Noworoczne postanowienia, których NIE UDAŁO mi się zrealizować.

bazylia-tajska-4766
Dzień dobry,

Zbliża się Nowy Rok, tradycyjny czas podsumowań, postanowień, leczenia kaca i innych takich.
Na snucie planów i podsumowania przyjdzie jeszcze czas, bo trochę tego będzie: nigdy nie miałam tak aktywnego roku. Pomijając może ten kilka lat temu, kiedy studiowałam dwa kierunki równocześnie i zasuwałam od rana do nocy jak mały samolocik.

Dzisiaj po powrocie z drugiego końca Polski siedzę sobie z lampką cydru i przeglądam moje przeróżne noworoczne postanowienia. Wiecie jak to jest: Nowy Rok, nowe życie. Będzie na pewno inaczej niż w roku poprzednim, postanowień chlubnych i rozwojowych tak wiele. Co najlepsze, co roku wielu znajomych znów ma tak ambitne postanowienia, że człowiekowi aż głupio coś małego wybierać i też chce się rozwijać!

Tymczasem w praktyce różnie to bywa, więc dla równowagi podrzucę Wam kilka moich postanowień które jeszcze nie zdążyły się wypełnić.

1. Zacznę biegać

Kupiłam nawet fajne ubrania i buty. Zainstalowałam Endomondo w wersji premium. Było dobrze do pierwszego razu. Po pierwszym razie skończyło się tak:

Ponieważ jestem ekshibicjonistyczną blogerką napisałam nawet na ten temat post pod wdzięcznym tytułem kapusta i lawenda.

2. Będę jeździć w góry.

Mieszkam rzut beretem od Tatr, prawda?

To właściwie planowałam jeszcze przed bieganiem i oczywiście nie omieszkałam się z Wami podzielić. Zaczęło się od małych górek i porządnych butów, bo jakżeby inaczej! Wiecie, sprzęt to podstawa (tak, to było w czasach kiedy jeszcze planowałam zapuszczać grzywkę, to był błąd, przyznaję):

goryja

Wszystko było dobrze i pięknie, dopóki najpierw nie dostałam kontuzji kostki (patrz punkt pierwszy).

Potem wybraliśmy się w Tatry i pierwszego dnia przeszliśmy morderczą, wielogodzinną trasę.

Następnego dnia nie mogłam chodzić, każdy krok sprawiał nieznośny ból kolan: zwłaszcza schodzenie z góry, co wydało mi się nie mieć większego sensu.

Tydzień później wybrałam się do lekarza (oczywiście prywatnie, gdybym skorzystała NFZ to już w lutym 2015 mogłabym skonsultować stan kolana) i okazało się, że mam problem z kolanami (tak zwane rozmiękczenie rzepki) który zdarza się młodym ludziom i właściwie nie ma na niego skutecznego lekarstwa.

– To znaczy że nigdy nie będę mogła iść w góry?

– Ależ będzie pani mogła, tylko kiedy zaczną kolana boleć to trzeba wracać.

– A co z bieganiem?

– No, jeśli to jest Pani jedyna radość w życiu i największa to nie zabraniam, ale lepiej znaleźć sobie inny sport.

Mam kilka innych radości w życiu. Z kolanami mam problem nawet po kilkunastokilometrowym szybkim spacerze po płaskim terenie.  Tak więc to tyle w temacie maratonów i wysokogórskich wycieczek.

Kilka miesięcy temu kupiłam sobie hula hop, mam nadzieję, że mnie nie zabije;)

3. Zrobię sobie przegląd organizmu

Pracuję na własną rękę i nie mam obowiązkowego „przeglądu”. Wiecie, badanie krwi, cukier, cholesterol i te sprawy. Jakoś nie kwapiło mi się do lekarza ogólnego w tym roku, ale nie jestem z tego dumna.  Czas skorzystać z osiągnięć XXI wieku i opłacanych składek zdrowotnych.

5. Codziennie poświęcę 15 minut dziennie na język francuski

I przypomnę sobie wszystko co umiałam.

Ekhem.

Dotarłam do 5 lekcji świetnego samouczka Assimil i wiem jak mówi się „Chciałbym kupić tę pułapkę na szczury”. To byłoby na tyle w tym temacie.

6.  Będę uzupełniać na bieżąco kalendarz, zamiast żyć w chaosie

Nadal jestem w stanie planować z dokładnością co do tygodnia maksymalnie.

Kalendarz uzupełniałam przez miesiąc.

Ale teraz mam nowy i piękny (pokażę Wam przy innej okazji!) więc oczywiście będzie inaczej!

7. Zrealizuję wszystkie planowane tematy na blogu

Wszystko sobie zaplanuję. Tak z miesiąc wcześniej i będę dokładnie wiedzieć kiedy co nagrywać i filmować. I takie tam.

W  praktyce  wielu wypadkach się udaje, jednak nie do końca jestem w stanie absolutnie wszystko doprowadzić do końca. Bardzo ładnie udał się cykl Owoce Jesieni, jednak tak naprawdę nie zdążyłam Wam jeszcze wszystkiego na ten temat napisać (mam jeszcze materiały o tarninie, dzikiej róży i głogu, może w styczniu dorzucę!).

Na realizację ciągle czeka materiał o adaptogenach, kremach i mydłach, domowym sprzątaniu: ale dobrze wiecie, że lubię pracować powoli o dokładnie!

W tym roku zrealizowałam około 70% planów blogowych, więc nie jest tak źle. Praca nad blogiem zajmuje mi od kilku do kilkunastu godzin dziennie, jeśli wliczyć odpowiadanie na Wasze wiadomości i czytanie literatury, więc uważam że i tak się udaje sporo:)

8. Codziennie będę jeść śniadania. I to zdrowe

Jasne.

Ale się starałam!

Tego roku postaram się bardziej, bo będziemy robić dużo rosołów. A rosół nawet na śniadanie się nadaje!

Tego roku pamiętajcie, że mam kalendarz, więc może uda się lepiej!

Już wiem gdzie tkwi mój problem: jestem beznadziejna w planowaniu życia a śniadanie trzeba jednak zaplanować. W tym roku będę sobie robić takie rzeczy po które łatwo się sięga;)

9. Pojadę do Maroka

Ze względów najpierw osobistych a potem zawodowych nie udało się zaplanować tych wakacji. W sumie w ostatecznym rozrachunku nie powiem, że siedziałam cały czas w domu;), ale wiecie: sprawa ciągle nade mną wisi:)

10. Nauczę się robić zdjęcia z lampami błyskowymi

Mam nawet dwie: jedną małą i podręczną, z której korzystam dość często. Drugą studyjną, tak ciężką że jeszcze leży w domu rodziców. Rok temu nie ruszyłam ich placem.

Tego ruszę: mam bardzo ciemne nowe mieszkanie, więc nie ma o czym mówić za bardzo. Swoją drogą, nowym czytelnikom przypomnę cykl o fotografii kulinarnej:)

 

winko (1 of 1)-2

Bonusowo:

Bardzo lubię sobie planować i stali czytelnicy pewnie pamiętają kilka ubiegłorocznych postów, dzięki którym mogli śledzić ewolucję bloga: post o zmianach na blogu (najważniejszy, pamiętacie, że kiedyś był to blog tylko z przepisami kulinarnymi?) czy zakątkowe plany na wiosnę. Najnowsza i największa zmiana w tym roku ma zupełnie inny, techniczny charakter: nowa nazwa (klaudynahebda.pl) i nowy szablon (poczytacie o tym w poście budujemy nowy dom).

To byłoby na tyle.

Oczywiście w tym roku moje postanowienia spełnią się w 100%;).

A jak tam z Waszymi?

Podobał Ci się ten post?Podaj dalej!

  • Misha

    o, hula-hop polecam. od kilku dni aktywowałam moje i w pierwszy dzień kręciłam 1h 50 min (całe Pretty woman). Zaczynam mieć mięśnie i talię, hohoho

    • A jakie masz?
      Ja mam takie 80dag z wypustkami, za pierwszym razem po 15 minutach miałam dość (olbrzymie siniaki):)

  • W tym roku powinnam poprzestać na jednym postanowieniu: ich braku. Albo lepiej – postanowię robić codziennie przynajmniej jedną rzecz, na jaką najdzie mnie ochota. Odłożę na godzinę obowiązki na bok i znajdę moment dla siebie :) Może dobra książka, serial czy mizianie kota :)

  • Minariko

    a gdzie punkt 4 :D?

  • dyfuzory to tajna broń fotografii z lampami błyskowymi i blendy .. bez nich szkoda pstrykać

    • Mam wszystko, ale na razie muszę to posynchronizować;)

  • Biedactwo chyba za ostro wzielas sie za bieganie, ja staram sie biegac codziennie, ale chocby w rytmie spacerowym i czuje sie lepiej. Pozdrawiam serdecznie Beata

    • Ja też dużo nie biegałam, ale niestety. Natomiast buty mi się przydają, bo dużo spaceruję:)

  • Lista niezrealizowanych noworocznych planów jest długa, ale lista nieplanowanych osiągnięć też i bardziej imponująca niż moje plany :) Dlatego tym czego nie zrealizowałam w ogóle przestałam się przejmować :D

  • Ivai Q

    Ja uwielbiam prowadzić kalendarze!!! I zostawiam sobie każdą okładkę :) w zasadzie nie wiem dlaczego. Lubię je po prostu :)
    Biegać też uwielbiam! Ale w przeciwieństwie do Ciebie popełniłam kardynalny błąd – nie zainwestowałam w buty… Kolana i kręgosłup na dłuższych dystansach się odzywają (teraz oczywiście buty mam. Mądry Polak po szkodzie), ale wzmacniam mięśnie na basenie.
    Odnośnie moich postanowień, to od dłuższego czasu jest tak, jak u Polowania na Zdrowie – jeśli coś postanowię to realizuję na bieżąco :) nie odkładam rzeczy na nowy rok tylko każdorazowo zaczynam od „jutra”!! :D
    Pozdrawiam serdecznie!

    • Buty do biegania są super, potwierdzam! Też myślałam że to jakaś ściema, ale wcale nie!

  • Hm, ja tam swoje postanowienia realizuje odkąd uznam, że mają sens i cel, nie od nowego roku :-). Ale rozumiem, że niektórych to może motywować, że nowy rok.