Marketing i blogi kulinarne. Kilka refleksji o relacji bloger – sponsor.

Dzień dobry,

Witam Was słonecznie i wiosennie!

Nie miałam w planach napisania tej notatki, ale po przeczytaniu tekstu Polki dotyczące szacunku w blogosferze,  pomyślałam, dlaczego nie?

Dla niewtajemniczonych, krótki opis sprawy. Firma Bakal chce współpracować z blogerkami. W założeniu ma wysyłać chętnym swoje produkty o wartości około 100 złotych, blogerki w zamian wystawiają na swojej stronę banner z reklamą. Dziewczyny się zgadzają i czekają na pierwszą paczkę. Dostają takie oto śmieci (nie, nie boję się użyć tego słowa) – pogięte bakalie w woreczkach strunowych, część bez etykietek, część przeterminowana. Wygląda to tak:

Dodam, że sama o sprawie wiem tylko z Facebooka – kto chce, może poczytać sobie więcej na profilu FB Firmy Bakal – nie brałam udziału w tej akcji.  Dziewczyny są oburzone, firma idzie w zaparte – uważa, że paczka jest warta 100 zł i każdy jest wyjątkowy (możecie sobie to poczytać tutaj możecie poczytać odpowiedź firmy Bakal na zarzuty blogerek). Co zabawniejsze, zaraz dołączają się głosy „Proszę, proszę, wyślijcie mi paczkę, mi opakowanie nie przeszkadza, dajcie za darmo!” – widać, że niektórym nie przeszkadzają przeterminowane rzeczy, ot, nadal będą dobre, ważne że za darmo:-)

Nie trzeba być mistrzem marketingu, żeby stwierdzić, że zawartość paczki jest po prostu nie do przyjęcia i jakąkolwiek firmę bym nie miała, wstydziłabym się wysłać takich sampli – nie mówiąc o tym, że w sklepie nie kupiłabym przeterminowanych bakalii.

Dlaczego o tym piszę?

Nie dlatego, żeby rozgryzać strategię marketingową konkretnej firmy czy jakoś specjalnie ją piętnować. Chciałabym z Wami porozmawiać o tym w jaki sposób blogerki kulinarne – oczywiście te, które są zainteresowane współpracą z firmami – mogłyby z tymi firmami negocjować i dlaczego wręcz powinnyśmy to robić.

Nie ukrywam, że liczę na Wasze doświadczenia, ponieważ sama się tego uczę.

Jeśli jesteście zainteresowani, zapraszam!

ps. jeśli interesują Cię inne zagadnienia z zakresu blogosfery kulinarnej, zapraszam do przeczytania postu dotyczącego firmy Wedel.

Pozwólcie, że opowiem Wam trzy historie. Historie zdarzyły się na prawdę, ale nie będę podawać szczegółów – uważam, że jednak korespondencja rządzi się swoimi prawami :)

Historia numer 1.

W czasach mojej blogowej młodości (ah!) pisze do mnie Miła Pani. Proponuje mi zestaw herbatek w zamian za napisanie postu. Myślę sobie:

Dobra herbatka nie jest zła! Darmowa herbatka piechotą nie chodzi! Biorę!

Dostaję paczkę kurierem. Jestem cała w skowronkach. To mój pierwszy test. Jakie jest moje zdziwienie, kiedy w paczce znajduję umowę o dzieło – nie na moje imię i nie na moje nazwisko. Ot, zwykła pomyłka – paczka doszła nie do tego adresata co trzeba. Umowa opiewa na kilkaset złotych.

Sprawdzam bloga tej osoby – taki tam nowy blog z kilkoma wpisami – blog jak blog, mój nie jest gorszy.

Dzwonię do miłej Pani, pytam, co mam zrobić z tą umową i czy też mogę taką dostać. Nie, nie mogę. Ale mogę dostać jeszcze jedno pudełko darmowych herbatek w ramach pociechy. Jeśli byłabym tak miła, mogę zniszczyć umowę. Jestem miła z natury. Oczywiście jestem miła. Dodam, że herbatki za 12 zł nie smakują już tak słodko :-)

Historia numer 2.

Pisze do mnie Miła Pani w imieniu czasopisma. Jest to czasopismo drukowane.

Podoba się jej mój blog, chce współpracować. Ma dla mnie pierwsze zadanie: mogę przygotować bliny. W zamian dostanę kopię czasopisma, które kosztuje mniej niż mąka gryczana do wspomnianych blinów, że o kawiorze nie wspomnę.

Myślę sobie: Miła Pani dostaje wynagrodzenie, redakcja dostaje wynagrodzenie, ja dostaję gazetę i męczę się parę godzin ze zdjęciami i przepisem – po konsultacji z koleżankami blogowymi odpowiadam – nie, dziękuję.

Dodam, że równocześnie piszę do czasopisma Archipelag – nie dostaję za to ani grosza. Na własną rękę kupuję książki o recenzji i składniki. Dlaczego? Bo jest to projekt ludzi z pasją, którzy chcą się nią dzielić z innymi – to do mnie przemawia. Lubię dzielić się z innymi. Nie lubię, kiedy ktoś chce wykorzystywać moją pracę.

Historia numer 3.

Kilka miesięcy temu pisze do mnie miła Pani w imieniu dużej firmy. Takiej, która reklamuje się w telewizji i w prasie. W najlepszym czasie antenowym.

Bardzo podoba się jej mój wyjątkowy blog, chce współpracować. Mogę przygotować wpis i nawet video (wtedy nie kręciłam jeszcze filmików). W ramach współpracy oferuje mi kilogram wędliny. WoW, myślę sobie, Pani jest miła, kilogram wędliny brzmi dobrze, ale…stać mnie jeszcze:-)

Co miesiąc pisze do mnie wiele Miłych Pań: mój blog jest wyjątkowy, wspaniały, chętnie dadzą mi fartuszek, który mogę założyć podczas gotowania wraz z przyjaciółkami (i w zamian nakręcić relację), wyślą mi dwa sosy do makaronu, albo patelnię (na moją uwagę, że mam cztery i właściwie nie potrzebuję piątej, zadają się nie reagować). Inne chętnie zorganizują konkurs dla czytelników- można wygrać magnes na lodówkę i smycz na klucze – sama też mogę dostać taką samą smycz.

Panie (i Panowie!) – wystarczy mieć bloga kulinarnego i lodówka sama się wypełnia!

Dodam jeszcze, gwoli sprawiedliwości, że zdarzają się też historie pozytywne – bardzo miło wspominam współpracę z firmą Severin, dostałam super sprzęt (min. do raclette) i jeszcze spotkałam się dziewczynami z Warszawy na koszt firmy (można zobaczyć filmik, który razem kręciłyśmy). Było super i złego słowa nie mogę powiedzieć.

Morał z tych historii.

Miłe Panie czekają na każdym rogu. Są bardzo miłe i powiem Wam, szczerze, że czasami, aż żal mi jest im odmówić!

Myślę sobie – to ich praca, mają mały budżet i takie tam… a w sumie i tak bloga prowadzę za darmo, więc czemu nie?

Potem włączam TV i widzę reklamę firmy za grube pieniądze. Włączam maila i cały czas nie mogę się nadziwić, myśląc o kilogramie szynki, który ta sama firma może mi oferować.

Jeśli prowadzicie bloga kulinarnego dobrze wiecie, ile zajmuje to wysiłku, czasu i pieniędzy (na składniki, na aparat, czasem, jak w moim przypadku, na wykupienie domeny i hostingu). Nikt się nie skarży, bo swoje blogi prowadzimy dla przyjemności – poświęcamy swój czas, żeby dzielić się z innymi wiedzą i umiejętnościami. Czasem zawieramy przyjaźnie.

Myślę, że każdy z nas ma własną politykę marketingu (tutaj pisałam więcej o marketingu na blogach kulinarnych) – jedni godzą się na reklamy banerowe, inni na testy produktów, jeszcze inni stanowczo odrzucają jakąkolwiek formę reklamy. To jest indywidualna sprawa każdego blogera i nie ma tutaj z czym dyskutować – wolnoć Tomku w Swoim Domku :-)

Po co o tym piszę?

Po to, żeby pokazać, jak zmieniają się moje relacje z reklamodawcami. Od początkowej euforii (o tak, dostanę coś za darmo, super!), po ostrożność. Szczerze: powiem Wam, że czasem czuję się jak żebraczka, której nie stać na kawałek kiełbasy.

Żeby było jasne: jeśli spodoba mi się jakiś produkt, sama go sobie kupię i zarekomenduję (np. sos Worcestershire). Czasem napiszę do producenta z prośbą o próbkę (tak było w przypadku tempehu – dlaczego nie?). Ale czasem po prostu nie mogę się nadziwić, po prostu nie mogę, jakie oferty dostaję.

I najgorsze jest to, że nie wiem jak jak z takimi ofertami sobie radzić : wyrzucać do spamu? grzecznie odpowiadać? A może pisać, że po prostu taka propozycja mnie obraża i nie jest warta mojego czasu i uwagi? Każdy indywidualnie sobie analizuje co się mu podoba, a co nie.

Ja przyjęłam zasadę dwóch pytań:

Czy oferta jest dla mnie korzystna? Czy jest korzystna dla czytelników bloga?

Korzyść nie musi być wymierna – może to być spróbowanie czegoś nowego, czy wyszukanie jakiś ciekawych informacji.

Strasznie się rozpisałam, wiem.

Tak na podsumowanie, cytat od Eweliny Majdak (z jej tekstem się w większości zgadzam, więc nie będę potwarzać tego co napisała Ewelina):

Ale gdzieś tkwi przyczyna tego, że blogerzy technologiczni dostają ultrabooki, iPady, czytniki Kindle czy iPhony, blogerki modowe dostają potężny zestaw kosmetyków Chanel, markowe torby czy buty, a nam proponuje się kilogram drobiowego, mielonego mięsa czy (mój dopisek Atria C.) paczkę pogniecionych bakalii.

Jestem ciekawa:

– w jaki sposób wybieracie oferty, które Was interesują? Co robicie z tymi, które są dla Was zupełnie „z kosmosu” – czy komunikujecie jakoś swoje oczekiwania?

 

  • Barbara

    Witam serdecznie. Przeczytałam wpis i bardzo mi się spodobał. Takie informacje dla poczatkujacego blogera są bardzo wartościowe. Ja mam dodatkowe pytanie :-)
    Jestem poczatkującą blogerką i wkładam wiele pracy w mój blog. Jak mogę zainteresować firmy moim blogiem? Czy zasada jest taka, że się czeka na oferty od firm? czy można jakoś to przyśpieszyć? Pozdrawiam.

  • Ja również wielokrotnie dostawałam tak przykre propozycje „współpracy”. Wtedy jeszcze nie miałam bloga, ale już prowadziłam firmę. Kilka artykułów i kilkanaście przepisów za możliwość umieszczenia swojego nazwiska pod swoim dziełem albo udział w całodniowej imprezie za możliwość pracy pod swoim logo a nie organizatora… Duże, bogate firmy… nóż się w kieszeni otwiera… :(
    Trzeba mówić NIE i pisać o tym, bo inaczej damy sobie wejść na głowę!!

  • Ewa

    Ciekawe historie :) Tak oczywiście mogą negocjować i nawet jest to wskazane. Współpraca ma być korzystna dla obu stron.

  • Ja propozycji nie dostaję, tak de facto prowadzę bloga od kilku tygodni, na pewno nie jest to bez znaczenia. Powiem szczerze, ze miałabym ochotę testować produkty spożywcze, gdyby miał to być sprzęt kuchenny to jeszcze lepiej. I w tego typu działaniach widzę trójstronne korzyści – ja otrzymuję ciekawy bonus od firmy, ona reklamę, a jeżeli będzie to produkt godny polecenia, osoby które do mnie zaglądają będą miały okazję poznać coś nowego i dostają ode mnie gotowy pomysł na wykorzystanie tejże rzeczy. A co do kosztów blogowania: domenę mam darmową, zdjęcia robię aparatem w telefonie, obrabiam darmowym programem i wiem, ze ich jakość może nie jest najwyższa, ale jest to moja pasja i i tak przeznaczam na nią wiele czasu, a to wszystko na co mnie teraz stać. Swoją drogą dzisiaj przyszła do mnie torba wygrana w konkursie, drobiazg, ale cieszy i zawsze to będę powtarzała:)

    • Ale cyz zastanawiałaś się nad tym, że jeśli będziesz pracowaćza paczkę produktów to nigdy nie będzie Cię stać na więcej? (szablon, domenę, aparat?):)

  • Należy cenić swoją pracę i oprócz produktów pobrać również wynagrodzenie! Mam nadzeję, że czytający blogerzy wysnuli jakiś morał z tego wpisu. Godząc się na niskie wyposażenie ma wpływ na całą blogosferę. Sądzę, że niektórzy blogerzy nie mają zielonego pojęcia jaką potęgą jest blogosfera. Wskazana jest również komunikacja między blogerami. Wspólnie można zdziałać wiele!

    Pozdrawiam serdecznie

  • Eliza

    Fajny wpis, nawet nie wiem, jak na niego teraz trafiłam, bo na Twojego bloga oczywiście zaglądam, ale raczej po bieżące i fotograficzne wpisy :)
    Temat jest bardzo na czasie dla mnie, powoli zaczynam dostawać propozycje i zastanawiam się, jak się do nich ustosunkować. Praktycznie wszystkie odrzuciłam. Oczywiście na początku zgodziłam się na baner i kasę za kliknięcie, podeszłam do temu z zachwytem, ale mój entuzjazm szybko opadł i wiem, że więcej na taką współpracę i na takich warunkach się nie zgodzę. Najfajniejszym dodatkiem do bloga nie są dla mnie gadżety, które niekiedy dostaję (i nikt nie oczekuje niczego w zamian) a warsztaty, w których kilka razy miałam okazję wziąć udział i spotkania z innymi blogerkami.
    Mam za to inny problem, już chyba 2 czy 3 razy znajomi znajomych lub moi znajomi zagadywali mnie o reklamę na blogu za np. ziemniaki i pomidory z ekologicznej uprawy lub deskę do krojenia. Wszystko za to, że ich wypromuję, bo oni oczywiście wiedzą o moim blogu, jak sami piszą (ale fanami nie są, co złośliwie sprawdziłam). I tak jak nie mam problemu z odmawianiem firmom, tak tu sytuacja jest dla mnie niezręczna. Ale tak czy siak, grzecznie odmawiam.

  • Hej, świetny post. Jako,że jestem początkującą blogerką kulinarną, to jeszcze nie miałam okazji nawiązać z nikim współpracy, ale jeśli coś takiego się wydarzy, to dzięki Twoim przestrogom, będę bardzo dokładnie je analizować. Dziękuję!
    Pozdrawiam :*

  • bardzo ciekawy wpis z zupełnie innej perspektywy. fajnie poznać techniki ‚speców od marketingu’ ;)

    • No, myślę że w zanadrzu mają jeszcze sporo, ale w sumie wszystko i tak opiera się na zdrowym rozsądku. Pozdrawiam!

  • Natknelam sie na twoj wpis przypadkowo i musze przyznac, ze trafil w dziesiatke. W dziesiatke, bo od jakiegos czasu bardzo mocno zastanawiam sie, o co w tym wszystkim chodzi… Przyznam, ze kiedy zaczynalam blogowac, wiedzialam, ze na moim blogu nie bedzie reklam. Co do wspolpracy z firmami – tematu nie bylo, bo nie mialam pojecia o tym, ze cos takiego wogole istnieje. Mialam szczescie, poniewaz moja pierwsza propozycja od firmy byla uczciwa i przystalam na nia z ochota. Dokladnie wpasowala sie w moj gust, a ze nie lubie robic niczego przeciwko sobie, z przyjemnoscia zgodzilam sie ich promowac. No i w zasadzie na tej jednej sie skonczylo. Nie dlatego, ze wiecej propozycji nie dostalam. Dostaje je bardzo czesto. Jednak niektore po prostu mi uwłaczaja (wiem, DUZE slowo, ale tak sie wlasnie czuje). Firmy, sklepy, producenci, niekiedy prosza o takie „przyslugi”, ze uwierzyc nie moge w ich bezczelnosc (jak np. pewien internetowy sklep, ktory w zamian za jakis gadzet chcial miec w calym moim blogu odsylacze i banery i jeszcze warunek, ze baner ma sie wyswietlac od razu, zeby nie trzeba bylo przewijac, ma po prostu walic w oczy! Oburza mnie to! I przyznam szczerze, ze w tym konkretnym przypadku nawet nie odpisalam, bo szkoda mi bylo czasu. Ale jednoczesnie na kilku blogach zauwazylam bijace w oczy banery, co swiadczy o tym, ze tylko ja mialam skrupuły (!)
    Masz racje, jesli juz zdecydujemy sie na „wspolprace”, to trzeba rozwazyc, czy aby na pewno to jest wspolpraca, a nie WYZYSK NAIWNIAKOW.
    Moja strategia jest taka, ze sie nie zarzekam, ale jednoczesnie bardzo sie szanuje. Siebie i swoich czytelnikow.
    I powiem wprost, ze zrezygnowalam z obserwowania kilku blogow, na ktorych reklamy wala po oczach, a ich autorki biora wszystko, co popadnie, byleby dostac za darmo…
    To oczywiscie wolny kraj – kazdy robi tak, jak mu wygodnie. Ale mnie sie to nie podoba.
    Na poczatku trzeba bysobie zadac pytanie, po co ja wogole tego bloga prowadze? Jesli to tylko sposob na kase, to ok. Moze byc i tak. Tylko wtedy to juz nie jest blog, a… wlasciwie, to nie wiem, co…? Instrument do produkowania kasy? Wyłudzacz probek???
    Podkreslam jeszcze raz – nie mam nic przeciwko wspolpracy z roznymi firmami, ale z pelnym przekonaniem podzielam twoje zdanie – nie powinnysmy pozwalac, na takie traktowanie. Bo akceptowanie badziewia, nieuczciwosci, wkorzystywanie naiwnosci prowadzi prosto do zwyczajnego blogowego zeszmacenia :( Ja wiem, ze to mocne slowa, ale tak wlasnie czuje.

    Tez sie rozpisalam, ale jak wspominalam na poczatku, temat mnie nurtuje od dawna. I, jak widze, nie tylko mnie…

    Pozdrawiam :)

  • aga

    Regularnie odwiedzam kilka ulubionych blogów i szukam nowych i widzę jak ogromną pracę dziewczyny (nie odwiedzałam jeszcze chyba blogów facetów) wkładają aby wersja końcowa posta wyglądała bardzo dobrze. Nie podobają mi się wszystkie blogi, ale te na które zaglądam mają świetne zdjęcia, inspirujące przepisy, posty o ciekawych produktach czy miejscach. czasem jeszcze pięknie napisane historie i zdolność odpowiadania na setki pytań internautów.
    Nie prowadzę bloga, choć dużo (i podobno całkiem nieźle) gotuję i czasem bardzo bym chciała mieć takiego fajnego bloga:). Ale wiem że mogłabym sobie nie poradzić z takim przedsięwzięciem (zdolności, czas, zdjęcia itd). I kiedy czytam że „miłe panie” proponują Wam kilogram wędliny za reklamę na bardzo często odwiedzanym blogu….to jest to jawna bezczelność. Reklamę za które „miłe panie” muszą zapłacić dużo w innych mediach czy na innych stronach internetowych. Dziewczyny nie dajcie się! Wasze czytelniczki bardzo doceniają Waszą pracę i Wy też powinnyście cenić swój czas i umiejętności. pozdrawiam:)

    • Cześć!

      Dziękuję Ci za odwiedziny i komentarz.
      Wiesz, no tak niestety wygląda rzeczywistość blogowa, na szczęście nie muszę się z bloga utrzymywać, więc jakoś strasznie nie musze przyjmować każdej propozycji.. ale to prawda, ż ejesteśmy trochę mikroprzedsiębiorstwami..

      — > Ale wiem że mogłabym sobie nie poradzić z takim przedsięwzięciem (zdolności, czas, zdjęcia itd). : Zdolności nie trzeba mieć, tego chyba się człowiek uczy, popatrz na moje pierwsze zdjęcia:) Blog to fajna przygoda, ale równocześnie rzeczywiście zjadacz czasu niesamowity, jeśli w miarę poważnie podchodzi się do sprawy..

      Dziękuję jeszcze raz za miłe i motywujące słowa!

  • Witam, ja z tych co to na Bakala się zgodzili. Dziś odebrałąm przesyłkę i jednocześnie maila od firmy ….przyznam szczerze, ze owszem brak podstawowych informacji o towarze, jakim jest chocby nazwa i termin przydatnosci, ale to co do mnie dotarło było w przeciwieństwie do zdjeć ładnie opakowane … moze uznasz mnie za głupią,a le zastanawiam się czy dać firmie jeszcze jedną szansę, o którą proszą w liście czy po prostu im podziękowac …będę dziś intensywnie myslała:) …aczkolwiek wiem, ze to co się stało głośno im isę odbije:)

    • Jola, ja bym się na Twoim miejscu nie zastanawiała za długo.
      Umówiłaś się z nimi na zestaw za 100zł, dostałaś zestaw za 100zł, pełnowartościowy, czyli dostałaś to co chciałaś. To co tu się zastanawiać czy brać czy nie:) Teraz pewnie będziecie dostawać super paczki;)

  • Bardzo ciekawy wpis, pełen trafnych uwag.
    Ja ostatnio odrzuciłam kilka ofert – np. od firm, które oczekują, że rozreklamuję ich w zamian za kostkę rosołową wartą 5 zł i jeszcze wmówię czytelnikom, że gotowe dania są przepyszne :) Przyjęłam też ofertę dwóch firm – jednej dlatego, że podoba mi się idea przyświecająca ich produktom, a drugą, bo zaoferowano mi „godziwe” warunki i ciekawe produkty, a wszystko jest na mocy podpisanej przez obie strony umowy.
    Miałam jednak mało przyjemny epizod z firmą „alexxxx”, która w zamian za umieszczenie banerka na stronie (przez prawie 2 miesiące!) i wcześniejszej obietnicy wysyłki produktów wartych minimum 200zł, wysłała mi paczkę z kilkoma przyprawami, małym słoiczkiem masła klarowanego i żurawiną… Szkoda gadać. Dlatego, drogie blogerki, polecam podpisywać z firmami umowy, w których jasno będzie napisane, co każda strona dostanie w zamian! Nie należy dać się wykorzystywać. W końcu każdy blog wymaga od nas włożenia dużej ilości pracy i serca. Nie możemy też kreować wrażenia, że kulinarne blogerki mogą się sprzedać za paczkę bulionetek.

    • Cześć!

      Dziękuję za pozostawienie swoich przemyśleń pod tym postem – myślę, że i tak gdzieś zaginie w przestrzeni, ale warto o tym mówić.

      Rzeczywiście, umowa jest dobrym pomysłem – czasem się nam wydaje, że firmy robią nam miły prezent.. a to nie do końca jest prezent, dla nich to tania akcja reklamowa – więc taka umowa powinna pomóc w wywiązywaniu się z obietnic.

      Co do alexx to widzę, że nie jesteś jedyną osoba – chyba już trzecią, która pisze o tej firmie – swoją drogą, czy ten sklep jeszcze działa?

  • Amisha

    Atrio – ja tylko napiszę, że to bardzo ciekawy wpis! Ja nie piszę kulinarnie, choć pewnie bym mogła, ale właśnie wiem, ile to czasu potrzeba… zrobić danie, zrobić fotki i to opisać (i wszystko w ładny, zachęcający sposób). Lubię gotowanie, ale na gotowaniu się u mnie kończy, bo na więcej czasu brak.

    Jak wiesz, ja też sobie pisuję, ale z innej beczki. Stąd nikt na tym nie ma szans zarobić ha ha ha – ale – gdyby ktoś chciał zrobić, to jednak kosztem mojego – bądź co bądź wysiłku. Stąd warto dbać o swój wizerunek, szanować swoją pracę i nie sprzedawać się za kilogram wędliny. Jak komuś to pasuje – ok, ale ja bym też nie chciała takiej zapłaty…

  • Nie czytałam wypowiedzi innych osób, ale powiem Ci, że podobnie bywa na blogach książkowych – sporo dyskusji się już przewinęło na temat polityki współpracy z wydawnictwami.
    Uściski, Ania

  • No ja się ostatnio zaczęłam zastanawiać nad reklamami, ale tekstowymi i mało inwazyjnymi. Nie zgłosił się jeszcze do mnie nikt z herbatkami, więc jeszcze nie przechodziłam przez dylemat „brać czy nie brać.” Zgłosiła się jednak do mnie pewna znana stacja z zaproszeniem do pewnego mało mnie interesującego programu. Po prostu nie odpowiedziałam na maila.

  • Hej Atrio, dzięki za dobry i potrzebny wpis :) Ja z siostrą jesteśmy na etapie definiowania swoich relacji z reklamodawcami. I to jest rzeczywiście niełatwa kwestia – co, po co, co to da naszym czytelnikom, czy my na tym skorzystamy (np. spróbujemy coś nowego i/lub będziemy w stanie to kreatywnie wykorzystać).
    Też mogłybyśmy podzielić etapy współpracy na kilka etapów (i kilka pewnie jeszcze przed nami). Np. na testowanie zgodziłyśmy się trzy razy (i jeszcze jeden raz jest w planach). Czy byłyśmy z tego zadowolone? Różnie. Pierwszy raz – napisałyśmy dosyć neutralną recenzję produktu – cisza. Drugi raz – współpraca miała być długofalowa, skończyło się na jednej paczce. Trzeci raz – produkt wspominany w komentarzach, którego sama nigdy wcześniej nie włożyłam do koszyka – i miłe zaskoczenie, że nie taki straszny diabeł jak go malują. Z panią zajmującą się przypadkiem nr trzy mamy dobry kontakt. Wysłała nam już wiele paczek z produktami firmy, którą reprezentuje, nie wpływając na to co z nimi zrobimy, czy zamieścimy wpis o produkcie (poza jednym, konkursowym wpisem – ale tutaj wiązało się to z korzyścią dla czytelników). Jednak bardzo dużo zależy od tego, kto zajmuje się PRem – niektóre maile są wysyłane z automatu ;/ Rzeczywiście trzeba dbać o to, żeby firmy PRowe traktowały nas – blogerów poważnie. Zasada dwóch pytań jest pomocna ;) pozdrawiam!

  • Odnosząc się do tego co napisała Ewelina Majdak, kulinarna blogosfera rzeczywiście nie wypracowała sobie jeszcze takiego prestiżu co modowa, marketingowa czy techniczna. Bez względu na fakt, czy jest to wynikiem stereotypowego postrzegania w Polsce „kobiety gotującej” jako głupawej kurki domowej, czy wynik tego, że większość tych „kurek” jednak pokusi się na jakże hojny podarunek ze strony firmy, której roczne przychody przekraczają kilka mln zł, myślę, że trzeba porostu przekalkulować, czy to się (mówiąc brzydko) OPŁACA.

    Cenię swoją pracę, na blogu dzielę się wiedzą, w dziedzinie w której dobrze się orientuję, poświęcam czas na dopracowanie kwestii wizualnej, copywriting, korekty, śmiało mogę powiedzieć, iż jest to wiedza EKSPERCKA, ponadto inwestuję w produkty, narzędzia internetowe, poświęcam konkretny czas na stworzenie 1 wpisu, nie robię tego dla pieniędzy, ale jeśli miałabym wycenić jego wartość rynkową byłoby to kilkaset złotych, dlaczego tak dużo ?
    – koszty użytych do gotowania składników, około 100 zł
    – energia, około 30 zł
    – czas poświęcony na gotowanie około 2h (przykładowa stawka samodzielnego kucharza 20 zł/h)-> 40 zł
    – czas poświęcony na zdobienie profesjonalnych zdjęć i obróbkę 3h (przykładowa stawka fotografa 50zł/h) -> 150 zł
    – czas poświęcony na napisanie wpisu około 3h (przykładowa stawka copywritera/ dziennikarza kulinarnego około 50 zł za godzinę) -> 150 zł

    Pominę kwestie amortyzacji (zużycia komputera, aparatu, narzędzi kuchennych) ale sumując koszty powstania 1 wpisu wynoszą one około 500 zł.
    Jeśli jakaś firma, będzie chciała zasponsorować powstanie takiego wpisu i pokryć jego koszty to raczej nie odmówię ;)

    Trzymajcie się ciepło blogerki !

    • Konrad

      Brawo, najbardziej konkretny wpis w całej dyskusji ! Lubię to ! :)

  • Ostatnio dużo się o tym mówi. Ja mialam przeboje z firmą na K. Wiele z osób, które zgodziły się z nią współpracować to jak „jelonki” poszły traktując samo ich odezwanie jako nobilitację. Ja chcialam czegoś więcej i od początku widziałam jakiś dysonans w mojej z nimi współpracy. Też dostaję co jakiś czas podobne meile. Raz abym była owocowym ekspertem – tu 2 książki kucharskie bananowe i „obieraczka do banana”. Smutne…
    Innym razem produkty Fair Trade – miło , zgodne z moim światopo(d)glądem – niestety i tam trafił się produkt na granicy przydatności.
    Na propozycję w stylu waflowych skorupek odpowiadam przecząco. Trzeba się szanować.
    Smutne jest w polskim blogowaniu to , że wysyła się nam produkty warte 20-30 zł i oczekuje od nas „pracy” – umieszczenie na blogu, opatrzenie postem dość ładnym z ładnymi zdjęciami itp. Ktoś zatrudniony dla nich wziąły kilkaset złotych za PR, za bannery, za zdjęcia a nam serwuje się jakieś ochłapy. Tak jak już wspomniano niech to będzie współmierne. (Nie)stety ja widzę tylko jedną drogę: Szanujmy siebie, szanujmy swoje blogi – bądźmy dla siebie ważni.
    Pozdrawiam serdecznie
    Anuszka

  • aga w kuchni

    przeczytałam dokładnie Twój cały post z wielką ciekawością co to różne firmy potrafią wymyślić… sama prowadzę blog kulinarny i również dostałam od Bakala podobną paczkę jak na zdjęciu… żadnej karteczki nie było co znajduje się w woreczkach, jaka waga i jaki mają termin ważności… jedna blogerka dostała bakalie z karteczką i jak się okazało, produkt należy spożyć do grudnia 2011 r. ;/ po całej tej aferze dostałam maila od firmy Bakal, że w poniedziałek zostanie ponownie wysłana do mnie paczka z produktami…zobaczymy co znajdę w środku…

  • Ja do tej pory nie miałam takowych propozycji poza jedną w postaci paczuszki od Chiquity. Zdecydowałam się gdyż nie musiałam nic w zamian robić. Zawartość była miła (dwie książeczki z przepisami na bananowe dania, etui i pen drive bananowy) i z niej korzystam. Sama z siebie wspomniałam o przesyłce od ww firmy w ramach dzielenia się przepisami.
    Czasem chciałabym móc wypróbować jakiś jakiś produkt i móc podzielić się doświadczeniami ale tak jak napisałam na początku propozycje mnie omijają :) może to i lepiej? przynajmniej nie rozczarowuje się.
    Pozdrawiam cieplutko.

  • hajduczek

    Nie piszę własnego bloga, choć bardzo bym chciała. Podoba mi się to, co robisz Ty i inne blogerki/blogerzy kulinarni, jednak wiem, że to wymaga duuużo czasu oraz inwencji – ciekawy blog wyróżnia się dobrym stylem literackim, pięknymi zdjęciami, oryginalnymi pomysłami na potrawy i tym, że mogę czegoś od Was się nauczyć. Przecież sama interesuję się gotowaniem i nie szukam przepisów na kotlet schabowy czy kapustę z grzybami, bo te potrafię wykonać w środku nocy wyrwana z głębokiego snu.
    Poszukuję u blogerek inspiracji, ciekawych informacji, nowych sposobów na znane potrawy. Chętnie poznam nowe, czasem egzotyczne produkty, choć raczej stronię od „gotowców” (np. popularnych ostatnio na niektórych blogach gotowych babeczek z pudełka produkcji jednej ze znanych firm). Poszukuję przepisów egzotycznych, bo czasem robię przyjęcia tematyczne i bardzo to lubię.
    Jednym słowem od kulinarnych blogerek (i blogerów, ale jednak panie są w większości) sporo się uczę, a niektóre wpisy reklamowe po prostu pomijam i nie czytam ich – szkoda czasu:-) Wiele blogów traktuję też jak dobrą literaturę, bo naprawdę zasługują na takie miano. Niektórych blogerów traktuję niemal jak znajomych, w tym i Ciebie, Atrio.
    Gdybym jednak prowadziła kulinarnego bloga i ktoś wystąpiłby do mnie z taką żenującą propozycją, o jakich wspominasz, z pewnością odpisałabym: „że po prostu taka propozycja mnie obraża i nie jest warta mojego czasu i uwagi”. Jestem pewna, że jesteście warte lepszego traktowania, naprawdę!
    Pozdrawiam – wierna czytelniczka.

  • Takie propozycje nie biorą się z kosmosu :) bo wiele osób je przyjmuje i ok, nie wnikam w to.
    Ja odpisuję (o ile oczywiście to nie jest mejl z jakiejs prywatnej skrzynki, bo wiele cudów widziałam) po prostu na ile wyceniam daną akcję reklamową i wiesz, często od głupiej propozycji dochodzimy wspólnie do fajnej normalnie płatnej akcji, z której wszyscy są zadowoleni.
    I ja wyjątkowo nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że technologiczni dostają laptopy i to jest fajne (jeśli dobrze rozumiem). Szczerze mam w nosie wszystkie sprzęty, wolę sama kupić to co faktycznie chcę a rozliczać się po partnersku, przynajmniej w większości przypadków :)

    • Paulinka, dziękuję za głos w dyskusji.
      Ja też zawsze grzecznie odpisuję, pokazu8ję przykłady mojej pracy.
      Inna sprawa, że Ty masz cały serwis z masą wpisów i widzów, jesteś bardziej łakomym kąskiem:D

      Ja też nie zgadzam się radośnie na testowanie sprzętów: co mi z czwartej patelni czy drugiego blendera? Samo w sobie nie jest to dla mnie jakąś nagrodą.. myślę, że muszę jeszcze poczekać, ąż będzie mnie ktoś traktował powaznie:)

      • ;-) uwierz, to nie tak, że jak ma się jedną z większych stron to nie dostaje się głupich propozycji :) po prostu trzeba się cenić, jak sama będziesz się traktować poważnie to inni też będą :) ściskam Cię!

        • Będziemy w kontakcie!:)

  • Z mojego punktu widzenia trzeba najpierw wycenić swoje ‚usługi’ i tego się trzymać. Ja ustaliłam sobie ‚minimalne’ stawki na różne formy współpracy, poniżej których nie schodzę. Wychodzę z założenia, że skoro coś robię, poświęcam temu swój czas, przykładam się do tego itd, to wszystko to ma swoją wartość.
    Zazwyczaj przy podejmowaniu decyzji zastanawiam się czy oferta jest korzystna dla mnie i ‚reklama’ będzie przydatna czytelnikom. Robię spory przesiew ofert. Na niektóre odpowiadam, podając inne, odpowiadające mi warunki współpracy, niektóre pozostawiam bez odpowiedzi, bo ręce mi z wrażenia opadają. Ale wydaje mi się też, że nawet jeśli jakaś oferta współpracy byłaby bardziej skierowana na dobro czytelników niż moje, to też mogłabym ją przyjąć, bo to może skutkować większą liczbą odwiedzających i może marketingiem szeptanym :)
    Nie lubię tylko sytuacji kiedy ktoś wysyła do mnie ofertę, oczywiście mój blog jest ‚jedyny w swoim rodzaju’ bla bla bla, odpisuję że jestem wstępnie zainteresowana i proszę o więcej informacji a wiadomości zwrotnej już nie otrzymuję… No to halo? O co tu chodzi? Trochę szacunku. Nawet jeśli firma nie jest już zainteresowana współpracą to może dobrze byłoby poinformować o tym drugą stronę choćby krótkim: ‚Dziękujemy za zainteresowanie, jednakże podjęliśmy współpracę z kimś innym’.

    • Myślę, że jest to dobry sposób – traktowanie promocji właśnie jako usługi.
      To, że robisz coś za darmo nie znaczy, że masz być niezadowolona z promocji.
      A miałaś jakieś dobre praktyki z firmami? Bo myślę,że jeśli podajesz cennik to pewnie 99,99 odpada na wstępnie;)

      • Było kilka :) Efekt jednej takiej współpracy będzie można podziwiać w kwietniowym numerze Glamour (dodatek o łososiu norweskim, gdzie zaprezentuje się jeszcze Monika z GastronomyGO i Paula z Just My Delicious) :))
        jest też np. akcja która jest ukrytą akcją promocyjną, nie dotyczy konkretnej firmy, ale promuje zdrowy produkt dlatego się podjęłam takiej współpracy :)
        Nie cenię się nie wiadomo jak wysoko, bo wiadomo, że nie mogę wziąć za współpracę tyle, ile mogłyby zażyczyć sobie najbardziej poczytne blogerki kulinarne, ale celuję w stawki zadowalające i przede wszystkim współpracę, która ma szansę trwać dłużej niż kilka tygodni ;)

        • poza tym, nie będę ukrywać, nie jestem zasypywana niewiarygodną ilością propozycji ;) ale na szczęście z tych, które do mnie trafiają, większa ‚połowa’* jest udana :)

          *wiem, że połowy są równe ;) to taki żart ;)

  • Dobrze, że coraz więcej osób zaczyna o tym pisać i czytać. Choć (mimo mojego wrodzonego optymizmu) tutaj wątpię, czy jest szansa na jakikolwiek postęp. Jest nas za dużo i tak jak ja odmawiam udziału w konkursie który zupełnie jest od czapy, bo reklamowany produkt i nagroda pasują jak wół do karety:D to dziś zobaczyłam, że ktoś inny się zdecydował. I to jest błędne koło.. Moim zdaniem najlepsza opcja to: cedzenie :)

    • Zawsze będzie ktoś, kto się zdecyduje – blogów kulinarnych jest bardzo dużo.
      Tylko Ty jako blogerka na szali stawiasz też swoją wiarygodność i komfort: Twój i czytelników,dlatego myślę, że dobrze jest odmawiać – nawet jeśli ktoś inny weźmie;)

  • Poruszyłaś bardzo ciekawy temat :) Ja mogę tylko powiedzieć tyle, że nacięłam się chcąc testować produkty pewnego sklepu internetowego w zamian za ich reklamę na blogu Przez 3 miesiące (co najmniej raz w miesiącu miała być wysłana paczka). Zaczęłam w grudniu, będąc jedną z pierwszych testerek. Dostałam świąteczną foremkę do ciasteczek. Zrobiłam piękną recenzję, zamieściłam reklamy… i … cały styczeń – cisza. W lutym napisałam maila z pytaniem, na odczepnego dostałam kilka paczuszek przypraw wartych raptem razem ok.15 zł. Minął luty, zaczął się marzec… i nadal cisza. Więc zdejmuję reklamy z bloga i nie mam najmniejszego zamiaru nikogo o nic prosić. Trudno, chciałam być miła, ale …najwyższa pora zacząć się szanować.
    Pozdrawiam i pozwolę sobie udostępnić Twój post. Może inni także zaczną szanować Nas – blogerów i Naszą pracę.

    • Cześć!

      Dziękuję Ci za komentarz! Troszkę wyżej dziewczyna pisała o podobnej praktyce sklepu internetowego – może nawet ten sam;)

      I tak długo te reklamy u Ciebie wisiały, w sumie dwa miesiące reklamy za darmo – wydaje mi się, że Google Ad-Sense by trochę kosztowało;)

      Właśnie nie chodzi o to, żeby każdemu wycenić, ale żebym była zadowolona ze swojej pracy – bo czasem mogę dostać jakąś drobną rzecz i będę się cieszyć:) Ale właśnie to jest frustrujące, kiedy robisz coś z dobrej woli a poetem zdajesz sobie sprawę, że zostałaś wykorzystana – nie o to chodzi.

      Nie wiem czy ten post coś zmieni, ale chyba warto pisać o podobnych tematach. Dla ludzi nie mających bloga, my po prostu robimy sobie jedzonki i pstrykamy fotki, proste łatwe i przyjemne;)

      Oczywiście, dziękuję, że dzielisz się moim postem z innymi!

  • Pyza

    A ja coś tam mam u siebie, znaczy się reklamy jakieś w powiązaniu z umowami za nie i korzyściami z tego płynącymi. Może nie są na razie duże, ale są i wspomagają mój dość ubogi budżet. Ale też nie łapię wszystkiego z czym się do mnie „miłe panie” zwracają bo nie warto. Jeśli mnie sprawa nie interesuje bo uważam, że mi się taka współpraca nie opłaca albo po prostu nie chcę reklamować konkretnego produktu czy firmy bo nie mam do nich przekonania to odmawiam – po prostu mówię nie, dziękuję. Innych nie oceniam – tak jak napisałaś – każdy decyduje sam i „orze jak może” – nie chciałabym też żeby na podstawie tego czy mam reklamy na blogu czy nie, oceniali mnie inni blogerzy bo każdy ma inną filozofię życia i sytuację choćby finansową.

    • To jesteś w sumie szczęściarą! Masz formę reklamy która Ci odpowiada i wynagrodzenie, które Ci odpowiada.

      Ja osobiście nie mam nic przeciwko reklamom, zwłaszcza, że tutaj decyduje

      1. Autor bloga (chce mieć reklamy to chce, nie to nie)
      2. Czytelnicy (chcą czytać bloga z reklamami ? O.K., wolą bez reklam? jest mnóstwo blogów) i każdy sobie jakieś tam standardy wypracowuje.

      Jeśli ktoś jest zadowolony z drobnej przesyłki, to dlaczego nie? Post powstał po to właśnie, żeby się zastanowić, czy na pewno jestem zadowolona.:)

      Życzę współpracy z fajnymi firmami!

      ps. nie mów mi o budżecie. Spłukana jestem, ale mimo to, na kiełbaskę się nie połasiłam;)

  • Zgadzam się z Tobą. Właściwie niedawno uświadomiła sobie, że mogłabym coś zarobić na blogowaniu. Ale widzę, że nie warto w ogóle wchodzić w ten temat. To inni chcą zarobić na nas…!!!

    • Pati, to jest chyba tak – na początku się cieszysz strasznie, że ktoś zauważył Twój blog, chce Ci coś dać za darmo (to taki miły bonus za Twoją pracę). Czasem rzeczywiśćie to jest bonus. Ale dużo częściej, dla firm to czysty zysk. W każdym razie życzę dobrej współpracy!

  • Ja, podobnie jak Amber, nie skusiłam się jeszcze na żadną ofertę. Z prostej przyczyny, po prostu nie chcę mieć na blogu reklamy.
    Gotowe produkty, typu: jakieś babeczki z proszku, gotowe sosy – mnie to nie kusi.
    I również znam te „miłe panie”, które piszą, jaki mój blog jest cudowny i w ogóle i w szczególe. Odmawiam grzecznie, pisząc dosadnie, że nie interesuje mnie tego typu współpraca.

    A najlepsze są takie teksty , dosłownie przed sekundą przyszedł do mnie na maila: „Co Pani Powie na wymianę linkow? Ja Pani umieszczam na moim blogu a Pani moj na swoim?”, no ale to już jakby z innej beczki ;)

    • Majanka, cześć!

      Więc jesteś w komfortowej sytuacji: bo Ciebie w ogóle nie ineteresuje jakakolwiek reklama (jeśli dobrze zrozumiałam?), więc masz z głowy.

      U mnie, jeśli śledzisz mojego bloga to wiesz, są czasem posty promocyjne, czasem mam z nich tylko jakąś symboliczną rzecz, ale jakiś fajny konkurs dla czytelników jest miło widziany. Mam nawet specjalne etykietki i regulamin postów promocyjnych, bo jestem strasznie wyczulona na punkcie przejrzystośći:
      http://ziolowyzakatek.com.pl/wspolpraca-blog-kulinarny/
      Ale tutaj każdy ma swoje standardy:)

      Beczka ta sama;) Wymiana linków nie jest aż takim głupim pomysłem, ale to zasługuje na kolejny post chyba, kiedyś..;) Te wszystkie portale typu coocklet, gdzie oddajesz swoje prawa do wykorzystania zdjęć i potrawy na 25 lat…

      • Hej Atria:)

        Dokładnie, chyba jestem w tym momencie w sytuacji komfortowej, bo nie interesuje mnie reklama na blogu :).
        Wiesz, ja uważam,że blog to każdego indywidualna sprawa i podejście, po prostu niektóre wpisy omijam szerokim łukiem (np te z reklamą ciasta w proszku czy jakiegoś gotowego sosu znanej marki).Niektóre reklamy na blogach strasznie mnie drażnią, inne mniej. A u siebie nie chcę ich wcale. Tak mi dobrze i jestem spokojna:).

        Ps. z innej beczki: kupiłam książkę „Ujęcia ze smakiem”, czytam u Ciebie, czytam ksiażke, mam nadzieję,czegoś się nauczyć.
        Buźka:*

  • Witam:) Trochę sobie poczytałam na temat nie ukrywam bardzo mnie interesujący. Bloguję od dwóch miesięcy, obserwuję blogi innych i zastanawiam się co trzeba zrobić, żeby móc zorganizować konkurs na swoim blogu. Może się nie znam, ale zwykle te konkursy to reklama dla firm, więc korzystają co najmniej dwie strony. Nad tą trzecią się nie zastanawiałam, a to błąd, bo ta trzecia to bloger, który tak jak pisałaś, poświęca czas i pieniądze na przygotowanie i posta i zdjęć i potrawy. Jedna z osób napisała, że przygotowanie jedzenia jest tanie. Nie zgadzam się z tym:) Wcale nie jest tanie, a już na pewno nie jedzenie, które ma smakować i wyglądać. Nie będę liczyć składników, ale kilka ładnych lat już kucharzę i wiem, ile kosztują produkty spożywcze, a o naczyniach do ich przygotowania nie wspomnę. Kupa kasy. Prowadzę bloga dla przyjemności, mimo, iż mogłabym zamiast poświęcać czas jemu zająć się np. bieganiem, czy pływaniem. Kilka faktów z życia blogera i przygotowania jednego posta.
    Składniki:
    1. zakupy
    2. przygotowanie składników
    3. obróbka pożywienia
    4. układanie na talerzu (np.)
    5. fotografowanie
    6. obróbka zdjęć
    7. pisanie posta
    8. wklejanie zdjęć
    9. dodawanie posta do bloga

    Kto wie ile czasu zajmują te czynności? Mnie sama obróbka zdjęć, pisanie przepisu i dodawanie na stronę ok. 2 godziny. Nie wspomnę o robieniu zdjęć, aparat mało profesjonalny więc żeby wybrać 1-3 zdjęcia muszę wykonać ich 300! Takie są realia.
    To co napisałaś o firmach to bardzo przykre, że tak jesteście traktowane. Pisze jesteście, bo ja jak na razie nie otrzymałam, żadnej propozycji współpracy. Czyżbym miała złego bloga? Czy to inny powód? Nie wiem, ale jeśli kiedyś spotka mnie przyjemność bycia testerką produktów, czy organizatorką konkursu, czego bym sobie życzyła, będę wiedziała, co zrobić, albo kogo zapytać o radę. Dziękuję za ten artykuł. Był bardzo pouczający:)
    Pozdrawiam:)

    • Cześć!

      Witam Cię na blogu i miło mi, że zostawiłaś swój komentarz:-)

      Myślę, że LEnny chodziło o to, że produkty kulinarne nie są drogie – tj, dostaniesz próbkę sosu, a nie prefum Chanel i tu jest ta różnica w cenie:)

      Jeśli chodzi o koszta, dodam od siebie właśnie koszty aparatów i obiektywu porządnego (kto się orientuje ten wie), czy programów graficznych, jeśli chcesz pracować na legalnych wersjach – dorzucę, że przed zakupami jest jeszcze pewnie szukanie przepisu;)

      Co do pytania dotyczącego bloga: 2 miesiące to bardzo mało, to młodziutki blog, który nie ma jeszcze dużo treści :-) Ja prowadzę swój przez trzy lata i nie dostaję jakichś b. fajnych ofert, ale wiem, że są dziewczyny, które współpracują z różnymi firmami i są z tego zadowolone.

      Jeśli mogę coś dopowiedzieć to cierpliwości! Chyba wiele zależy do szczęścia;) I nie trzeba się zgadzać od razu na pierwszą propozycję z brzegu;)

      • :) Dobre rady zawsze w cenie:) Owszem blog mam młodziutki:) To moje małe dzieło. Od początku do końca prowadzone tylko przeze mnie:) Sama gotuje, sama robię zdjęcia, sama dodaję :)Mój blog to moje trzecie i najmłodsze dziecko:)
        Pozdrawiam:)

        • Przejrzałam Twojego bloga – jeśli zależy Ci na sposnorowaniu produktów do potraw i jest to coś, z czego byłabyś zadowolona, możesz spróbować napisać bezpośrednio do firm np.marketingu Bonduelle czy jakoś tak, może Ci się poszczęści:)

        • Hej Atrio:) Kilka tygodni temu wysłałam ofertę współpracy do jednej z firm produkujących bogaty asortyment spożywczy. Była odpowiedź, że zobaczą bloga i sie skontaktują w razie chęci współpracy. Wczoraj dostałam propozycję:) Bardzo się cieszę, że się odezwali, mam nadzieję, że nie spotka mnie to co spotkała Ciebie i inne dziewczyny. Ja mam jak najbardziej czyste intencje i chęć współpracy. Zobaczymy jak to będzie:) Trzymaj kciuki:) Dzięki za rozjaśnienie tematu:) Pozdrawiam:)

          • Cześć! To życze pwoodzenia! Wiesz, zawsze możesz zapytać, czy mogą Ci zaproponować coś więcej, niż parę puszek groszku:)

  • Ja sobie nie radzę,bo dotąd nie skusiłam się na żadną ofertę.
    Herbatki i tym podobne uważam za oferty poniżej mojej godności.
    Z ,tym’ czasopismem też miałam przez chwilę do czynienia i całkowicie się odcięłam.
    Miłym Paniom odmawiam wprost i nie mam oporów przed stwierdzeniem,że ich propozycje są niegodne firm,które reprezentują,że to niemożliwe,żeby ,taka’ firma proponowała ,takie rzeczy niewarte funta kłaków’ w zamian.
    I jeszcze zadaję im pytanie – czy im nie wstyd.

    • Amber, to widzę, że ostro jedziesz;) W sumie to też jest jakiś sposób… Kurczę, może kiedyś spróbuję:)

  • pees

    Droga nieznajoma:)
    Jako że nie widze u Ciebie reklamy sklepu alexxx.pl :) pozwolę sobie opisać pewną sytuację: otóż jest akcja ale ambasadorka- do której z chęcią się przyłączyłam, bo czemu nie?
    Pierwsza paczka- bardzo sympatyczna- tłuszcz w spray’u, foremka wiltona, żurawina, cynamon, wanilia. Okej, może być.
    Mija miesiąc, i drugi, (a 2 banery, jak prosili są na blogu), piszę do pana x, dostaję odpowiedź, że co miesiąc jest jedna paczka. Zaglądam na inne blogi- widzę formę do wypieku chleba, blaszkę, myślę sobie- fajnie, na taką rzecz ja też mogę poczekać. Po ponad 2 miesiącach dostaję list. List od alexxx.pl i w nim uwaga uwaga- czekolada 50 GRAMOWA z prażonym ziarnem kakao… Piszę zatem do pana x że co to ma być? Że reklama wisiała ‚za darmo’ na blogu w ramach akcji- i że nie jestem zainteresowana dłuższą współpracą, jeśli tak ma ona wyglądać. Co mam zrobić z 50gramową tabliczką czekolady? Nie starczy nawet na polewę do ciasta, a nie będę pisac, że się nią zajadam wieczorami, bo to nie miałoby sensu. Na koniec zaproponowałam, że odeślę czekoladkę, pan x łaskawie poprosił, abym ją zatrzymała, bo jest wybitnie dobra.
    Okej, rozumiem, że to dobrej jakości czekolada, ale bez przesady!

    Od tamtej pory baardzo dokładnie omawiam warunki współpracy. A z tamtą firmą mam zamiar nigdy nie nawiązywać współpracy:)

    Pozdrawiam, Paula

    • Paula, dziękuję za zajrzenie.

      Chyba nie jesteś jedyną osobą w tym wątku, która miała taki problem;) Cóż, mądry polak po szkodzie, teraz pewnie po miesiącu ciszy zdjęłabyś reklamę (tzn. ja zdjęłabym od razu i czekała ew. na przywrócenie). Myślę, że to w sumie było dobre doświadczenie, tak jak niektóre moje – z czasem człowiek się nauczy;)

  • Bardzo dobry wpis i bardzo dobrze, że się pojawił. Sama o takich praktykach ‚poważnych’ firm nie miałam pojęcia. Może dzięki temu więcej blogerów i blogerek pomyśli czy warto zaśmiecać swój blog albo chociaż wyceni swoją pracę.
    Pozdrawiam!

    • anja, myślę, szczerze mówiąc, że zawsze znajdą się blogerzy, którzy będą chętni na te drobiazgi – i nie mówię złośliwie, bo sama się skusiłam, więc wiem jak to jest. Zwłaszcza na początku. Prowadzisz bloga, za darmo, a nagle „Bach”, ktoś chce Ci dać coś gratis – cieszysz się jak głupia;) Ale chyba z przypływem czasu spędzonego na pisanie blogu i kosztów w to włożonych, stajesz się ostrożniejsza. Przynajmniej ja:)

  • Lenny

    Ależ sobie trafiłam ;) Weszłam na bloga a tutaj nowy wpis..
    Tylko tak się zastanawiam, co ja wiem na ten temat? No niby nic, nie bloguję. Ale kilka blogów (głównie kulinarnych i modowych) śledzę.
    Modowe związane głównie ze stylem vintage, co pewnie też ma wpływ na ten marketing, ale co ja chciałam..?
    No tak: Zastanawiając się dlaczego blogerki kulinarne dostają „kilogram mięsa” a inni blogerzy „perfumy Chanel czy iPoda”.. wydaje mi się, że jest kilka powodów.
    1. Nie można kłócić się z tym, że jedzenie jest z zasady tanie (na nasze szczęście), a ubrania czy sprzęt po prostu nie. A więc trudniej zrobić paczkę bakalii za 100zł niż wysłać buty za 200zł.
    2. Kucharzenie jest mniej popularne niż moda czy nowinki techniczne. Więcej ludzi przegląda te blogi (?szczerze mówiąc nie jestem pewna, tak mi się wydaje) i firmom bardziej opłaca się inwestować w to.
    3. Te rynki są całkowicie inne.
    I.. to chyba tyle co wiem, a właściwie wydaje mi się, że wiem o tym całym świecie blogowym :)
    Życzę wszystkim blogerkom, żeby nigdy nie spotkała ich taka przykrość ze strony żadnej firmy.

    • No, Ty szczęściaro!”:)

      Po części się zgadzam – jedzenie jest tanie (ale nie każde;)). Ale np. sprzęt kuchenny już nie jest. Garnki też nie. Miksery, noże i takie tam:) Poza tym, np. za reklamę banerową na blogach (czy to kulinarnych czy kosmetycznych) nie dostaje się chrupek. Dostaje się pieniądze (tutaj kwoty pewnie są różne, nie wiem, bo nigdy nie miałam) – i za to możesz sobie kupić albo inne chrupki albo perfumy;)

      • Lenny

        Co do pierwszej części: Wydaje mi się, że ciuchy i różne sprzęty zmienia się teraz „jak rękawiczki” a garnki, noże służą przez dłuugi czas. Ludzie się do nich przywiązują i nie kombinują z nowościami. Zresztą (znów-wydaje mi się. To wszystko to moje gdybania) nasz „rynek kuchenny” jest dosyć stały, mało jest nowych firm, a stare nie muszą się reklamować.
        A do drugiej: To nie mam zielonego pojęcia. I nie znam osobiście żadnych popularnych blogerów: ani kosmetycznych, ani modowych ani kulinarnych, więc nawet nie mogę porównać ich zarobków z reklam ;-).

        • Masz rację tutaj – ciuchy zmieniają się co sezon, to prawda:)
          Ale dodam, że branża FMCG (produktów szybkozbywalnych, do których należy jedzonko;)) podobno jest najbardziej rozrośniętą i dochodową gałęzią biznesu na świecie. Nie wiem, nie doświadczyłam:D

          I to też nie jest prawda, że wszystkie blogerki modowe i kosmetyczne dostają perfumy – czasem dostają tylko próbki:)

        • Lenny

          Na usta/ palce ciśnie mi się „To może blogerki zawaliły, że sobie na to pozwalają?” ale na pewno nie. Właśnie gdzieś tutaj moje przekonania przeistaczają się w totalną fikcję, więc już nic nie powiem :)

        • Lenny

          I jejku: Chciałabym jeszcze dodać, że tymi moimi myślami nie chcę urazić żadnej blogerki/blogera.

    • A ja myślę, że możesz mieć rację – dużo racji w tym co Ci się ciśnie:)
      No co Ty, nikt się tutaj nie obraża – to nie matura z polskiego, nie ma ujemnych punktów za nie wstrzelenie się w klucz;)

      • Lenny

        Ach ta szkoła, wszędzie mi życie zatruwa.. ^^
        Ostatnio zauważyłam taką tendencje, na przepraszanie za wszystko. Chyba też temu ulegam :)

        • Ja mam tak samo:D
          Ktoś mnie popchnie w kolejce a mówię „przepraszam”:D

  • St. Dreptak

    Cóż, nie mam takich dylematów, bo nikt mi niczego nie proponował – gdyby nawet, to grubo bym się zastanawiał czy to ma sens. Ani ja ani moi goście nie są na sprzedaż.
    Może jestem dziwny, ale gdy widzę te tłumy czepiające się „pańskiej klamki” na „fanpejdżach” i żebraninę o ochłapy, to bierze mnie obrzydzenie i niesmak – wspomniany przez Ciebie Wedel rzuca im cukiereczka, a dla dzieciaka co prosił o reklamowe gadżety, na zorganizowaną przez szkolny samorząd loterię nic nie ma – jeszcze by nie daj boże musieli coś dać i innym? Ohyda!
    Przyznam że nie miałem pojęcia o takich „interesujących” praktykach wobec blogów kulinarnych – ale żenada!
    Pozdrawiam

    • Debtak, tak jest pewnie też w innych miejscach, ale ja mogę tylko o sobie powiedzieć;-)

      ja tam uważam, że firma może dać komu chce co chce – to jest ich własność. Tak samo jak bloger może się zgodzić co chce przyjąć – i wiele osób się zgadza i będzei zadowolonych z tej zupki w proszku. O.K, sprawa tej osoby, skoro to jej sprawia frajdę i przyjemność – nie oceniam:) Ale tak napisałam i może ktoś sobie przemyśli;)

      A co do gadżetów: jak przyjaciel Ci radzę -załóż bloga, będziesz miał giftów co niemiara:)

      • St. Dreptak

        Źle mnie zrozumiałaś – mówiłem o stadach obślizgłych pochlebców na stronach firm.
        Nic mi do tego co kto robi na swoim blogu – podoba mi się to zaglądam, nie podoba się, to nie wracam – zaawansowany blog kosztuje i jeżeli ktoś to doceni w sposób wymierny to dobrze.
        Sądzisz, że dostanę coś od firmy wędliniarskiej, której produktów za żadne skarby nie polecę nawet dla psa? :D

        Mówiąc o traktowaniu blogów kulinarnych miałem na myśli takie firmy jak Wedel czy ta „Bakal” – źródło taniej reklamy i pozycjonowania produktów w sieci. Szkoda na nich naszej pracy.

        Na swoim nie przewiduję nawet miejsca na reklamę.
        Pozdrawiam :)