to też musimy pamiętać. Stwierdzenie: „patrząc na durszlak jest tyle blogów!” trochę mnie irytuje. No bo tak to jest. Na początku jest mało, potem jest dużo. Jak z każdą modą, trendem. I z każdą modą, masówką – jakość spada. Ale większa i konkurencja. Dlatego wkrótce znów spadnie liczba blogów bo 3/4 z nich odpadnie zobaczywszy, że to dużo pracy by zostać na „rynku”. BO TO JEST DUŻO PRACY. Czasem siedze po nocach by zrelizować to co obiecałam i mysle po co mi to. No bo chce:)

    3. Konkursy. Już na początku obiecałam sobie jedno. Nigdy, przenigdy nie będę robić konkursów z takich produktów, których nie lubię i nie używam: wszystkie półprodukty, etc. Bo to jest oszukiwanie czytelników. jeśli ktoś się do mnie zgłasza muszę być przekonana, że produkt jest DOBRY i nie ośmieszam siebie przeprowadzając ten konkurs.

    4. Teksty sponsorowane. Tutaj się do czegoś przyznaję. Tak otrzymuję książki lub produkty do przetestowania. Ale od razu na wstępie współpracy mówię, że ja w ocenie tego produktu będę szczera i nie zamierzam lukrować. jeśli książka mi się nie będzie podobać lub będę miała jakieś uwagi, to je napiszę. Zdaję sobie sprawę, że czytelnik musi to wiedzieć. Bo napisanie: jest fajna nic nie daje. A czytelnicy po cos nas czytaja, prawda?

    5. Prywatność. I tutaj się zgodzę z Niną. Nie znoszę, po prostu nie znoszę konkursów typu: Podaj swój mejl i adres na dole, etc. Ja zawsze proszę o przesłanie na mój mejl. Fakt, że przez to mam mniej uczestniczących..no ale uważam, że to jest fair.

    Pozdrawiam Klaudyna, i chapeaux bas za ten temat:)

    • Atria

      Myślę, że każdy ustala sobie własne granice prywatności i trzyma się własnych granic. Zgadzam się z Tobą w 100%, że blog to jest DUŻo pracy. To taki swoisty obowiążek, który sam sobie narzucamy.
      Jeśli mam być szczera, wiesz dlaczego robię takie a nie inne zdjęcia? Z prostego powodu: nie pracuję jeszcze na pełen etat, jestem studentką. Mam CZAS. Mogłabym go poświęcić na spanie, oglądanie seriali czy spacerowanie, ale zdecydowałam się prowadzić bloga. Też się czasem zastanawiam „na co mi to?” ale skoro zabrnęłam tak daleko to po prostu chcę być jeszcze lepsza w tym co robię. Dopóki mogę.

      Nie jestem profesjonalistką (chociaż nie ukrywam, że chciałabym pracować w dziedzinie związanej z kulinariami). Bardzo chciałabym Wam kiedyś pokazać jak wygląda moja kuchnia i moje zmagania fotograficzne – są dalekie od profesjonalnych:) Wiesz, czasem po prostu nie chce mi się robić zdjęć i pisać posta.. ale powiedziałam sobie, że skoro robię to co robię to trzeba przezwycieżyć tę chwilową słabość:)

      ps. naprawdę ktokolwiek zostawia swój adres domowy w komentarzach??

  • Prawdę mówiąc nadmiar notek sponsorowanych jest przeważnie na kiepskiej jakości blogach. Te najlepsze oparły się pokusom słabych barterów. Konkursy są jeszcze do zaakceptowania – niektóre oferują nawet fajne nagrody – byleby nie ciągle. Jeszcze nie zrobiłam żadnego konkursu i nie napisałam żadnej notki sponsorowanej, uznałam, że to się nie opłaca i póki co myślę, że to jednak obniża wiarygodność blogerki. Pamiętacie np. kampanię reklamową Ramy i polecanie jej dzieciom albo reklamę smakowych wód Żywca? I to na blogach kulinarnych…

    Winiary, Knorr – to firmy, które nie powinny niczego szukać na blogach kulinarnych. Jednakże wraz z ogromnym wzrostem ilości blogów (jeszcze dwa lata temu znałam je chyba wszystkie, dziś już nawet nie odwiedzam nowych, bo nie mam na to czasu, a przez durszlak dowiaduję się jak dużo ich jest), wkroczyło też sporo bylejakości. Każdy może blogować – zupełnie jak w piosence wykonywanej przez Stuhra, że śpiewać każdy może… Nie zrozumcie mnie źle – wiele z nas wraz z blogiem uczy się coraz to nowych smaków – ja też; jednakże ja na przykład stawiam na jakość i publikuję tylko przepisy godne polecenia a nie wszystko jak leci.

    Przeciętny Polak i Polka gotują średnio lub poniżej średniej, nijako, używają vegety i innych polepszaczy smaku, kręci ich kotlet schabowy i zupa na koncentracie pomidorowym z rozgotowanym makaronem. W słabej prasie „kobiecej” są bardzo słabe przepisy kulinarne – tacy odbiorcy też potrzebują własnych blogów, i oni też są odbiorcami sztuczności. Dla każdego coś miłego.

    Co do zbierania danych – nie wiem o czym mówimy. Na serio. Może dlatego, że nigdy nie robiłam konkursów. Jednakże nie podobają mi się konkursy, gdzie zostawia się adres mailowy w komentarzu, a potem nie jest to kasowane. Mój bloggowy mail jest publiczny, ale co innego prywatne blogi z imieniem i nazwiskiem. Takie komentarze konkursowe powinny być albo kasowane po konkursie (jak robi to Dorotus) albo widoczne tylko dla właściciela bloga.

    Aha – nie uważam, że jako blogerka muszę podawać imię i nazwisko, chcę w jak największym stopniu chronić swoją prywatność. Nie jestem zawodowym blogerem, a mój pracodawca, klienci i współpracownicy nie muszą przypadkiem natknąć się na mojego bloga w sieci wrzucając mnie do przeglądarki :)

    Pzdr serdecznie

    Nina

    • Atria

      Nina, dzięki za komentarz!

      W żaden sposób nie twierdzę, że bloger powinien występować pod swoim imieniem czy nazwiskiem – to osobisty wybór każdego blogera. Mój był taki a nie inny. Zgadzam się z tym co piszesz: jakość sama się obroni (mam nadzieję;)) i naprawdę, nie ważne czy masz pseudonim czy imię i nazwisko, myślę, że czytelnicy po prostu to docenią i będą chętnie wracać, ze względu na zaufanie do blogera.

      Co do adresu e-mail, dobrze, że zwróciłaś mi na to uwagę: ja także proszę o podanie adresu e-mail, jeśli ktoś nie ma stałego konta (jak mam się skontaktować z taką osobą?), czasem goście zostawiają maile w treści komentarza: rzeczywiście, lepiej byłoby żeby booty tego nie zbierały. W wolnym czasie przeczyszczę komentarz. Myślę, że tutaj jest to raczej brak świadomości niż zła wola blogera.

      Blogów jest całe mnóstwo (wystarczy popatrzeć na Druszlak!) i chyba każdy z nas przechodził to stadium od „opublikuję wszystko co zjadłem, nie ważne co, nie ważne jakie zdjęcia” po „jednak zastanowię się co wrzucę na blog”. Myślę, że jeśli ktoś prowadzi blog od długiego czasu, wie ile to wysiłku i systematyczności wymaga. Wtedy chyba po prostu „nie opłaca się” obniżać swojej wiarygodności za przysłowiową czapkę czereśni.

      Co do reklamy Żywiec Zdrój (bo tylko tą pamiętam). Sama nie lubię tej wody ale rozumiem też motywacje blogerów, dlaczego nie mają czerpać z tego jakichś korzyści? Myślę, że każdy indywidualnie robi taki rachunek „Zysków” i „strat” i każdy ma jakąś tam swoją strategię..

      Pozdrawiam i dziękuję za wypowiedź,

      ps. z tymi konkursami nieomal czuję się winna, że mam dwa na blogu pod rzad;)

      • nie chodzi o nieczerpanie korzyści z bloga, ale jeśli chodzi o reklamowanie niezdrowych produktów jakimi są słodkie wody Żywiec Zdrój, to – przynajmniej w mojej opinii – warto kierować się swoimi zasadami zdrowego żywienia niż skusić się na korzyści

        myślę też, że sporo zależy od tego jakie podejście ma bloger – czy ma marzenia by żyć ze swojej pasji, czy żyć z bloga, czy może bloga traktuje tylko jako odskocznię od codzienności i hobby.

        Zdarzyło mi się dać średnie (i to niejeden raz) zdjęcie na bloga – bo jedzenie było tak dobre, że żal byłoby tego nie zrobić, ale ja nie mam wielkich marzeń o nie-wiadomo-jak-popularnym blogu, a jako że moim hobby jest gotowanie i jedzenie a nie fotografia, to często zadowalam się czymś pośrodku. Poza tym lubię jeść ciepłe jedzenie ;) W zimie będzie gorzej niż teraz, bo zdjęcia znów pewnie – przynajmniej częściowo – robione będą po zmroku a nie przy świetle dziennym :(

        • Atria

          Twoje zdjęcia są apetyczne!:) Blog kulinarny w końcu to nie tylko zdjęcia ale właśnie sprawdzone przepisy i to co ja sobie cenię to pomoc blogera: jeśli czegoś nie wiem, zawsze mogę zapytać i ta osoba udzieli mi bezinteresownej odpowiedzi. Ja też nie mam takich marzeń, ale zawsze jest mi przyjemnie jak ludzie wchodzą, komentują itp. Chyba po kilku latach (blogujesz zdaje się nieco dłużej niż ja) nabiera się sentymentu do swojego „blogowego dziecka”:)

          ps. też masz takie wrażenie jak wchodzisz na Druszlak, że połowy blogów nie znasz? Ja ledwo nadążam z odwiedzinami tych, które mam zaznaczone w czytniku google i subskrybowane w inny sposób…

  • Witaj,

    popieram i nie popieram jednocześnie :)

    denerwuje mnie to, kiedy na blogach, które lubię czytać już co drugi wpis to nie treść lecz konkurs, gdzie nagrody to proszek do prania czy jakaś inna tandeta. Wiem, że moja irytacja nie ma się przeciw komu zwrócić, bo tak, jak napisałaś – blog należy do autora i ma on prawo organizować wraz ze sponsorami konkursy jakie tylko ma ochotę. Po prostu niektórzy przesadzają i blog z opowieści stał się tłem sponsora. Wtedy coraz rzadziej zaglądam. Ja również podpisuję się imieniem i nazwiskiem, a współpracuję z pewnym sklepem na zasadzie, ze co jakiś czas wybieram sobie produkty i we wpisie pokazuję link, skąd je mam, zawsze zaznaczając, że są w prezencie od i tu nazwa sklepu. Jeśli coś polecam „z własnej woli”, to nie należy tego traktować jako reklamę, po prostu chcę się podzielić z odwiedzającymi informacją gdzie można ku[ić niedrogie prosecco, wyborne suszone pomidory lub jakiś inny frykas.
    Nie wiedziałam nawet, że dane z konkursów są wykorzystywane w jakimś innym niż „konkurs” celu, to ważne, że o tym napisałaś, bo powinno dać do myślenia i mnie i wielu innym ludziom prowadzącym blogi i biorącym udział w konkursach.
    Dzięki za ważny temat, pozdrawiam serdecznie :)
    Małgosia Głowacka

    • Atria

      Małgosiu, dziękuję za Twoją wypowiedź.
      Nie chciałabym, żebyś mnie źle zrozumiała: dane do konkursu zazwyczaj nie są wykorzystywane w innym celu (co najwyżej sponsor życzy sobie podać statystyki), jednak jestem w stanie wyobrazić sobie sytuacje w której mogłyby być wykorzystane. Nigdy nie spotkałam się z taką sytuacją, ale uważam, że lepiej dmuchać na zimne.

      Ja osobiście organizując konkurs zadaję sobie dwa pytania: Co z tego będę miała ja? (w końcu poświęcam temu sporo czasu, nie piszę badziewnych postów) oraz co z tego będą mieli moi czytelnicy? (czy ma to dla nich jakąś wartość? Czy dowiedzą się czegoś ciekawego? Czy nagroda jest warta zachodu? Czy konkurs jest ciekawy, czy polega jedynie na klikaniu „like” na FB?). Może to trochę wyrachowane ale dzięki takiemu myśleniu udało mi się uniknąć wielu ekhm.. nazwijmy to, nieciekawych, ofert.

      Pozdrawiam!