O miejskich zbieraczach.

astra (1 of 1)-4

Dzień dobry,

Wczoraj wybrałam się na spacer po bez czarny. Tak, wiem, że bez czarny bez ma się ku końcowi, ale wiem, gdzie jeszcze można go znaleźć w dobrej kondycji. Tyle, że wróciłam z pustymi rękami, ponieważ postanowiłam EKSPLOROWAĆ.

Czego tutaj można szukać w Krakowie, rzut beretem od Parku Wodnego?

Kiedy przeprowadzałam się do nowego mieszkania, jeden z moich pierwszych komentarzy brzmiał:

– Mieszkanie bardzo ładne, ale okolica okropna. Blok, beton, blok. Gdzie moje drzewo przed balkonem? Wiem, że to nie Mistrzejowice, gdzie przed blokiem miałam łąkę, ale nadal..

(Pierwszy komentarz to: nie chcę stołu ze szklanym blatem, muszę mieć drewniany  zaś drugi: dlaczego sypialnia jest wymalowana na żółto?).

Co prawda, sypialnia nadal jest pomalowana na żółto (nie chce się nam malować od nowa) i stół nadal ma szklany blat (ale nad tym pracuję!), jednak okolica nie jest taka zła.

Osiedle jak osiedle, ktoś nawet posadził na nim szpaler brzóz (na pewno sąsiedzi alergicy są wdzięczni wiosną architektowi zieleni!), ale postanowiłam się zebrać i pozwiedzać bliższą i dalszą okolicę.

Plan podstawowy był taki: wezmę sobie buty do biegania i trochę pobiegam, kilometr czy dwa. Bzu trochę zbiorę, trzeba konfitury nastawiać.

Skończyło się tak,że przeszłam prawie 10 kilometrów, docierając z mojego brzydkiego osiedla najpierw na okoliczne pola, potem do lasu, potem idąc wzdłuż nasypów w przedziwne miejsca.

10 minut spacerem od mojego osiedla. Kiedy pokazałam to zdjęcie na Facebooku, niektórzy nie mogli uwierzyć, że to nadal Kraków:

laka1

Nie będę oszukiwać, dzikie odstępy to to nie są, ale jeśli zamknąć oko na śmieci pałętające się to tu to tam, to nie jest tak źle. Przez chwilę myślałam, że jestem gdzieś w lesie..

spacer1

Potem znalazłam zapomniany ogród działkowy. Płot który go ogradzał dawno padł pod swoim własnym ciężarem, altana spłonęła, a w okół pełno zdziczałych jabłek i pysznych malin..

 

ogrod

Były też inne klimaty. Przypomniała mi się gra na Amigę, w którą grałam w dzieciństwie: „Tajemnica bursztynowej komnaty”. Polegała w dużym skrócie na wkładaniu dyskietek i łażeniu bo lokacjach podobnych do tej:

zdjęcie 2

Łącznie przeszłam porządne 8 kilometrów. Tak przynajmniej mówi moje Endomondo. Wiecie, używam tej aplikacji nie po to, żeby sprawdzać swoje marne rekordy (i tak nie powinnam biegać zbyt dużo, ze względu na problemy z rzepką), ale po to, aby oznaczać trasy moich spacerów.

Zazwyczaj tam, gdzie pojawiają się cyferki postoju, coś ciekawego znalazłam.

Tym razem znalazłam bez, głóg, czeremchę, maliny, dzikie jabłka. W okolicach, które raczej nie są brudniejsze, niż przeciętna małopolska wieś. Dobrze, tybetańska wioska w górach to to nie jest, jeśli chodzi o czystość powietrza, ale dopóki ludzie nie zaczną palić w piecach, nie jest źle.

Wszystko w okolicach dłuższego spaceru.

Zawsze mówię, że niekoniecznie trzeba mieszkać w sercu lasu, żeby zacząć szukać, zbierać i uczyć się o roślinach.

I wiecie co zauważyłam?

Kiedy wracałam, chyba ze względu na jesień i pogodę, zaczął się zbieracki szał.

Polacy raczej nie są łowcami-zbieraczami, ale dobrym orzechom w parkach nie przepuszczą (racja, co się mają psuć!). Pod prawie każdym orzechem, jaki mijałam widziałam ludzi z reklamówkami, dziećmi, czasem w rękawiczkach, którzy wybierali orzechy włoskie ze ściółki.

Nie pomnę dzieci z kasztanami i żołędziami, pierwszymi kolorowymi liśćmi.

Jedna z mam mówi nawet do dziecka:

– Wiesz, jakbyśmy te żołędzie zmielili, to mielibyśmy kawę taką!

Druga:

– Wiesz, kasztany można jeść, ale to nie takie, inne się je, z innego drzewa. Ale można!

Wracając do domu – bez bzu, bo nie chciało mi się nosić przez te nasypy i inne dziwne miejsca, gdzie polazłam – spotkałam przemiłą parę z dziećmi, która zbierała derenia i była do tego całkiem nieźle przygotowana logistycznie.

Nie jestem osobą, która ignoruje kogokolwiek kto zbiera derenia (w tej części osiedla jeszcze nie byłam i nawet nie wiedziałam że tam jest/był):

– Na co ten dereń będzie?

– Na nalewkę, najlepsze co można zrobić z derenia!

– A to powodzenia, ja szukałam bzu, ale koniec końców nie doniosłam.

– My zbieraliśmy tydzień temu!

Dereń to rarytas, zawsze najbardziej żal mi mirabelek, które opadają na ziemię i gniją w masowych ilościach. Ale nawet ja mam BHP i nie będę ich z trawnika osiedlowego zbierać. Niemniej, są.

W każdym razie, idę przez zwykłe osiedle i widzę sporo ludzi, którzy coś tam zbierają. Co prawda głogu, dzikiej róży i mahonii nikt nie tyka (caałe trzy osiedla dla mnie;)), ale coraz częściej widuję bez czarny w reklamówce.

– Bo to dobre bardzo, zdrowe, na przeziębienia!

Myślę sobie wtedy, że można by zamiast tych tamaryszków i cyprysów (chociaż też są piękne!) posadzić trochę leszczyny. Ludzie by się na jesień pocieszyli.

Nie każdy może jechać do lasu (w końcu czas jest najcenniejszą walutą). Nie każdy mieszka w pięknym dworze, otoczonym wielkim parkiem.

Ale każdy może sobie poszukać zbierackich miejsc.

Chociażby do zbioru mentalnego.

To nic, że nie zbierzesz tej kaliny, bo rośnie zaraz przy Alejach.

Ale pomyśl, że może będziesz jedną na pięć tysięcy osób, która w ogóle zauważy, że tam coś rośnie.

To prawie tak, jakby zrobić kalinowy dżem.

astra (1 of 1)-5

Piątka, dla wszystkich zbieraczy.

Wiejskich, miejskich, leśnych i mentalnych!

  • Anna

    Hmm, no to jesteśmy sąsiadkami;) Ja też mieszkam na Os. Oświecenia, ale takich cudów, jak Ty, niestety nie znajduję. Co prawda na syrop z czarnego bzu surowca nazbierałam, ale nigdzie nie widziałam np. dzikiej róży:( Trzeba się chyba dokładniej rozglądać…
    PS. Twojego bloga podczytuję od jakiegoś czasu i jestem pod wrażeniem Twojej wiedzy.

    • Klaudyna

      Musisz iść w stronę Batowic:)

  • D

    Hej, czy nie boisz się chodzić sama za miasto w takie łąkowo-leśne tereny? Wiele razy z żalem z takiego borsukowania rezygnowałam, bo boję się napaści, a nawet gwałtu. Jestem ciekawa Twojej Klaudyno opinii na ten temat. Pozdrawiam, D.

    • Klaudyna

      Nie. Nigdy się nie bałam.
      Podobno to jest tak, że jeśli ktoś się boi to często strach i niepewność może przyciągać osoby, które na tej niepewności czerpią.
      Ja jakoś po prostu się nie boję i zazwyczaj czuję się bezpiecznie spacerując: nie łażę bo zmroku, bo wtedy nic nie widać i nie lubię ciemności.
      Zawsze chodzę ze scyzorykiem ale nie łudzę się, że to jakakolwiek obrona (zanim sięgniesz, rozłożysz to ) – używam go po prostu zgodnie z przeznaczeniem do obcinania/przycinania gałęzi etc.
      Myślę,że jeśliczujesz się niepewnie lepiej zaprosić koleżankę albo chodzić z kimś, nie ma się co stresować, to ma być przyjemne:)

  • Mieszkam w Niemczech i tutaj zbieraczy tez coraz wiecej.Chyba juz wszyscy mamy dosyc jablek z Argentyny i szpinaku z Meksyku. Ostatnio odkrylam strone internetowa, ktora nazywa sie „Mundraub” (drobna kradziez, np. jedzenia), stworzona przez paru fanatykow „dzikiego”, gdzie na mapie kraju mozna zaznaczac dziko rosnace roliny i owoce – bardzo fajny pomysl, szczegolnie dla tych, ktorzy nie wiedza, gdzie szukac.
    Serdecznie pozdrawiam i jade zbierac jablka, nikt mi nie uwierzy, na pobliskim osiedlu, gdzie od dzieci az sie roi, stoja cudne, stare jablonki i grusze i nikt ich nie je!

  • abrakadabra

    Dzięki za przypomnienie. U mnie na wsi, koło Skały/Iwanowic wszystko owocuje 2 tygodnie później. Będzie akurat sok z czarnego bzu, jak pojadę na weekend z Krk. Syrop z kwiatów już mam, teraz akurat z owoców. A kalinę też mam na miedzy, ale czekam do przymrozków

  • oj, jak bym chciała przepis na dżem z kaliny. odkryłam ładne krzaczki, w mieście, a jakże;)

  • pozdrowienia;)

  • Klaudyna, jakiś czas temu wyrywałaś zęby mądrości. Możesz napisać czy to była dobra decyzja, czy jesteś zadowolona..? Rozrażam wyrwanie swoich, ale dentysta mi odradza, bo nie są popsute i nie mam wady zgryzu.

    W UK ścigamy się z ptakami i ślimakami, ale jest z czego wybierać ;)

    • admin

      Nie wyrwałam jeszcze, bo się zcykałam.
      Ale ja musze wyrwać, bo mam poziomo rosnące ósemki i będzie to nie rwanie, a zabieg. Na zimę zostawiłam.

  • Elżbieta Burdelak chyba tylko wino

  • Anna Pietrzyk poważnie? Grilla znalazlyscie?

  • Dzieki!

  • Dla mnie wyglada jak mała pigwa tez (Cydonia oblonga), jeszcze za wcześnie troche na zbiór.

  • To chyba pigwa…a w którym to parku rośnie ….? czy w Warszawie? pozdrawiam :)

  • Ja znalazlam dziwne owoce. Rosnie tego w parku cala masa. Az kusza, zeby zerwac na dzem, tylko nikt tego nie zbiera. Co to jest?

  • Dagmara

    Niby zbieraczem celowym nie jestem, ale coś się nieraz znajdzie i nie mogę odpuścić! Ostatnio byliśmy na skałkach Twardowskiego i w okolicach Zakrzówka – mnóstwo ludzi, ale nikt nie zbierał śliwek, jabłek, gruszek.. poza nami. Śliwki poszły do placka. Reszta zjedzona.
    A podobno wiele z roślin owocujących, zwłaszcza tych posadzonych w „niejadalnych” miejscach jest dla ptaków. Dzięki temu żyją w Krakowie zimą.

    • admin

      Nie wiem, mi się wydaje, że wiele nasadzeń jest jeszcze dawnych, przynajmniej w Krakowie.

  • M.Sz.

    Ach kalinko, kalinko, kalinko moja!
    W sadzie jagodo malinko, malinko moja!…

  • Oczywiście, że tak! Ostatnio na trasie przystanek-dom Motylki natrafiły na opuszczony żywopłot i pochwalą się, że zebrały 1,5kg głogu!
    https://www.facebook.com/motylkisiedlisko/photos/a.168884076649507.1073741828.157668817771033/298976980306882/?type=1&theater

  • bardzo nas zastanawiało jak przez te trawy i wzgorki komuś chciało sie wynosic z dala od oszd grili i tak porzucic ..

  • :) ha ha ha widz że nie tylko ja mam śmigla :) poszłam do lasu na grzyby i daleko w głebi …znalazłysmuy ekstra gril ..tachałysmy go pod taką gore aż pot lał sie z nas a potem w dól bo trzeba było sie przemiescic a obie po koszu grzybkow i kilka gałezi czeremchy i macierzanka –jak ludzie z lasu..poprostu a było około 6km tam i zpowrotem :)

  • Ola

    Ojej! Ponad 20 lat mieszkałam obok, bo na Złotego Wieku, i nie narzekałam – kilka minut spaceru od bloku już kończył się Kraków i zaczynały pola i lasy :). Okoliczne ogródki działkowe i forty to rzeczywiście kopalnia całkiem ciekawych roślinek :). Obecnie przeprowadziłam się w okolice Oświęcimia i wszystkie okoliczne krzaki już znam i wykorzystuję. Czasem ciężko zdążyć na zbiór, bo tu zielarstwo jest wciąż popularne, ale dereniem akurat nikt się nie interesuje i mam go dla siebie :D. Pozdrawiam serdecznie prawie sąsiadkę – z pasją czytam tego bloga od dłuższego czasu i nawet nie wiedziałam, że miałam do Ciebie tak blisko :)).

  • jam Ci eksplorator end plądrator.Kazdy dzien to fascynacja. Dzis ide odciażyć stare jabłonie pastwowe. A reszte niech żre z marketów naszpikowane swinswtem marmolady. Ja mam zysku 150 zl w skali roku po dzisiejszym zbiorze na marmolady do nalesników i ciast z owych:). Ale zeby na tym był koniec:)niestety ledwo nadążam za moją obsesją powrotu i czucia prastarej siły matki ziemi:)Chociaz widze ze Ty zuch dziołcha poginasz z kilogramami. Ja ostatnio po 5 kg jablek niesienia 3 km przegiełam i stare krzeslo pod pachą. Wscieklosc nieludzka okraszona jednakze goracym musem jabłkowym.Takze teraz moj men auto i heja.Zbiór hurt!

  • Jak byś potrzebowała transportu rzeczy, to mogę się zaoferować z rowerem :D trochę kilogramów pomieszczą koszyki :D

  • Forty we Włochach, zbieramy głóg. Zdjęcie zeszłoroczne.

  • W przyszłym roku też serio wezmę się za zbiory…

  • Wanda Misiewicz nie, to w Krakowie. Niedaleko Aquaparku.

  • To chyba łąki pod Krakowem?Fajna wieś.

  • Zrywam i zjadam idąc biegać…pozdrawiam! :)

  • Marek Szablowski a te rajskie jabłuszka to jakoś przetworzone czy na surowo?

  • Od dawna szukam dzikich,nieopryskiwanych jabłonek w Warszawie i okolicach, jem rajskie jabłuszka z ozdobnych drzew na osiedlu, o czerwonym miąższu pełnym antyoksydantów, patrz „Dzika strona jedzenia” Jo Robinson…ja i Ty jesteśmy jednej krwi…;)

  • Miejsce klimatyczne, niczym z tajemniczego ogrodu :) Co do czarnego bzu, to dziś zrobiłam już sok, a teraz nastawiam pozostałe jagódki na dżemik z Twojego przepisu :D

  • Joanna Bałuszyńska krakow. Obrzydliwe osiedle oswiecenia. Ale umiem znalesc dobre strony;)

  • Jejusiu to gdzie Ty mieszkasz ze masz tak ładnie? :)

  • Mniam:) też muszę iść na bez :)

  • ja mam w zamrażalniku 2 kg owoców dzikiej róży z zeszłego roku i zastanawiam się czy można coś z nich przyrządzić? Po rozmrożeniu stają się bardzo miękkie i praktycznie nie da się ich oczyścić z pestek. Czy jest jakiś przepis w którym nie trzeba czyścić owocków?

    • Ewa F

      Najlepsze wino. Baniak do 1/3 nasyp odmrożoną dziką różę. zsalej to syropem 1 kg. cukru na 4 litry wody. 6-8 miesięcy masz młode wino . przelej. A owoce ponownie zalej. To jedyny owoc , który jak bieda to i trzeci raz można nastawić.

  • Kiedy można zacząć zbierać owoce dzikiej róży?

  • Tylko rwać:)

  • piękne słowo eksplorować… a ja lubię takie miejsca kontemplować…

  • Fajnie odkryć coś takiego tuż za rogiem :-D

  • też lubię takie miejsca :) a jako dziecko to uwielbiałam je eksplorować z kolegami ;) niemniej uważaj tam na siebie :)