Ochrona przeciwsłoneczna 101! Nowy cykl

DSC_4703

Dzień dobry!

Pozdrawiam Was ciepło!
(Żartowałam: chłodno. Mam nadzieję, że macie chłodną wodę i wiatraczki. Ja nie mogę już trzeci dzień spać do 3ciej w nocy przez te upały).

Odkąd zaczęło się lato, dostaję od Was mnóstwo mailowych pytań:
– Czy powiesz jak zrobić filtr przeciwsłoneczny?
– Nie wiem czy się opalać czy nie?
– Czy to prawda, że witamina D…
– O co chodzi z fotostarzeniem się skóry?

Jak wiecie, jestem osobą, która lubi sobie usiąść i poczytać przez dłuższy czas, zamiast pisać „od razu”. Stąd też, od dawna w mojej głowie kiełkował pomysł cyklu związanego z ochroną przed słońcem.
Sięgnęłam do świeżutkich badań z zakresu medycyny naturalnej, kosmetologii czy aromaterapii, zapisałam sobie Wasze pytania na Facebooku. Przejrzałam też różne internetowe pomysły na ochronę przeciwsłoneczną. Jedni mówią: nakładaj filtr zawsze! Drudzy: Nigdy, przenigdy!

Jak więc jest?

Jak to mówią Anglicy: „Ignorance is bliss, knowledge is pain” (Ignoracja jest błogosławieństwem, wiedza jest bólem). Nie ma jednej słusznej odpowiedzi, jest wiele opinii i filozofii dbania o skórę.

Czym innym jednak jest dyskusja oparta na w miarę rzetelnej analizie źródeł naukowych a czym innym panika moralna.

W tej serii chciałam Wam przedstawić mój punkt widzenia na kwestię tematyki ochrony przed słońcem. Nie jest na pewno jedyny (nawet dermatolodzy mają różne preferencje i opinie), natomiast są rzeczy których nie przeskoczymy: takie jak budowa skóry czy chemia olejków eterycznych.

Jestem osobą otwartą na różne podejścia, natomiast jeśli szukacie tutaj potwierdzenia tez w stylu: „wszyscy naukowcy pracują na garnuszku wielkich korporacji”, to nie będzie nam razem dobrze i możemy się rozstać już w tym miejscu:).

To Wasze życie i Wasza skóra – ale mam nadzieję, że ten cykl pozwoli Wam sobie wyrobić swój indywidualny pogląd na kwestie związane z ochroną  przeciw słoneczną i ścieżkę pielęgnacji skóry!

Słońce jest dobre.

Zacznijmy od tego, że słońce jest dobre.
Fakt 1: Potrzebujemy słońca.
Fakt 2: Bardzo wiele osób ma (w uproszczeniu) niedobór witaminy D3.

Nie mam nic przeciwko słońcu i rzeczywiście ekspozycja słoneczna jest nam, jako Homo sapiens potrzebna. Mam natomiast wiele przeciwko nieodpowiedzialnemu korzystaniu ze słońca i dezinformacji.

Wyobraź sobie taką sytuację (zresztą, nie trzeba mieć wielkiej wyobraźni).

Przez 11.5 miesiąca w roku pracujesz w biurze. Szpitalu. Szkole. Domu. Jak zwał tak zwał: w zacienionym pomieszczeniu.

W końcu po miesiącach ciężkiej pracy nadchodzi długo upragniony urlop. Gdzie by tu się wybrać?

Może nad Bałtyk albo do Chorwacji?

Dobrze wiesz, że spędzisz wtedy parę godzin dziennie na plaży. Co jakiś czas pochlapiesz się w słonej wodzie i dalej będziesz się opalać. Masz nadzieję, na piękną pogodę czyli zakładasz, że ciągle będzie słonecznie, pewnie około 30 stopni.

Jako osoba przewidująca i inteligentna domyślasz się, że słońce może spalić Cię na wiór. Pół biedy, jeśli jesteś jak Jasmin z Alladyna: masz potencjalnie śniadą skórę, która ładnie się opala.. Gorzej, jeśli tak jak ja, jesteś Księżniczką Elzą z Lodowej Krainy i lekkie muśnięcie słońca sprawia, że policzki stają się czerwone. Twoja ciocia może powie, że jesteś „opalona na czerwono” i powinnaś próbować dalej, aż osiągniesz idealny stan brązowej opalenizny. Ty jednak wiesz, że po prostu się poparzyłaś.

Ale nic to. Wybierasz się na wakacje i nie zamierzasz zrezygnować ze słońca. Zaczynasz szukać informacji  o dobrym filtrze przeciwsłonecznym, może pytasz na Facebooku albo na blogu czy forum zajmujący się naturalnymi remediami. W końcu zależy Ci na w miarę dobrej informacji.

Bardzo szybko okazuje się, że pod Twoim pytaniem dostajesz odpowiedzi w stylu:

„Oszalałaś? Filtr Cię zabije! Czy nie wiesz że skóra musi produkować witaminę D? Użyj filtra, a będziesz mieć deficyt na najbliższy rok!”.

Załóżmy, że posłuchałaś dobrej rady prosto z Wioski zwanej Internetem.

Jedziesz więc na tę Chorwację albo nad Morze. Smarujesz buzię olejem kokosowym. W końcu gdzieś pisali że ma SPF = 8. Po dniu spędzonym na plaży, przeklinasz osobę, która kazała Ci wyjść bez filtra: zapewne dobrze radzącego kosztowało to kilka sekund pisania. Ty marzysz tylko o tym, żeby Twoja czerwona skóra przestała schodzić płatami.

Ale przynajmniej masz konieczną do przetrwania witaminę D, albo przynajmniej masz taką nadzieję.

Ja, każdemu kto zastanawia się, czy w 40 stopniowym upale, podczas urlopu chronić się przed słońcem (ciekawy fakt: T-Shirt czy lekka sukienka dają ochronę przed słońcem około 5 SPF czyli, nawet jeśli nie paradujesz na plaży nudystów, Twoja skóra nadal jest wystawiona na działanie promieni słonecznych „Tam pod spodem”) odpowiadam mniej więcej tak:

– Tak słońce jest potrzebne. Gdzie jednak była dbałość o witaminę D i ekspozycję słoneczną przez pozostałe 11.5 miesiąca w roku?

To trochę tak jak z miłością na odległość (a uwierzcie mi, że wiem co mówię).  Można raz na rok wybrać się na upojne wakacje, może nawet będzie niesamowicie-fantastycznie i będziecie wspominać złote dni i noce latami. Może się też okazać, że przez cały rok wyobrażaliście sobie jak to nie będzie cudownie, a spotkanie okaże się totalną klapą. Wiadomo jednak, że na dłuższą metę tak się nie pociągnie: albo jesteś z kimś częściej albo romansujesz od czasu do czasu. Witamina D nie lubi być opuszczona.

ogrod-blekity (4 of 8)

Po co to piszę?

Po to, żebyście wiedzieli, jaki będzie mój punkt widzenia w tej serii.

Jestem cała za naturalnymi sposobami. Jestem tez za nauką i nie lubię skrajności.

Ekspozycja na słońce jest nam potrzebna i jestem dość daleka od tego, żeby iść za rekomendacjami dermatologów (podkreślam: w moim wypadku – nie mam żadnej poważnej kondycji zdrowotnej, u Was może być inaczej) i codziennie, kiedy tylko wyjdzie trochę słońca, smarować filtrem każdą ledwo wystawioną na słońce część ciała i w ogóle to unikać słońca przez całe życie.

Ale chcę głośno powiedzieć o tym, że jestem przeciwna złym praktykom ekspozycji na słońce oraz złym pomysłom pielęgnacji przeciwsłonecznej. Kiedy czytam w internecie rekomendacje, żeby posmarować sobie twarz lawendą czy olejkiem z kocanki (bezpośrednio na skórę albo w rozcieńczeniu 10-30%) ponieważ mają „SPF5” to nóż mi się w kieszeni otwiera. Co gorsza, zawsze mam przy sobie scyzoryk. W zimie pewnie nic się nie stanie, ale powodzenia z taką mieszanką w sierpniu. Obstawiam, że wystarczy 1-2 godziny w samo południe, aby poparzyć sobie skórę.

Księżniczko Elzo, oczywiście to Twoja sprawa co zrobisz, ale pamiętaj, że nie musisz być masochistką. Chociaż podobno jest to na topie, ale nie idźmy w tej serii tą drogą: bezpieczeństwo  i rozsądek są ważne w każdej relacji: zarówno z Grejem jak i z witaminą D!. Są inne opcje, niż spalenie się na czerwono.  Nie musisz cierpieć.

Skoro już znacie ogólnie mój punkt widzenia, przedstawię Wam tematy, które chciałam poruszyć.

Od razu dodam, że nie jestem alfą i omegą, przygotowałam się najlepiej jak mogę, będziecie mieć podane referencje i literaturę, ale oczywiście czekam na Wasze uwagi!

Tematy z cyklu ochrony przeciwsłonecznej:

  • Ochrona przeciwsłoneczna: o co chodzi? Co to jest SPF, UVA, UVB. Co to znaczy, że się opalamy? I inne takie podstawy:-)
  • Witamina D: za co ją kochamy i słodko-gorzka relacja witaminy D z filtrami
  • Filtry przeciwsłoneczne: fakty i mity
  • Fotostarzenie skóry: czy unikanie słońca jest receptą na wieczną młodość? Co słońce robi z naszą skórą?
  • Jedzenie i promieniowanie: co jeść (i pić!) aby chronić się „od wewnątrz!”
  • Źródła „naturalnych filtrów UVB”: naturalne oleje o właściwościach chroniących przed promieniowaniem słonecznym. Po co to robią i jak ich używać?:)
  • Olej z pestek malin
  • Olejki eteryczne i opalanie czyli kilka słów o fototoksyczności
  • Składniki komercyjnych filtrów przeciwsłonecznych: czym to się je? Szczególnie zajmiemy się cynkiem i tlenkiem tytanu (ale nie tylko).
  • Domowy filtr przeciwsłoneczny: czy można go zrobić w domu?

Jeśli macie jeszcze jakieś pytania, dajcie znać w komentarzach!

Jak widzicie tematów jest sporo, ale od czegoś trzeba zacząć!

 

Podobał Ci się ten wpis? Podaj dalej

  • Martula

    Bardzo czekałam na ten cykl. Lato powoli się już kończy, a nie było żadnego wpisu. Czy posty o ochronie słonecznej pojawią się jeszcze w tym roku? Jestem zainteresowana tematem

  • Zgadzam się z Tobą. Miałam w swoim życiu okresy kiedy unikałam słońca jak ognia, wyjeżdżałam na wakacje i siedziałam pod parasolem, ale cieszę się, że wreszcie się to zmieniło, dojrzałam do tego aby zrobić swój krem UV i dzięki niemu nie miałam rumienia w te wakacje. Ale słońce jest wszystkim potrzebne, w umiarze. Czekam na więcej postów :)

  • Ej! no sa naturalne sposoby na ochronę przeciwsloneczna, szkoda że o nich nie wpsomnaials, np olej z pestek malin chroni lepiej niz filtr 50 tu na Karaibach (i w Grecji) – ja używam od dawna!! Są też fenomenalne: olej kokosowy, który pięknie brązowi w szybkim tempie i masło kakaowe, ktore ekspresowo opala. Więcej w artykule na ten temat. https://zyciepodpalmami.wordpress.com/2015/05/13/co-z-tym-sloncem/

  • Freya

    Zastanawia mnie jedno. Skoro ubranie daje tylko 5 SPF a skórę (odsłoniętą) mam posmarowaną dajmy na to filtrem 10 SPF to dlaczego skóra pod ubraniem jest zawsze biała a odsłonięta się opala mimo, że jest mocniej chroniona? Fuck logic… nie rozumiem xD

    • Bardzo dobre pytanie! Wydaje mi się, że dalteog, że ubranie dobrze zatrzymuje promieniowanie UV-B. które jest odpowiedzialne za opalanie. Ale postaram się doczytać, może znajdę info więcej!

      • UVB opala, ale UVA odpowiada za zniszczenia w skórze. Jeszcze jest UVC o ktorym nikt nie wspomina, a to wlasnie ono jest nienaturalne – dociera do nas tylko przez dizure ozonowa i nie zdziwie sie jak to wlasnie ono okaze sie najwiekszym winowajca poparzen i rakow… Ubranie chroni, te wymysly ze nie chroni to zapewne spod znaku firm produkujacych kremy, zeby wicej kupic i smarowac sie jeszcze pod ciuchy… dramat. Jak już wyżej pisalam – olejek z pestek malin, olej kokosowy i nic nam nie grozi! Ja mieszkam na Karaibach cały rok i nie oparzam się nigdy! Chronią lepiej niż filtry. https://zyciepodpalmami.wordpress.com/2015/05/13/co-z-tym-sloncem/

        • marta

          nie oparzam?co to za nowomowa?

    • Tutaj jest cały artykuł o ochronie poprzez ubranie: piszą, że specjalne ubranie które chroni przed promieniowaniem (czyli nie taki zwykły T-shirt) ma odpowiednik około 15 – 50 UPF (to już pewnie jakieś super) i nie daje takiej ochrony jak filtr. UPF to taki specjalny czynnik gdzie liczy się „fotoochronność ubrania”.

      http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3482794/

      Może to być związane ze zlą aplikacją filtra po części, zgaduję. Jak się na coś natknę to dam znać!

      Hmm, ciekawe.

      „The protection offered by clothing is measured by ultraviolet protection factor (UPF).

      UPF is defined as the ratio of average effective UV irradiance transmitted without fabric to the average effective UV irradiance transmitted through fabric. Fabrics are placed into classes based on the calculated label UPF value.[32] The good protection is composed of fabrics with label UPF value of 15–24, the very good protection class is composed of fabrics with label UPF values of 40–50, and 50+ (the highest value permitted on a label).

      Polyester has the best UV absorbing capacity while cotton has the least.[33]”

      • Freya

        To ma sens. Spotkałam się z tym, że niektórzy radzili żeby smarować się pod ubraniem (szczególne dotyczyło to dzieci) a z tego wynika, że stopień ochrony zależy od rodzaju tkaniny. Ciekawe, dzięki za odpowiedź :) Czekam na kolejne artykuły

    • Dzięki Ci za zadanie tego pytania!
      Czekam na więcej informacji w kolejnych postach :)

  • Kinga Jadwiszczyk

    Ostatnio również się zainteresowałam tym tematem i zebrałam takie wnioski: suplementacja witaminą D od jesieni do wiosny a przez większość roku naświetlać ( nie opalać!) większy fragment ciała od 15 do 30 min. W ten sposób ‚produkujemy’ wit D oraz melaninę, która chroni nas od poparzeń. Tak jak napisałaś, należy o to zadbać przez cały rok. Organizm nie jest w stanie magazynować tej witaminy tak jak nam się kiedyś wmawiało na całą zimę. Ja w czasie dużego słońca smaruję się mineralnym olejkiem do opalania.

    • Przed suplementacją warto zrobić badania na niedobór. Suplementując się sztuczną wit. D możesz wyrządzić sobie więcej szkody, pamiętaj o tym. :)

      • Kinga

        ok 90% ‚zachodniego’ społeczeństwa cierpi na niedobór tej witaminy. Co masz na myśli pisząc „sztuczną”? taką nie ze słońca? Bo witaminę D3 można suplementować w miarę naturalnie pijąc tran lub olej z wątroby ryb zamykany w kapsułkach. Oprócz tego wit D jest również pozyskiwana z lanoliny owczej. Niebezpieczeństwo niesie raczej suplementacja wit D bez zadbania o odpowiedni poziom witaminy K2 mk7.

        • To, że 90% ma niedobór nie znaczy, że masz Ty. Ja uznaję tylko naturalną suplementację, czyt. ryby, żółtka jaj, tran (jeśli jest organiczny) itd. Tak samo z witaminą K2, która jest w mięsie z gęsi, czy żółtym serze. Suplementując się na własną rękę można wyrządzić sobie więcej krzywdy niż pożytku, dlatego lepiej zrobić badania, żeby nie tracić kasy i zdrowia na próżno. :)

  • Aleksandra Mańka

    Bardzo jestem ciekawa, co napiszesz. Ja w tym roku robię eksperyment :) Od wiosny suplementuję wit. D (5000 jednostek + K2 100), zrobiłam sobie krem do twarzy z olejem z pestek malin i kiełków pszenicy, i tymi samymi olejami smarowałam ciało. Póki co wnioski mam takie: na twarzy mam dużo mniej przebarwień niż w poprzednich latach. Natomiast taki „olejek do opalania” na Bułgarię był jednak za słaby. Albo za mało się nim smarowałam, bo ma intensywny żółty kolor i brudzi ubranie. Nad Bałtykiem dałby chyba radę, ale tak jak piszesz jest to też w dużej mierze zależne od karnacji.
    Moc południowego słońca trochę mnie zaskoczyła, w efekcie jestem mocno opalona, ale skóra niestety się nieco łuszczy.
    Inspiruj na następny sezon (ale najpierw niech TO upalne lato się skończy!!) :)

    • pal_ma

      Jestem po wakacjach nad polskim morzem i to nie do końca tak, że miks olejów, o których piszesz nad Bałtykiem daje rade, zwłaszcza, że ostatnie temperatury w Polsce są zbliżone do tych z południa Europy :). Zrobiłam podobną mieszankę: do oleju z pestek malin i kiełków pszenicy dodałam kilkanaście kropel czystej witaminy E. Ja smarowałam się często – raz na godzinę (w przybliżeniu oczywiście) i zawsze po wyjściu z wody, mój facet, jak to facet, smarował się tylko jak mu przypomniałam albo sama go posmarowałam. No i jednego dnia nie był posmarowany wystarczająco często i się poparzył :/. Dzięki temu wiem, że witamina E jest doskonałym panaceum na oparzenia i co ważne skóra nie schodzi oraz nie jest wysuszona. Wniosek z tego jest taki, że trzeba się smarować i dosmarowywać w trakcie opalania. Dodatkowo w trakcie roku suplementuję witaminę D, a dwa miesiące przed wakacjami piłam codziennie sok marchwiowy – mój mężczyzna tego nie robił, więc trudno ocenić co miało największy wpływ na to, że się nie poparzyłam, ale podejrzewam, że kumulacja tych wszystkich czynników :).

      • jeszcze patrz na jakość. Ja używam malinowego BIO ZIMNOTLOCZONEGO (to jest konieczne) – drogi ale wydajny. Zero poparzeń, również w gorącej suchej części grecji w tym roku, cały dzień na słońcu, zero poparzeń.. aż byłam w szoku.

  • A co sądzisz o doustnej suplementacji witaminy D?

  • Co do ochrony nie chce mi się nigdy smarować mazidłami ze sklepu. Z moją skórą jest tak, że twarz i ramiona zaraz opalają się na piękny brąz, za to brzuch i nogi są długo, dlugo blade niczym u kurczaka. Czekam z niecierpliwością na kolejne wpisy – bardzo interesuje mnie naturalna ochrona przed słońcem.

    • Bo tam gdzie jest skóra grubsza i tłuszcz opalasz sie wolniej, ale tez opalenizna tam potem sie trzyma dluzej.

  • Alina Limańska-Michalska

    czekam z niecierpliwością na rozwinięcie cyklu!