Moje urodziny i Moje Gotowanie.

[w tym wpisie nie znajdziecie przepisu, czy fajnych zdjęć.  Jest luźny i raczej osobisty. Zostaliście ostrzeżeni :-)]

Dzień dobry,

Wczoraj miałam 25 urodziny – jak zwykle, w listopadzie, pełno mgły.

Postanowiłam nie gotować.

Nie odpowiadać na bardzo ważne maile i nie robić rzeczy, które powinnam była zrobić na przedwczoraj. Nie robiłam zdjęć, nie opracowywałam postów.

Zamiast tego, wyciągnęłam kilka świeżych książek (możecie zobaczyć, co będzie niedługo recenzowane:-)), jadłam Nutellę, pomimo,że nie ma w sobie czekolady (ale za to posiada w sobie Nutellę) i jest całkiem niezdrowa, piłam herbatę i oglądałam serial Suits. Zamówiłam krem przeciwzmarszczkowy, przy moich wiecznie uśmiechniętych ustach, dość szybko się przyda.

Kiedy byłam dzieckiem, moja kochana Mama przygotowywała mi imprezy urodzinowe, które pamiętam do tej pory – stół zastawiony jedzeniem, pokój pełen dzieciaków. Zawsze czekałam z niecierpliwością na pierwszych gości – oraz oczywiście, na prezenty! Teraz uśmiecham się do tych wspomnień – było fajnie być dzieckiem! Aczkolwiek chyba jednak nie chciałabym powrócić do tego okresu..

ps. zostałam felietonistką magazynu Moje Gotowanie – na końcu postu, zdjęcie z „moją” okładką:)

Wieczorem poszłam do fryzjera. Zrobiłam sobie piękne loki (które były ładne przez około 3 godziny, potem moje naturalnie proste włosy się rozprostowały;-)), makijaż, kosmetyczka wymalowała mi paznokcie na śliwkowy kolor. Wieczorem poszliśmy z moim Panem na kolację – chciałam trochę więcej poszaleć, jednak był zmęczony po całym tygodniu pracy.

Czasem też się maluję. Ale rzadko. Wczoraj poszalałam.

—>

Zaraz będzie zdjęcie, na którym wyglądam jak psychopatka/nastolatka robiąca sweet fotkę na Naszą Klasę: uczciwie ostrzegam co wrażliwszych estetycznie

—>

Pierwszy raz robiłam sobie fryzurę w salonie fryzjerskim (wcześniej: mama lub kuzynka).  Zawsze chodzę do tego samego fryzjera w Krakowie i wiedziałam,że będę zadowolona. Paznokcie poza domem też. Fajna zabawa,ale częściej niż raz do roku – troszkę strata czasu moim zdaniem (zwłaszcza paznokcie, znając mój tryb życia, za dwa dni będą już zdarte:-))

 

Poniżej: Ja z lokami. Wiem,że zdjęcie jest okropne i najchętniej zamalowałabym sobie twarz w programie graficznym ;-) Chciałam tylko pokazać, największy skręt, jaki mogę uzyskać – po trzech godzinach praktycznie nie ma śladu.  Mój Pan twierdzi, że wyglądam jak gwiazda filmowa i mogłabym grać „Na wspólnej”. Muszę zapytać Google, o czym jest „Na wspólnej?”.

W każdym razie, kiedy już będę sławna i bogata (lub tylko bogata;)), może będę częściej odwiedzać tego typu przybytki. Czasem zastanawiam się, czy fajnie jest w SPA – chociaż znając mnie, wolałabym pewnie (mając hipotetyczny wybór) pojechać na tygodniową wycieczkę, niż spędzić weekend z maseczkami na twarzy.

/tą część postu miałam wykasować i długo zastanawiałam się, czy ją umieścić.  Nikt podobno nie czyta długich postów.  Poza tym, ta część jest trochę na poziomie problemów nastolatki. Dla niecierpliwych streszczę w jednym zdaniu:

Mam 25 lat i nie wiem, co chcę/ co powinnam zrobić ze swoim życiem. I strasznie mnie to wkurza.

Żeby było jasne: mam zdrową,wspierającą rodzinę, wspaniałego partnera, też jestem mniej lub bardziej zdrowa, mam ciepłe mieszkanie i pełną lodówkę i generalnie jestem zadowolona z życia. Mój problem jest taki sobie w skali problemów świata, ale jest mój i dlatego mnie nurtuje :-)

Kiedy byłam dzieckiem chciałam być ekologiem – czytałam książki o przyrodzie i ekologii, nie miałam ich zbyt wiele, więc część znałam na pamięć.

Potem chciałam zostać podróżniczką i dziennikarką.

Potem, chciałam się nauczyć arabskiego i pracować w Egipcie.

Chciałam też pracować w ONZ.

Nie, nigdy nie chciałam być modelką, ani piosenkarką.

Kiedy miałam naście lat, wszystko wydawało się być na wyciągnięcie ręki, przecież jest mnóstwo czasu, zanim będę dorosła, wykształcona.

Zawsze wiedziałam, co powinnam dalej robić w życiu.

Byłam wzorową uczennicą, czasem najlepszą, czasem jedną z najlepszych. Inne opcje nie wchodziły w grę.  Pochodzę z małej miejscowości, uczyłam się naprawdę w malutkiej szkole z niewielką biblioteką (był czas, kiedy nie miałam czego z niej wypożyczać). Jeśli dostałam jakiekolwiek pieniądze, kupowałam książki. Nie interesowały mnie ubrania (wcale), gazety dla młodzieży (nieśmiertelne wtedy Bravo) – tylko i jedynie książki.  Łaziłam często w paskudnych, za dużych swetrach, czasem przewróconych na drugą stronę. Przez pół roku paradowałam w skórzanych trepach (które nawet teraz byłyby na mnie za duże), drugie pół: w drewnianych chodakach albo w sandałach. Ku rozpaczy mojej Mamy i Babci, miałam głęboko w poważaniu to, jak będę wyglądać i co ludzie pomyślą.

Byłam jedną z najlepszych uczennic w szkole podstawowej. I w gimnazjum. Dostałam się do najlepszego liceum w okolicy. I na wymarzony kierunek, na najlepszy wtedy dostępny dla mnie uniwersytet (UJ), gdzie również dobrze mi się wiodło.

„Ucz się ucz, po nauka to potęgi klucz” – napisała mi nawet w pamiętniku z pierwszej klasy moja Mama.

Jestem w stanie przyswoić wiadomości od koncepcji filozoficznych, przez dogłębne rozgryzanie WordPressa, po rozkład bron i rodzaje pługa. Taki tam mały bonus pozostały po polskim systemie edukacji, który opiera się w dużej mierze na zapamiętywaniu ;-)

Teraz kończę studia i nie bardzo wiem, co powinnam robić dalej. Kilkakrotnie dostałam propozycję pracy nad doktoratem – nie wyobrażam sobie, żebym rozpoczynała studia doktoranckie będąc na utrzymaniu Rodziców lub mojego Pana. Nie wyobrażam sobie też, żebym wybierała studia doktoranckie, ponieważ  nie wiem, co zrobić ze swoim życiem lub mam chęć odroczyć dorosłość. Spotkałam na swojej drodze kilku sfrustrowanych doktorów. Nie zamierzam dołączać do ekipy.

Pewnie najlepiej byłoby, gdybym już dawno temu zaczęła rozwijać swoją karierę zawodową w jednej z wielu krakowskich korporacji. A jeśli nie dawno temu, to przynajmniej teraz. Żeby było jasne: darzę dużym szacunkiem osoby, które pracują na etat lub co więcej, ponad etat – mam jedną taką w domu. I bardzo możliwe, że jeśli będzie taka możliwość, za kilka miesięcy dołączę do tych osób. Wtedy wiem, że nie będę mogła prowadzić tej strony tak, jakbym sobie życzyła. Nie lubię kompromisów.

Póki co jednak, nieśmiało myślę o tym,żeby spróbować robić  zawodowo  to, co robię prawie codziennie od trzech lat. Pisać o jedzeniu, opowiadać o jedzeniu, fotografować jedzenie. Mam na swoim koncie kilka fajnych projektów, jednak nie jest to coś, co dawałoby mi zadowalające utrzymanie czy choćby podstawy do zakupu wymarzonej pełnej klatki. Jeśli zdecyduję się na tę drogę, czeka mnie  co najmniej rok pracy na własny rachunek – pracy, która nie gwarantuje mi sukcesu, powodzenia czy nawet gwarancji najniższej krajowej. I dopiero po jakimś czasie będę mogła zobaczyć, czy był to dobry pomysł. Pytanie jest takie, czy na pewno chcę spróbować.

Coraz częściej ktoś mnie pyta.

– Kim jesteś?

Dawniej wzruszałam ramionami i odpowiadałam po prostu:

– Studentką tego, a tego.

Co mam powiedzieć teraz?

– Gospodynią domową?  Blogerką? Ummm, piszę o jedzeniu?

Teraz myślę na głos.

Napisałam ten post z dwóch powodów:

1. chciałam

2. chciałabym go otworzyć za rok. Przeczytać i zobaczyć, gdzie byłam wtedy. Kto wie, może będę się śmiała nad swoimi myślami?

 

Uff, teraz chyba zjem sobie jeszcze kanapkę z nutellą. Pozostałość wczorajszego luksusu.

 ps. co do „Mojego Gotowania” w tytule.

Od tego miesiąca piszę dla tego magazynu. Mam dla siebie całą rubrykę. W listopadzie okładka Mojego Gotowania jest z moim zdjęciem:-) Fajnie, prawda?

Written By
More from admin

Zimowa brukselka z owocami jałowca, boczkiem i ostrym serem.

Brukselka z owocami jałowca i boczkiem. To danie proste w przyrządzeniu –...
Read More

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *