Po co Ci studia i jakie studia wybrać? Kilka słów o studiowaniu:)

 

kwiat

Dzień dobry,

Dzisiaj przygotowałam dla Was bardzo osobisty post – bardzo zależało mi na tym,żeby pojawił się w Ziołowym Zakątku.

Jak pewnie część z Was wie, kilka tygodni temu skończyłam studiować – być może jest to koniec przygody z moją edukacją (nigdy jednak nie wiadomo:)). Kiedy pisałam maturę, nie wiedziałam jeszcze co chcę robić w życiu (i szczerze mówiąc teraz nie jestem o wiele mądrzejsza w tym temacie) i zastanawiałam się, jakie studia wybrać. Wyobrażałam sobie,że kiedyś będę pracowała w ONZ albo w innej międzynarodowej organizacji. Będę dużo podróżowała po świecie. Będę robić coś ważnego, coś co będzie pomagać ludziom. Tak to sobie mniej więcej układałam:)

Kiedy dostałam do rąk broszurę Porównawczych Studiów Cywilizacji wiedziałam, że chcę studiować ten kierunek i tylko ten. Nic więcej mnie nie interesowało: wtedy były strasznie egzotyczne studia (teraz również, ale troszkę mniej – ja byłam drugim rocznikiem). To brzmiało jak spełnienie moich marzeń: kultura dalekich krajów, nauka arabskiego, filozofia, antropologia (w liceum przeczytałam „Złotą Gałąź” Frazera i byłam bardzo poruszona antropologią religii, bardzo interesowałam się też kulturą muzułmańską, jednak miałam ograniczony dostęp do książek).

Moi Rodzice i Dziadkowie wyobrażali sobie, że zostanę nauczycielką, najlepiej polonistką. Tymczasem przyszłam z broszurą „kulturoznawstwo: porównawcze studia cywilizacji” (w sumie w mojej całej rodzinie ze cztery osoby – w tym moja Babcia – są w stanie powiedzieć, co dokładnie studiowałam. Część mojej rodziny nadal sądzi,że studiowałam kulturystykę;)).

Jestem im niezmiernie wdzięczna, że Rodzice powiedzieli: „możesz wybrać studia, jakie uznasz za stosowne” i umożliwili mi studiowanie w Krakowie pomimo,że kosztowało ich to wiele wyrzeczeń (zwłaszcza na pierwszym roku, kiedy stypendia naukowe były poza moim zasięgiem) i pomimo obaw „co po tym będziesz robić”. Dziękuję.

Co mi dały studia?:)
 


Po trzech latach studiowania na Porównawczych Studiach Cywilizacji wybrałam się na studia socjologiczne – tym razem także wiedziałam po co i czego od tych studiów oczekuję. Chciałam ugruntować sobie warsztat metodologiczny, ponieważ na moim poprzednim kierunku nie był zbyt rozbudowany. W międzyczasie miałam przelotny romans z filologią romańską. Również wiedziałam, dlaczego chcę się uczyć francuskiego – niemniej, te studia były dla mnie niezwykle obciążające psychicznie, czułam, że marnuję czas i postanowiłam z nich zrezygnować, póki mogłam: to było w tych słodkich czasach, kiedy można było studiować dwa kierunki równocześnie bez przeszkód.

Teraz studiuję podyplomowo studia z zakresu uprawy roślin zielarskich: powiem szczerze, że to pierwsze studia, na które poszłam trochę „spontanicznie” i nie do końca wiedząc, czego od nich oczekuję oraz co chcę uzyskać. Cóż, zdarza się:)

W każdym razie dzisiaj ten post, który nie pasuje chyba do zadnego innego.

O tym, co warto studiować. I dlaczego.

Może od razu odpowiem na to pytanie.

Warto studiować to, co czujemy,że warto. Szczególnie, jeśli chcemy studiować kierunki humanistyczne. Kierunki humanistyczne mają podwójne oblicze: można stosunkowo łatwo na nich „przebalować” i pozaliczać egzaminy, jeśli jednak chce się w pełni korzystać z ich dobrodziejstw, wymagają dużego wysiłku, dyscypliny i chęci poznawania świata.

Warto studiować to, do czego jesteśmy przekonani. Moim zdaniem, jeśli kierunek humanistyczny to albo zgodny z naszymi pasjami, albo – jeśli totalnie nie wiemy, co nas interesuje – taki, który pozwoli nam chociaż trochę poznać i zrozumieć świat.

Najlepiej wybrać taki kierunek, który nas interesuje – obecnie nikt nam nie zagwarantuje „idź na studia X, na 100% dostaniesz pracę”, natomiast co ze studiów nam zostanie, jest nasze na całe życie (oczywiście są osoby mniej i bardziej elastyczne w tym temacie: kogoś może ogólnie interesować „matematyka” i odnajdzie się na matematycze teoretycznej oraz na studiach inżynierskich). Wiem, mało praktyczna filozofia:)

Bo studiujemy dla siebie.  Brzmi to jak truizm, ale tak jest. Jeśli ktoś, kończy kierunek humanistyczny tylko po to,żeby znaleźć pracę „w zawodzie” (swoją drogą życzę każdemu jak najlepiej!), może się gorzko rozczarować. Po skończeniu studiów może stwierdzić „studiowanie jest bez sensu”, „studia nic mi nie dały”, „straciłem tylko czas”.

Kiedy jednak studiujemy dla siebie, sprawa wygląda inaczej: to, czego się dowiedzieliśmy, nikt nam nie zabierze. To nic, że zapomnimy większość rzeczy: będziemy wiedzieli, gdzie ich szukać w razie potrzeby. To nic, że będziemy pracować robiąc coś zupełnie innego: zawsze jest poczucie, że nie zmarnowaliśmy danego nam czasu.

Nie ważne, czy wybierzemy studia humanistyczne czy techniczne – w sumie, jeśli mamy odrobinę zapału i szczęścia do prowadząych, możemy je skończyć z całkiem podobnymi kompetencjami (nie mówię tutaj o umiejętnościach technicznych – u mnie są na poziomie minus jeden:):)

Po co warto studiować czyli czego nauczyłam się na studiach?

Nauczyłam się, że świat nie jest czarno biały. To, co nam wydaje się naturalne i oczywiste, gdzieś, na drugim końcu świata może jawić się niemoralne i obrzydliwe. Wachlarz ludzkiej kultury jest wręcz oszałamiający –  jednak bez względu na kulturę, jako ludzie, odczuwamy te same emocje: miłość, rozpacz, radość z narodzin dziecka czy strach przed śmiercią. Szarość świata i jego skomplikowanie to trochę przygnębiające odkrycie: w końcu dobrze i bezpiecznie jest wiedzieć, że nasza prawda jest jedyną słuszną.

Nie wszystko da się opisać: skończył się już czas XIXwiecznych teorii, kiedy można było opisać cały świat w kilku lub kilkunastu opasłych tomach. Życie jakie się toczy wokół nas: od maleńkich mikrobów, po obserwowanie odległych galaktyk (wiem, to chyba już materia nieożywiona:)) jest tak skomplikowane, że jedna osoba nie może znać się na wszystkim: nigdy, przenigdy nie zaufam człowiekowi, który twierdzi,że poznał odpowiedzi na wszelkie pytania, znalazł lek na wszystkie choroby (nie trzeba daleko szukać: tyle jest cudownych diet!) czy jest niezaprzeczalnym ekspertem chociaż w jednej dziedzinie (znam conajmniej dwóch samozwańczych ekspertów od pieczenia chleba, którzy są przekonani, że wiedzą o tym absolutnie wszystko).

Prawdziwie poszukujący człowiek, będzie kwestionował własną wiedzę, szukał nowych źródeł, inspiracji, pomysłów, nie boi się przyznać do porażki. Zresztą, stwierdzenie „wiem już wszystko” jest samo w sobie smutne: bo cóżby wtedy nam pozostało.

Studia umożliwiły mi spotkanie z autortytetem. Studiowałam dziennie, mieliśmy dobry kontakt z wykładowcami – nie wiem jak jest na studiach zaocznych, ale moim zdaniem studia to nie tylko kurs, który ma nauczyć cię umiejętności i przekazać konkretną wiedzę na temat XYZ (od tego są szkolenia zawodowe). Studia mają pokazać procesy, które stoją za różnymi zjawiskami. Świetnie jest, jeśli umożliwiają kontakt z autorytetami, osobami które są świetne w danej dziedzinie, potrafią zainspirować. To nic, że się z nimi czasem nie zgadzamy – samo to, że są obecni i chcą Ci poświęcić chwilę sprawia, że czuje się przypływ dobrej energii (oczywiście, zdarzają się też nie-fajne przypadki profesorów, ale w sumie natrafiłam na mniejszość takich:)).

Studia nauczyły mnie mówić „nie wiem”. Szczególnie jestem wdzięczna mojej pani promotor, która zawsze zachęcała nas do pytań, podważania autorytetów („To nic, proszę Pani, że to napisał profesor – jeśli ma Pani podstawy, żeby twierdzić, że ta teoria jest niekompletna, można to zrobić”), pytania tego „kto mówi” i że warto zawsze sprawdzić kim jest osoba, którą cytujemy. Może wtedy tak wiele osób nie przejmowałoby się filmem „Pij mleko,będziesz kaleką” – pisałam już, że nigdy nie zaufam osobie, która twierdzi,że posiadła kompletne rozwiązanie wszystkich problemów?

Nie muszę być czołobitna w stosnku do kogoś, kto ma tytuł naukowy, tylko dlatego, że go posiada. Prawdopodobnie jego wiedza jest ogromna, jednak tylko dlatego, że ktoś ma przed nazwiskiem „profesor” nie oznacza, że ma rację, jest osobą o wysokiej moralności, czy po prostu dobrym człowiekiem, że jego motywacją jest tylko rozwój nauki. Wiecie, ile na Youtube jest pseudodokumentów, gdzie występują profesorowie twierdzący, że ziemia ma sześć tysięcy lat? Nikt im tego nie broni, jednak jeśli przestają podważać własne twierdzenia i wciąż na nowo je weryfikować, twierdząc, że posiedli ostateczną wiedzę – tytuł naukowy jest wtedy tylko pustą ozdobą.

Studia nauczyły mnie analizowania problemów na kilku poziomach: nie ważne, czy piszę artykuł na konferencję czy post o czosnku niedźwiedzim. Staram się zebrać tyle informacji ile się ta – teraz ceni się rzeczy „W ampułkach”/”skrócone, wypunktowane informacje”, które  zmieszczą się na ekranie telefonu. Tymczasem, jeśli chcemy się czegoś dowiedzieć, to nie wystarcza. Grzebanie w źródłach nie sprawi,że stanę się specjalistą z jakiejś dziedziny, ale lubię podejmować troszkę większy wysiłek, żeby móc sobie powiedzieć, że dowiedziałam się troszkę więcej, niż trzeba do opisania danej sprawy.

Do tej pory pamiętam, jak Kapuściński pisał, że do napisania 1 strony potrzeba przeczytania stu. Teraz raczej się tego nie robi, bo po prostu (zwłaszcza w Internecie) nie ma czasu na takie zabawy, jednak zawsze staram się zrobić chociaż malutki kroczek, aby się nieco dowiedzieć. I zawsze przyznaję sobie prawo do błędu. Gdybyśmy chcieli być bezbłędni, nigdy nie skończylibyśmy jednej rzeczy:)

Na studiach zdobyłam też trochę praktycznych umiejętności, jednak do głównie dzięki „aktywnościom pozalekcyjnym”;)). Potrafię przygotowywać prezentacje, występować przed szerszą publiką (to w sumie potrafiłam i lubiłam już od podstawówki, kiedy byłam w kółku teatralnym:)), umiem obsłużyć lustrzankę, rozgryźć WordPressa i Offica, napisać trochę w HTMLu i trochę poedytować zdjęcia. Niby nic, ale przydaje się w życiu:)

Poza tym:

  • mówię trochę po arabsku
  • wiem, kim była Szeherezada i przeczytałam wszystkie 9 tomów baśni (nie bajek!baśni) z 1001 nocy
  • wiem, że mit jest historią święta, w którą się wierzy, a nie tylko opowiastką na lekcjach polskiego:)
  • wiem, jakie są podstawy islamu, hinduizmu i taoizmu
  • wiem, że jedną z podstawowych zasad rządzących życiem społecznym jest zasada wymiany „daję abyś ty dawał”
  • znam część bogów egipskich i w muzem mumia nie jest dla mnie ciekawym przedmiotem, przy którym można zrobić sobie zdjęcie, ale ciałem faraona 
  • wiem, że człowiek nie pochodzi od małpy, ale wspólnie z małpą mamy wspólnego przodka: a to zupełnie inna sprawa:)

I setki innych, drobnych rzeczy – z czego większość, wiedziałam, ale zapomniałam:) To nic, jeśli będę chciała sobie odświeżyć informacje, wiem gdzie szukać.

Czy to się przydaje w życiu?

To, czego nauczyłam się na studiach przydaje mi się codziennie. Poważnie. 

Korzystam z tych umiejętności dzień w dzień. Nigdy nie powiem, że „Studia nic mi nie dały”.

Teraz, kiedy skończyłam studiować, czuję się trochę pusta. Uwielbiałam poznawać nowe rzeczy.

Wiecie, całe moje dotychczasowe życie mówią Ci „ucz się” (z czego skwapliwie i z nadwyżką korzystałam), w pewnym momencie wszystko się kończy:)

Kiedy byłam na studiach, w przeciwieństwie do wielu moich rówieśników, wiedziałam, co chcę robić.

Teraz, gdy je skończyłam, nie do końca wiem.

Nie wiem, czy powinnam zacząć szukać pracy w korporacji, poświęcić jeszcze trochę czasu na szkolenie fotograficznych umiejętności, a może rozpocząć pracę nad doktoratem?

W pewien sposób jestem głupsza i bardziej skołowana niż byłam pzrzed rozpoczęciem edukacji.

Ale jedno jest pewne – gdybym mogła wybrać jeszcze raz, poszłabym dokładnie na te same studia.

Nie żałuję.

To, czego się nauczyłam zostanie ze mną bez względu na to, co będę w życiu robiła.

  • aldeek

    Wszystkim spanikowanym licealistom zalecam administrację. Sam poszedłem w tym kierunku, studiuję w Wyższej Szkole Gospodarki Euroregionalnej w Józefowie i uważam, że dla mało ukierunkowanych wcześniej a nie chcących siedzieć na kasie w markecie to jest dobry kierunek. Jest konkret jakiś w ręku, w administracji zawsze będą potrzebować ludzi. Przynajmniej takie jest moje podejście, sprawdzę za dwa lata ;)

  • niebieskawa.

    Również chciałabym podziękować za ten tekst, bardzo mnie podbudował. Odkąd pamiętam chciałam studiować etnologię, jednak w pewnym momencie wybrałam inną ścieżkę. Od roku jestem na architekturze krajobrazu na Politechnice Krakowskiej i muszę przyznać, że studia są ciężkie i czasami zastanawiam się czy dobrze wybrałam. Jedno jednak mogę powiedzieć na pewno – po pierwszym roku nabyłam umiejętności jak najbardziej praktyczne i takie, które w pracy zawodowej (nawet jeśli nie będzie to architekt krajobrazu, a grafik, projektant ogrodów, czy ktokolwiek inny) zdecydowanie mi się przydadzą. Widzę to już po praktykach, które odbyliśmy w te wakacje. Na innym kierunku po pierwszym roku pewnie nie miałabym takiej możliwości. Byłam bardzo rozdarta i nadal jestem przekonana, że będę studiowała drugi kierunek humanistyczny, bardziej nastawiony na samorozwój – etnologię lub religioznawstwo na UJ. Jednak nie żałuję, że męczę się na studiach technicznych. To prawda, że są kursy zawodowe, ale jednak to nie to samo co 5 lat studiowania. Chociaż oczywiście to zależy od konkretnej ścieżki zawodowej :) Tak czy inaczej, dziękuję za Pani wypowiedzi, podtrzymały mnie na duchu :) Gratuluję osiągnięć ;)

  • Ilaya

    Witam! :) Jestem licealistką. Spanikowaną licealistką, która nie bardzo wie co ze sobą zrobić – i dlatego się zainteresowałam tym tekstem.
    Z całego serca popieram rozwijanie swoich zainteresowań, studia humanistyczne, drobne rzeczy do nauki, naprawdę! Jestem zachwycona takimi ludźmi, a Pani wydaje się być ciepłą, inteligentną i miłą osobą. Chciałabym tylko zwrócić uwagę na jedną rzecz, którą Pani sama wspomniała w komentarzu: „Żeby było jasne: ja nie mam nic przeciwko pracy w korporacji. Mój Pan pracuje w korporacji i jestem z tego powodu niezmiernie szczęśliwa: dzięki temu nie muszę się martwić, co mam po studiach do garnka włożyć, kiedy wyczerpały się stypendia:)”. Niestety, masa ludzi nie może pozwolić sobie na tak fantastyczny luksus jak brak wiedzy co się będzie robiło (mam na myśli brak konkretnego zawodu w którym można pracować, np. takiej wspomnianej polonistki), bo zwyczajnie… Może ujmę to tak: ja wiem, że nie mam nikogo, kto mnie będzie utrzymywał. Nikogo, kto pójdzie do korporacji i włoży mi coś do garnka :( dlatego wydaje mi się, że ten tekst – jakkolwiek świetny, optymistyczny, poprawił mi humor – nie może odnosić się do każdego. Nie każdy może pozwolić sobie na studiowanie dla siebie :(
    Inna sprawa, że czasami idzie się na bylejakie studia „bo będzie praca”, potem pracy nie ma… Ech, przynajmniej nikt mi nie mówił, że będzie łatwo… ;)

    • Kiedy zaczynałam studia obydwoje nie mieliśmy pieniędzy, ani przez chwile nie kierowałam sie tym, ze bedzie mnie ktoś utrzymywał.

      • Ilaya

        Chciałam tylko wyjaśnić, że nie był to atak czy coś w tym stylu, absolutnie! Ja właściwie to zazdroszczę :D fajnie Ci się ułożyło. Chciałam tylko troszeczkę usprawiedliwić tych, którzy tak rozpaczliwie powtarzają „studia, po których będzie zawód”. To jest taki zwykły strach i tyle :( I chyba jestem zbyt wielkim tchórzem, żeby iść na coś takiego, po czym nie będę miała konkretnego zawodu…
        Co nie znaczy, że bym nie chciała! Pozdrawiam serdecznie :)

        • admin

          Ja rozumiem to przecież:)
          Zawsze możesz spróbować robić dwa kierunki na przykład po drugim roku. Jeden dla zawodu, drugi dla siebie:)

  • aniela

    zdecydowanie prawo w biznesie – nowy kierunek na WSB, ale z szerokimi perspektywami potem na znalezienie pracy :)

    • oewsb

      Dzień dobry,

      Dokładnie tak! To świetny, przyszłościowy kierunek.

      Rozumiem Aniela, że Ty już u nas studiujesz właśnie ten kierunek? Możesz zdradzic nam w którym mieście studiujesz?

      Mam nadzieję, że odwiedziłaś już Biuro Karier Wyższej Szkoły Bankowej, w którym wspieramy naszych studentów pod kątem zawodowym (praca, staże, praktyki, studia zaoczne + praca).

      Pozdrawiam serdecznie i zachęcam do zadawania mi pytań
      Renata Mazur, Online Ekspert WSB studia I stopnia

  • Hanna Mis

    Mam nadzieję, że się nie obrazisz – trafiłam na Twojego bloga w poszukiwaniu przepisu na ricottę, zainteresowały mnie Twoje wpisy i czytam od pół godziny, dodałam na FB… ale mam taką małą uwagę, nie związana z treścią bloga. Dwa sformułowania, które padły: ‚plac na Żyda’ (we vlogu u second handach) i ‚mój Pan’. Myślę, że jako socjolożce-kulturoznawczyni nie muszę Ci tłumaczyć, czemu te sformułowania spowodowały moje zaskoczenie i – znowu, nie chciałabym urazić – ale pewien niesmak.

    • Nie ma czego tłumaczy właściwie:)

      1) To nie ja wymyśliłam tę nazwę i to jest nazwa która potocznie tak w Krakowie tradycyjnie funkcjonuję, co jasno i wyraźnie podkreślam (że tak się w Krakowie na to miejsce potocznei mówi, pewnie dlatego, że jest w cenrum (dawniej) żydowskiego Kazimierza, nie doszukiwałabym się tutaj jakiś stereotypów, ale raczej kwestii geolokalizacyjnej ). Tak samo jak wiele innych rzeczy, które tak tutaj się nazywają. Myślę, że żaden antropolog ani kultoroznawca nie powinien mieć problemów z referowaniem języka regionalnego.
      2) Mój Pan: wielokrotnie tłumaczyłam dlaczego tak a nie inaczej (ostatnia dyskusja pod postami o Tłustym Czwartkiem, w skrócie: dla nas jest to forma odnoszenia się z szacunkiem i nieco starmodna), to mój osobisty wybór (który podoba się nam jako parze) do którego mam prawo w stosunku do mojego Pana. Nie nakazuję przecież innym kobietom się tak odnosić :)

  • Studia moim zdaniem dać mogą dużo tylko trzeba chcieć zdobywać wiedzę także tą pozaprogramową. Wiele osób myśli że jak skończy studia to pracę będzie miało murowaną. Tak nie jest. Pracodawca wymaga tez doświadczenia i umiejętności praktycznych a o to na studiach dziennych jest ciężko gdyż praktycznie żadna uczelnia nie daje wiedzy praktycznej. Wielu też maturzystów idzie na studia dla dobrej zabawy ;)

  • Po raz pierwszy w życiu ktoś wyjaśnił mi poprawnie po co studiować.
    Podoba mi się wyjaśnienie na temat autorytetu, właśnie tego stukałem.
    Zgadzam się że do zdobycia wiedzy są szkoły zawodowe. W dzisiejszych czasach można zdobyć każdy rodzaj wiedzy. Jest wiele książek, internet, filmy edukacyjne w internecie. Jednak ucząc się w ten sposób nie zdobędziemy systemu. Sama wiedza to nie wszystko, potrzebne są autorytety i umiejętność użycia tej wiedzy, którą mamy. Dodał bym jeszcze, że poznajemy wielu ciekawych ludzi.

  • k – piszę akurat o studiach, przyjmuję z pokorą, że będę robiła to, co mi los przyniesie – kiedy ma się rodzinę, to sprawa inaczej wygląda. Natomiast cieszę się,że mogłam studiować to co chciałam i nikt mi teo nie zabierze, nawet jeśli będę pracować robiąc coś zupełnie innego:) Nie twierdzę,że mleko jest zdrowe (sama mam lekką nietolerację na laktozę), ale też bez przesady, że jego nie picie uleczy wszelkie choroby:) Pozdrawiam!

  • k

    Fajny post taki „młodości ty nad poziomy wylatuj itd” ale w pewnym wieku człwoiek powinien wlasnie taki być. Z mojego punktu widzenia człwoeika po 4 dychach wieje już cynizmem.A może to proza życia.Trzeba z czegoś żyć, niestety szeroki punkt widzenia na świat nie da nam chleba. Mnie bardzo się podoba Twoja podyplomówka, „wietrze” z tego korzyści zawodowo-materialne:) a ja się z Toba nie zgodzę mleko nie jest zbyt korzystnym pokarmem, szanuję jednak Twoją wersję aaa w moim wypadku tego szacunku absolutnie nie nauczyły mnie moje studia ekonomiczne:)

  • Bardzo ciekawa wypowiedź. Sama z wykształcenia jestem antropologiem kultury – etnologiem, więc skończyłam dość pokrewny kierunek do Twojego. Było to już 7 lat temu i wiedza wyniesiona ze studiów nigdy mi się nie przydała w życiu zawodowym. Ale tak jak piszesz ogólna wiedza kulturowa przydaje się za to na różne sposoby na co dzień i przede wszystkim daje dużo satysfakcji. Na moich studiach przeżyłam wspaniałe przygody i poznałam rewelacyjnych ludzi, z którymi do tej pory jesteśmy w kontakcie i widujemy się, mimo, że nie mieszkamy wcale tak blisko siebie. Nie wiem,czy spotkałabym takich ludzi na kierunkach, na których panuje wyścig szczurów, ale nie wydaje mi się. Co do pracy, to szkoda jedynie, że w naszym kraju nie ma perspektyw zawodowych dla humanistów, a korporacja to naprawdę niszczy ludzi. Wiem, byłam, przeżyłam i mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała wrócić. Pozdrawiam ciepło i życzę powodzenia w znalezieniu wymarzonej pracy :))

    • Osobiście nie jestem przeciwna pracy w korporacji i myślę,że dużo zlaeży od ludzi z jakimi się pracuje oraz od cech charakteru: znam kilka osób, którym ten tryb pracy odpowiada i bardzo sobie ją cenią. W każdym razie mam nadzieję,że coś fajnego sobie znajdę:)

  • namea

    Dobry post, bardzo bliski mojemu podejściu jako filozofowi – sekretarzowi ;) Btw „Nieważne” pisze się razem ;)

  • Bardzo przyjemny post. Co do studiowania. Warto. Warto studiować coś co jest pasją. Moja przygoda ze studiami nadal trwa, chociaż powinnam kończyć pierwszy rok mgr, ja jestem na pierwszym roku lic :) Po maturze nie dostałam się na studia, które były moją magiczną trójką (historia sztuki, archeologia i etnologia) ilość miejsc mnie zabiła, a za bardzo bałam się wyjechać z domu rodzinnego. Poszłam na turystykę. Czy żałuję? Trochę tak, chociaż poznałam świetnych ludzi, byłam na genialnych wycieczkach, wiem jak funkcjonuje biuro podróży od podszewki. Skończyłam licencjat i wiem, że nie chcę w tym pracować. Dorosłam, dojrzałam i wyjechałam 300km od domu i studiuję to co chciałam – Etnologię :) I chociaż wracam na rok znów do domu dzięki programowi MOST skończę licencjat z mojej Etnologii. Nie wiem co do mgr, bo pomysłów mam od groma, bo dlaczego by nie pójść na historię sztuki, czy na muzealnictwo? Ważne żeby się spełniać i robić to co się chce.
    Z drugiej strony jednak myślę, że to moje studiowanie to takie uciekanie od dorosłości i szukaniu pracy :)
    Pozdrawiam i życzę samych dobrych wyborów!

  • Świetny wpis… Zwłaszcza dla mnie, tegorocznej maturzystki. Właściwie od dziecka było mi wpojone, że po liceum idzie się na studia, po prostu – było to dla mnie normalne. Dlatego teraz wiem na pewno, że taka będzie moja droga. Również marzę o Krakowie – uczę się pilnie ;)), dlatego mam nadzieję, że mi się uda… A jest to w moim przypadku dość odważne posunięcie, jestem bowiem ze Szczecina – czyli z drugiego końca Polski, i jeśli finalnie dostanę się na wymarzony UJ, będę jechać całkiem sama. Ale nie zrezygnuję z marzeń. Z marzeń o studiach w jednym z najpiękniejszych miejsc na Ziemi (za taki uważam Kraków), z marzeń o zdobywaniu wiedzy u najlepszych. Nie wiem, czy będę pracować w przyszłości w zawodzie, jaki mam zamiar studiować (psychologia), lecz ważne jest to, że kierunek ten NAPRAWDĘ mnie interesuje. A co z pracą, z życiem? Zobaczy się później ;). Teraz tylko – zdać dobrze maturę! Oby się udało! ;)) Pozdrawiam serdecznie :)

  • Karolina

    Fajnie, że to napisałaś. Jako także socjolożka po UJ nadal jestem często pytana, po co ja to właściwie studiowałam. I chyba też na pierwszym miejscu korzyści wymieniłabym to, że mam szersze spojrzenie na rzeczywistość i nie potrafię już wszystkiego jednoznacznie oceniać i kategoryzować – a większości osób trudno zrozumieć, że to odkrycie ma NAPRAWDĘ dużą wartość.

  • kt

    a po doktoracie co? ofert pracy nie ma wcale więcej niż wcześniej (uczelnie też mało kogo przyjmują), a wymagania rosną, no bo przecież dr przed nazwiskiem ;)

    • Z tego samego powodu,co studia humanistyczne – z tego co mi wiadomo, dobrzy naukowcy nauk społecznych nadal są w cenie – nie idzie się chyba na studia doktoranckie po to,żeby znaleźć pracę w firmie, tak mi się przynajmniej wydaje (można się rozczarować w każdym razie:)) Zresztą, jestem wielozadaniowa;) Ale jeszcze nie zdecydowałam, ponieważ nie chcę studiować dlatego że „nie wiem co zrobić ze swoim życiem”:)

  • Praca w korporacji jest OK, o ile samemu nie trzeba tam pracować. Idz na studia doktoranckie :-)

    • Tak jak mówiłam, słowa złego na pracy wkorporacji nie powiem;)

  • Żeby było jasne: ja nie mam nic przeciwko pracy w korporacji. Mój Pan pracuje w korporacji i jestem z tego powodu niezmiernie szczęśliwa: dzięki temu nie muszę się martwić, co mam po studiach do garnka włożyć, kiedy wyczerpały się stypendia:) Praca w korporacji jest OK:):)

  • Pracy w korporacji mówimy zdecydowane NIE :-)

  • Z całą Twoją pasją do zdobywania wiedzy chyba idealnie odnalazłabyś się na studiach doktoranckich. nie sprzedawaj się korporacji ;)